Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz „Wirtualnej Polski” i autor bestsellera „Kłopot z Zełenskim”, rozmawiał z Piotrem Zychowiczem w programie „Historia Realna” (nagranym podczas pobytu redakcji w Tokio) o najnowszej odsłonie kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich: propozycji włączenia do ukraińskiego Panteonu Narodowego generała Marka Bezruczki, zapowiadanej wizycie szefa MSZ Ukrainy Andrija Sybihy w Warszawie, sporze o samoloty MiG-29, regionalnych ambicjach Ukrainy oraz zamachu na ukraińskiego biznesmena w Monako.
Bezruczko jako gest wobec Polski — czy w dobrej wierze?
Parafianowicz poinformował, że ukraińskie MSZ ma zaproponować włączenie do Panteonu Narodowego postaci generała Marka Bezruczki — oficera Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej z okresu międzywojennego, który razem z wojskami polskimi wkraczał do Kijowa w 1920 roku i bronił Zamościa. Ocenił tę postać jako „bardzo zacną” i niekontrowersyjną, ale wyraził głębokie wątpliwości co do intencji stojących za tym gestem. Postawił pytanie: czy jest to próba faktycznej deeskalacji poprzez zablokowanie kandydatur Kłyma Sawura czy Szuchewycza, czy raczej zabezpieczenie alibi na przyszłość — by w razie polskiej reakcji na ewentualne wprowadzenie do Panteonu kontrowersyjnych postaci, strona ukraińska mogła powiedzieć, że przecież wcześniej wykazała dobrą wolę. Przypomniał w tym kontekście analogiczny, ale bardziej udany precedens ze stycznia 2023 roku — wspólną wizytę prezydentów Dudy i Zełenskiego na Cmentarzu Orląt Lwowskich, kiedy relacje były znacznie lepsze, gdyż Polska budowała wówczas tzw. koalicję leopardową, a Zełenski nie prowadził jeszcze kampanii wyborczej.
Przypomniał również salomonową propozycję Aleksandra Kwaśniewskiego, zgłoszoną w rozmowach z Kyryłem Budanowem: podzielenie kontrowersyjnej jednostki sił specjalnych na dwie grupy batalionowe, co pozwoliłoby na nadanie nowych patronów bez formalnego zrywania z istniejącą nazwą. Propozycja ta — jak zaznaczył — nie została przez stronę ukraińską wykorzystana.
Sybiha przyjeżdża tranzytem — nie z oficjalną wizytą
Zychowicz dopytał o szczegóły planowanej wizyty ministra Andrija Sybihy w Warszawie. Parafianowicz wyjaśnił, że nie chodzi o pełnoprawną wizytę dyplomatyczną, lecz tranzyt przez Polskę, podczas którego ma paść propozycja dotycząca Bezruczki. Ocenił dotychczasową twardą retorykę Sybihy wobec Polski jako w dużej mierze instrumentalną — wynikającą z wcześniejszych zarzutów części ukraińskiego establishmentu o zbyt propolskie nastawienie ministra. Przypomniał, że to właśnie Sybiha, jako ówczesny wiceszef administracji Zełenskiego, w styczniu 2022 roku doprowadził do zdjęcia czerwono-czarnych flag banderowskich z miejsc, w których miał się pojawić prezydent Duda podczas wizyty we Lwowie — co świadczy o jego wcześniejszej gotowości do współpracy z Polską. Zaznaczył jednak, że kluczowe pytanie brzmi, z kim faktycznie spotka się Sybiha w Warszawie — jeśli tylko z ministrem Sikorskim, pomijając Kancelarię Prezydenta (co miało już miejsce podczas poprzednich wizyt, także z udziałem szefa Biura Prezydenta Ukrainy Andrija Jermaka), będzie to sygnał próby rozgrywania rządu przeciwko pałacowi prezydenckiemu — metody, którą Parafianowicz określił jako typowo „sowiecką zasadę” różnicowania rozmówców.
Ustawa o Panteonie Narodowym przyjęta przez Radę Najwyższą
Rozmówcy odnotowali, że tego samego dnia ukraiński parlament (Rada Najwyższa) przyjął ustawę o Narodowym Panteonie Ukrainy stosunkiem głosów 287 do 450 mandatów (przy znacznej liczbie nieobecnych deputowanych z powodu utraty mandatów lub wyjazdu za granicę). Parafianowicz ocenił, że sama treść ustawy nie jest szczególnie „toksyczna” — ma charakter proceduralny, rozdzielając kompetencje między ukraiński odpowiednik IPN (rekomendujący kandydatury) a Radę Najwyższą (głosującą nad każdą z nich z osobna). Podkreślił jednak, że właśnie ta elastyczność stanowi zagrożenie — pozwala politykom sięgać po kolejne nazwiska w zależności od bieżących potrzeb kampanijnych.
