Marek Stefan — ekspert do spraw geopolityki ze Strategy&Future i kanału Układ Sił — był gościem programu Punkty Zapalne w Gońcu, gdzie rozmawiał z Wojciechem Mulichem o kryzysie polsko-ukraińskim, zmarnowanej szansie na współpracę geoekonomiczną, ukraińskich sukcesach militarnych i ich ograniczeniach, doktrynie NATO 3.0, naiwności polskich elit wobec USA, lekcji tureckiej i o tym, dlaczego Stany Zjednoczone wygrały militarnie z Iranem, ale przegrały politycznie.
Oba państwa tracą — ofiarą kryzysu będzie współpraca geoekonomiczna
Stefan ocenił, że niestety oba państwa — Polska i Ukraina — mogą stracić na tym sporze w perspektywie średnio i długookresowej. Przez ostatnie lata w związku z rosyjską inwazją bardzo mocno skupiliśmy się na wątkach wojskowych i wspieraniu wysiłku Kijowa w walce z Rosją. Natomiast wątkiem, który nie jest poruszany, ale będzie ofiarą pogorszone relacji — jest współpraca geoekonomiczna, która kiełkowała jeszcze przed rosyjskim atakiem i miała wymiar infrastrukturalny i energetyczny. W nowych okolicznościach można byłoby do tego dodać współpracę przemysłową, żeby wykorzystać atuty obu państw i wyrwać się z peryferyjności w międzynarodowym podziale pracy.
Oba państwa — mimo że Polska dysponuje relatywnie większym potencjałem — są peryferyjne w tym sensie, że nie posiadają firm oferujących produkty o wysokiej marży, co jest jednym z głównych wyznaczników pozycji w globalnych łańcuchach wartości. Ten spór będzie wracał, bo już teraz na Ukrainie i w Polsce zrobiono z niego oręż polityczny — a przyszłoroczna kampania wyborcza w Polsce nie będzie ułatwiać porozumienia. Na prawicy widać już licytację na to, kto jest bardziej antyukraiński. W tym sensie tracimy szansę, która się otworzyła w 2022 roku.
Skutki będą poważne dla obu stron, ale dla Ukrainy poważniejsze — bo ewentualne zakończenie wojny uruchomi procesy bardzo dla niej negatywne: kolejne fale migracji, konieczność wymyślenia modelu rozwoju, wyjście z gospodarki wojennej, powrót do funkcjonowania w realiach powojennych. Tak jak często wskazuje się, że Rosja będzie miała trudność ze zejściem z pozycji gospodarki wojennej — dokładnie to samo dotyczy Ukrainy. I tutaj ta współpraca polsko-ukraińska byłaby niezbędna w wielu obszarach. Niestety w tej chwili oba państwa nie tworzą warunków do tego, żeby o takiej współpracy synergicznej rozmawiać.
Polska polityka wobec Ukrainy — romantyzm, brak transakcyjności i spóźnione żądania
Stefan odniósł się do pytania, czy to co wydarzyło się ze strony polskiej w relacjach z Ukrainą w ostatnich latach nie jest wyrazem niedojrzałości polskiej polityki międzynarodowej — odchodzenie od ściany do ściany, ordery, stawianie warunków dopiero jako szantaż w momencie napięcia zamiast konkretnych oczekiwań za zamkniętymi drzwiami.
Ocenił, że pojawiła się narracja, że ten spór z Ukrainą wyleczy Polaków z romantyzmu politycznego i nauczy patrzenia na relacje w kategoriach transakcyjnych. Ale transakcyjność w stosunkach międzynarodowych to nie jest nic nowego — to pewien banał, który zawsze funkcjonował. Teraz wraz z Donaldem Trumpem po prostu mówi się o tym wprost. W Polsce mam wrażenie, że dopiero teraz się tego uczymy — i to jest wielki znak zapytania, czy naprawdę się czegoś nauczymy.
Stawianie teraz żądań i demonstrowanie naszej sprawczości wobec Ukraińców — jest po prostu spóźnione. Zamiast budować relacje z trudnym partnerem — a Ukraina zawsze będzie trudnym partnerem ze względu na przeszłość, własne ambicje i pewność siebie, którą emanuje wraz z kolejnymi sukcesami militarnymi — Polska czekała za długo. Była na to szansa i przestrzeń przynajmniej od jesieni 2022 roku, kiedy już było jasne, że państwowość ukraińska nie jest egzystencjalnie zagrożona. Wtedy otworzyło się okienko możliwości — gdyby je wykorzystano, zarówno rząd Zjednoczonej Prawicy jak i obecna koalicja — bylibyśmy w zupełnie innym miejscu.
Ukraińskie sukcesy militarne i ich ograniczenia — 150 km strefy śmierci, ale Krym nie do odbicia
Stefan ocenił, że zdolność Ukrainy do uderzeń głębokich i dalekiego zasięgu posunęła się bardzo daleko. Ukraińcy zadają bardzo duże straty rosyjskiemu eksportowi paliw — jednego z głównych źródeł dochodów budżetowych Rosji — co sprawiło, że mimo decyzji Trumpa o wstrzymaniu sankcji na rosyjską ropę, dochody budżetowe Rosji nie były tak wysokie jak mogłyby być.
Prowadzona jest od kilku tygodni zmasowana kampania ukraińska niszcząca lądowe linie komunikacyjne — kolejowe i drogowe — łączące terytoria okupowane ze wschodem i Rosją właściwą z terytorium Krymu. Na Krymie pojawiają się już problemy z paliwem, surowcami i żywnością, które się pogłębiają. Ukraińcy poszerzyli tak zwaną strefę śmierci — gdzie każdy ruch wojsk lub logistyki jest natychmiast namierzany i może być zniszczony — z 50 km do nawet 150 km. To ewidentne sukcesy operacyjne, które budują pewność siebie Ukraińców.
Ale — czy te ataki mogą doprowadzić do odbicia Krymu? Stefan ma wątpliwości. Mogą doprowadzić do poważnego kryzysu humanitarnego na Krymie, natomiast żeby odbić — trzeba zająć terytorium, a ewolucja pola walki poszła w tę stronę, że jakakolwiek większa operacja lądowa jest niezwykle trudna do przeprowadzenia. Ewentualny kryzys humanitarny na Krymie mógłby być natomiast triggerem eskalacyjnym w wymiarze nuklearnym — bo ukraińskie uderzenia na Moskwę i Petersburg pokazują, że rosyjska doktryna odstraszania nuklearnego jest niewiele warta. To z jednej strony zachęca Ukraińców do testowania i uderzania, ale z drugiej strony pojawia się groźba, że Rosjanie będą próbowali przywrócić wiarygodność swojego odstraszania.
Natomiast sama pewność siebie Ukrainy to tylko część historii. Ukraina cały czas zależy od finansowania Zachodu, głównie Unii Europejskiej. Ma poważne problemy na horyzoncie — kolejna fala migracji gdy granice zostaną otwarte po wojnie, głęboki kryzys demograficzny, konieczność zbudowania modelu rozwoju od zera. Polacy z kolei uwierzyli, że ich obecność w sojuszach zachodnich, 30 lat wzrostu PKB i armia wydająca prawie 5% PKB to jest coś, co daje im relatywną przewagę nad Ukraińcami. Niestety w wielu kwestiach tak po prostu nie jest — wzrost PKB był rozwojem zależnym, armia cały czas jest w rozbudowie, sojusze przeżywają głęboką transformację. Stąd oba państwa przeszacowują swoje pozycje i wybrały jako pole sporu obszar symboliczny — politykę historyczną — gdzie bardzo trudno o szybkie rozstrzygnięcie. Ten spór nie będzie rozstrzygnięty, tylko będzie eskalował.
