Ślubowski, Janke: kontrowersyjne słowa polskiego dyplomaty, „naród wybrany” Budanowa i agresja wobec ukraińskiej dziewczynki

Grzegorz Ślubowski i Igor Janke w nowym, wspólnym programie „Kanału Otwartego” omówili serię wydarzeń wstrząsających relacjami polsko-ukraińskimi ostatnich dni — atak słowny na ukraińskie dziewczynki w autobusie w Bielsku-Białej, kontrowersyjne wystąpienie chargé d’affaires w Kijowie Piotra Łukasiewicza, falę antypolskich treści wśród ukraińskich influencerów, mistyczną wypowiedź Kyryła Budanowa o Ukrainie jako „narodzie wybranym”, a także spór o sens dalszego wspierania Ukrainy i inicjatywę europosła Przemysława Czarnka wymierzoną w unijną akcesję Ukrainy.

Agresja w autobusie w Bielsku-Białej

Rozmowę otworzyło nagranie z autobusu w Bielsku-Białej, na którym mężczyzna, prawdopodobnie kierowca, słownie zaatakował dziewczynki mówiące po ukraińsku, sugerując, że „wyrosły na polskich pieniądzach” i że wkrótce „będą wyprzedawać na swoją Ukrainę”, a także grożąc, że wie, gdzie mieszka jedna z nich. Obaj prowadzący ocenili to jednoznacznie jako „haniebne” i wyrazili pełną zgodność w potępieniu incydentu — Janke zaznaczył, że sprawę bada policja, i wyraził obawę, że podobnych sytuacji może być więcej, choć podkreślił, że statystyki przestępczości wśród Ukraińców w Polsce (w przeliczeniu na liczbę mieszkańców) są nawet niższe niż wśród Polaków. Ślubowski zastrzegł, że nie jest tego pewien w odniesieniu do innych narodowości, np. Gruzinów, ale przyznał, że tego typu sytuacje jak ta z autobusu są rzadkością — sam wielokrotnie spotykał w warszawskich autobusach osoby mówiące po ukraińsku czy rosyjsku i nigdy nie widział wobec nich agresji. Obaj zauważyli też z ulgą, że mimo wcześniejszych obaw o możliwe prowokacje podczas obchodów rocznicy zbrodni wołyńskiej, nic się nie wydarzyło, a incydent w autobusie nie miał z tymi obchodami związku. Janke podkreślił, że Ukraińcy mieszkający w Polsce także oddawali hołd ofiarom rzezi wołyńskiej, a napięcia międzypaństwowe — wynikające, jego zdaniem, z „absurdalnej decyzji prezydenta Zełenskiego” — nie powinny wpływać na codzienne, w większości dobre współżycie obu narodów w Polsce.

Kontrowersyjne wystąpienie Piotra Łukasiewicza

Ślubowski przywołał wypowiedź chargé d’affaires w Kijowie Piotra Łukasiewicza podczas obchodów rocznicy na Ukrainie, w której dyplomata mówił o wzajemnej wdzięczności Polski i Ukrainy, a następnie stwierdził, że pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie może nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie — zastrzegając przy tym, że nie tworzy symetrii ani nie stawia znaku równości między skalą i charakterem cierpień.

Ślubowski ocenił tę wypowiedź jako szokującą, twierdząc, że mimo deklaracji Łukasiewicza, w praktyce dokonał on właśnie takiego porównania. Zwrócił uwagę na dodatkowy kontekst — Łukasiewicz wypowiedział się bezpośrednio po wystąpieniu wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, co w jego ocenie łamie zasady dyplomatycznego protokołu, według których niższy rangą przedstawiciel placówki nie powinien zabierać głosu w tonie odmiennym od tego, jaki nadał temu tematowi wicepremier.

Janke, przedstawiony jako wieloletni konsul generalny w Petersburgu, ocenił sprawę bardziej stonowanie — uznał, że dyplomata może zabierać głos w takim tonie, ale w innym kontekście (np. w ramach seminarium historycznego), natomiast w rocznicę 83. rocznicy rzezi wołyńskiej i w atmosferze świeżego sporu o nadanie przez Zełenskiego imienia dowódców UPA jednostce wojskowej, uznał to wystąpienie za nietrafione. Podkreślił, że dyplomata powinien precyzyjnie realizować politykę własnego rządu, a ta jest dziś inna niż to, co powiedział Łukasiewicz.

Ślubowski poszedł dalej, oceniając, że słowa Łukasiewicza dokładnie odzwierciedlają współczesną narrację ukraińską, sięgającą do koncepcji „polskiej kolonizacji” Ukrainy (z odniesieniami do XVI–XVII wieku niezwiązanymi bezpośrednio z Wołyniem) oraz do trudnych relacji polsko-ukraińskich w II RP. Przypomniał, że do 1930 roku polityka piłsudczykowska była stosunkowo przychylna mniejszości ukraińskiej, a zmiana nastąpiła po fali ukraińskiego terroryzmu, w tym zabójstwach polskiego ministra spraw wewnętrznych oraz posła Tadeusza Hołówki, co doprowadziło do akcji pacyfikacyjnych w Galicji w 1930 roku — akcji brutalnych, ale, jak zaznaczył, bez ofiar śmiertelnych, co jego zdaniem czyni porównanie do zaplanowanej, metodycznej, wieloletniej akcji eksterminacyjnej OUN-UPA na Wołyniu nieuprawnionym. Janke dodał, że mordy wołyńskie nie były spontanicznym odwetem, lecz systematycznym, trwającym tygodniami procesem. Ślubowski przywołał też wypowiedź byłego ministra spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeby, który miał pytać, czym różni się okupacja Donbasu przez Rosję od polskich odniesień do „Kresów Wschodnich” czy „polskiego Lwowa” — komentując, że różnica jest zasadnicza, bo Polska nie ma zamiaru okupować Lwowa.

Zorganizowana kampania antypolska wśród ukraińskich influencerów

Janke zwrócił uwagę na obserwowaną przez siebie od miesięcy aktywność dwóch ukraińskich influencerów mieszkających w USA — Romana Szeremety (ekonomisty behawioralnego) i Ihora Suszki (byłego kierowcy rajdowego, znanego z tłumaczenia rzekomych dokumentów FSB na początku wojny) — prowadzących bardzo aktywne, mające po 100–300 tysięcy obserwujących konta na platformie X. Janke zaznaczył, że od momentu eskalacji sporu o pamięć UPA obaj zaczęli publikować lawinowo radykalnie antypolskie treści, określające Polaków mianem „faszystów” i „nazistów” — co jego zdaniem sprawia wrażenie precyzyjnie zorganizowanej, „zadaniowanej” akcji, choć zastrzegł, że nie wie, kto konkretnie stoi za tym zjawiskiem. Ocenił, że podczas gdy czołowi ukraińscy politycy próbują częściowo deeskalować konflikt, równolegle na poziomie influencerskim trwa nasilona kampania w przeciwnym kierunku, co skojarzył pośrednio z tonem wypowiedzi Łukasiewicza.

Budanow: Ukraina jako „naród wybrany”

Ślubowski przywołał wypowiedź Kyryła Budanowa, szefa administracji prezydenta Zełenskiego (wcześniej szefa wywiadu wojskowego HUR), w której ten mówił o modlitwach za Ukrainę i prezydenta, opisywał kijowską świątynię prawosławną jako jedną z największych na świecie, przetrwałą blisko tysiąc lat, i określił naród ukraiński jako „pogłębiony” (najbardziej duchowo zaawansowany wśród Słowian), z którego miało wyjść samo prawosławie słowiańskie — kończąc wezwaniem do modlitwy i walki.

Obaj prowadzący zareagowali z niedowierzaniem i ironią. Janke ocenił wypowiedź jako niepoważną, sugerującą utratę kontaktu z rzeczywistością i poczucie wyższości, żartobliwie komentując „konkurencję” wśród narodów wybranych i spekulując, czy to nie sygnał telefoniczny „z centrali” w tej sprawie. Wspomniał też o pojawiających się plotkach, że Budanow poprzez takie wypowiedzi może budować sobie polityczną pozycję wśród najbardziej religijnie zaangażowanej części ukraińskiego elektoratu, w kontekście ewentualnego startu w przyszłych wyborach prezydenckich. Janke podkreślił wagę i wpływy Budanowa, nazywając go — cytując rozmowę z Piotrem Lewandowskim — nie „prawą ręką”, lecz „prawą pięścią” Zełenskiego, zaznaczając z ironią zaniepokojenie faktem, że szef wywiadu wojskowego, zamiast opierać się na analizie danych satelitarnych, „wygląda w niebo i wyczekuje boskich sygnałów”.

Ślubowski ocenił całą sytuację jako przejaw tego, że Ukraińcy „uwierzyli, że już wygrali” tę wojnę, co przejawia się m.in. w propozycjach, by to Ukraina była gwarantem bezpieczeństwa dla Europejczyków w razie wycofania się Amerykanów — komentując to jako „coś niesamowitego” w przypadku kraju liczącego około 20 milionów ludzi, z poważnymi problemami gospodarczymi, prowadzącego wojnę w dużej mierze dzięki finansowaniu z Unii Europejskiej, do którego dokłada się też Polska.

Spór o sens i skalę wsparcia dla Ukrainy

Janke odpowiedział na ten wątek zdecydowanie, podkreślając, że wsparcie dla ukraińskiej armii leży w polskim interesie narodowym — przywołał wpis byłego premiera Mateusza Morawieckiego o formule „żelazo za krew”, tłumaczący decyzję o przekazaniu Ukrainie ogromnych ilości sprzętu wojskowego jako głęboko przemyślaną kalkulację polskiego bezpieczeństwa. Janke zaznaczył, że choć nie ma pewności co do wszystkich hipotez Morawieckiego, to najprawdopodobniej dzięki temu wsparciu Rosjanie nie weszli do Kijowa, Ukraina przetrwała, a Polska jest dziś bezpieczniejsza, bo wojna toczy się daleko od jej granic, nie polskimi rękoma, a cena płacona przez Polskę jest, jego zdaniem, relatywnie niewielka. Podkreślił, że nie krytykuje ani poprzedniego, ani obecnego rządu za kontynuację wsparcia, choć przyznał, że kwestia rodzaju przekazywanego sprzętu może podlegać dyskusji. Zastrzegł jednocześnie, że słuszne emocje związane z bieżącymi napięciami trzeba oddzielać od strategicznego interesu wsparcia dla walczącej armii ukraińskiej, dystansując się przy tym od „wariactw”, o jakich mówił Budanow.

Ślubowski zwrócił uwagę, że armia ta jest jednak dowodzona przez polityków w Kijowie, z którymi Polska nie ma wyboru współpracować, choć nie ma pewności, czy za jakiś czas ich nastawienie wobec Polski nie stanie się nieprzyjazne. Skrytykował też sposób, w jaki przyjmowano do Polski falę uchodźców na początku wojny — ocenił, że mimo sprawnej dystrybucji pomocy przez państwo i samorządy, brakowało odpowiedniej kontroli tego, kto faktycznie przyjeżdżał do kraju. Janke odpowiedział, że nie widzi, jak taka kontrola mogłaby zostać w praktyce zorganizowana wobec skali i tempa tamtego kryzysu, i ocenił, że polskie państwo — wbrew obawom — raczej zyskało niż straciło na tej fali migracyjnej, wskazując na dane o wpływie imigrantów na wzrost gospodarczy i wpływy podatkowe. Ślubowski pozostał sceptyczny, wyrażając przekonanie o wzroście przestępczości związanym z tą migracją, na co Janke odpowiedział, że należy patrzeć na twarde dane statystyczne, a nie na przekonania.

Inicjatywa Przemysława Czarnka

Ślubowski przywołał na koniec uchwałę sejmową zgłoszoną przez europosła Przemysława Czarnka, mającą na celu wstrzymanie procesu przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej, oceniając to jako polityczny „fikołek” wobec wcześniejszej, znacznie bardziej proukraińskiej retoryki polityków PiS. Janke ocenił tę inicjatywę jako pozbawioną realnego wpływu na Ukrainę, a skierowaną głównie do części elektoratu PiS przechodzącego dziś do Konfederacji, zwłaszcza do zwolenników Grzegorza Brauna — wskazując, że Czarnek, desygnowany wcześniej przez PiS na kandydata na premiera, po nieudanych rezultatach wyborczych zaczyna przejmować retorykę zbliżoną do Brauna, przywołując przy okazji jego wcześniejszy udział w demonstracji pod ambasadą niemiecką w sprawie Roberta Bąkiewicza. Janke ocenił, że Czarnek — inteligentny i utalentowany mówca — źle wykorzystuje swoje zdolności oratorskie, próbując walczyć jednocześnie „na froncie ukraińskim i niemieckim”, mimo że rzeczywistym agresorem pozostaje Rosja.

Obaj prowadzący zgodzili się, że tego typu radykalne, niekonsekwentne działania są politycznie mało wiarygodne i nieskuteczne — w przeciwieństwie do niedawno przyjętej w Parlamencie Europejskim rezolucji (inicjowanej częściowo przez europosła Andrzeja Halickiego z Koalicji Obywatelskiej), która — jak ocenił Janke — realnie zabolała stronę ukraińską i utrudniła jej drogę do Unii, będąc jednocześnie przykładem skutecznego, ponadpartyjnego nacisku na Ukrainę bez rezygnacji z zasadniczego poparcia dla jej członkostwa.


Materiał „Ukraina – naród wybrany. Polski dyplomata o polskich winach. Agresja wobec ukraińskiej dziewczynki” opublikowali Grzegorz Ślubowski i Igor Janke na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 220 tys. subskrybentów.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *