Paweł Kowal — przewodniczący Rady ds. Współpracy z Ukrainą, jeden z inicjatorów konferencji Ukraine Recovery Conference — rozmawiał z dziennikarzem Polskiego Radia 24 na żywo z Gdańska, gdzie trwała dwudniowa konferencja na rzecz odbudowy Ukrainy. Mówił o skali kontraktów, polskich perspektywach biznesowych, sporze historycznym i napięciach dyplomatycznych.
To jest największe wydarzenie polityczne tego roku w Europie
Kowal ocenił, że konferencja w Gdańsku zostanie zapamiętana nie jako ta, na którą nie przyjechał Zełenski, lecz jako największe wydarzenie polityczno-biznesowe tego roku w Europie — mniej więcej dwa razy Davos. Zostanie zapamiętana jako ta, na której podpisano prawie dwieście kontraktów, a może i więcej, bo nie o wszystkich wiadomo. Nie ma drugiej takiej konferencji, gdzie obok obrad politycznych toczy się nieprzerwany ciąg podpisywanych umów, za którymi idą pieniądze. W ciągu dwóch dni konferencji, w czterech miejscach jednocześnie, co pięć minut podpisywany był jakiś kontrakt. W wielu z nich uczestniczą Polacy.
Przez konferencję przewinęło się sto delegacji, sześć tysięcy przedsiębiorców, dwunastu szefów państw i kilkudziesięciu ambasadorów — w tym kanclerz Niemiec, kanclerz Austrii i premierzy praktycznie wszystkich państw Europy Środkowej.
Tu nie czuć napięcia wokół historii — biznes myśli długoterminowo
Kowal podkreślił, że największym paradoksem konferencji jest to, że w Gdańsku absolutnie nie czuć tego napięcia, które wokół interpretacji historii powstało w Polsce. Goście przyjeżdżający z całego świata nie zawsze mają pojęcie, o co u nas chodzi.. Trudno łapać szefa Banku Światowego i mówić mu, żeby nie podpisywał kontraktu, bo nie przyjechał prezydent Zełenski. Biznes myśli średnio- i długoterminowo.
Kowal zaznaczył z dystansem, że te same osoby, które trzy-cztery lata temu mówiły, że Polska i Ukraina są tak blisko siebie, że prawie trzeba zakładać wspólne państwo — dziś mówią: oddajmy ordery, zróbmy jeszcze coś przeciw. To wszystko jest w emocjach. Trzeba nauczyć się reagować tak, żeby obniżać atmosferę napięcia, żeby nam nie uciekło coś istotnego.
Premier Swyrydenko — matka chrzestna konferencji URC
Kowal zaznaczył, że premier Swyrydenko jest osobą, która wymyśliła konferencję o odbudowie Ukrainy łączącą Zachód z Ukrainą — jest matką chrzestną tej inicjatywy. To, że to ona przyjechała, a nie Zełenski, może być wręcz korzystne, bo Swyrydenko jest osobą bardzo zorientowaną na gospodarkę i praktyczne rzeczy. Przez to uwaga skupiła się na rzeczach konkretnych, a nie na sporach historycznych.
Słowa pani premier Swyrydenko do Polaków
Kowal odniósł się do słów premier Swyrydenko, która powiedziała: najbardziej chciałabym podziękować Polakom, drodzy Polacy, dziękuję za waszą pomoc, kiedy ona była najbardziej potrzebna. Zaznaczył, że jako zawodowy polityk zajmujący się polityką międzynarodową wiedział, że wszystko, co ma paść, padnie — wiedział, kto przyjeżdża, i zdawał sobie sprawę, że Polska jako organizator konferencji zostanie uszanowana. Ranga polityczna delegacji była wyraźnie wyższa niż rok temu w Rzymie.. Temu całemu wydarzeniu zależało, żeby pokazać Gdańsk — miasto, które w 90% było zniszczone w czasie II Wojny Światowej, i te skojarzenia z odbudową są oczywiste.
Nie oddaje orderu — skupia się na celach pragmatycznych
Zapytany, czy zamierza zwrócić swój order ukraiński drugiej klasy, Kowal odpowiedział, że zamierza przede wszystkim działać na rzecz tego, żeby polscy przedsiębiorcy zaistnieili w odbudowie Ukrainy. W czasach, kiedy wszyscy się zachowują bardzo emocjonalnie — i te emocje są czasem nawet zrozumiałe — musi być też ktoś, kto skupia się na celu, na pragmatycznych celach. Kiedyś Polakom ktoś naprawdę zarzuci, że zaniedbali ten moment. Jeżeli czegoś się obawia, to że uronimy ten moment — że ktoś powie: a wyście wtedy nie załatwiali spraw praktycznych, długofalowych, tylko skupialiście się na jednej kwestii.
Nawiązał też do decyzji Kaczyńskiego o zwrocie orderu, oceniając ironicznie, że Kaczyński przypomniał sobie po kilku tygodniach, że ma order — i powiedział, że to przebiło się do mediów wieczorem, ale tu na konferencji nie było tego czuć. Widział, że tu idzie dobrze, więc wtedy sobie wspomniał.
Konkretne projekty i branże — energetyka, transport, logistyka
Kowal wymienił kilka konkretnych inicjatyw. PZU będzie miało na Ukrainie ponad milion klientów — to jest ta skala, o której się dzisiaj mówi. Bank Gospodarstwa Krajowego uruchomił całą linię projektów — kredyty prawie w 90% gwarantowane przez Komisję Europejską, na dobrym oprocentowaniu i dobrze zabezpieczone. Wspólnota Energetyczna z siedzibą w Wiedniu ma świeżą transzę kilkuset milionów euro dla polskich firm z branży energetycznej. W Gdańsku zapowiedziano też nowy wielki fundusz europejski na inwestycje na Ukrainie — z polskiej inicjatywy, dziś wspólny z Włochami, Niemcami i Francją.
Patrząc na polskie projekty — największe zainteresowanie dotyczy energetyki, i to nie tylko odbudowy zniszczonej, ale też modernizacji nowej generacji. Drugie wyraźne zainteresowanie dotyczy transportu, logistyki i budowania magazynów. Podpisano też kontrakt na odbudowę kościoła św. Mikołaja w Kijowie — neogotycką świątynię zbudowaną przez Polaków na początku XX wieku.
Pierwsza transza — 3,2 miliarda euro — z pożyczki 90 miliardów euro dla Ukrainy, ogłoszonej przez Ursulę von der Leyen, to środki, na których polskie firmy też mogą skorzystać — w ramach Instrumentu dla Ukrainy, który ma środki przewidziane bezpośrednio dla polskich przedsiębiorców. Kowal zaapelował, żeby zainteresowani poszli do BGK i dowiedzieli się, co jest już na stole.
Konkurencja Niemiec — normalna rzecz w biznesie
Zapytany o obawy, że Niemcy wykroją z tortu odbudowy większy kawałek i że decyzje polityczne w Kijowie będą faworyzować firmy niemieckie, Kowal odpowiedział, że ludzie, którzy ciągle się czegoś obawiają, niczego nie wygrają. Wszędzie tam, gdzie jest biznes i polityka, jest konkurencja — i nie ma w tym nic złego. Ten, kto się boi, nie pije potem szampana. Warunki są — i to jest dorobek rządu Tuska i jego zespołu z ostatnich dwóch lat.
Historia — protokół rozbieżności i badania zamiast emocji
Kowal ocenił, że myślenia historycznego Ukraińców nie zmienią — tak jak nikomu nie uda się zmienić polskiego. Musimy pogodzić się z tym, że się nie zgadzamy co do roli UPA, co do ludobójstwa, co do konfliktu polsko-ukraińskiego z lat II Wojny Światowej 1943-1947. Ale w wielu innych sprawach historycznych Polacy i Ukraińcy się zgadzają — świadczy o tym ostatni kongres historyków polsko-ukraińskich w Baranowie Sandomierskim dwa miesiące temu, gdzie przez dwa dni nie było ani jednej kłótni. Tam, gdzie to była rozmowa profesjonalistów, było porozumienie. Postuluje, żeby powstał międzynarodowy fundusz na wspólne polsko-ukraińskie badania historyczne. A historykiem nie jest ten, kto opowiada o historii — tylko ten, kto rzetelnie bada źródła i krytycznie do nich podchodzi.
Zaznaczył też, że jako osiągnięcie ostatnich dwóch lat wskazuje to, że po raz pierwszy od dwudziestu lat trwają ekshumacje. Pamięć ludziom się zwraca — będą pochówki, już były pierwsze pogrzeby. Tego wcześniej nie było.
Odnośnie słów premiera Tuska, że przyszłość można zbudować tylko na prawdzie i wzajemnym szacunku wobec historii — Kowal ocenił, że Ukraina przede wszystkim jako każde państwo europejskie musi mieć świadomość, że podstawowym obowiązkiem polityka jest potępić każdy akt ludobójstwa. To jest część rozumienia praworządności. Wartości europejskie nie obejmują akceptacji dla czystek etnicznych. Są państwa europejskie, które miały poważne problemy ze swoją historią z okresu II Wojny Światowej — albo zostały zmuszone do rozliczenia przez aliantów, albo przez instytucje unijne w czasie akcesji. I jakoś się z tym dziedzictwem uporały, nie robiąc z niego gloryfikacji.
Rozmowę przeprowadził dziennikarz Polskiego Radia 24. Program dostępny na kanale Polskie Radio 24 na YouTube, liczącym ponad 109 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 26 czerwca 2026 roku.