Anna Kwiatkowska i Marek Cichocki otworzyli przedwakacyjny, ostatni przed letnią przerwą odcinek podcastu „Niemcy w ruinie” podziękowaniami słuchaczom za komentarze, subskrypcje i wsparcie. Kwiatkowska odniosła się przy tym z rozbawieniem do części komentarzy pojawiających się pod wcześniejszymi odcinkami — niektórzy słuchacze sugerowali, że polska niepodległość i suwerenność państwowa nie są aż tak istotne, bo istnieją sprawy ważniejsze niż niepodległość państwa. Oceniła to jako stanowisko „światopoglądowo bardzo ciekawe”. Cichocki, nawiązując żartobliwie do tego wątku, zauważył, że najwyraźniej dla części odbiorców istnieje coś ważniejszego niż posiadanie własnego domu, w którym człowiek sam się rządzi i decyduje, co się w nim dzieje — po czym, żartując, że „niektórzy rządzą się teraz bardzo u siebie”, przeszedł do zapowiedzi głównego tematu.
Cichocki zastrzegł, że odcinek nie będzie kolejnym głosem w toczącej się wszędzie dyskusji o szczycie NATO ani narzekaniem na „niewdzięczność Ukraińców” w sprawach historycznych. Autorzy chcieli wykorzystać temat instrumentalizacji historii we współczesności jako punkt wyjścia do powrotu do głównego tematu podcastu — Niemiec — i omówienia niemieckiej Walhalli, wspominanej już w poprzednich odcinkach.
Ukraiński Panteon Narodowy
Kwiatkowska przedstawiła genezę ustawy: 1 lipca Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła w trybie przyspieszonym, jednomyślnie (po burzliwej, lecz zgodnie patriotycznej dyskusji) ustawę o Panteonie Narodowym — ogólnonarodowym miejscu pamięci w Kijowie, honorującym najwybitniejszych przedstawicieli narodu ukraińskiego. Nie ustalono jeszcze imiennej listy, ale mają się w nim znaleźć dawni władcy Rusi, przywódcy różnych form ukraińskiej państwowości, hetmani, prezydenci, bohaterowie Majdanu i wojskowi — listę opracuje specjalna komisja złożona z przedstawicieli Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, historyków i działaczy społecznych. Kwiatkowska zaznaczyła, że należy być przygotowanym na obecność w tym gronie działaczy UPA. Upamiętnienie ma przybrać formę powtórnych honorowych pochówków, tablic pamiątkowych na grobach lub symbolicznych grobowców, a odwiedziny Panteonu mają zostać włączone do oficjalnego protokołu państwowego przy wizytach zagranicznych na Ukrainie, z towarzyszącymi nagrodami i odznaczeniami.
Kwiatkowska oceniła, że pomysł Panteonu i jednomyślność wokół jego uchwalenia dobrze posłużyły prezydentowi Zełenskiemu w „rehistoryzacji” polityki wewnętrznej — skonsolidowały wokół niego naród i klasę polityczną w kontekście spodziewanych powojennych wyborów prezydenckich. Użyła przy tym sformułowania, że Kijów jest dziś „zwarty i gotowy”, by upamiętnić wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do niepodległości Ukrainy — niezależnie od tego, jak kontrowersyjna byłaby to postać.
Cichocki zareagował z ironicznym zdziwieniem, wyobrażając sobie przyszłe wizyty zagranicznych prezydentów (w tym polskiego) składających wieńce w miejscu pochówku Bandery, oraz porównał ukraińskie aspiracje do omijania Polski i budowania partnerstwa bezpośrednio z Danią, Szwecją, Norwegią, Estonią i Niemcami — z zamiarem przejęcia regionalnego przywództwa — do planów kozackich elit z XVII wieku, które, jak zauważył, skończyły się źle.
Teoria „fabrykowania narodu” Ernesta Gellnera
Cichocki przywołał postać Ernesta Gellnera — czeskiego Żyda urodzonego w monarchii habsbursko-węgierskiej, socjologa badającego procesy narodowotwórcze XIX wieku w korelacji z industrializacją i powstawaniem nowoczesnych państw (na przykładzie Włoch lat 60. i Niemiec lat 70. XIX wieku). Streścił tezę Gellnera: w przypadku młodych, niedojrzałych, lecz ambitnych i agresywnych narodów tożsamość narodowa nie jest efektem długiego, organicznego procesu (jak w przypadku „historycznych” narodów typu Polska, Węgry czy Anglicy), lecz aktem siłowej, agresywnej fabrykacji przez elity polityczne i gospodarcze, służącym legitymizacji miejsca w konkurencji z innymi narodami. Ocenił, że dyskusja wokół kijowskiego Panteonu doskonale wpisuje się w ten schemat, i uznał to za do pewnego stopnia zrozumiałe w kontekście toczonej przez Ukrainę wojny.
Cichocki przywołał analogiczne przykłady: francuski Panteon paryski, powstały w duchu rewolucji francuskiej jako świecka nekropolia negująca katolicką, monarchistyczną przeszłość Francji (wspomniał niedawny uroczysty pochówek Marca Blocha z żoną z inicjatywy Macrona), oraz zaznaczył, że Polska ma raczej „nekropolię narodową” niż Panteon, co ocenił jako być może korzystniejsze rozwiązanie.
Niemiecka Walhalla: geneza i architektura
Kwiatkowska szczegółowo opisała niemiecki odpowiednik — Walhallę nad Dunajem koło Ratyzbony w Bawarii. Pomysł zrodził się w 1807 roku, po klęskach i upokorzeniu świata niemieckiego w epoce napoleońskiej, u króla Bawarii Ludwika I Wittelsbacha — kamień węgielny położono w 1830 roku, budowę ukończono w 1842. Architektem był Leo von Klenze, czołowy przedstawiciel niemieckiego klasycyzmu; budynek nawiązuje formą do klasycznej greckiej świątyni (Partenonu na Akropolu ateńskim), choć nie jest jego prostą kopią, i został usytuowany na wysokiej skarpie tak, by dominować nad doliną Dunaju.
Kwiatkowska podkreśliła, że Walhalla powstała, zanim istniało zjednoczone państwo niemieckie (do zjednoczenia doszło dopiero w 1871 roku) — był to więc projekt kulturowo-narodowy wyprzedzający sam akt zjednoczenia, mający symbolizować istnienie wspólnoty niemieckiej zakorzenionej w języku, historii, kulturze i micie, zanim powstała odpowiadająca jej struktura państwowa. Nazwa pochodzi z mitologii nordyckiej (siedziba bogów i poległych wojowników), ale Ludwik I rozszerzył jej sens, umieszczając w panteonie nie tylko wojowników, lecz też twórców kultury, nauki, religii i państwowości.
Kwiatkowska poleciła w tym kontekście książkę Neila MacGregora (byłego dyrektora Muzeum Brytyjskiego) „Niemcy: wspomnienia jednego narodu”, w tym poświęcony Walhalli rozdział, a także wieloodcinkowe słuchowisko BBC na jej podstawie.
Kryterium przynależności: „Deutscher Zunge”
Kwiatkowska wyjaśniła, że kryterium umieszczenia w Walhalli nie jest współczesne obywatelstwo, lecz XIX-wieczne, szerokie pojęcie „Deutscher Zunge” (niemieckiego języka) — stąd wśród upamiętnionych znajdują się osoby niekoniecznie z dzisiejszej perspektywy uznawane za Niemców, co budziło i budzi kontrowersje — np. Mikołaj Kopernik, co w XIX wieku wywołało protesty w zaborze polskim (uznawano to za „zawłaszczenie”, pojawiały się teksty nazywające to „kompletnym chamstwem”), czy Katarzyna II (rosyjska caryca, z pochodzenia niemiecka księżniczka). Cichocki żartobliwie ostrzegł, że posługiwanie się językiem niemieckim wymaga ostrożności, „bo inaczej mogą państwa wziąć do Walhalli”. Kwiatkowska przypomniała przy tej okazji nawiązanie z wcześniejszego odcinka podcastu poświęconego niemieckiej Ustawie Zasadniczej — że mieszkanie na terenach należących do Rzeszy do 1936 roku również mogło kwalifikować kogoś jako Niemca w rozumieniu tej szerokiej definicji.
Kwiatkowska opisała projekt jako częściowo „demokratyczny” — każdy obywatel lub grupa obywateli może zgłosić kandydata, którego rozpatruje bawarski parlament wraz z radą naukową; nie trzeba być arystokratą czy rycerzem, by się tam znaleźć. Wśród upamiętnionych są liczne kobiety oraz osoby pochodzenia żydowskiego, co również wywoływało niegdyś kontrowersje. Wymienili razem przykłady postaci w Walhalli: Katarzynę II, Fryderyka II, Marię Teresę Habsburg, Mozarta, Goethego, Kanta, Beethovena — zaznaczając, że długo nieobecny był tam Marcin Luter (ze względu na katolicki charakter Bawarii i fakt, że postać ta dzieliła naród pod względem wyznaniowym), a nieobecni są Hitler, Göring i, jak przypuszcza Kwiatkowska (bez pełnej pewności, bo nie sprawdziła tego dokładnie), Karol Marks. Kwiatkowska przywołała przy tym metaforę: podczas gdy cesarz zwoływał przedstawicieli Rzeszy na ważne zebrania, Ludwik I symbolicznie „zwoływał” wielkich Niemców z przeszłości jako swoich delegatów — reprezentujących wszystkie stany, płcie i dziedziny sztuki i nauki.
Kwiatkowska podała aktualne dane liczbowe: przy otwarciu w Walhalli znajdowało się 96 popiersi i tablic; od 1962 roku regularnie dodaje się kolejne; według najnowszych danych Muzeum Bawarskiego (2025 rok) jest ich łącznie 194 (132 popiersia i 65 tablic), a rząd Bawarii zdecydował ostatnio o dodaniu dwóch nowych postaci: Hannah Arendt oraz Franza Josefa Straussa, byłego premiera Bawarii, ocenionego jako postać kontrowersyjna, choć niewątpliwie znacząca dla polityki zachodnich Niemiec.