Doktryna NATO 3.0 — burden shifting, a nie burden sharing
Stefan omówił nadchodzący szczyt NATO w Ankarze i projekt NATO 3.0. Już na początku czerwca doszło do spotkania urzędników niższego szczebla, gdzie Amerykanie zapowiedzieli zmniejszenie swojego wkładu w tak zwany model sił NATO. Mowa o zmniejszeniu potencjału lotniczego — myśliwców, bombowców strategicznych, samolotów-cystern — obszarze, gdzie Europejczycy wciąż mają wiele do zrobienia. Mowa też o wycofaniu jednej grupy lotniskowcowej. Mamy już wycofanie rotacji z Rumunii, nie wiemy co z wstrzymaną rotacją do Polski. Kilka miesięcy temu scedowano na Europejczyków odpowiedzialność w dwóch dowództwach operacyjnych NATO.
Intelektualnym ojcem tej doktryny jest Elbridge Colby — numer trzy w Pentagonie. Sedno to nie burden sharing — współdzielenie obciążeń — ale burden shifting — przesunięcie obciążeń na Europejczyków, którzy mają być głównym gospodarzem spraw bezpieczeństwa, a Amerykanie będą z tyłu i będą pomagali w takim wymiarze, w jakim uznają za stosowne.
Stefan zaznaczył przy tym, że Amerykanie nie są do końca świadomi konsekwencji swojej polityki — potwierdził mu to w rozmowie amerykański strateg. Zmniejszając swoje zaangażowanie sprawią, że sojusznicy będą rosnąć w siłę, budować własne zdolności wojskowe, i siłą rzeczy będą mniej polegali na zdaniu Waszyngtonu. To nie dotyczy tylko Europy — widać to w zachowaniach Turcji, Arabii Saudyjskiej, Japonii, która bardzo mocno przyspiesza swój kurs w kierunku samodzielności strategicznej i buduje alianse ze swoimi sąsiadami bez czekania na wytyczne z Waszyngtonu.
Naiwność polskich elit — gardłujemy, ale nie mamy potencjału. Lekcja turecka
Stefan ocenił, że jeżeli polskie elity nigdy nie pogodzą się ze strukturalnymi zmianami w układzie sił i nadal będą stawiały wyłącznie na sojusz ze Stanami jako jedyny gwarant bezpieczeństwa — historia się zrymuje. Sygnałów ostrzegawczych już było bardzo dużo — reakcja administracji Trumpa na wtargnięcie dronów w polską przestrzeń powietrzną, rozmowy z Rosją, szereg innych działań.
Pół biedy, gdyby Polska podchodziła do baz amerykańskich jako do dodatkowego zabezpieczenia — w przekonaniu, że my sami musimy być własnym gwarantem bezpieczeństwa, nasze siły zbrojne i odporność państwa, a Amerykanie i sojusze to jest dodatek. W takiej logice byłaby szansa na większą podmiotowość. Natomiast gdy wychodzimy z założenia, że nie wyobrażamy sobie funkcjonowania poza Pax Americana — skazujemy się na powtarzanie pewnych wzorców historycznych.
Modelowym przykładem jest Turcja. Dekadę temu — arabska wiosna, Syria, pucz, umocnienie Erdoana — Turcja wyraźnie zmieniła wielką strategię, mniej polegając na Amerykanach. Gdzie dzisiaj jest Turcja? Jest ważnym elementem rozmów o bliskowschodniej architekturze bezpieczeństwa. Widzieliśmy rolę Turcji obok Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Kataru w rozmowach między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Erdoan nie gardłuje przed kamerami, że żadna architektura na Bliskim Wschodzie nie może powstać bez zgody Turcji — tylko działa, jest obecny przy stole i dysponuje realnym potencjałem, zdolnością projekcji siły.
W Polsce jest dokładnie odwrotnie — premier Tusk mówi, że żadna architektura bezpieczeństwa nie będzie negocjowana w Europie bez zgody Polski — ale mówi to nie mając na poparcie swoich słów żadnego realnego potencjału. Polska gardłuje, ale nie ma realnego potencjału. I to jest największa różnica między nami a Turcją.
Stany Zjednoczone wygrały militarnie z Iranem, ale przegrały politycznie
Stefan ocenił, że USA pod wieloma względami wyszły z tego konfliktu osłabione. Odbudowa arsenałów amunicji precyzyjnej, które zostały zużyte, zajmie Amerykanom około czterech lat — i to będzie odbudowa do poziomu, który i tak był oceniany jako niewystarczający do skutecznego odstraszania Chin i ewentualnego prowadzenia wojny w Azji Wschodniej. Już nie mówiąc o dwóch konfliktach jednocześnie.
Iran zademonstrował zdolność do eskalacji horyzontalnej, wciągania całego regionu w konflikt i pokazywania granic amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa wobec regionalnych sojuszników. Zachęcił też państwa arabskie do szukania porozumienia z Iranem w obszarze gospodarczym i bezpieczeństwa. Premier Kataru zapowiedział rozmowy z Iranem o architekturze bezpieczeństwa regionu. Konsoliduje się oś sunnicka — współpraca między Turcją, Arabią Saudyjską, Pakistanem i Egiptem — jako odpowiedź na zmniejszanie wpływów amerykańskich.
Brak jasnego i osiągalnego celu politycznego był fundamentalną przyczyną porażki politycznej. Codziennie słyszano o innym celu operacji — obalenie reżimu, zakończenie programu nuklearnego, degradacja potencjału rakietowego. CIA poinformowała, że około 70% potencjału rakietowego Iranu przetrwało, a Irańczycy wykorzystali rozejm do odkopania części zasypanych wyrzutni. W porozumieniu o zawieszeniu broni nie ma w ogóle mowy o ograniczeniu potencjału rakietowego Iranu ani o kwestii wsparcia dla sił proxy w regionie — co pokazuje relatywny sukces Teheranu.
Potencjalnymi wygranymi są Turcja i Chiny — które mogą demonstrować zdolność do mediacji i bycia siłą przynoszącą dobra gospodarcze zamiast pożogi. Największym przegranym będzie prawdopodobnie Netanyahu — który zbudował całą swoją karierę polityczną w tych ostatnich trzech latach konfliktów na tym, że raz na zawsze rozstrzygnie egzystencjalne zagrożenia dla Izraela. Nie zrobił tego. W administracji Trumpa zaczynają pojawiać się wątki, że to Izrael sypie piach w tryby i próbuje wywrócić porozumienie.
Pentagon zignorował wnioski z ukraińskiej rewolucji dronowej
Stefan wskazał na szokujący opór instytucjonalny w Pentagonie. Przez trzy lata ukraińskiej rewolucji dronowej — od 2023 roku — Amerykanie ewidentnie nie wyciągnęli wniosków z tego co wydarzyło się na frontach ukraińsko-rosyjskich. Gdy konfrontowali się z Iranem, okazało się, że brakuje im systemów do efektywnego zwalczania tanich irańskich szacherów i innych dronów. Pojawili się nawet Ukraińcy ze swoimi produktami, z których korzystali nawet Amerykanie — co pokazuje opór instytucjonalny. Rewolucja w sprawach wojskowych, której emanacją są drony i automatyzacja, dotyczy kultury funkcjonowania sił zbrojnych i całej architektury zarządzania — a takie konserwatywne instytucje jak siły zbrojne mają głęboki problem z przyswajaniem tych zmian. Dotyczy to Stanów Zjednoczonych, ale też Polski i szeregu innych państw.
Rozmowę przeprowadził Wojciech Mulich. Program dostępny na kanale Goniec na YouTube, liczącym ponad 700 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 27 czerwca 2026 roku.