Rosyjska armia przechodzi głęboką, systemową transformację — reorganizuje wojska dronowe, zmienia system dowodzenia logistyką i konsekwentnie awansuje sprawdzonych na froncie dowódców, przygotowując się na okres, gdy jej zdolności bojowe mogą dorównać ukraińskim — ocenił ppłk rez. Maciej Korowaj w rozmowie z Marcinem, prowadzącym kanału Martinn, w „Raporcie Specjalnym”. Korowaj przeanalizował reformę rosyjskich wojsk dronowych, mechanizm wojny logistycznej toczącej się poza linią frontu, zmiany kadrowe w dowództwie oraz to, dlaczego Rosja może nie potrzebować masowej mobilizacji, by w przyszłości zagrozić państwom bałtyckim.
Ewolucja rosyjskich wojsk dronowych
Korowaj opisał, jak rozwijały się rosyjskie zdolności dronowe od 2022 roku — początkowo istniały dwie warstwy: starsza, złożona z dronów rozpoznawczych typu wojskowego (odpowiedników ukraińskich Furii), funkcjonujących w strukturach brygadowych od początku wojny, oraz spontanicznie rozwinięta warstwa niższego pułapu, oparta na popularnych dronach typu FPV, wykorzystywanych od szczebla batalionu w dół. Z czasem na bazie komercyjnych rozwiązań (m.in. firmy Zala) powstały drony uderzeniowe, rozproszone po różnych rodzajach wojsk — w artylerii (w ramach tzw. rozwiedywalno-ogniowego kompleksu), w wojskach powietrznodesantowych, piechocie morskiej oraz w siłach powietrznych (większe systemy uderzeniowe, jak Orion).
Ten rozproszony system skonsolidowano ostatecznie w osobne Wojska Dronowe, na czele których postawiono cywila — jak zaznaczył Korowaj, dawnego producenta pralek — odpowiedzialnego za organizację masowej produkcji. Podkreślił, że wbrew powszechnej opinii Rosjanie nie ustępują Ukraińcom pod względem samej technologii dronowej — obie strony dysponują porównywalnym poziomem technicznym — różnica leży w tempie adaptacji do zmieniających się realiów pola walki, które po stronie ukraińskiej jest znacznie krótsze. Rosjanie nadrabiają to jednak zdecydowanie większą skalą produkcji i wykorzystania dronów na polu walki — problemem pozostaje niska efektywność ich użycia, sięgająca zaledwie około 10 procent, podczas gdy po stronie ukraińskiej wynosi od 30 do nawet 40 procent — w praktyce oznacza to, że zadanie wykonywane przez jednego ukraińskiego drona wymaga po stronie rosyjskiej użycia 4–5 sztuk sprzętu.
Nowa reforma: centralizacja i wojskowy dowódca zamiast cywila
Korowaj poinformował o kolejnej reformie — dotychczasowy cywilny dowódca Wojsk Dronowych został zastąpiony przez oficera wojskowego, a rozproszony dotąd, oddolnie budowany „plankton dronowy” (najniższy poziom jednostek dronowych, silnie wspierany przez rosyjski wolontariat, który — jak zaznaczył Korowaj w swojej prywatnej opinii — może być nawet lepiej rozwinięty niż ukraiński) również ulega centralizacji. Zaznaczył, że Rosjanie starają się przy tym uniknąć błędu sprzed roku, gdy zbyt gwałtowna centralizacja dronów pozbawiła jednostki liniowe sprzętu na kilka miesięcy, wywołując poważny kryzys na froncie.
Docelowo powstaje system trójwarstwowy: scentralizowana struktura wojsk dronowych budowana na wzór ukraiński (z tworzonymi pułkami i brygadami dronowymi), pozostawiony wciąż stosunkowo rozproszony „plankton” niższego szczebla, oraz elitarna warstwa specjalna — jednostki typu Rubikon, powiązane z siłami operacji specjalnych i przerzucane na najważniejsze kierunki natarcia. Korowaj wyjaśnił, że kluczowym problemem dolnej warstwy pozostaje uzależnienie od komercyjnych dostawców i firm kurierskich zamiast wojskowej logistyki — co czyni ją bardziej wydajną operacyjnie, ale też bardziej podatną na ataki wymierzone w magazyny i łańcuchy dostaw prywatnych firm.
Dlaczego front przesuwa się tak wolno
Odpowiadając na pytanie prowadzącego o rolę przenikania jednostek Rubikonu i nowych formacji przez „przezroczysty” front, Korowaj wyjaśnił, że o skuteczności decyduje przede wszystkim jakość dostępu do logistyki wojskowej, a nie sam fakt użycia elitarnej jednostki — drony wyższej jakości są też lepiej zarządzane bezpośrednio przez dowódców plutonów i kompanii, w przeciwieństwie do rozproszonego, mniej zdyscyplinowanego „planktonu” niższego szczebla.
Korowaj podkreślił, że na przedniej linii frontu liczba żołnierzy po obu stronach pozostaje z grubsza stała — około 40–50 ludzi na 2–3 kilometrach odcinka — ponieważ „przezroczyste pole walki” uniemożliwia skoncentrowanie większych sił bez natychmiastowego ich wykrycia i zniszczenia. Kluczową przewagą Rosji jest zdolność do szybkiego uzupełniania strat tej wielkości bez konieczności ogłaszania dodatkowej mobilizacji, podczas gdy Ukraina, mając znacznie mniejsze rezerwy kadrowe, nie jest w stanie równie szybko rotować wyczerpanych żołnierzy. Zaznaczył, że front nie przesuwa się dzięki sile ofensywnej Rosji, lecz raczej dzięki temu, że Ukraina świadomie kształtuje lokalne odcinki obrony tak, by zadawać Rosji maksymalne straty, zmuszając ją do ciągłego angażowania rezerw z zaplecza — bo to, a nie klasyczny przełom frontowy, pozostaje obecnie głównym polem realnej walki. Korowaj żartobliwie zauważył przy tym, że szczegółowe relacjonowanie walk o pojedyncze zabudowania, jakie prowadzi Marcin w swoich materiałach, czasem przypomina relację z „kontrofensywy żukowa” — nawiązując do marszałka Gieorgija Żukowa i jego stylu prowadzenia działań.
Wojna logistyczna „ostatniej mili”
Rozwijając wątek podniesiony przez prowadzącego o „drugiej”, niewidocznej wojnie toczącej się o linie logistyczne, Korowaj wyjaśnił mechanizm, dla którego odcinanie zaopatrzenia stało się dziś kluczowym elementem walki. Przypomniał, że dawne batalionowe grupy taktyczne wymagały setek pojazdów logistycznych dziennie, a utrata nawet kilkudziesięciu z nich była bolesna, ale nie krytyczna. Dziś niewielkie grupy około 40 żołnierzy, wspierane rozpoznaniem dronowym na niespotykaną wcześniej skalę, wymagają już tylko kilku pojazdów zaopatrzeniowych — w efekcie utrata zaledwie 4–5 samochodów oznacza w praktyce całkowite odcięcie logistyczne takiej grupy, mimo że nominalne straty materiałowe pozostają niewielkie.
Korowaj zilustrował to przykładami z pola walki, gdzie zniszczenie pojedynczego motocykla czy quada, dostarczającego zaopatrzenie dla kilku żołnierzy, oznacza dla nich głód na kolejne dni. Podkreślił, że dziś wygrywa nie ten, kto przesuwa żołnierzy, lecz ten, kto potrafi utrzymać ciągłość ich zaopatrzenia — jeśli zaopatrzenie nie jest możliwe, jednostka musi się wycofać, co skutkuje powstawaniem coraz szerszej „szarej strefy” między liniami — dziś sięgającej średnio około 15 kilometrów, a w bardziej otwartym terenie, jak w rejonie Zaporoża, nawet 30–35 kilometrów, podczas gdy w terenie zurbanizowanym bywa węższa, rzędu 1–2 kilometrów.
Przywołał również statystyki z rosyjskiej konferencji medycznej dotyczącej ran bojowych — obrażenia od broni strzeleckiej stanowią obecnie zaledwie około 5 procent (z czego 1,5 procent to postrzały własne), od min – około 8 procent, od artylerii – 10 procent, a zdecydowaną większość strat powodują drony.
Rotacja żołnierzy i przewaga Rosji w uzupełnianiu strat
Korowaj podkreślił, że utrata 40-osobowej grupy żołnierzy przez Rosję jest szybko uzupełniana kolejnymi 40, podobnie jak straty logistyczne — co nie dewaluuje trwale zdolności bojowych żadnej ze stron, ale systematycznie wyczerpuje żołnierzy, zwłaszcza ukraińskich, którzy — jak zaznaczył — mają trzy- lub czterokrotnie rzadsze rotacje niż strona rosyjska, co prowadzi do skrajnego zmęczenia mimo lepszej, oddolnej inicjatywy i motywacji ukraińskich żołnierzy.
Reforma dowodzenia logistyką i wprowadzenie systemu „Sowiet”
Korowaj poinformował o wprowadzaniu przez Rosjan, na razie wyspowo, systemu dowodzenia określanego jako „Sowiet” — rozwiązania analogicznego do stosowanego już przez Ukraińców, wspieranego elementami sztucznej inteligencji, mającego integrować analizę pola walki, dane wywiadowcze oraz zarządzanie zapleczem logistycznym. Ocenił, że obecny poziom rosyjskiego systemu zaopatrywania wciąż odpowiada w dużej mierze realiom sprzed pięciu lat, a osiągnięcie porównywalnej z ukraińską wydajności zajmie Rosjanom, jego zdaniem, co najmniej rok.
Kluczową zmianą personalną jest awans generała Sołodczuka, dotychczasowego dowódcy 35. Armii, na stanowisko szefa rosyjskich wojsk tyłowych (logistyki) — Korowaj określił go jako jednego z nielicznych generałów z pierwszej fali dowódców wojny, który przetrwał na froncie, a wcześniej otwarcie krytykował Władimira Putina, pisząc, że dotychczasowy sposób prowadzenia wojny „nie ma racji bytu”. Sołodczuk zabrał ze sobą również szefa sztabu, z którym wcześniej współpracował w zgrupowaniu „Centrum” — najskuteczniejszym pod względem zdobyczy terytorialnych spośród wszystkich rosyjskich zgrupowań na froncie, co Korowaj odczytał jako sygnał wzmocnienia zaplecza logistycznego całej armii poprzez transfer sprawdzonych, skutecznych i „niesłychanie okrutnych” dowódców na kluczowe stanowiska tyłowe. Korowaj rzucił przy tym mimochodem znaczące stwierdzenie, że to właśnie awansowany dowódca wojsk lądowych generał Mordwiczew, a nie sztab generalny, faktycznie dziś prowadzi tę wojnę po stronie rosyjskiej — zaznaczając, że to temat na osobny, oddzielny odcinek.
Awanse „z pola walki”, nie „z Moskwy”
Korowaj zwrócił uwagę na istotną zmianę praktyki kadrowej — w ostatnich czterech miesiącach niemal 90 procent awansów na stanowiska dowódcze w jednostkach liniowych dotyczyło oficerów wywodzących się bezpośrednio z frontu, a nie „desantowanych” z Moskwy, co dotąd nie było rosyjskim standardem. Zaznaczył, że nominacje te są osobiście wręczane przez Władimira Putina, co jego zdaniem świadczy o dążeniu prezydenta do budowania osobistej lojalności kadry dowódczej wobec siebie, z pominięciem tradycyjnych kanałów koneksji.
Prognoza: Rosja nie szykuje wielkiej ofensywy, lecz systemową odbudowę zdolności
Korowaj przedstawił swoją, jak sam zaznaczył, kontrowersyjną tezę — Rosja nie przygotowuje się obecnie do wielkiej ofensywy lądowej, ponieważ w warunkach dzisiejszego, „przezroczystego” pola walki zwiększenie liczby żołnierzy nie przynosi przełomu, a jedynie większe straty. Zamiast mobilizacji Rosjanie inwestują w usprawnienie logistyki i systemu dowodzenia, by dorównać zdolnościom ukraińskim — realny efekt tych zmian może być widoczny najwcześniej latem przyszłego roku, a przy sprzyjających okolicznościach dopiero pod koniec 2027 roku. Zaznaczył, że Ukraina świadomie próbuje opóźnić ten proces, uderzając właśnie w rosyjską logistykę i zaplecze — powtarzając mechanizm, który sam Korowaj przewidział już rok wcześniej, kiedy Rosja utraciła wcześniejszą przewagę frontową na przełomie lata i jesieni 2025 roku.
Poinformował również o rozbudowie rosyjskiego systemu szkoleniowego, którego przepustowość wzrosła z 30–40 tysięcy do nawet 90 tysięcy szkolonych żołnierzy miesięcznie. Wyjaśnił, że rosyjskie jednostki funkcjonują obecnie w trzech segmentach — części bezpośrednio walczącej na froncie, części przygotowującej się do rotacji oraz części w stałych miejscach dyslokacji (garnizonach), realizującej bieżące szkolenie — co oznacza, że nominalna siła danej brygady na mapie rzadko odpowiada jej faktycznej, jednorazowo dostępnej sile bojowej. Ocenił, że taki system, mimo iż nie pozwala obecnie na przeprowadzenie klasycznej ofensywy manewrowej porównywalnej z konfrontacją z NATO, umożliwia Rosji stosunkowo swobodne wydzielenie nawet 90 tysięcy przeszkolonych żołnierzy bez realnego osłabienia bieżącej sytuacji na linii frontu — co, jego zdaniem, mogłoby wystarczyć na przygotowanie w ciągu miesiąca komponentu zdolnego do stworzenia poważnego zagrożenia dla państw bałtyckich (w mniejszym stopniu dla Finlandii), nawet bez ogłaszania jakiejkolwiek nowej mobilizacji.
Program „Raport Specjalny” dostępny na kanale Martinn na YouTube, liczącym 56,8 tys. subskrybentów. Opublikowany 17 sierpnia 2026 roku. Oryginalny tytuł materiału: „Raport Specjalny /INNA Rosyjska Armia / Gość ; ppłk rez. Maciej Korowaj”.