Mateusz Grzeszczuk rozmawiał z dziennikarzem Onetu Marcinem Wyrwałem, autorem książki „Psy na ruskich” wydanej nakładem Wydawnictwa Otwartego — reportażu opartego na siedemnastu głosach polskich ochotników, którzy zdecydowali się walczyć po stronie Ukrainy przeciwko rosyjskiej agresji.
Nieświadomość skali wojny
Wyrwał zauważył, że większość jego bohaterów nie zdawała sobie sprawy, na jaką wojnę się wybiera — media i eksperci przez lata zapowiadali konflikt nowego typu, oparty na zaawansowanych technologiach, tymczasem rzeczywistość okazała się powrotem do okopowej walki sprzed stu lat. Część ochotników wjeżdżała do Ukrainy stopniowo, zaczynając od wolontariatu na granicy i z czasem angażując się coraz głębiej — Wyrwał przywołał historię kobiety, byłej pracowniczki banku, dla której przełomem było samo przekroczenie granicy, a która ostatecznie została operatorką drona podczas walk.
Wyrwał podkreślił, że doświadczenie zdobyte przez Polaków podczas misji ekspedycyjnych w Afganistanie, Iraku czy Syrii, gdzie strona polska dysponowała całkowitą przewagą, nie przekłada się na realia wojny z Rosją. Przywołał relację znanego medyka Damiana Dudy o ćwiczeniach wojskowych „Anakonda”, na które zaproszono jako gości ukraińskich żołnierzy z Żytomierza, weteranów obrony lotniska w Doniecku — tzw. cyborgów. Zaprezentowany im pokazowy scenariusz ćwiczeń dowódca skomentował gorzko, że wygląda on efektownie, ale nie ma nic wspólnego z prawdziwą walką. Wyrwał zaznaczył, że to raczej Ukraińcy uczą polskich ochotników realiów współczesnego pola walki, w tym tak podstawowych, a nieznanych z zachodnich doświadczeń metod jak „rozminowywanie bojem” — poruszanie się gęsiego, wykorzystując leje po wcześniejszych wybuchach jako bezpieczne przejścia przez zaminowany teren.
Różnorodne motywacje ochotników
Wyrwał podkreślił, że motywacje jego bohaterów były bardzo zróżnicowane. Część kierowała się rodzinną historią — pamięcią o bliskich zamordowanych przez Rosjan podczas rzezi wołyńskiej czy w czasie drugiej wojny światowej. Inni, byli żołnierze, traktowali wyjazd jako formę rozwoju zawodowego. Byli też ludzie z natury ciążący ku sytuacjom ekstremalnym, jak bohater, który po prostu zrobił sobie, jak to ujął, „wakacje życia”. Niektórzy trafili na front niejako przypadkiem, planując jedynie wolontariat, a kończąc w okopach — jeden z rozmówców Wyrwała, mimo wyraźnego zastrzeżenia przy podpisywaniu kontraktu, że nie chce być dowódcą ani walczyć w Bachmucie, jako swoją pierwszą misję otrzymał właśnie dowodzenie w Bachmucie.
Wyrwał przywołał też historię młodego chłopaka bez jakiegokolwiek przeszkolenia wojskowego, zafascynowanego wcześniej literaturą o najemnikach, który dołączył do batalionu za pośrednictwem znajomych, funkcjonując przez pewien czas nielegalnie — bez podpisanych żadnych dokumentów, co oznaczało konieczność chowania się podczas wizyt dowódcy batalionu. Ostatecznie chłopak ten został medykiem na pierwszej linii frontu, opisując skrajnie trudne warunki ewakuacji rannych — zamiast standardowej „złotej godziny” znanej z zachodnich procedur medycznych, ewakuacja spod ostrzału potrafiła trwać nawet 7 do 12 godzin.
Polskie społeczeństwo i wojskowość wobec zagrożenia
Wyrwał, opisując swoje wieloletnie doświadczenie dziennikarza wojskowego, ocenił, że polscy żołnierze, w tym terytorialsi, w dużej mierze są entuzjastami — tzw. zajawkowiczami — przynoszącymi do wojska dodatkowe umiejętności (radio, drony, komunikacja), którzy jednak regularnie zderzają się z bezwładną strukturą wojskową, którą sam określił mianem „wojskowego betonu”. Zaznaczył, że tego rodzaju sytuacje wielokrotnie opisywał wspólnie ze swoją koleżanką z Onetu, Edytą Rzemłą. Zwrócił uwagę na powtarzający się wśród jego rozmówców niepokojący wątek — przekonanie, że polskie przygotowania obronne nie odpowiadają realiom wojny, jaką faktycznie mogliby stoczyć z Rosją.
Wyrwał odniósł się też do zjawiska prorosyjskiej dezinformacji w polskich mediach społecznościowych, twierdzącej, że wojna na Ukrainie „nie jest naszą wojną” — ocenił, że na początku inwazji w lutym 2022 roku tego typu konta były skutecznie zagłuszane przez powszechne zrozumienie zagrożenia ze strony Rosji, wynikające z polskiej historii i tradycji. Wraz z narastającym zmęczeniem społecznym trwającym konfliktem rosyjska propaganda, opierająca się na strategii cierpliwego przeczekiwania, zaczęła jednak zyskiwać większą przestrzeń.
