Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak powiedział w Poranku TOK FM, że podczas wizyty szefa Biura Prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa w Polsce polska strona mówiła jednym głosem: decyzja o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA” musi zostać cofnięta.
Budanow usłyszał to samo od wszystkich
Siemoniak potwierdził, że spotkał się z Budanowem, ale ze względu na jego roboczy charakter nie ujawnił szczegółów. Zaznaczył, że wizyta w poważnej części dotyczyła kryzysu wywołanego decyzją Zełenskiego.
„Spotykając się z bardzo różnymi osobami reprezentującymi rząd i prezydenta, usłyszał to samo — że nie da się nas podzielić. Myślę, że taki przekaz zawiózł do Kijowa. Mimo że w Polsce są różne ośrodki polityczne, w tej sprawie mówimy jednym głosem” — powiedział minister.
Siemoniak dodał, że wszyscy rozmówcy Budanowa — w tym on sam — stawiali ten sam warunek: „Oczekujemy wycofania się z tej decyzji. Nie może padać słowo UPA w nazwie jakiejkolwiek ukraińskiej jednostki wojskowej.”
Order i kontrasygnata — bez dywagacji
Siemoniak odmówił spekulowania na temat tego, czy premier Tusk podpisze ewentualną decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Stwierdził, że ruch należy do strony ukraińskiej, a pytanie o kontrasygnatę dotyczy zdarzeń przyszłych, które mogą nie nastąpić. Podkreślił, że decyzja Zełenskiego była nieakceptowalna od samego początku i nie ma powodu, żeby to stanowisko się zmieniało.
Skrytykował natomiast wypowiedź wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego, który w TOK FM użył wobec UPA sformułowania sugerującego pewną historyczną złożoność tej formacji. „Nie wolno w żaden sposób relatywizować zbrodni UPA. Każde słowo w tej sprawie jest ważne” — ocenił Siemoniak. Jednocześnie uznał żądanie natychmiastowej dymisji Szeptyckiego za przesadzone i zaapelował o spokojniejszą debatę.
Romanowski — Węgrzy zaczęli współpracować
W sprawie Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości ściganego przez polskie organy ścigania, Siemoniak powiedział, że nowy rząd premiera Magyara na Węgrzech — działający od kilku tygodni po szesnastu latach rządów Orbana — zaczął już intensywnie współpracować. Wszczęto procedurę badania zasadności przyznanego Romanowskiemu azylu. Minister zapowiedział konsekwentną współpracę ze służbami wszystkich państw, w których Romanowski mógłby przebywać. Wyraził też przekonanie, że cofnięcie azylu prawdopodobnie skutkowałoby wystawieniem przez Interpol czerwonej noty. Szczegółów dotyczących aktualnego miejsca pobytu Romanowskiego odmówił ujawnienia, powołując się na dobro śledztwa.