Zychowicz przywołał wypowiedź deputowanego Mykyty Poturajewa dla PAP, który nie wykluczył umieszczenia w Panteonie Stepana Bandery, argumentując jego długoletnim dążeniem do niepodległości Ukrainy. Parafianowicz ocenił to jako element świadomej gry politycznej — wyraził przekonanie, że kwestia Bandery i Szuchewycza prędzej czy później powróci, zwracając uwagę na symboliczny timing całej sprawy: głosowanie zbiegło się z rocznicą urodzin Szuchewycza (30 czerwca) oraz rocznicą proklamowania w 1941 roku krótkotrwałego państwa ukraińskiego sprzymierzonego z III Rzeszą.
Strategia „kija i klatki” — mechanizm nacisku na Polskę
Parafianowicz przedstawił obszerną analizę strategii ukraińskiej wobec Polski, którą określił metaforycznie jako „jeżdżenie kijem po klatce” — utrzymywanie stanu niepewności, w którym Ukraina może zarówno łagodzić napięcia (Bezruczko, Petlura), jak i grozić eskalacją (Bandera, Szuchewycz), nie podejmując ostatecznej decyzji. Ocenił, że ten mechanizm przypomina metody stosowane wcześniej przez Rosję wobec Polski — wykorzystywanie argumentu o polskiej „emocjonalności” i braku racjonalności w ocenie sytuacji, by deprecjonować polskie stanowisko na arenie międzynarodowej. Zauważył z niepokojem, że podobny wzorzec — nazwany przez niego „posowieckim modelem politycznym” — może być teraz stosowany przez Kijów, z ryzykiem stworzenia narracji o Polakach jako „ukrainofobach”, których nie warto słuchać w Europie.
Nowe zagrożenie: batalion Szuchewycza
Zychowicz przywołał ustalenia dziennikarzy „Wirtualnej Polski” (Tomasza Żółciaka i Grzegorza Osieckiego) dotyczące złożonego na biurku Kyryła Budanowa wniosku o nadanie 67. Brygadzie Zmechanizowanej (powstałej na bazie „Prawego Sektora”) imienia Romana Szuchewycza. Parafianowicz potwierdził wieloźródłowość tych informacji, mimo że sam Budanow zaprzecza jakoby widział taki dokument. Wyjaśnił, że brygada wywodzi się z najbardziej radykalnych organizacji działających na Majdanie w 2014 roku (Patriot Ukrajiny, Trizub), a wcześniej związany był z nią Dmytro Jarosz — polityk, który niedawno groził niektórym polskim politykom. Ocenił, że ta sprawa, obok propozycji Bezruczki, tworzy dla polskiej dyplomacji trudną sytuację: mnożą się elementy, które Ukraina może przedstawiać jako gesty ugodowe (Bezruczko, „zamrożenie” wniosku o Szuchewyczu), podczas gdy oryginalny problem — nazwa jednostki sił specjalnych imienia UPA — schodzi na dalszy plan. Zastrzegł jednak, że nie wierzy w celowo wyreżyserowaną grę ze strony ukraińskiej — raczej w zbieg niekorzystnych dla Polski okoliczności.
Spór o MiG-i 29 — polska strona ma rację
Zychowicz zapytał o spór wokół decyzji ministra Kosiniaka-Kamysza o wstrzymaniu przekazania Ukrainie 14 pozostałych MiGów-29 w odpowiedzi na niedotrzymanie przez Ukrainę umowy o przekazaniu technologii dronowej. Parafianowicz zdecydowanie odrzucił ukraińską narrację (spinowaną przez powiązane z władzami agencje prasowe), jakoby MiGi były przestarzałym, bezwartościowym sprzętem — ocenił to jako propagandową bzdurę, wskazując, że maszyny te, mimo przekroczonych resursów, są kompatybilne ze standardami NATO i mogłyby skutecznie zwalczać rosyjskie drony oraz bomby szybujące na Zaporożu i Donbasie. Porównał podejście Ukrainy do MiGów z podejściem do medycyny taktycznej — niższe standardy bezpieczeństwa akceptowalne w warunkach wojny realnej, a nie pokojowych. Ocenił, że Ukraina nie wywiązała się ze swojej części nieformalnej umowy, żartobliwie tłumacząc to zasadą „słowa pacana” — nietrwałej obietnicy ustnej. Zasugerował prowokacyjnie, że zamiast oddawać MiGi Ukrainie za darmo, Polska mogłaby je sprzedać na przykład siłom rządowym Sudanu w ich walce z generałem Hemedti (Dagalo), realizując przy okazji własne cele strategiczne.