Prawny status ochotników i brak wsparcia państwa
Wyrwał szczegółowo opisał niejasny status prawny polskich ochotników — formalnie pozostają oni przestępcami, ponieważ obowiązujące prawo zabrania służby w obcych siłach zbrojnych. W kwietniu 2022 roku, dwa miesiące po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, ówczesny wiceminister obrony Marcin Ociepa zapowiedział, że tacy ochotnicy nie będą ścigani, ponieważ działają w polskim interesie. W Senacie powstał następnie projekt ustawy o abolicji dla tych osób, jednak utknął w Sejmie wśród politycznych sporów o autorstwo i zasługi, ostatecznie trafiając do przysłowiowej zamrażarki — do dziś, ponad dwa lata później, sprawa pozostaje nierozwiązana. Wyrwał zaznaczył, że korespondując wiosną z Ministerstwem Obrony Narodowej, otrzymał informację, że nie prowadzi się żadnych prac nad tą kwestią, a nawet dane o liczbie osób ubiegających się o wyjazd stały się od pewnego momentu informacją niejawną.
Szczególnie poruszający jest, zdaniem Wyrwała, rozdział poświęcony Danielowi Sztyberowi, jedynemu z siedemnastu bohaterów książki, który zginął — jego historię opowiada ojciec. Sztyber, wywodzący się z rodziny o silnych tradycjach powstańczych warszawskich, wszechstronnie wyszkolony, formalnie do dziś pozostaje w oczach polskiego prawa przestępcą, mimo bohaterskiej śmierci na wojnie.
Wyrwał porównał sytuację polskich ochotników do przykładów z innych krajów, w tym Brazylii, gdzie duża grupa najemników walczyła po stronie prorosyjskich separatystów już od 2014 roku — sam miał okazję ich poznawać, gdy jako dziennikarz miał jeszcze dostęp do okupowanego Doniecka. Ten dostęp stracił do połowy 2015 roku, gdy rosyjskie służby zorientowały się w charakterze jego pracy i odmówiły mu dalszego wjazdu, co żartobliwie określił jako otrzymanie niechcianej pieczątki w paszporcie, uniemożliwiającej mu odtąd wjazd do Rosji. Wspominani przez niego brazylijscy najemnicy otwarcie przyznawali, że traktują udział w wojnie jako budowanie CV wojskowego lub furtkę do pozostania w Europie — w przeciwieństwie do polskich ochotników walczących po stronie ukraińskiej, południowoamerykańscy najemnicy po stronie rosyjskiej często rezygnowali już po pierwszym szturmie, przenosząc się do kolejnej jednostki i powtarzając ten sam schemat.
Wyrwał podkreślił też praktyczny brak wsparcia dla rodzin poległych i rannych ochotników ze strony polskiego państwa, przywołując swój niedawny artykuł o sytuacji w Kotlinie Kłodzkiej, zatytułowany „W Kotlinie Kłodzkiej Polskiego Państwa nie było” — mimo że tekst wywołał kontrowersje, redakcja nie wywierała na niego presji, by zmienić jego wymowę. Ocenił, że polskie społeczeństwo obywatelskie potrafi się mobilizować w sytuacjach kryzysowych, jednak samo państwo, szczególnie w pierwszych dniach wojny, wykazywało się opieszałością organizacyjną.
Trwałe piętno wojny
Rozmówcy Wyrwała podkreślali, że mimo zmęczenia trwającym konfliktem wielu z nich pozostaje na najbardziej newralgicznych odcinkach frontu — między innymi w rejonie Pokrowska i wzdłuż linii donbaskiej, między Czasiw Jarem a Pokrowskiem. Wyrwał przywołał przykład ochotnika o pseudonimie Pablo, który po utracie nogi musiał wycofać się z bezpośrednich walk, ale powrócił na front jako operator drona. Część bohaterów książki zginęła.
Wyrwał podzielił się też refleksją na temat psychologicznych skutków długotrwałego uczestnictwa w wojnie — intensywność emocji przeżywanych na froncie sprawia, że powrót do normalnego, cywilnego życia staje się dla wielu weteranów niezwykle trudny, a nawet niemożliwy. Przywołał własne doświadczenie dziennikarza relacjonującego konflikty zbrojne od 2014 roku, przyznając, że sam zapłacił za to wysoką osobistą cenę, choć podkreślił, że intensywność przeżyć dziennikarza nie jest nawet ułamkiem tego, czego doświadczają walczący żołnierze. Jeden z bohaterów książki miał zapytać retorycznie, czy po powrocie do Polski miałby po prostu podjąć pracę w sklepie osiedlowym — Wyrwał ocenił, że wielu ochotników odczuwa poczucie, iż „prawdziwe życie” toczy się właśnie tam, na wojnie, co rodzi obawy o ich trudną reintegrację społeczną po powrocie. Zasugerował, że sensownym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie ich unikalnego doświadczenia bojowego przez polskie wojsko, choć zaznaczył sceptycznie, że skoro państwo nie potrafi efektywnie zagospodarować nawet odchodzących ze służby żołnierzy jednostek specjalnych, trudno oczekiwać systemowego podejścia do ochotników wojny z Rosją.
Materiał „Polscy ochotnicy na wojnie Ukrainy z Putinem. Psy na ruskich”, kanał Podróż bez Paszportu (118 tys. subskrybentów), 24 września 2024.