Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim”, ocenił w podcaście „Machina władzy” Radia ZET, że decyzja o nadaniu jednostce imienia „bohaterów UPA” była świadoma i obliczona na użytek wewnętrzny — a Polska powinna przestać być partnerem, który zawsze ustępuje i zacząć egzekwować swoje interesy praktycznymi narzędziami.
Zełenski wiedział, co robi
Parafianowicz odrzucił wszelkie tezy o nieświadomości Zełenskiego. Oświadczenie ukraińskiego MSZ przerzucające odpowiedzialność na żołnierzy, którzy mieli sami wystąpić z prośbą o nazwę, a prezydent jedynie się przychylił — dziennikarz skwitował krótko: „Szedł i poślizgnął się na skórce od banana pod płacą. Tak to brzmi.” Jego zdaniem Zełenski powtórzył schemat Poroszenki z 2017 roku — gdy ukraiński prezydent ma kłopoty wewnętrzne, sięga po nacjonalizm i gloryfikację UPA, bo to konsoliduje elektorat i spycha problemy na drugi plan. W tle jest afera z Mindyczem i rosnące zarzuty korupcyjne wobec najbliższego otoczenia prezydenta.
Frenemy, nie przyjaciel
Parafianowicz użył pojęcia „frenemy” — Ukraina jednocześnie pełni rolę partnera i rywala. Jest korzystna dla Polski dlatego, że zabija naszego głównego wroga, jakim jest Rosja. Ale w kwestiach gospodarczych, historycznych i wizerunkowych ma interesy sprzeczne z polskimi i realizuje je twardo i asertywnie. „Polska jest państwem, które Ukraińców i Ukrainy nigdy nie zawiodło od czasów pomarańczowej rewolucji. Tymczasem my ciągle musimy przełykać te gorzkie pigułki serwowane przez partnerów z Ukrainy” — powiedział.
Wskazał, że Ukraina nie uważa polskiego uczestnictwa w formatach dyplomatycznych za coś oczywistego — mimo że Polska jest państwem tranzytowym, przyfrontowym, ponoszącym ogromne koszty przyjęcia uchodźców i wypłat 800+. Ukraińskie elity rozumują, że Polska i tak będzie pomagać, bo musi — i dlatego nie ma sensu jej dodatkowo uwzględniać.
Polska powinna zacząć grać na zimno
Parafianowicz wymienił konkretne narzędzia nacisku, które Polska powinna rozważyć. Pierwszym jest brak zgody na karpacką inicjatywę integracyjną — pomysł wiceszefa administracji Zełenskiego z Zakarpacia, który zakłada korzystanie przez przygraniczne tereny ukraińskie z unijnych funduszy przedakcesyjnych. Drugim są certyfikaty przy dostawach broni — dokumenty, które gwarantują, że broń nie trafi do oddziałów nawiązujących do symboliki UPA. Trzecim jest kwestia korzystania przez ukraińską flotę rządową z polskich lotnisk: Zełenski regularnie lata z Przemyśla i korzysta z Balic albo Jasionki — Polska mogłaby to utrudnić. Czwartym jest temperatura rozmów o akcesji do Unii Europejskiej.
Zaznaczył przy tym, że schłodzenie stosunków ma też koszty dla Polski — mniejszy dostęp do informacji o sytuacji na Ukrainie i mniejszą wagę w rozmowach z Amerykanami. Dlatego każda z tych decyzji wymaga zimnej kalkulacji. „To nie jest tak, że te środki dotykają tylko stronęukraińską. My też za to będziemy płacić” — przyznał.
Zełenski jak Trump — nie potrafi się zatrzymać
Na pytanie, jaki jest największy problem z Zełenskim, Parafianowicz odpowiedział: „Tym, że nie potrafi się zatrzymać.” Podobnie jak Trump jest politykiem eskalacyjnym, z wielkim ego, który notorycznie wchodzi w szkodę swoim partnerom. Obaj — choć się nie lubią — są ulepieni z tej samej gliny, co widać było w Białym Domu, gdzie obaj wybuchli w tym samym momencie. Zełenski potrafi być opryskliwy i niestosowny nawet wobec Starmera — więc dlaczego miałby oszczędzać polskich polityków?
Jednocześnie Parafianowicz nie odmówił Zełenskiemu zasług. Ocenił, że jego obecność w Kijowie w lutym 2022 roku najprawdopodobniej uratowała ukraińską obronę, że ma stałe miejsce w panteonie ukraińskich bohaterów narodowych i że jego cynizm, umiejętność definiowania interesu narodowego i zdolność do gry z silniejszymi partnerami to cechy wartościowe u przywódcy. Gdyby Polska była zagrożona, chciałby mieć na czele państwa kogoś o podobnych właściwościach — choć bez pewnych wad.
Polska na musiku — i sama sobie winna
Parafianowicz zwrócił uwagę, że polska polityka wobec Ukrainy od lat uwięziona jest w dylemacie bez alternatywności — przekonaniu, że „i tak musimy pomagać, bo nie mamy wyjścia.” To pułapka, bo partner, który wie, że i tak dostanie to, czego chce, nie ma powodu niczego oferować w zamian. „Im dłużej będziemy udawać, że rzeczy nie są takie, jakimi są, tym bardziej będziemy sfrustrowani i tym mniej będziemy mieli pola do manewru” — podsumował dziennikarz.