Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP, był gościem Ewy Bugały w programie „Wszystko Jasne” na antenie Telewizji Republika. Rozmowa dotyczyła napiętych relacji polsko-ukraińskich, oceny zagrożenia ze strony Rosji, sporu o obsadę stanowisk ambasadorskich, nieobecności Polski w koalicji antybalistycznej, sytuacji na prawicy przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi oraz stanu polskiej gospodarki.
Napięte relacje z Ukrainą i kwestia ekshumacji
Zapytany o obecny stan relacji polsko-ukraińskich, Przydacz ocenił, że w ostatnim czasie doszło do dużego napięcia wynikającego z konkretnych decyzji strony ukraińskiej, przyspieszającej – jego zdaniem – proces gloryfikacji osób, które Ukraińcy nazywają bohaterami UPA, a które w jego ocenie były bandytami. Ocenił, że reakcja prezydenta Nawrockiego na te decyzje była słuszna i przybrała formę konkretnych działań.
Zapytany, czy była to reakcja ostra czy stanowcza, i czy trafna, Przydacz określił ją jako przede wszystkim bardzo potrzebną, prowadzącą do „otrzeźwienia” w relacjach polsko-ukraińskich. Jako dowód na to, że Kijów zaczął rozumieć zmienioną sytuację, przywołał naradę z udziałem prezydenta Zełenskiego i jego najbliższych współpracowników sprzed kilku dni, w wyniku której strona ukraińska zapowiedziała kontynuację, a nawet przyspieszenie prac ekshumacyjnych – zgodnie z wcześniejszą obietnicą złożoną prezydentowi Nawrockiemu podczas szczytu NATO w Ankarze. Ocenił to jako dowód, że twarda postawa polskiej strony przynosi efekty.
Na wątpliwość, czy nie są to jedynie kolejne słowa bez pokrycia, Przydacz odpowiedział, że część wcześniejszych deklaracji rzeczywiście została wprowadzona w życie – przywołał grudniową wizytę prezydenta Zełenskiego w Warszawie, po której w styczniu nadeszły dokumenty z pozwoleniami na prace poszukiwawcze w konkretnych lokalizacjach, w tym w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej.
Odnosząc się do przypisywania sobie tego sukcesu przez stronę rządową (przywołał w tym kontekście wypowiedzi Piotra Zgorzelskiego), Przydacz zakwestionował tę narrację, zwracając uwagę na chronologię wydarzeń – twarda rozmowa prezydentów w grudniu poprzedziła bezpośrednio wydanie zgód w styczniu, co jego zdaniem podważa tezę o zasłudze rządu, skoro analogiczne działania nie miały miejsca wcześniej, we wrześniu, październiku czy listopadzie.
Oceniając ogólną metodę działania wobec Ukrainy, Przydacz stwierdził, że Ukraińcy, podobnie jak wiele państw na wschód od polskiej granicy, rozumieją twardy, dosadny język, a prezydent Nawrocki, stosując taki właśnie ton, osiąga konkretne korzyści dla Polski. Zastrzegł jednocześnie, że temat nie jest wyczerpany – Polska oczekuje zaprzestania gloryfikacji sprawców zbrodni przez Kijów, a w tym zakresie zmiany wciąż nie widać, dlatego konieczne jest kontynuowanie polityki nacisku.
Wzajemny szacunek w relacjach polsko-ukraińskich
Bugała przywołała wpis prezydenta Zełenskiego, w którym ten zadeklarował dążenie do dobrych, równoprawnych i wzajemnie korzystnych relacji opartych na szacunku, pytając, czy taki scenariusz jest w ogóle możliwy. Przydacz odpowiedział twierdząco, ale zaznaczył, że w jego ocenie Polska przez wiele lat, wspierając Ukrainę, wykazywała się szacunkiem, podczas gdy po stronie ukraińskiej brakowało wzajemności wobec polskiej wrażliwości historycznej – brakowało jej wcześniej i, jego zdaniem, brakuje nadal, choć w mniejszym stopniu niż wcześniej.
