Parafianowicz w Kanale Sobieski: „Zełenski jest furiatem w polityce. Polska musi wyjść z pułapki szantaży ukraińskich”

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim”, rozmawiał z Bartoszem Marczukiem z Instytutu Sobieskiego — z Kijowa, gdzie przebywał w czasie nagrania — o przyczynach kryzysu polsko-ukraińskiego, polskich lewarach i długoterminowych perspektywach relacji.

Kłopot narastał od dawna

Parafianowicz przypomniał, że tytuł książki nie był przypadkowy — kłopot z Zełenskim narastał latami. Za punkt wyjścia uznał marzec 2022 roku, szczyt karnawału polsko-ukraińskiego, gdy na Ukrainę trafiała ciężka broń. Już wtedy Zełenski udzielił wywiadu dla rosyjskich mediów niezależnych, ostro krytykując Kaczyńskiego i Morawieckiego za słowa o ewentualnym wysłaniu wojsk NATO na Ukrainę. Ta agresja była dla Parafianowicza niezrozumiała — tym bardziej, że polscy politycy nie wypowiedzieli tych słów w złej wierze. Potem była sprawa w Przewodowie, wystąpienie w ONZ, epizod z pociągiem. Sytuacja gęstniała i musiała się w końcu wylać.

Momentokracja, nie strategia

Parafianowicz zaznaczył, że nie szukałby za decyzją o nazwie jednostki głębokiej strategii ani żadnej szerszej kalkulacji wobec Polski. Skłania się do pojęcia, które ukuł jeden z ukraińskich publicystów i politologów — momentokracja. To system polityczny oparty na szukaniu doraźnych rozwiązań bez zakorzenienia w jakiejś linearnej strategii prowadzącej od punktu A do punktu B do punktu C. Zełenski nie jest politykiem, który długofalowo planuje posunięcia wobec Polski.

To, co się wydarzyło, jest strukturalnie podobne do drugiej połowy prezydentury Poroszenki — kiedy Poroszenko, słaby po klęsce pod Debalcewem i po podpisaniu drugiego porozumienia mińskiego, zaczął się uśmiechać do elektoratu skrajnie prawicowego i środowisk wojskowych. Zełenski robi to samo, tyle że wojsko dziś ma zupełnie inną pozycję na ukraińskiej scenie politycznej niż w 2017 roku. Przy perspektywie wyborów po ewentualnym rozejmie wojsko staje się kluczowym czynnikiem politycznym i nie można go ignorować.

Zełenski jest furiatem

Parafianowicz ocenił Zełenskiego ostro: to polityk podejmujący decyzje pod wpływem impulsu, a nie chłodnej kalkulacji. Na potwierdzenie przywołał fakt, który — jak zaznaczył — otoczenie prezydenta w końcu przyznało: Andrij Jermak korzystał z porad wróżek w decyzjach kadrowych, co słychać na taśmach Mindicza. Nie można traktować ukraińskiej polityki jako obiektu nieustannie racjonalnych kalkulacji. Turborealizm Zełenskiego skończył się — w ocenie Parafianowicza — wraz z ofensywą na Zaporożu, która była rozproszona i nie przyniosła żadnych rezultatów, wbrew radom Amerykanów, żeby skoncentrować ją wyłącznie na uderzeniu na Melitopol.

Inną postacią jest Budanow — były żołnierz sił specjalnych i oficer wywiadu, który kalkuluje politycznie w sposób znacznie bardziej chłodny. Budanow przyjechał do Warszawy rozumiejąc, że sytuacja została przez stronę ukraińską radykalnie przegrzana. Jego rozmowy z Pałacem Prezydenckim dotyczyły ścieżki wyjścia — jak Ukraina może się wycofać z twarzą, podobnie jak po kryzysie ustawy o IPN Polska i Izrael zawarły deklarację zawierającą pojęcie antypolonizmu, która pozwoliła odwrócić tamtą nowelizację.

Polska gra poniżej swoich możliwości

Parafianowicz podkreślił, że to Polska — nie Ukraina — jest w tej relacji silniejszym podmiotem. Ukraina ma PKB rzędu 200 miliardów dolarów. Polska — pięciokrotnie więcej. Mimo to Ukraina gra powyżej swoich możliwości, a Polska poniżej. Zełenski błędnie marginalizuje rolę Polski, nie doceniając ryzyka, jakie psujące nastroje społeczne w Polsce stanowią dla ukraińskich aspiracji europejskich. Jeśli Polska odwoła się do referendum w sprawie akcesji Ukrainy do UE, Polacy powiedzą nie.

Parafianowicz ocenił, że Polska musi wyjść z pułapki szantaży — szantaży mających postać gróźb, że prezydent nie przyjedzie do Gdańska, że Polska nie zostanie zaproszona do E3, że nie będzie miała udziału w odbudowie, że musi wysłać wojsko. Poważne państwo nie może funkcjonować w warunkach zakładania mu Nelsonów — gospodarczych, militarnych, moralnych. Wyjście z tych pułapek to fundamentalne zadanie dla polskiej dyplomacji.

Lewary po stronie polskiej

Parafianowicz wymienił konkretne narzędzia nacisku, z których Polska może i powinna korzystać.

Najsilniejszym lewarem jest integracja europejska. Polska może spowalniać otwieranie klastrów negocjacyjnych, opóźniać dostęp do funduszy przedakcesyjnych, torpedować ukraińskie projekty takie jak Karpacka Inicjatywa Integracyjna forsowana przez jednego z wiceszefów administracji Zełenskiego, która zakłada pompowanie pieniędzy unijnych na Zakarpacie. Te pieniądze nie mogą popłynąć bez polskiej zgody. Polska nie jest jedynym sceptycznym krajem — obok niej są Węgry, Słowacja, Rumunia i Bułgaria.

Drugim narzędziem jest europeizacja tematu wołyńskiego — dążenie do rezolucji Parlamentu Europejskiego, a docelowo do rozwiązań legislacyjnych na poziomie ogólnounijnym delegalizujących promowanie tradycji ludobójczych. To zamknęłoby Ukrainie drogę do integracji bez uprzedniego odcięcia się od kultu UPA na poziomie państwowym.

Trzecim narzędziem jest odbudowa. Polska ma najkorzystniejsze połączenia drogowe z Ukrainą i może pełnić rolę regulatora tego procesu. Pomysł budowy dedykowanego przejścia granicznego dla odbudowy — które pierwotnie miało być po stronie polskiej — ostatecznie trafił na stronę ukraińską, ale geografia pozostaje niezmieniona. Można sterować temperaturą odbudowy za pomocą rozwiązań sanitarnych i infrastrukturalnych.

Czwartym narzędziem są certyfikaty antybanderowe na broń. Parafianowicz przywołał propozycję posła Fogiela: odbierający broń w Jasionce podpisuje zobowiązanie, że nie trafi ona do jednostki odwołującej się do tradycji UPA. Takie samo oświadczenie trafia do dostawcy — na przykład Rheinmetalla. To forma soft power wymuszająca edukację po obu stronach. Parafianowicz zaznaczył jednocześnie, że remont pasa startowego w Jasionce to dęty argument — dostawy broni dla Ukrainy są w polskim interesie narodowym, bo w naszym interesie jest to, że Ukraińcy walczą i wiążą siły rosyjskie.

Piątym narzędziem jest diaspora ukraińska w Polsce. Transfery społeczne dla Ukraińców — 800 plus i inne świadczenia — mogą być elementem symetrycznej odpowiedzi na nieprzyjazną politykę Kijowa. Parafianowicz zastrzegł, że ma inne niż Marczuk zdanie na temat ograniczenia tych świadczeń, ale uznaje ten instrument za dostępny.

Emocja społeczna jest faktem politycznym

Parafianowicz ocenił, że elity przez lata ukrywały tę emocję społeczną zamiast ją właściwie obsługiwać — co skończyło się wybuchem frustracji. Emocja społeczna nie jest czymś nieracjonalnym, to jest fakt polityczny. Mówienie ludziom, że myślą źle o relacjach polsko-ukraińskich, nie sprawia, że przestają tak myśleć. Pierwszym politykiem, który tę emocję właściwie obsłużył, jest — w ocenie Parafianowicza — prezydent Nawrocki, który zrozumiał obowiązek głowy państwa wobec narodu, który reprezentuje.

Ukraina weszła w mental Izraela po wojnie Jom Kipur

Parafianowicz użył porównania, do którego odwołuje się od dłuższego czasu: Ukraina po 2022 roku weszła w fazę mentalu Izraela po wojnie Jom Kipur — poczucia, że wszystko jest możliwe. Mogą uderzać dronami głęboko w Rosji, realizować program celowanych zabójstw przez HUR, niszczyć Most Krymski, odcinać logistykę na Krym. To poczucie prowadzi do fałszywego przekonania o nieograniczonej sile i zasobach. Zadaniem Polski jest wyjście z pułapki myślenia, że Ukraina ma tak dużą siłę, iż może nas do czegokolwiek przymuszać.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *