Przemoc nie może stać się językiem debaty publicznej — Panczenko w „Rachunku Sumienia”

Natalia Panczenko, ukraińska aktywistka mieszkająca w Polsce od ponad 17 lat, była gościnią Tomasza Sekielskiego w podcaście „Rachunek Sumienia” (Onet, Newsweek), gdzie mówiła o narastającej przemocy wobec ukraińskich dzieci w Polsce, odpowiedzialności polityków za podsycanie napięć oraz o kontrowersji wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej nadania jednej z jednostek wojskowych imienia związanego z UPA.

Polska jako dom, mimo zmiany nastrojów

Panczenko, prowadząca fundację Stand with Ukraine i uhonorowana w 2022 roku tytułem aktywistki roku Tygodnika Wprost, na pytanie o samopoczucie w Polsce odpowiedziała, że czuje się tu jak w domu. Przyznała, że dostrzega zmianę nastrojów społecznych, ale zaznaczyła, że nie zmienia to faktu, że Polska pozostaje jej domem i że nadal ma tu wielu ludzi, którzy ją wspierają – zarówno prywatnie, jak i w działaniach na rzecz Ukrainy.

Jako przykład realnego wsparcia przywołała niedawną akcję „Ciepło z Polski dla Kijowa”, w której wzięło udział ponad 80 tysięcy Polek i Polaków. Podkreśliła, że to nie anonimowe komentarze w internecie, lecz konkretni ludzie, którzy przekazali własne pieniądze, by mieszkańcy Ukrainy nie zamarzali pod rosyjskimi bombami. Zaznaczyła, że mimo rosnącej liczby ataków na tle narodowościowym w Polsce wciąż jest bardzo wielu ludzi, którzy rozumieją sytuację i nie odwracają wzroku, lecz starają się pomagać jeszcze bardziej.

Aktywistka mówiła też o mechanizmie upraszczania i uogólniania, jaki obserwuje w przestrzeni internetowej po obu stronach. Jej zdaniem pojedynczy incydent z udziałem Polaka bijącego Ukraińca bywa natychmiast przekładany na oskarżenie całego narodu, podczas gdy odpowiedzialność powinna spadać wyłącznie na konkretną osobę, która dopuściła się przemocy. Podkreśliła, że stara się w każdej rozmowie przywoływać ludzi do krytycznego myślenia, ponieważ przypisywanie cech całym społeczeństwom na podstawie działań pojedynczych osób uznaje za błąd.

Ostrzeżenie: przemoc nie może stać się językiem debaty publicznej

Sekielski zwrócił uwagę na ostatnie przypadki napaści na dzieci, oceniając, że została przekroczona pewna granica, i wyraził niepokój o dalszy rozwój sytuacji. Przywołał też lipcowy sondaż CBOS, według którego po raz pierwszy od 2014 roku ponad połowa Polaków – 52 procent – uznała, że Polska nie powinna już przyjmować uchodźców z Ukrainy, mimo trwającej wojny. Prowadzący przyznał, że niepokoi go perspektywa, w której jego kraj stałby się ksenofobiczny, i ostrzegł przed ryzykiem, że incydenty przemocy mogą zostać wykorzystane przez rosyjskie służby do dalszych prowokacji, niezależnie od tego, po której stronie miałyby one uderzyć.

Panczenko odpowiedziała, że podziela te obawy. Oceniła, że doszło już do przekroczenia wielu granic, skoro niemal codziennie dochodzi do aktów przemocy motywowanej pochodzeniem. Zwróciła uwagę, że przemoc nigdy nie pojawia się znikąd – zaczyna się od słów, od odczłowieczania danej grupy społecznej i obarczania jej winą za różne problemy, a dopiero później przeradza się w jawną agresję. Wspomniała, że sama wielokrotnie apelowała do polityków i osób publicznych o opamiętanie, zanim dojdzie do eskalacji, i że sama padła ofiarą kampanii dezinformacyjnych, w ramach których przypisywano jej słowa, których nigdy nie wypowiedziała – w tym rzekome groźby wobec Polaków, podczas gdy w rzeczywistości wyrażała jedynie przestrogę i obawę. Zaznaczyła, że duża część społeczeństwa dała się na to nabrać, co jej zdaniem wynika z rosnącego problemu z weryfikowaniem źródeł informacji – ludzie chętniej wierzą krótkim nagraniom w mediach społecznościowych niż rzetelnym badaniom opinii publicznej czy pogłębionym analizom.

Decyzja Zełenskiego o UPA i rzeź wołyńska

Sekielski zapytał Panczenko o jej ocenę decyzji Wołodymyra Zełenskiego dotyczącej nadania jednej z jednostek wojskowych imienia związanego z UPA – wydarzenia, które stało się punktem zapalnym ostatniej fali napięć. Panczenko zastrzegła najpierw, że nie zgadza się z twierdzeniem, jakoby to właśnie ta decyzja zapoczątkowała obecny kryzys – jej zdaniem napięcia narastały znacznie wcześniej.

