Marcin Strzyżewski w najnowszym materiale na swoim kanale przedstawił szczegółową argumentację za przyjęciem Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO (lub ewentualnego nowego formatu sojuszu, który może zastąpić Pakt Północnoatlantycki). Autor zaznaczył na wstępie, że jego stanowisko jest mniejszościowe wśród Polaków – przywołał sondaż Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych (IRBiS), według którego prawie 60 procent respondentów uważa, że Ukraina raczej lub zdecydowanie nie powinna zostać członkiem Unii.
Akcesja bez przyspieszonej ścieżki
Strzyżewski podkreślił, że choć jest zwolennikiem przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej, powinno to nastąpić na ogólnie przyjętych zasadach, bez żadnej przyspieszonej lub ulgowej procedury. Ocenił, że sam proces negocjacji akcesyjnych i dostosowywania norm prawnych jest równie istotny jak sama akcesja – jeśli Ukraina pominie wymagane etapy, wyrządzi krzywdę samej sobie, a także Unii Europejskiej.
Wskazał na fundamentalne znaczenie praworządności i niezależnego sądownictwa dla funkcjonowania wspólnego rynku – bez pewności, że sądy we wszystkich państwach członkowskich działają równie sprawiedliwie i niezależnie, transgraniczna wymiana handlowa i inwestycje nie mogą prawidłowo funkcjonować. Przywołał w tym kontekście spór władz Lwowa z polską firmą budującą tam spalarnię śmieci jako przykład problemu, którego rozwiązanie wymaga wiarygodnych instytucji sądowych. Zaznaczył, że nie namawia do przyznawania Ukrainie członkostwa „w nagrodę za zasługi na polu bitwy” – wymagające etapy dostosowawcze muszą zostać przejście dla dobra samej Ukrainy.
Obawy migracyjne nieuzasadnione statystycznie
Autor odniósł się do popularnych obaw związanych z otwarciem strefy Schengen dla Ukrainy, porównując je do podobnych obaw wyrażanych przez „starą Unię” przy akcesji Polski. Przedstawił dane: w polskich aresztach i zakładach karnych w 2025 roku przebywało około 70 tysięcy osób, z czego cudzoziemcy stanowili 2575, a Ukraińcy – najliczniejsza grupa – 1313 osób. Porównał to z danymi GUS, według których w Polsce przebywało około 2,3 miliona osób z obcym obywatelstwem, z czego 73 procent (1 679 000) to obywatele Ukrainy, stanowiący około 4,5 procent mieszkańców Polski. Wynika z tego, że Ukraińcy stanowią 4,5 procent populacji, ale mniej niż 2 procent osadzonych – wskaźnik, który Strzyżewski ocenił jako niepokojący w odwrotną stronę, czyli niski. Porównał tę proporcję do liczby osadzonych Polaków w Wielkiej Brytanii, oceniając ją jako podobną.
Wskazał również, że Polska znajduje się w trudnej sytuacji demograficznej, a napływ Ukraińców i Białorusinów w dużej mierze odpowiada na ten problem. Podkreślił, że migranci bliscy kulturowo i językowo generują zwykle mniejsze tarcia społeczne – języki ukraiński i rosyjski są wystarczająco podobne do polskiego, by ich użytkownicy uczyli się polskiego szybciej niż migranci z Wietnamu, Bangladeszu czy krajów afrykańskich, co ułatwia asymilację dzieci w szkołach i podejmowanie pracy w sektorze usług. Ocenił, że otwarcie granic w ramach UE niewiele zmieni, bo migracja z Ukrainy jest już duża i nie generuje poważnych problemów.
Spór o UPA: różnica w formie, nie w wartościach
Strzyżewski obszernie odniósł się do sporu historycznego wokół Ukraińskiej Powstańczej Armii, przywołując doniesienia o planach przepchnięcia przez Parlament Europejski deklaracji dotyczącej UPA oraz informacje o planowanej wizycie ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Sybihy z propozycją kompromisu w sprawach historycznych.
Zacytował Normana Daviesa, który stwierdził, że UPA nie była organizacją przestępczą, a 90 procent jej członków nie miało nic wspólnego z masakrą na Wołyniu, przy czym Davies nie zaprzeczał, że antypolska akcja UPA znajdowała się w spektrum ludobójstwa. Strzyżewski zgodził się z oceną, że wydarzenia na Wołyniu były najgorszym elementem całego łańcucha trudnych wydarzeń w historii polsko-ukraińskiej, ale ocenił, że obecny spór dotyczy w dużej mierze formy – tego, jak ta pamięć jest formalnie wyrażana.
Przedstawił tezę, że ukraińska pamięć o UPA nie jest w swojej istocie pamięcią o zbrodniach czy ich honorowaniem, lecz upamiętnieniem tych samych wartości, które są ważne dla Polaków – wolności i niepodległości. Porównał to do sposobu, w jaki Polacy wspominają Armię Krajową, która również dopuszczała się zbrodni, choć w mniejszej skali, argumentując, że czcząc AK i Józefa Piłsudskiego, Polacy czczą wartość niepodległości, nie same czyny zbrodnicze – i że Ukraińcy w analogiczny sposób czczą te same wartości poprzez pamięć o UPA. Zaznaczył, że trzeba w toku dialogu wyjaśniać Ukraińcom, dlaczego część ich symboli jest dla Polaków bolesna, poprzez listy otwarte, publikacje, wspólne konferencje polskich i ukraińskich historyków oraz dalsze prace archeologiczne i ekshumacyjne.
Strzyżewski zadeklarował osobistą gotowość do przeprosin za przeszłość, niezależnie od „matematycznego” rozliczania, która strona miała więcej ofiar – uznał taki sposób patrzenia na historię za nieprzekonujący. Ocenił, że oba narodowe mity historyczne, polski i ukraiński, są do siebie bardzo podobne – oba narody postrzegają siebie jako ofiary walczące wbrew silniejszym przeciwnikom o niepodległość, i obie strony pomijają czyny niewybaczalne popełnione w trakcie tej walki. Zaapelował o wyrozumiałość wobec Ukraińców w obecnym momencie, wskazując, że są dziś w trybie walki o przetrwanie, podczas gdy rakiety balistyczne spadają na Kijów, a bomby szybujące na Charków – i że to właśnie ów mit historyczny walki o niepodległość jest jednym z powodów, dla których wystarczająca liczba Ukraińców zdecydowała się bronić kraju, zamiast poddać się rosyjskiemu imperium.
Logika finansowa: inwestycja, nie strata
Autor przedstawił wykres wsparcia dla Ukrainy przygotowany przez Kiel Institute for the World Economy (KIL), wskazujący na skalę europejskiej pomocy finansowej i humanitarnej, liczonej w miliardach euro. Postawił pytanie, czy Europa zainwestowała te środki, aby później stwierdzić, że Ukraina może „robić, co chce” – i ocenił, że logiczne jest oczekiwanie zwrotu tych środków, przynajmniej w formie pożyczek, oraz uzyskania korzyści z pomocy bezzwrotnej.
Argumentował, że jeśli Ukraina nie zostanie członkiem UE i nie przejdzie ścieżki reform, jej trajektoria rozwoju pozostanie przedwojenna – powolna i mało perspektywiczna, co oznacza brak środków na spłatę zaciągniętych zobowiązań. Jeśli natomiast Ukraina wejdzie do Unii, część jej podatków zacznie z czasem wracać do wspólnego unijnego budżetu, co przekształci pomoc w realną inwestycję – każde euro przekazane na odbudowę przyspieszy moment, w którym Ukraina zacznie wpłacać do wspólnej kasy, umożliwiając redystrybucję tych środków na inne unijne projekty. Zastrzegł, że proces ten może potrwać od 10 do 20 lat, ale Unia Europejska, jako duży globalny gracz, musi myśleć strategicznie w perspektywie dekad.
Przemysł zbrojeniowy i infrastruktura: „zostawić w rodzinie”
Strzyżewski zwrócił uwagę, że znaczna część europejskich środków wsparcia została wykorzystana na rozwój ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego. Postawił pytanie, czy Europa woli, aby ten zaawansowany przemysł, zbudowany w dużej mierze za europejskie pieniądze, pozostał w instytucjonalnym sojuszu gospodarczym i wojskowym z Europą, czy pozostał w pełni niezależny i potencjalnie dostępny dla innych, niekoniecznie przyjaznych odbiorców. Ocenił, że pozostawiona samej sobie Ukraina może zostać zmuszona sprzedawać swój potencjał zbrojeniowy temu, kto zaproponuje najwyższą cenę, co nie jest korzystnym scenariuszem dla Europy.
Rozszerzył tę logikę na infrastrukturę odbudowywaną obecnie przez Ukrainę, w tym mosty zniszczone przez Rosję, które – jak zaznaczył, opierając się na własnych obserwacjach z wielu regionów Ukrainy – również warto „zachować w rodzinie” poprzez integrację unijną, zamieniając wydatki w inwestycję.
Konkurencja w rolnictwie: wyzwanie, nie katastrofa
Autor odniósł się do obaw polskich rolników przed konkurencją ze strony ukraińskich agroholdingów operujących na najbardziej żyznych glebach Europy, porównując je do wcześniejszych obaw rolników francuskich i niemieckich przed akcesją Polski, z którymi – jak zauważył – rolnictwo Starej Unii sobie ostatecznie poradziło. Wskazał, że ukraińskie rolnictwo będzie musiało dostosować się do unijnych standardów, co samo w sobie wyrówna warunki konkurencji, oraz zasugerował, że polskie rolnictwo mogłoby rozważyć własną transformację w stronę bardziej wydajnych modeli produkcji, gdyby okazało się to korzystne.
Przypomniał, że konkurencja z ukraińską produkcją rolną ma miejsce już teraz, nawet na preferencyjnych zasadach unijnych, i nie zniszczyła polskiego rolnictwa – Polska pozostaje silnym eksporterem produktów spożywczych. Przyznał, że wstępnym efektem może być spadek cen skupu i dochodów polskich rolników, ale zwrócił uwagę na korzyści: niższe ceny żywności w sklepach oraz zwiększone dochody do budżetu unijnego z tytułu podatków od ukraińskiego eksportu rolnego, a także nowe rynki zbytu dla polskich nawozów i sprzętu rolniczego. Zastrzegł, że obawy polskich rolników należy traktować poważnie i domagać się w negocjacjach akcesyjnych odpowiednich mechanizmów ochronnych, ale ocenił, że nie jest to scenariusz katastrofalny.
Scenariusz gruziński jako najważniejszy argument
Za najbardziej przekonujący argument Strzyżewski uznał analogię do Gruzji. Przypomniał, że Gruzja w 2008 roku znajdowała się na trajektorii prozachodniej, z mglistymi perspektywami unijnymi, gdy wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska – mimo silnej niechęci Gruzinów do Rosji po tym konflikcie, ostatecznie zwyciężyły rosyjskie wpływy polityczne: partia sterowana z Moskwy wygrała wybory i rządzi Gruzją do dziś, mimo antyrosyjskich sentymentów społecznych.
Ostrzegł, że Ukraina, mimo silnych antyrosyjskich nastrojów, może podzielić ten los, jeśli nie otrzyma wyraźnej perspektywy członkostwa w UE – nawet po ewentualnym odejściu Władimira Putina i demokratyzacji Rosji, Ukraina pozostanie w sferze rosyjskich zainteresowań ze względu na bliskość geograficzną, a Moskwa będzie starała się ją kontrolować agenturalnie i korupcyjnie, albo wciągając w swoją orbitę, albo doprowadzając do stanu upadłego państwa. Ocenił, że trzeciej opcji Moskwa dla Ukrainy nie przewiduje, a taki scenariusz uczyniłby Ukrainę w najlepszym razie generatorem niepokoju na polskiej granicy, w najgorszym – potencjalnym sojusznikiem Rosji realizującym jej zadania, być może mszczącym się za europejską pomoc udzieloną w czasie wojny.
Powrót do idei federalizacji wschodniej flanki
Na zakończenie Strzyżewski przywołał niezrealizowane koncepcje z okresu dwudziestolecia międzywojennego dotyczące federalizacji terenów dawnej Rzeczpospolitej, mające na celu stworzenie grupy przyjaznych państw oddzielających Polskę od Rosji. Ocenił Ukrainę, jako największy kraj regionu, za kluczowy element takiej układanki – jeśli Polska i Europa „odpuszczą” Ukrainę, Rosja będzie starała się wypełnić powstałą próżnię, co historycznie zawsze kończyło się dla Polski negatywnie. Wyraził przekonanie, że przesunięcie granicy świata zachodniego o kolejne państwo na wschód (wskazując też na potencjał podobnej transformacji Białorusi) pozwoliłoby Polsce przestać być państwem granicznym w „strefie zgniotu” i żyć bezpieczniej.
Podsumował, że proces akcesyjny Ukrainy już się rozpoczął i rozmowy akcesyjne są otwarte – jego zdaniem należy po prostu nie schodzić z tej drogi, nie przyspieszać jej sztucznie, nie dawać ulg, ale też nie stawiać przeszkód, ponieważ w jego ocenie członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej i w sojuszu wojskowym jest dla Polski strategicznie korzystne.
Materiał opublikowany na kanale Marcin Strzyżewski o Rosji na YouTube, liczącym 173 tys. subskrybentów. Opublikowany 4 lipca 2026.