Aleksandra Rybińska, Konrad Kołodziejski i Piotr Górsztyn rozmawiali w programie Pyza i Fakty w wPolsce24 o słowach Kiryła Budanowa skierowanych do studentów w Kijowie, kulisach misji Budanowa w Polsce, sprawie firmy Control Process we Lwowie, perspektywach polskiego biznesu na Ukrainie oraz o decyzji Danii dotyczącej ukraińskich mężczyzn w wieku mobilizacyjnym.
Budanow grozi — to nie była misja koncyliacyjna
Budanow powiedział publicznie do studentów w Kijowie, że decyzję Nawrockiego ocenia jako niedojrzałość ludzi w Polsce, którzy naciskali i podjęli tę decyzję. Że dzisiejszy stan relacji polsko-ukraińskich nie oznacza jeszcze otwartego konfliktu, ale ma potencjał do eskalacji. Że będzie tego więcej, jeśli wszyscy się trochę nie zatrzymają. Że niesnaski z sąsiadami zawsze rodzą problemy — od politycznych po czysto ekonomiczne.
Kołodziejski nie miał wątpliwości: to są groźby. Bez dwóch zdań. Budanow przyjechał do Polski na początku kryzysu w misji, którą wszyscy uważali za koncyliacyjną — przyjechał, posłuchał, wrócił na Ukrainę i sam oddał swój order. Potem wyszło na jaw, że tak naprawdę nie przywiózł żadnej oferty — przyjechał tylko posłuchać, co Polacy mają do powiedzenia. Ukraińcy idą zaparte — tak jak z rakietą w Przewodowie. Nie zamierzają się wycofywać, nie zamierzają przepraszać, nie zamierzają w żaden sposób się podporządkowywać. Polskę traktują jako państwo, które jest raczej przedmiotem gry, a nie podmiotem.
Wzmianki Budanowa o problemach ekonomicznych — jak zalew zboża — Kołodziejski czytał jako konkretną sugestię instrumentów nacisku. Ale wskazał też na inny, poważniejszy wymiar: duża diaspora ukraińska w Polsce, w większości ludzie uczciwi i spokojni, może być potencjalnie wykorzystana do działań hybrydowo-sabotażowych. To też można odczytać jako ukrytą groźbę ze strony byłego szefa wywiadu — człowieka, który takimi rzeczami się zawodowo zajmował. Zwłaszcza, że fakt iż Ukraińcy uznają mobilizację antypolską za skuteczny instrument wewnętrzny, świadczy o tym, że nie mają przyjaznego stosunku do Polski i nie zamierzają opierać swojej polityki na Polsce. Prowadzą wojnę z Rosją, a dyskutują na temat tego, jakby tutaj Polsce ewentualnie przykopać.
Rybińska zwróciła uwagę na doświadczenie Niemiec z turecką diasporą — piąte kolumny, organizacje jak Szare Wilki, imamowie szkoleni i opłacani przez Ankarę, zamieszki przy każdym sporze Berlin-Ankara. Niemcy żyli w wesołej nieświadomości, a potem zderzyli się z problemami, których już bardzo ciężko było skorygować. Wyraziła wątpliwość, czy polskie służby mają środowisko ukraińskie w Polsce należycie zmapowane i spenetrowane. Ogólnie nie wiadomo na ile nasze służby mają to środowisko zmapowane — bo nasze służby ścigają wstrętnych pisowców, a minister Ziobro jest największym zagrożeniem dla polskiej wojskowości.
Górsztyn był nieco ostrożniejszy — ocenił, że wypowiedź Budanowa to przede wszystkim diagnoza i mobilizacja wewnętrzna wokół flagi w sytuacji bardzo niepopularnej administracji prezydenckiej. Bardziej obraz dramatycznej sytuacji tamtej ekipy niż realna groźba pod adresem Polski. Intencja jest wewnętrzna, zbieranie ludzi koło flagi — władza bardzo spersonalizowana, skupiona na jednej osobie, ekipa niepopularna, więc trzeba to robić. Ale fakt, że mobilizacja antypolska w ogóle jest dla nich narzędziem — to mówi samo za siebie.
Control Process — siedem wyroków arbitrażowych i ani złotówki
Prowadzący Pyza przytoczył wypowiedź Macieja Wąsika z programu Pytanie o Polskę, który przypomniał sprawę polskiej firmy Control Process we Lwowie — która wygrała siedem razy przed Międzynarodowym Trybunałem Arbitrażowym w sporze z miastem Lwów o należności za budowę spalarni śmieci, i nadal nie dostała pieniędzy. Wąsik ocenił, że rząd zamiast mówić o odbudowie Ukrainy, powinien upomnieć się o tę firmę. Dodał, że Polska i tak jest kluczem do odbudowy Ukrainy — poprzez nas idzie wszystko — i Ukraina musi to zrozumieć.
Mer Lwowa Andryj Sadowy grozi tymczasem procesem Jarosławowi Kaczyńskiemu za przypominanie o tych wyrokach. Wiceszef MSZ Władysław Bartoszewski zapytany w RMF FM, czy resort odradza polskim firmom inwestycje we Lwowie, odpowiedział — we Lwowie, tak.
Rybińska oceniła, że ta sprawa to Ukraina w pigułce. Było wszystko ustalone, wykonawcy wynajęci — potem mer postanowił wepchnąć tam swoich kolegów, żeby i oni coś zarobili. Bo korupcja. I tak to funkcjonuje wszędzie — nie tylko we Lwowie, ale w całej Ukrainie. Słyszała też o niemieckich przedsiębiorcach, którym zabrali fabrykę po tym jak ją zbudowali i wstawili linię produkcyjną.
Kołodziejski podsumował krótko: to nie jest tylko Ukraina, to jest standard postsowiecki — Rosja, Białoruś, Azja Centralna, wszędzie identyczny. Są polskie firmy, które mają know-how — wiedzą komu posmarować, jak i ile. I w ten sposób to funkcjonuje. Jeżeli tego nie wiesz, dostajesz po głowie. Prosta piłka. Tak działają firmy polskie i każda inna firma, bo tylko w ten sposób można się tam utrzymać na rynku.
Polska nie będzie zarabiać na odbudowie Ukrainy — można to sobie włożyć między bajki
Kołodziejski ocenił, że kwestie dotyczące polskiego udziału w odbudowie Ukrainy i zarabiania na tym — można sobie włożyć między bajki. Ukraińcy wcale nie chcą, żeby Polska tam wchodziła. Dowodem jest choćby to, że Polsce wyznaczono do nadzorowania odbudowy obwód doniecki — czyli terytorium pod rosyjską okupacją, gdzie Polaków i tak nie wpuszczą. A zachodnie firmy już właściwie podzieliły sobie łup na wypadek pokoju czy wygranej Ukrainy. Polska tam nie ma nic do powiedzenia. Budanów i władze w Kijowie znają tę sytuację — i nic nie zrobili, żeby to zmienić.
Górsztyn był bardziej wyważony — wskazał, że polski biznes i tak wchodzi na Ukrainę, bo zna reguły gry. Maspex kupił firmę produkującą napoje we Lwowie. Duży polski biznes kursuje między Polską a Ukrainą. Bilans handlowy Polski z Ukrainą jest wyraźnie na naszą korzyść — ponad 9 miliardów euro nadwyżki. Ewentualne retorsje w postaci zalewu zbożem — granica jest już zamknięta, to nie jest takie proste. Nie da się odbudować Ukrainy bez Polski — poprzez Polskę idzie wszystko i tak pozostanie.
Dania odsyła ukraińskich mężczyzn w wieku mobilizacyjnym — może my też powinniśmy
Prowadzący Pyza przyniósł informację o decyzji rządu Danii — mężczyźni w wieku od 23 do 60 lat, niebędący zwolnieni z obowiązku służby wojskowej na Ukrainie, nie będą już automatycznie kwalifikowali się do ochrony czasowej w Danii. Minister imigracji zaznaczył, że unikanie służby wojskowej osłabia zdolność Ukrainy do obrony.
Górsztyn ocenił, że samo żądanie ze strony ukraińskiej jest słuszne i sprawiedliwe — bo to co się dzieje na Ukrainie jest mocno niesprawiedliwe: kto walczy, a kto nie walczy. Ale przewiduje, że w Polsce pierwszym głosem sprzeciwu będzie biznes — który straci pracowników i będzie głośno o tym mówił albo chodził po ministerstwach.
Rybińska zauważyła, że dla niej to raczej kwestia praktyczna — czy polskie państwo ma łapać tych ludzi na ulicach na zlecenie ukraińskiego rządu? Tu widzi pewne trudności. Górsztyn wyjaśnił, że nie chodzi o łapanie na ulicach — chodzi o konfrontację z wymiarem urzędowym państwa polskiego przy normalnych procedurach, dokumentach pobytu i tak dalej.
Kołodziejski dodał z ironią, że jeżeli to Ukraińcy postulują odsyłanie własnych obywateli w wieku mobilizacyjnym, to jeżeli chcemy zastosować jakąś retorsję, powinniśmy zrobić odwrotnie — zapraszamy, możecie sobie tutaj być u nas.
Górsztyn przypomniał, że Ukraina jest w koszmarnej sytuacji demograficznej — kompletna zapaść pod każdym względem. Do wojska łapie się tam przede wszystkim ludzi po czterdziestce. Pobór od powyżej 27 roku życia, potem obniżony do 25. Dramatyczne obrazki uchylania się od mobilizacji — to kilka procent, nie masowe zjawisko — ponad 90% wezwanych się stawia.
Program dostępny na kanale wPolsce24 na YouTube, liczącym ponad 540 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 26 czerwca 2026 roku.