Skrytykował rząd Donalda Tuska, w tym Radosława Sikorskiego i Pawła Kowala, za oferowanie Ukrainie zbyt wiele bez stawiania jasnych oczekiwań. Zapytany, czy ta polityka rządu faktycznie się zmienia, odpowiedział, że w jego ocenie nie zmienia się merytorycznie – zmienia się co najwyżej sposób komunikowania jej wewnątrz Polski. Odnosząc się do porównań z polityką PiS i prezydenta Andrzeja Dudy z 2022 roku, zwrócił uwagę na zasadniczą różnicę kontekstu – wówczas istniało realne ryzyko upadku Ukrainy i przesunięcia się wojsk rosyjskich aż pod Przemyśl, więc pomoc miała na celu również bezpieczeństwo samej Polski.
Odnosząc się do zarzutów wobec prawicy o rzekomą niekonsekwencję – wcześniejsze poparcie dla szybkiej akcesji Ukrainy do UE, a dziś głosy o blokowaniu tego procesu – Przydacz ocenił, że interesem Polski zawsze było to, by Ukraina nie stała się częścią prorosyjskiej strefy wpływów. W latach 90. i 2000. argument europejski miał służyć jako „magnes” przyciągający Ukrainę na Zachód. Dziś, gdy Ukraina jest już jednoznacznie nastawiona antyrosyjsko i prozachodnio, ale wciąż – jego zdaniem – nie szanuje polskiej wrażliwości historycznej, można zacząć wiązać dalsze wsparcie akcesyjne z konkretnymi oczekiwaniami wobec Kijowa.
Ocena zagrożenia ze strony Rosji
Zapytany o poziom zagrożenia Polski ze strony Rosji, Przydacz ocenił, że straszenie Polaków wojną, do jakiego – jego zdaniem – dochodzi za sprawą wypowiedzi Donalda Tuska, nie służy bezpieczeństwu państwa. W krótkoterminowej perspektywie, jeśli chodzi o ryzyko pełnoskalowej agresji, ocenił zagrożenie jako niskie, wskazując, że Rosja nie dysponuje obecnie takimi możliwościami. Odnosząc się do przeciwstawnej oceny wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, mówiącego o zagrożeniu „bardzo wysokim”, Przydacz sprecyzował, że wysokie zagrożenie dotyczy raczej działań hybrydowych, operacji służb specjalnych czy aktów terroryzmu – nie widzi natomiast przesłanek wskazujących na przygotowania Rosji do przesunięcia wojsk w kierunku granicy polskiej czy białoruskiej w celu ataku.
Ocenił, że nadmierne straszenie krótkoterminową wojną w istocie znieczula społeczeństwo, przywołując przypowieść Ezopa o chłopcu wołającym „wilk, wilk” – gdy realne zagrożenie się pojawi, ludzie mogą go zignorować, przyzwyczajeni do fałszywych alarmów. Zarzucił premierowi, że zapowiadał wojnę „za kilka miesięcy” już w kwietniu, co się nie potwierdziło. W dłuższej perspektywie, zwłaszcza w scenariuszu hipotetycznej porażki Ukrainy w wojnie z Rosją (na co obecnie się nie zanosi), ocenił zagrożenie dla całego regionu jako realne, zastrzegając jednak, że nie chodzi o perspektywę dni czy tygodni. Wyraził podejrzenie, że intensyfikacja retoryki wojennej ze strony Tuska i Kosiniaka-Kamysza koreluje z pojawianiem się niewygodnych dla rządu tematów medialnych, takich jak afera w tzw. szpitalu południowym czy dziura budżetowa – co ocenił jako próbę odwracania uwagi.
Komitet Bezpieczeństwa i relacje na linii Pałac–rząd
Odnosząc się do zaplanowanego posiedzenia Rady Ministrów ds. Bezpieczeństwa z udziałem szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Przydacz ocenił, że gremium to, powołane jeszcze za rządów PiS przed wybuchem wojny rosyjsko-ukraińskiej, dawniej stanowiło poważne ciało decyzyjne, a dziś pełni funkcję głównie wizerunkową dla premiera – swoiste alibi na wypadek pytań o konsultacje w sprawach bezpieczeństwa. Zarzucił, że rząd wykorzystuje udział przedstawiciela BBN w takich spotkaniach do late twierdzenia, że Pałac Prezydencki został w pełni skonsultowany w danej sprawie, mimo że realna, poważna rozmowa premiera z prezydentem w cztery oczy się nie odbywa.
Zapytany, czy takie bezpośrednie rozmowy mają dziś w ogóle miejsce, ocenił, że zbyt rzadko – przywołując przykład decyzji dotyczącej systemów Patriot, w sprawie której, jego zdaniem, nie doszło do rzetelnych konsultacji z prezydentem, a jedynie do wzmianki gdzieś w obszernej notatce.
Impas wokół obsady stanowisk ambasadorskich
Bugała zapytała o szansę na przełamanie impasu wokół mianowania ambasadorów. Przydacz odpowiedział, że nie tylko istniała taka szansa, ale doszło już do wynegocjowania konkretnego porozumienia, obejmującego uzgodnione nazwiska i placówki (zastrzegając, że nie chodziło o kandydaturę Bogdana Klicha), na które zgodziło się nawet Ministerstwo Spraw Zagranicznych kierowane przez Radosława Sikorskiego. Poinformował, że mimo to premier Tusk ostatecznie wycofał się z tego porozumienia bez podania konkretnego uzasadnienia, co Przydacz określił jako przejaw dążenia rządzących do permanentnego konfliktu z Pałacem, nawet kosztem realnych korzyści dla Polski. Na pytanie, czy w związku z tym nowi ambasadorowie zostaną wkrótce mianowani, odpowiedział jednoznacznie przecząco.
Nieobecność Polski w koalicji antybalistycznej
Zapytany o brak Polski wśród dziewięciu państw tworzących koalicję antybalistyczną (przy obecności premiera Tuska na szczycie w Paryżu), Przydacz ocenił to jako kolejny dowód nieskuteczności dyplomatycznej rządu – w koalicji znalazły się ważne państwa europejskie oraz sama Ukraina, dzieląca się swoim doświadczeniem wojennym, a mimo to premierowi nie udało się przekonać ani zachodnich partnerów, ani Kijowa do włączenia Polski. Ocenił to jako niepokojący sygnał co do realnych zdolności dyplomatycznych premiera i szefa MSZ, kontrastując głośną promocję ich rzekomych kontaktów międzynarodowych z brakiem konkretnych efektów.
Odnosząc się do zapowiedzi Radosława Sikorskiego, że Polska odegra główną rolę w odbudowie Ukrainy, Przydacz zareagował sceptycznie, ironizując, że gdy do odbudowy faktycznie dojdzie, Sikorskiego być może już nie będzie w polskiej polityce. Ocenił, że dziś nie wiadomo, kiedy odbudowa nastąpi, a rząd nie zabezpiecza odpowiednio polskich interesów w tym procesie – zamiast wiążących porozumień, jak podczas konferencji w Gdańsku, dochodzi jedynie do podpisywania niezobowiązujących memorandów, które określił jako czysto wizerunkowe działania bez realnych skutków.
Jedność prawicy i pakt senacki
W kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych Bugała zapytała, czy istnieje szansa, by prezydent Nawrocki stał się organizatorem prawicowego paktu senackiego. Przydacz odpowiedział, że prezydent dąży do maksymalnej współpracy środowisk szeroko pojętej prawicy, przypominając, że w drugiej turze wyborów prezydenckich Nawrockiego poparły zarówno środowiska związane z PiS, jak i Konfederacją. Zwrócił uwagę, że bez takiej współpracy trudno będzie o sukces w wyborach do Senatu, skoro koalicja rządząca (określona jako „koalicja 13 grudnia”) planuje start w jednym bloku.
Zapytany, czy takie rozmowy faktycznie się toczą, potwierdził ich prowadzenie, zastrzegając jednocześnie, że ujawnianie konkretów uznaje dziś za przedwczesne – do wyborów pozostaje jeszcze rok, a sytuacja wewnątrz PiS pozostaje dynamiczna. Zadeklarował, że Pałac Prezydencki pozostaje otwarty na środowiska patriotyczne.
Sytuacja wewnętrzna w PiS
Zapytany o ocenę Pałacu wobec obecnego kryzysu w PiS – w tym ultimatum postawionego działaczom związanym ze stowarzyszeniami, wymagającego jednoznacznego opowiedzenia się – Przydacz podkreślił, że prezydent i Pałac stoją na stanowisku, że dla wygrania wyborów niezbędna jest jedność i zdolność do odkładania na bok wewnętrznych różnic na rzecz wspólnego celu. Wyraził nadzieję, że mimo napięć uda się znaleźć porozumienie, apelując, by opozycja koncentrowała się na krytyce działań rządu, a nie na wewnętrznych sporach.
Stan polskiej gospodarki
Odnosząc się do wypowiedzi premiera Tuska o „roku przyspieszenia” i rosnącym zaufaniu do Polski oraz do deklaracji ministra finansów Andrzeja Domańskiego o mocnym zakończeniu kwartału w polskiej gospodarce, Przydacz zareagował krytycznie, ironicznie sugerując, że jeśli plan Tuska zakładał zrujnowanie finansów publicznych, budżetu i systemu ochrony zdrowia, to rzeczywiście przebiega zgodnie z planem. Ocenił, że polskie finanse publiczne zostały przekazane rządowi Tuska w dobrym stanie po rządach Zjednoczonej Prawicy, a w ciągu zaledwie dwóch lat doszło do ich znaczącego pogorszenia – określił to mianem „dziury Domańskiego”. Zasugerował, że rzeczywisty stan finansów byłby oceniany przez Polaków znacznie krytyczniej, gdyby nie – jego zdaniem – zniekształcający obraz przekaz medialny.
Rola prezydenta i weta ustawodawcze
Bugała przywołała sondaż CBOS, według którego ponad połowa Polaków darzy prezydenta Nawrockiego dużym zaufaniem, pytając o rolę głowy państwa w sytuacji napiętych relacji z rządem. Przydacz opisał tę rolę jako wielowymiarową – prezydent jako reprezentant państwa, strażnik wartości konstytucyjnych oraz osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo i reprezentację interesów Polski za granicą. Podkreślił, że prezydent podpisał znacznie więcej ustaw, niż zawetował, sięgając po weto tylko wobec rozwiązań ocenianych jako złe dla Polaków.
Odnosząc się do inicjatyw ustawodawczych prezydenta utkniętych w Sejmie, Przydacz ocenił, że nie chodzi o przypadkowe opóźnienie, lecz o celowe zablokowanie przez marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, przy poparciu większości parlamentarnej – jego zdaniem obawiającej się, że merytoryczna debata nad tymi ustawami ujawniłaby opinii publicznej ich rzeczywistą wartość, co byłoby niekorzystne politycznie dla obozu rządzącego.
Referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej
Na zakończenie rozmowy Przydacz odniósł się do zapowiedzi ponownego złożenia przez prezydenta wniosku o referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej, po tym jak Senat zakwestionował wcześniejszą treść pytania referendalnego. Zapowiedział, że prezydent zaproponuje zmienioną wersję pytania, wyrażając nadzieję, że tym razem Senat nie będzie kwestionował pojedynczych sformułowań, skoro istota pytania sprowadza się do prostej kwestii akceptacji lub braku akceptacji dla unijnej polityki klimatycznej i wiążących się z nią kosztów gospodarczych. Zachował jednak ostrożny optymizm, zaznaczając, że Senat pozostaje politycznie zdominowany przez obóz rządzący.
Rozmowę przeprowadziła Ewa Bugała w programie „Wszystko Jasne”. Materiał „OSTRZEŻENIE DLA KIJOWA! Przydacz uderza w ukraińską politykę historyczną | E. Bugała. Wszystko Jasne” dostępny na kanale Telewizja Republika na YouTube, liczącym 1,64 mln subskrybentów. Opublikowany 20 lipca 2026.