Kto trafi do kijowskiego Panteonu
Cichocki wrócił do wątku ukraińskiego, przewidując, że w kijowskim Panteonie znajdzie się „coś więcej niż tylko kącik” poświęcony UPA i OUN, w tym Stepan Bandera. Wyraził przekonanie, że u podstaw całego pomysłu Panteonu leży zamiar sprowadzenia prochów Bandery z Monachium (gdzie został pochowany po zamordowaniu przez KGB w typowo „zabawowy” dla tej służby sposób — pistoletem rozpylającym cyjanek) do Kijowa. Przypomniał, że upamiętnienie ma objąć też Romana Szuchewycza i innych przedstawicieli OUN — organizacji, która, mimo działania na terytorium suwerennej, uznanej międzynarodowo II Rzeczpospolitej, miała charakter organizacji terrorystycznej, dokonującej zamachów zarówno na polskich polityków, jak i na ukraińskich działaczy dążących do porozumienia polsko-ukraińskiego. Zastrzegł przy tym, że relacje polsko-ukraińskie w okresie międzywojennym nie były proste — mniejszość ukraińska w II RP była liczna, dochodziło do wielu konfliktów, a polska polityka wobec niej bywała momentami dość brutalna — ale mimo tego kontekstu OUN pozostawała organizacją terrorystyczną.
Cichocki przypomniał, że OUN, na czele której stali m.in. Bandera, Szuchewycz i Andrij Melnyk, była jeszcze przed 1939 rokiem inspirowana i finansowana przez niemiecką Abwehrę, a Bandera i Szuchewycz byli traktowani przez nią jako niemieccy agenci — do obozu w Sachsenhausen trafili na początku lat 40. nie za działalność przeciw Polakom, lecz dlatego, że samowolnie, wbrew woli nazistowskich Niemiec, wykorzystali okazję do proklamowania niepodległego państwa ukraińskiego, którego Niemcy sobie wówczas nie życzyły. Podkreślił, że mimo to OUN prowadziła zasadniczo wrogą i agresywną politykę wobec Polaków i Żydów, odpowiadając za ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu, zachodniej Ukrainie i we wschodniej Małopolsce. Ocenił zamysł umieszczenia takich postaci w oficjalnym, państwowym panteonie, mającym być też elementem dyplomacji, jako „gratulacje dla świetnego pomysłu” — wypowiedziane z wyraźnym sarkazmem.
Cichocki przypomniał historyczny kontekst: to prezydent Wiktor Juszczenko jako pierwszy, w 2010 roku, wydał ukaz nadający Banderze i Szuchewyczowi status bohaterów Ukrainy — decyzję później uchyloną przez ukraiński sąd, ale stanowiącą, jego zdaniem, pierwszy krok eskalowany dziś pomysłem Panteonu. Podsumował stanowczo, że wszystko, co wydarzyło się w historii, wskazuje, iż Bandera powinien pozostać tam, gdzie leży — na cmentarzu w Monachium, nie w Kijowie.
Kwiatkowska, komentując ten wątek, zaznaczyła, że sama nie będzie się w tę ocenę wtrącać, po czym wróciła do porównania z niemiecką Walhallą, zauważając, że tamtejsze postacie, mimo kontrowersji, jakie budziły w Niemczech, są w porównaniu z przewidywaną zawartością kijowskiego Panteonu „niekontrowersyjne” — niemieckie spory były, jej zdaniem, „śmieszne, czy nieśmieszne, ale nikłe” na tle tego, czego można się spodziewać w Kijowie, gdyż Kijów jest gotowy upamiętnić „wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do niepodległości Ukrainy” — tak przynajmniej będzie to przedstawiane.
Ironiczny epilog: Oktoberfest ważniejszy niż Walhalla
Na zakończenie Kwiatkowska przywołała ironiczną uwagę MacGregora: choć Walhalla miała być skuteczną, eksportową emanacją niemieckiej pamięci zbiorowej, w praktyce znacznie skuteczniej niemieckość niesie dziś Oktoberfest — wywodzący się z uroczystości ślubu Ludwika I w 1810 roku — o którym wie znacznie więcej ludzi niż o samej Walhalli. Cichocki przyznał żartobliwie, że mając wybór między Walhallą a Oktoberfestem, sam wybrałby to drugie „bez dwóch zdań”. Kwiatkowska zachęciła słuchaczy do letniego zwiedzenia Walhalli jako „symbolicznego parlamentu niemieckiej przeszłości”, nie tylko wrześniowego udziału w Oktoberfeście, po czym oboje podziękowali słuchaczom i zamknęli odcinek.
Anna Kwiatkowska i Marek Cichocki nagrali odcinek podcastu „Niemcy w ruinie?” (4,44 tys. subskrybentów). Premiera odbyła się 10 lipca 2026, jako ostatni odcinek przed letnią przerwą.