Rozmówcy odnotowali też, że Ukraina traci już posiadane MiGi (jeden zniszczony na lotnisku, jeden zestrzelony w niewyjaśnionych okolicznościach) oraz że mimo krytyki polskich MiGów, Ukraina jednocześnie przyjęła od Szwecji za darmo starsze myśliwce Gripen, zobowiązując się do zakupu nowszych modeli Gripen E w przyszłości (kontrakt wart 2,5 mld dolarów, dostawy w latach 2029-2030) — co Zychowicz interpretował jako część szerszej strategii Ukrainy budowania sojuszy ze Skandynawią z pominięciem Polski.
Konferencja w Gdańsku — rozczarowanie i ukraiński PR
Odnosząc się do niedawnej konferencji inwestycyjnej w Gdańsku, Parafianowicz ocenił ją jako niewielki sukces, zaznaczając, że organizatorzy sami zapowiadali ją jako wydarzenie „dyskusyjno-refleksyjne”, a nie biznesowe. Skrytykował ostro burmistrza Lwowa Andrija Sadowego za, jego zdaniem, nadmuchane doniesienia o pozyskanych podczas konferencji kontraktach (rzędy kilku milionów euro), podczas gdy realna wartość jednej inwestycji firmy Control Process we Lwowie sięga 30 mln euro. Ocenił to jako kolejny przykład „jeżdżenia kijem po klatce” — celowego drażnienia polskiej opinii publicznej dla wywołania kontrowersji, porównując tę metodę do wcześniejszych działań Switosława Szeremety, ukraińskiego historyka objętego niegdyś zakazem wjazdu do strefy Schengen przez ministra Waszczykowskiego, który demonstracyjnie fotografował się po przylocie do Berlina.
Ambicje regionalne Ukrainy — dążenie do roli hegemona
Zychowicz przedstawił obszerną hipotezę, że cała eskalacja wokół UPA może być pretekstem do „ustawienia Polski do pionu” w ramach szerszej strategii Ukrainy dążącej do roli regionalnego lidera Europy Środkowo-Wschodniej po zakończeniu wojny — wskazując na jednoczesne ultimatum wobec Białorusi, aktywną politykę wobec państw bałtyckich, zacieśnianie relacji ze Słowacją i Węgrami oraz zakup uzbrojenia od Szwecji zamiast USA. Parafianowicz w pełni to potwierdził, przywołując wypowiedź byłego szefa MSZ Ukrainy Dmytra Kułeby, który wprost mówił o strategii opartej na sojuszu z Niemcami (dla ominięcia Polski w UE), współpracy wojskowej ze Skandynawią oraz budowaniu alternatywnych gwarancji bezpieczeństwa dla państw bałtyckich, które mogłyby częściowo omijać art. 5 traktatu NATO. Ocenił, że taka strategia — jeśli się powiedzie — zmarginalizuje rolę Polski w regionalnej architekturze bezpieczeństwa.
Jednocześnie zaznaczył istotne ograniczenia ambicji Ukrainy: demograficznie kraj skurczył się z 49 mln mieszkańców w 1991 roku do poniżej 30 mln obecnie, w dużej mierze osób nieaktywnych zawodowo, a gospodarczo Ukraina pozostaje państwem-klientem, całkowicie zależnym od zagranicznego finansowania. Realną siłę Ukraina dysponuje jedynie w wymiarze militarnym — zdolności do powstrzymywania Rosji oraz prowadzenia skutecznej wojny dronowej na Morzu Czarnym.
Co powinna zrobić Polska — aktywna polityka regionalna
Zychowicz skrytykował bierność polskiej polityki zagranicznej, kontrastując potencjał demograficzno-gospodarczy Polski z brakiem aktywnej strategii regionalnej. Parafianowicz zaproponował konkretne kierunki działania: rozważenie ograniczonego kontyngentu wojskowego w Rumunii (po ewentualnym wycofaniu się Amerykanów) oraz na Litwie, w rejonach zamieszkanych głównie przez mniejszość polską (Soleczniki, Jaszuny), gdzie miałaby stacjonować niemiecka 45. Brygada. Wskazał na potencjał wykorzystania polskich inwestycji zagranicznych (np. Orlen jako największy płatnik podatków na Litwie) do budowy wpływu medialnego i informacyjnego w regionie, przywołując dawny, niezrealizowany pomysł przejęcia litewskiego nadawcy Lietuvos Rytas. Skrytykował brak polskiej ponadregionalnej agencji prasowej czy telewizji dla Europy Środkowej i państw bałtyckich.