Odnosząc się do samej decyzji, oceniła poziom ukraińskiej dyplomacji w tej sprawie bardzo krytycznie, mówiąc, że trudno jej zrozumieć, kto i z kim to konsultował, oraz że trudno było wybrać gorszy moment i formę na taki krok. Podkreśliła, że nie da się nie przewidzieć, iż tego rodzaju decyzja uderzy w uczucia polskiego społeczeństwa. Jednocześnie jednoznacznie stwierdziła, że rzeź wołyńska była straszliwą zbrodnią, którą należy potępić, i że nie widzi tu żadnej innej drogi – ani dla ukraińskich polityków, ani dla państwa ukraińskiego.

Zastrzegła jednak stanowczo, że żadne spory polityczne, decyzje polityków ani kwestie historyczne – niezależnie od tego, jak bardzo ktoś może się z nimi nie zgadzać – nie mogą usprawiedliwiać pobicia kogoś ze względu na pochodzenie ani wyzywania dzieci w tramwaju. Podkreśliła, że można się nie zgadzać, polemizować, pisać posty czy wyrażać sprzeciw, ale nie można akceptować przemocy jako jednego z języków debaty publicznej. Zaznaczyła, że przemoc musi być karalna, a jej sprawcy muszą ponosić odpowiedzialność, niezależnie od tego, jaki spór polityczny czy historyczny miałby ją rzekomo tłumaczyć.

Odpowiedzialność polityków za podgrzewanie nastrojów

Sekielski ocenił, że obecne emocje są w dużej mierze skutkiem działań polskich polityków, którzy przedstawiają Ukrainę i Ukraińców w sposób konfrontacyjny. Wskazał, że wypowiedzi polityków cieszących się szerokim poparciem – wymieniając w tym kontekście prezydenta Karola Nawrockiego, którego ocenił jako podgrzewającego atmosferę – sprawiają, że osoby skłonne do agresji czują się ośmielone i zaczynają uważać, że mogą decydować, kto w Polsce ma prawo przebywać i w jakim języku mówić. Za szczególnie odrażające uznał przypadki, w których ktoś zwraca się do osób mówiących po ukraińsku w autobusie z żądaniem zaprzestania. Przypomniał własne doświadczenia z wielokrotnych pobytów na Ukrainie, także w czasie wojny i podczas Majdanu w 2014 roku, kiedy mówiąc swobodnie po polsku, nigdy nie spotkał się z podobną reakcją. Wyraził też obawę, że napięcia wokół tematu ukraińskiego mogą stać się elementem gry politycznej w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

Panczenko przyznała mu rację, mówiąc, że choć bezpośrednią odpowiedzialność za akty przemocy ponoszą konkretne osoby, nie można zwalniać z odpowiedzialności polityków, którzy do takich zachowań doprowadzili poprzez swoje wypowiedzi z mównicy sejmowej czy wpisy w mediach społecznościowych. Oceniła, że część polityków, wypowiadając takie słowa, myśli wyłącznie o sondażach i wyniku wyborów, nie zastanawiając się nad społecznymi konsekwencjami – i że nie wie, czy wynika to z cynizmu, czy z braku świadomości, że takie słowa mogą kogoś kosztować życie. Podkreśliła, że przemoc zawsze zaczyna się od słów, a szczególnie groźne jest to, gdy wypowiadają je osoby, którym ludzie ufają z racji pełnionych funkcji publicznych – zjawisko, które określiła jako głęboko zakorzenione kulturowo i pozbawione racjonalnego uzasadnienia. Wyraziła nadzieję, że liderzy wszystkich partii politycznych jasno sprzeciwią się językowi przemocy wobec mniejszości narodowych, oceniając, że dzięki temu Polska byłaby silniejsza i bezpieczniejsza – zastrzegając jednocześnie, że obecnie taka sytuacja nie ma miejsca.

Szkoły w piwnicach: zbiórka fundacji Stand with Ukraine

W końcowej części rozmowy Panczenko przeszła do działalności swojej fundacji Stand with Ukraine, opowiadając o problemie szkół w mniejszych miejscowościach i na wsiach, które – w przeciwieństwie do dużych miast dysponujących nowoczesnymi, częściowo podziemnymi budynkami – nie mogą liczyć na budowę nowych placówek ze względu na niewielką liczbę uczniów. W takich miejscowościach dzieci uczą się w piwnicach i schronach, które w wielu przypadkach nie były remontowane od czasów Związku Radzieckiego.

Fundacja prowadzi obecnie zbiórkę na odbudowę takich schronów, prowadząc już prace przy dwóch szkołach. Prace obejmują dostosowanie pomieszczeń do obowiązujących norm, w tym oświetlenia i wentylacji. Panczenko podała, że koszt wybudowania jednego schronu według tych standardów to około 50–60 tysięcy złotych, co pozwala zapewnić bezpieczną naukę dla 80 do 120 dzieci w jednej placówce. Zachęciła do wsparcia zbiórki poprzez stronę internetową fundacji oraz jej profile w mediach społecznościowych – na Instagramie, Facebooku i LinkedInie.


Rozmowę przeprowadził Tomasz Sekielski. Materiał „AKTYWISTKA ROZPŁAKAŁA SIĘ W STUDIU: UKRAIŃSKIE DZIECI SĄ WYZYWANE I BITE | ‚Rachunek sumienia'” dostępny jest na kanale Onet na YouTube, liczącym 449 tys. subskrybentów. Opublikowany 2 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *