Grzegorz Jankowski, prowadzący program „Punkt Widzenia” na antenie Polsat News, rozmawiał z Kacprem Kitą z Nowego Ładu oraz dr. Mateuszem Zarembą, politologiem ze SWPS, o wypowiedzi Przemysława Czarnka dotyczącej finansowania zbrojeń dla Ukrainy, o zasadności dalszego wsparcia dla Kijowa oraz o narastających w Polsce nastrojach antyukraińskich.
Wypowiedź Czarnka jako element walki o elektorat Konfederacji
Jankowski otworzył program, przywołując wypowiedź ministra Przemysława Czarnka, że Unia Europejska powinna wstrzymać finansowanie zbrojeń i odbudowy Ukrainy do czasu, aż Kijów wejdzie na ścieżkę „wartości proludzkich”. Zapytał wprost, czy Czarnek próbuje w ten sposób odzyskać elektorat Konfederacji, komentując, że w kraju rozpętała się swoista histeria, kto szybciej i mocniej zaatakuje Ukrainę.
Kacper Kita potwierdził tę analizę, wskazując, że Przemysław Czarnek został wskazany przez Jarosława Kaczyńskiego na kandydata na premiera właśnie po to, by zatrzymać odpływ wyborców PiS na rzecz Korony i Konfederacji, a w miarę możliwości część z nich odzyskać – zwłaszcza elektorat Grzegorza Brauna, który w ciągu ostatniego roku znacząco nadgryzł poparcie PiS, podczas gdy sama Konfederacja utrzymuje mniej więcej stały wynik. Kita ocenił, że proces „dehegemonizacji” polskiej prawicy jest realnym zmartwieniem Kaczyńskiego, którego partia straciła w sondażach co najmniej 10 punktów procentowych względem poprzednich wyborów. Zaznaczył jednak, że był od początku sceptyczny wobec kandydatury Czarnka, uznając go za mało wiarygodnego w tego typu twierdzeniach i zbyt uproszczonego retorycznie, co zraża część wyborców PiS, nie przekonując jednocześnie elektoratu Brauna czy Konfederacji.
Kita przywołał w tym kontekście przykład z zeszłego roku, gdy dziennikarz Piotr Litwicki pytał Czarnka o stosunek do imigracji, a ten nie potrafił zająć uargumentowanego stanowiska, twierdząc jedynie, że legalna imigracja nigdy nie stwarzała we Francji żadnych problemów – co Kita, jako analityk polityki francuskiej, określił jako nieprawdziwe uproszczenie, przywołując przypadającą tego dnia dziesiątą rocznicę zamachu terrorystycznego w Nicei, dokonanego przez legalnie zatrudnionego imigranta zarobkowego, w którym zginęło 86 osób, w tym dwie młode Polki.
Czy Polska powinna nadal wspierać Ukrainę militarnie i finansowo
Jankowski przeszedł do pytania, czy Władimir Putin powinien zdobyć Ukrainę, na co Kita odpowiedział jednoznacznie przecząco. Na pytanie, czy zatem należy Ukrainie pomagać wojskowo, w tym przekazywać zbędny sprzęt jak czołgi T-72, Kita odpowiedział, że kwestia jest stopniowalna i każdą sytuację należy rozpatrywać indywidualnie, w zależności od konkretnych potrzeb oraz relacji bilateralnych z Ukrainą.
Kita ocenił, że Polska powinna wspierać Ukrainę, ale nie kosztem nadmiernego rozbrajania się samej, oraz że wsparcie powinno być funkcją konkretnych korzyści uzyskiwanych od Ukrainy w zamian, sugerując wzorowanie się na postawie Węgier czy Czech, które warunkują pomoc. Zaznaczył, że sytuacja różni się znacząco od 2022 roku, kiedy istniało realne ryzyko upadku Ukrainy – obecnie Ukraińcy są w stanie utrzymać linię frontu i zadawać ciosy Rosji, uderzając w jej infrastrukturę energetyczną, głównie dzięki dużej pomocy zachodniej. Ocenił, że o ile na początku wojny zachodnie państwa w dużej mierze nie wierzyły w przetrwanie Ukrainy, przez co polskie zaangażowanie miało kluczowe znaczenie, to dziś państwa zachodnie są już mocno zaangażowane, a rola Polski ma dla Ukrainy dziś dużo mniejsze znaczenie niż cztery lata temu – co, jak zauważył Jankowski, oznacza, że Ukraińcy mogą sobie dziś pozwolić na ignorowanie polskich interesów.
„Nie wysłałem syna na front”
Jankowski, komentując rozgoryczenie części Polaków wobec Ukrainy, wygłosił dosadne, osobiste stanowisko: stwierdził, że cieszy się, iż nie musiał wysyłać syna na front, mimo że „tam się leje krew, ale nie nasza”. Zaprosił widzów do hejtowania go za te słowa, po czym zapytał retorycznie, dokąd trafiłby Putin, gdyby Ukraina upadła – na południowy zachód, czyli w stronę Polski, jak sugerował dr Zaremba. Jankowski ironicznie zauważył, że najgłośniejsi krytycy Ukraińców w Polsce sami pierwsi musieliby bronić kraju, zamiast – jak sugerował – uciekać do Hiszpanii.
Dr Mateusz Zaremba zgodził się z tą tezą, dodając, że deklaratywne postawy dotyczące obrony ojczyzny zazwyczaj weryfikują się dopiero w sytuacji realnego zagrożenia i budzą w tej kwestii spore wątpliwości. Ocenił także obserwację Jankowskiego jako trafną: komentarze polityczne padające zarówno po stronie ukraińskiej, jak i polskiej, są w rzeczywistości kierowane na rynek wewnętrzny obu krajów, a nie stanowią realnej dyplomacji międzynarodowej, co potęguje wzajemne napięcia.
Skąd biorą się nastroje antyukraińskie w Polsce
Jankowski zapytał wprost, czy narastające w Polsce nastroje antyukraińskie to w dużej mierze „ruska robota”. Kita odpowiedział, że nie można tego jednoznacznie stwierdzić – Rosjanie z pewnością podsycają te nastroje w internecie, ale nie jest to czynnik pierwszoplanowy. Ocenił, że napięcia społeczne pojawiłyby się niezależnie, powołując się na doświadczenie krajów zachodnich, gdzie pojawienie się ponad miliona osób innej narodowości niemal zawsze prowadzi do napięć. Przywołał przykład z niedawno wydanej książki Karoliny Olejak, opisującej rodzinę o liberalnych poglądach, która mimo początkowego entuzjazmu w przyjmowaniu ukraińskich uchodźców z czasem zaczęła odczuwać antyukraińskie emocje, gdy w szkole ich dzieci pojawiły się skargi na obniżający się poziom nauczania czy kolejki do lekarza.
Zaremba zwrócił uwagę, że badania CBOS pokazują coraz gorsze nastroje wobec Ukraińców, choć zastrzegł, że prowadzenie sondaży w czasie wojny obarczone jest dużym marginesem błędu. Ocenił, że politycy w pewnym stopniu podążają za tymi nastrojami, próbując je kanalizować, nie mogąc jednocześnie sobie pozwolić na przesadę, by nie stracić wyborców. Zauważył też, że badania wskazują na rosnącą deklaratywną niższą frekwencję wyborczą wśród elektoratu prawicowego, co jego zdaniem wynika z niezdecydowania między szerszym niż dotąd wachlarzem opcji politycznych.
Jankowski przywołał też słowa gościa sprzed kilku dni w tym samym studiu, pana Pieńkosia, który miał powiedzieć wprost, że politycy traktują wyborców jak idiotów – zaznaczając, że to nie jego własne słowa, lecz cytat.
Kita przyznał, że zarówno prezydent Zełenski miał interes wewnętrzny w podgrzewaniu konfliktu historycznego z Polską, jak i polscy politycy mają dziś polityczny interes w atakowaniu Ukraińców, co stwarza, jego zdaniem, ogromne pole do demagogii i jest długofalowo ryzykowne dla Polski, bo kraj popada „ze skrajności w skrajność”.
Zaniedbane wpływy Polski na Ukrainie
Kita rozwinął wątek strukturalnego zaniedbania budowy polskich wpływów na Ukrainie, porównując to do wieloletniej, systematycznej pracy Niemiec, które przez dekady inwestowały w to, by ukraińskie elity polityczne i ekonomiczne orientowały się na Berlin, podczas gdy Polska nie budowała w tym czasie własnych fundacji ani instytucjonalnych narzędzi wywierania wpływu na ukraińskie elity.
Jankowski odpowiedział na to ostro, pytając retorycznie, co przez osiem lat rządów zrobił w tej sprawie PiS i czy zbudowano choćby taką relację z Kijowem, jaką ma z Ukrainą ambasador USA w Polsce. Zaremba bronił częściowo poprzednich elit politycznych, zaznaczając, że Polska w tym czasie była krajem doganiającym PKB i miała mniej zasobów oraz doświadczenia do budowania takich sieci wpływów jak Niemcy, a dodatkowo Ukraina przez lata przechodziła częste, diametralne zmiany polityczne utrudniające budowanie trwałych relacji.
Kita zgodził się z krytyką braku takich działań, zaznaczając jednak, że relacje niemiecko-ukraińskie nie wynikają z celowego uderzania w Polskę, lecz z tego, że niemieckie firmy mają Ukrainie po prostu więcej do zaoferowania – to zwykły handel, a nie polityczna gra przeciwko Polsce. Jankowski nie zgodził się z tą interpretacją, argumentując, że silny blok środkowoeuropejski złożony z Polski i Ukrainy, liczący 60-70 milionów ludzi i silny militarnie, nie byłby na rękę Niemcom, które mogą być zadowolone z podsycania wzajemnej niechęci polsko-ukraińskiej.
Cztery odrębne kwestie: bezpieczeństwo, Ukraińcy w Polsce, ekonomia i Wołyń
Kita zaproponował rozdzielenie debaty na cztery odrębne zagadnienia. Po pierwsze, kwestię bezpieczeństwa i utrzymania niepodległości Ukrainy jako leżącej w polskim interesie. Po drugie, sprawę Ukraińców przebywających w Polsce – zauważył, że samo państwo ukraińskie mogłoby chcieć, by wracali do kraju i walczyli, wskazując na planowaną w najbliższych dniach zmianę unijnej dyrektywy, która uniemożliwi otrzymanie ochrony czasowej Ukraińcom niewykazującym zwolnienia z obowiązku mobilizacyjnego. Po trzecie, napięcia ekonomiczne, naturalne przy różnicach interesów w kwestii zboża czy branży transportowej. Po czwarte, sprawę ludobójstwa na Wołyniu, gdzie – jak zaznaczył – wciąż nie przeprowadzono pełnych ekshumacji, a jednocześnie rośnie w przestrzeni publicznej kult postaci takich jak Roman Szuchewycz.
Jankowski zapytał, dlaczego temat rzezi wołyńskiej dopiero od niedawna jest tak intensywnie obchodzony, skoro od odzyskania niepodległości przez Ukrainę niewiele osób o tym mówiło. Kita potwierdził, że jest to temat stosunkowo nowy w świadomości publicznej – jeszcze 10-15 lat temu, gdy Sejm uchwalał ustawę ustanawiającą 11 lipca świętem państwowym, znaczący odsetek Polaków w ogóle nie wiedział o zbrodni. Porównał to do podobnie długo nieobecnej w świadomości publicznej sprawy operacji polskiej NKWD, w ramach której Sowieci mordowali Polaków, oceniając, że polska historia jest na tyle pełna zbrodni, że wiele z nich przez lata pozostawało tłumionych, a teraz „wybuchają” w debacie publicznej.
Podsumowanie: brak zbudowanej pozycji na Wschodzie
Jankowski podsumował ostro, że w ciągu 35 lat wolnej Polski kraj nie zbudował sobie żadnej realnej pozycji na Wschodzie. Zaremba przyznał rację, wspominając o różnych, niezrealizowanych koncepcjach, ale wyraził ostrożny optymizm, że przebudowujący się dziś świat, z rosnącym znaczeniem lokalnych wspólnot gospodarczych kosztem globalnych rynków, może w przyszłości przywrócić znaczenie idei międzymorza i dać Polsce szansę na rolę regionalnej potęgi.
Zaremba, komentując malejącą deklaratywną frekwencję wyborczą wśród elektoratu prawicowego we wcześniejszej części rozmowy, skwitował to nawiązaniem do „Ogniem i mieczem” – że jak mawiał bohater powieści Bohun, „to iskra na proch”, sugerując nieprzewidywalność nastrojów społecznych.
Kita był w tej kwestii sceptyczny, oceniając, że wizja bloku polsko-ukraińskiego liczącego 60-70 milionów ludzi nigdy nie istniała poza wyobraźnią części Polaków, poza odległym kontekstem historycznym. Zaznaczył, że przez lata panowało tabu uniemożliwiające otwarte rozróżnianie polskiego i ukraińskiego interesu narodowego, a teraz wahadło odbija w drugą stronę – w kierunku traktowania Ukrainy jako głównego wroga, co jest, jego zdaniem, równie błędne. Jankowski ripostował, że duża część ukraińskiego rolnictwa znajduje się dziś w rękach zachodnich inwestorów, a Kita przyznał mu rację, dodając, że polskich rolników trzeba bronić przed konkurencją dużych ukraińskich agroholdingów.
Na zakończenie dr Zaremba przypomniał, że wstępne rozmowy o przystąpieniu Ukrainy do Unii Europejskiej były warunkowane ograniczeniem korupcji w tym kraju, zaznaczając, że nie natrafił na żadne aktualne, wiarygodne raporty na temat postępów w tej dziedzinie.
Rozmowę poprowadził Grzegorz Jankowski w programie „Punkt Widzenia”. Materiał „Możecie mnie hejtować. Jankowski dosadnie czy Polska powinna dalej pomagać Ukrainie” opublikowano na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 508 tys. subskrybentów, 15 lipca 2026.