Propozycja „Magdalenki” dla polityki wschodniej
Odnosząc się do wykorzystywania sporu ukraińskiego w wewnętrznych sporach PiS–Platforma, Parafianowicz zaproponował powołanie nieformalnego gremium na wzór Magdalenki z 1989 roku — miejsca, w którym kluczowe decyzje strategiczne dotyczące polityki wschodniej byłyby ustalane poza kamerami i mediami społecznościowymi, w oparciu o chłodno zdefiniowany interes narodowy, a nie bieżące algorytmy platformy X.
Czy zmiana na Ukrainie coś zmieni?
Pytany, czy ewentualne zastąpienie Zełenskiego przez Kyryła Budanowa lub Wałerija Załużnego (obecnie ambasadora w Londynie) poprawiłoby relacje z Polską, Parafianowicz zdecydowanie zaprzeczył, określając to jako mit. Ocenił, że strukturalne sprzeczności między Polską a Ukrainą są niezależne od konkretnej osoby u władzy, a jedyną skuteczną metodą jest mozolne, „benedyktyńskie” dążenie do zawierania pisemnych, a nie ustnych porozumień. Zacytował ironicznie byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, który w rozmowie z nim określił relacje polsko-ukraińskie frazą o więziennej proweniencji: „razem to i ojca łatwiej bić” — oceniając to jako ilustrację fasadowości retoryki o rzekomo „strategicznym partnerstwie” między oboma krajami.
Koniec epoki Giedroycia
Podsumowując, obaj rozmówcy zgodzili się, że obecny kryzys ma charakter przełomowy — oznacza faktyczny koniec paradygmatu polityki wschodniej opartej na koncepcjach Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego. Parafianowicz ocenił, że polskie elity polityczne dochodzą do bolesnej refleksji: Ukraina jest już wystarczająco silna, by nie potrzebować polskiego mentorstwa, i może stać się dla Polski kłopotliwym, konkurencyjnym partnerem regionalnym. Przywołał krytycznie wypowiedź ukraińskiego deputowanego Jarosława Dawydenki, wzywającego Polaków do przyjazdu na Zaporoże czy Donbas „by dowiedzieć się, jak wygląda wojna” — ironizując, że deputowany najpewniej nagrywał to wystąpienie z komfortowego, klimatyzowanego biura w Kijowie, nie mając osobistego doświadczenia frontowego.
Zamach w Monako — afera z udziałem dostawcy granitu do Panteonu
W ostatniej części rozmowy Parafianowicz opisał okoliczności zamachu bombowego w Monako na ukraińskiego biznesmena Wadyma Jermołajewa, pochodzącego z Dniepru przedsiębiorcę działającego w branży rolnej, deweloperskiej oraz handlu alkoholem na okupowanym Krymie (gdzie płacił podatki rosyjskiemu budżetowi). Mimo umieszczenia na liście sankcyjnej prezydenta Zełenskiego, Jermołajew kontynuował działalność, przepisując firmy na córkę. Najbardziej uderzającym elementem tej historii — jak podkreślił Parafianowicz — jest fakt, że firma Jermołajewa była głównym dostawcą granitu na budowę kontrowersyjnego Panteonu Narodowego, nad którego składem personalnym debatuje właśnie ukraiński parlament. W wyniku podłożonego ładunku wybuchowego partnerka biznesmena straciła obie nogi, sam Jermołajew jest w stanie krytycznym, a jego małoletni syn również został ranny. Parafianowicz nie wykluczył ani porachunków mafijnych (starszy syn ofiary miał być zamieszany w cyberprzestępczość), ani zemsty za działalność handlową na Krymie, przywołując wcześniejsze doniesienia ukraińskich mediów (Ukrainska Prawda) o tzw. „Batalionie Monaco” — grupie zamożnych Ukraińców, którzy wyemigrowali na Zachód po wybuchu wojny.
Rozmowę przeprowadził Piotr Zychowicz. Materiał dostępny na kanale Historia Realna na YouTube, liczącym siedemset sześćdziesiąt dziewięć tysięcy subskrybentów. Opublikowany 1 lipca 2026.