Parafianowicz w „Otwartej Konserwie”: „Zełenski uprawia politykę jak postsowiecki furiat. Polska żyła złudzeniami”

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim”, omówił w podcaście „Otwarta Konserwa” kulisy ukraińskiej polityki i relacji polsko-ukraińskich — opierając się na rozmowach z ludźmi z bezpośredniego otoczenia ukraińskiego prezydenta.

Dlaczego Zełenski to zrobił

Parafianowicz odrzucił wyjaśnienie, że decyzja o nazwie jednostki wojskowej była błędem politycznym wynikającym z głupoty. Zełenski jako polityk budujący współczesną tożsamość narodową nie może przeciwstawić się mitom założycielskim narodu ukraińskiego, które wyłaniają się w toku wojny z Rosją. Tymi mitami są OUN i UPA — organizacje, które z polskiej i universalnej perspektywy są zbrodnicze, ale nie z ukraińskiej. To co się dzieje, powiedziałby Parafianowicz, jest wyrazem tej logiki. Zełenski prawdopodobnie w ogóle nie zastanawiał się, czy to Polaków zaboli — po prostu go to nie obchodzi. Dowodem jest fakt, że do tej pory nie ustosunkował się publicznie do burzy w Polsce.

Parafianowicz zwrócił uwagę na powtarzalność tego schematu: Juszczenko jako kandydat prozachodni dochodzi do władzy i podnosi Szuchewicza do rangi bohatera narodowego. Komorowski przemawia w Radzie Najwyższej, zbiera oklaski — i godzinę później Rada głosuje ustawy gloryfikujące UPA, łącznie z przepisem penalizującym krytykę „państwotwórczej roli” tej organizacji. Poroszenko nie ustąpił w sprawie Szeremety, wręcz poszedł w zaparte. Teraz Zełenski. „Mamy powtórkę z rozrywki” — ocenił dziennikarz.

Postsowiecki styl polityki

Centralną tezą Parafianowicza jest to, że Polska przez lata nie doceniała, jak głęboko ukraińskie elity polityczne są ukształtowane przez sowiecką szkołę myślenia o dyplomacji, służbach i władzy. Ukraina była mózgiem Związku Sowieckiego — Kijów i Moskwa tworzyły ZSRR razem, nie jak Polska, która była „za dupiem świata komunistycznego”. To ma konsekwencje dla sposobu prowadzenia polityki.\W tym systemie obowiązuje zasada „łocha się porzuca” — frajera się oszukuje, upokarza i porzuca. Zełenski zastosował ją wobec Kołomojskiego, który go finansował i wyniósł do władzy, potem wobec Jermaka, potem wobec prezydenta Dudy, który ogromnie zainwestował w relacje z Ukrainą. Duda, zdaniem Parafianowicza, zresztą popełnił błąd wchodząc w kampanię prezydencką w Polsce i dzwoniąc do Zełenskiego z prośbą, by ten ustąpił Trumpowi — co tylko utwierdziło Kijów w przekonaniu, że Polska jest słaba.

Parafianowicz opisuje też postsowiecki styl zarządzania: rozmowy na taśmach Mindicza są po rosyjsku, prowadzone grypserą ze świata kryminalnego. W otoczeniu Zełenskiego są ludzie wywodzący się z ekipy Janukowicza — sam Jermak i Tatarow, wiceszef administracji prezydenckiej, który odpowiadał za pacyfikowanie Majdanu. System władzy jest wertykalny, korupcja systemowa, ekshumacje są traktowane jako lewar polityczny. „Jeśli byłaby wola polityczna Zełenskiego, ekshumacje postępowałyby ekspresowo” — ocenił Parafianowicz.

Sprawa pociągu — upokorzenie Tuska

Parafianowicz opisał kulisy słynnego incydentu, kiedy premier Tusk dojechał do Kijowa osobnym pociągiem, podczas gdy Merz, Starmer i Macron jechali razem. Jego zdaniem to była częściowo zemsta Niemców za Steinmayera — prezydenta Niemiec, którego Ukraińcy w 2022 roku wysadzili z pociągu do Buczy. Niemcy, pamiętliwi i traktujący państwo poważnie, dali do zrozumienia Zełenskiemu, że chcą widzieć polskiego premiera oddzielnie. Dodał, że Tusk sam skrócił tę wizytę — co też nie spodobało się Ukraińcom. Konkluzja Parafianowicza: Polska powinna była spowodować „awarię na torach”, wyłączyć prąd, cokolwiek — i zadbać, żeby polski premier dotarł do Kijowa pierwszy. Nie można upokarzać polskiego premiera ani prezydenta, niezależnie od barw politycznych.

Mit Eldorado odbudowy Ukrainy

Parafianowicz studzał entuzjazm dotyczący polskiego udziału w odbudowie Ukrainy. Gdy ogłoszono przetarg na budowę autostrady do Łucka, żadna polska firma w nim nie stanęła — z obawy o bezpieczeństwo pracowników i o ukraiński system wymiaru sprawiedliwości, który nie jest ani niezależny, ani praworządny. Polska firma Control Process zbudowała instalację do utylizacji śmieci we Lwowie, wygrała siedem arbitraży międzynarodowych — a mer Lwów Sadowy wciąż odmawia wypłaty należności. Polski biznes to obserwuje.

Jeden z rozmówców Parafianowicza — dyplomata — powiedział mu, że prędzej Ukraińcy odbudują Polskę niż Polska Ukrainę, bo ukraiński kapitał oligarchiczny już jest obecny w Polsce: w bazach paliwowych, a ukraińskie firmy interesują się złożami węgla na Śląsku.

Co Polska powinna chcieć

Nawiązując do Jurasza, Parafianowicz sformułował główny postulat: Polska powinna wreszcie przestać nieść „kaganek oświaty” i wyzbyć się misji zbawczej, a zamiast tego zdefiniować listę konkretnych celów. Które porty ukraińskie chcemy przejąć? Które kopalnie wapienia? Które bazy logistyczne? Dlaczego nie zbudowaliśmy przejścia granicznego przeznaczonego do odbudowy, które pozwoliłoby nam pełnić rolę regulatora tego procesu? Dopóki Polska będzie myślała o sobie jako o tym, kto niesie oświatę wschodnim sąsiadom, niczego tam nie osiągnie.

Na pytanie, czego Polska powinna chcieć od trwającej wojny, Parafianowicz odpowiedział brutalnie: korzystne dla Polski jest to, by trwała jak najdłużej, bo Ukraińcy wiążą siły rosyjskie i redukują rosyjski potencjał militarny. Im dłużej trwa, tym więcej czasu Polska ma na zintegrowanie F-35, Abramsów, czołgów koreańskich i własnej floty dronowej. „To jest czas, który kupujemy” — powiedział.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *