Zjawisko „Małego Kijowa” na warszawskich Browarach, aktywność obcych służb specjalnych w Polsce, realne ryzyko napływu nielegalnej broni po zakończeniu wojny na Ukrainie oraz potrzeba „ofensywnego kontrwywiadu” — o tym z Jarosławem „Miami” Pieczonką, byłym funkcjonariuszem CBŚ, rozmawiał Łukasz Mordarski w podcaście „W razie W” na kanale Radio ZET.
„Mały Kijów” na warszawskich Browarach
Mordarski zapytał, czy określenie „Mały Kijów”, używane wobec części Warszawy, to realne zjawisko z perspektywy służb, czy jedynie medialna etykieta. Pieczonka wyjaśnił, że nie jest autorem tego sformułowania — usłyszał je, zaczynając bywać w tym miejscu, czyli na warszawskich Browarach, a samą nazwę ukuli Polacy tam mieszkający. Mordarski doprecyzował widzom spoza Warszawy, że to prestiżowy kompleks mieszkaniowo-biznesowy, w którym osiedliła się spora część zamożnych Ukraińców.
Pieczonka potwierdził, że ceny za metr kwadratowy sięgają tam kilkudziesięciu tysięcy złotych, a większość lokali wykupili Ukraińcy — po wybuchu wojny do Polski trafiło też sporo tak zwanej „dziecięcej oligarchii”, czyli dzieci rosyjskich i ukraińskich oligarchów. Zastrzegł, że nie chce sugerować, jakoby wszyscy mieszkający tam Ukraińcy byli przestępcami, ale wskazał na znaczną grupę osób, które upodobały sobie to prestiżowe miejsce — wystarczy tam pójść w ciągu dnia i zobaczyć, jak są ubrani i jakimi samochodami przyjeżdżają.
Zagrożenia towarzyszące luksusowi
Mordarski zauważył, że podobne zjawisko zamożnych Ukraińców występuje też w innych dużych miastach, jak Kraków, i zapytał, czy ich obecność generuje nowe wyzwania dla polskich służb. Pieczonka odpowiedział zdecydowanie twierdząco — tam, gdzie są pieniądze i luksus, pojawia się też przestępczość: pranie brudnych pieniędzy, handel narkotykami. Przypomniał, że Polska jest dziś w Europie jednym z największych krajów tranzytowych dla narkotyków syntetycznych, o czym świadczą regularne komunikaty CBŚP i policji o rozbijaniu grup przestępczych dysponujących coraz większymi ilościami substancji. Zaznaczył też, że takie miejsca przyciągają przedstawicieli różnych grup przestępczych, w tym tak zwanych „czuwałów” (przywódców-emisariuszy).
Podkreślił, że współczesny przestępca nie przypomina już gangstera lat 90. w dresie — dziś to często osoba wyglądająca jak biznesmen, nierzucająca się w oczy. Wskazał w tym kontekście na obecne w Polsce gruzińskie grupy przestępcze i tak zwanych „worów w zakonie” (przywódców przestępczego świata), którzy celowo nie eksponują bogactwa i sprawiają wrażenie skromnych ludzi.
Kontrola przepływu pieniędzy: wtedy i teraz
Mordarski zapytał, na ile polskie służby są dziś przygotowane do monitorowania przepływu dużych sum pochodzących z regionu objętego wojną. Pieczonka ocenił, że obecnie funkcjonują odpowiednie systemy i źródła kontroli transferów, w przeciwieństwie do lat 90., gdy policja dopiero „raczkowała” w zakresie przepisów dotyczących prania brudnych pieniędzy. Podzielił się osobistym wspomnieniem pierwszej w Polsce sprawy dotyczącej prania pieniędzy, prowadzonej w Gdańsku, w której brał udział pod przykrywką jako „skorumpowany, dorabiający sobie policjant” — za zgodą komendanta wojewódzkiego. Operacja zakończyła się fiaskiem z powodu pośpiechu i braku doświadczenia śledczych, podczas gdy strona przeciwna dysponowała lepszą wiedzą prawną i dobrymi adwokatami. Ocenił jednak, że gdyby przenieść dzisiejszą wiedzę i doświadczenie w tamten czas, sprawcy trafiliby do więzienia bez dyskusji — obecnie funkcjonuje realna współpraca z podmiotami gospodarczymi i wymiana informacji.
Nielegalna broń: realne zagrożenie, nie straszak
Mordarski zapytał, jakiego rodzaju przestępczości związanej ze wschodem służby powinny obawiać się najbardziej. Pieczonka wskazał na przepływ nielegalnej broni, handel narkotykami oraz szpiegostwo. Zapytany wprost, czy doniesienia o przemycie broni z Ukrainy to realne zagrożenie czy medialny straszak, odpowiedział jednoznacznie, że to zagrożenie prawdziwe — dowodem jest uruchomiona przez Komendę Główną Policji operacja o kryptonimie „Trident”, przygotowująca służby na scenariusz napływu nielegalnej broni po ewentualnym zawarciu pokoju na Ukrainie. Skoro komenda główna tworzy taki program, oznacza to, że dysponuje już konkretną wiedzą o skali zagrożenia — jego zdaniem problem istnieje od dłuższego czasu.
Podkreślił, że nawet pojedyncza jednostka nielegalnej broni stanowi realne zagrożenie dla życia obywateli, przywołując własne doświadczenie z czasów służby, gdy ściągano z rynku każdą jednostkę broni bez względu na skalę. Na pytanie, czy bardziej prawdopodobny jest przemyt pojedynczych sztuk, czy zorganizowany handel na dużą skalę, wskazał na przykład zatrzymanego kontenera z bronią jako dowód przemytu masowego, zaznaczając, że Polska w oficjalnych raportach wskazywana jest jako potencjalny kanał przerzutowy broni na zachód Europy, zaopatrujący tamtejsze grupy przestępcze.
Polska jako państwo przyfrontowe
Pytany, czy polskie służby są przygotowane na ewentualną falę nielegalnej broni po wojnie, Pieczonka ocenił to jako trudne pytanie, podkreślając fundamentalny fakt: Polska jest państwem przyfrontowym, o czym doskonale wiedzą służby rosyjskie, ukraińskie i białoruskie, wykorzystując ten fakt do prowadzenia działalności wywiadowczej. Przywołał wywiad z generałem Maciejem Materką, byłym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, który stwierdził, że ukraińskie służby działają w Polsce tak jak wszystkie inne służby obce — budują agenturę i werbują ludzi we własnym interesie.
Konkretne przykłady dywersji i destabilizacji
Zapytany, jak konkretnie mogą działać obce służby w Polsce, Pieczonka wymienił kilka niedawnych incydentów: próbę wysadzenia ładunku wybuchowego podłożonego na torach kolejowych (do wybuchu nie doszło przypadkowo, bez wcześniejszego ostrzeżenia ze strony służb), podpalenie hali Marywilska (zatrzymano sprawcę, ale również bez wyprzedzającej informacji wywiadowczej) oraz niedawne zabójstwo obywatela Rosji w biały dzień. Przywołał też tak zwaną „aferę podkarpacką”.
Spekulacje wokół afery podkarpackiej
Pieczonka podzielił się swoją hipotezą dotyczącą afery podkarpackiej, w tym rzekomych „taśm” kompromitujących ważne osoby, w tym polityków. Powołał się na roczne śledztwo dziennikarskie portalu Goniec, które nie znalazło żadnych dowodów na istnienie takich taśm. Postawił pytanie, czy nie mogło być tak, że to właśnie ukraińskie służby rozpowszechniały informację o rzekomych taśmach, by wywołać w Polsce dezintegrację i destabilizację społeczną — zastrzegając wyraźnie, że mówi to na zasadzie hipotezy („mogło tak być”), nie potwierdzonego faktu. Zaznaczył, że nawet jeśli inicjatywa wyszłaby od strony ukraińskiej, korzyść czerpałaby z tego również strona rosyjska — część Polaków obwinia bowiem o takie działania Rosjan, część Ukraińców, co samo w sobie pogłębia wewnętrzny podział i nieufność.
Kontrowersje wokół werbunku w aferze podkarpackiej
Pieczonka, zastrzegając, że nie jest „człowiekiem kontrwywiadu”, lecz byłym funkcjonariuszem pracującym operacyjnie „w linii”, ocenił, że obce służby aktywnie działają w Polsce. Przywołał ponownie aferę podkarpacką jako przykład — dwóch obywateli pochodzenia ukraińskiego przyjechało do Polski, otworzyło luksusową agencję towarzyską, a następnie zostali zwerbowani przez polskie służby. Postawił pytanie, czy ukraińskie służby mogły wiedzieć o planach tych osób i celowo „odpuścić sobie” taki kąsek, licząc, że ich obywatele, wchodząc we współpracę z polskimi służbami, zdobędą cenne informacje — lub nawet czy mogli zostać wcześniej zwerbowani przez Rosjan. Zapytany przez Mordarskiego, czy to teoria spiskowa, przyznał, że rozmawiają na poziomie hipotez, ale podkreślił, że trudno uwierzyć, by obce państwo nie interesowało się swoimi obywatelami otwierającymi prestiżowy klub odwiedzany przez ważne osoby.
Pieczonka wskazał na konkretny błąd operacyjny CBŚP w prowadzeniu tej sprawy — z materiałów wynikało, że prowadzeni przez służby agenci dopuszczali się przestępstw, sprowadzając kobiety z Ukrainy pod pretekstem legalnej pracy, a faktycznie zmuszając je do prostytucji. Jego zdaniem, gdy służby wychwyciły ten proceder, powinny były natychmiast zareagować i go ukrócić, czego nie zrobiono. Za kompromitujący uznał również fakt, że agenci przywozili kobiety z klubu na imprezy organizowane w środowisku mundurowym, w tym do Komendy Głównej Policji — co, jego zdaniem, mogło być świadomie wykorzystywane przez obce służby do zdobywania kompromitujących materiałów na funkcjonariuszy, wykorzystujących klasyczną metodę „miodowej pułapki”.
Nowoczesne metody werbunku: media społecznościowe i aplikacje randkowe
Pieczonka, powołując się ponownie na generała Materkę, wyjaśnił, że współczesne służby specjalne ewoluują wraz z nowymi technologiami — media społecznościowe i komunikatory umożliwiają werbunek agentów, którzy mogą nigdy nie poznać swojego prowadzącego osobiście, co znacznie utrudnia kontrwywiadowi udowodnienie szpiegostwa. Wyjaśnił mechanizm zbierania informacji o potencjalnych celach poprzez media społecznościowe — ludzie chętnie akceptują zaproszenia od nieznajomych, publikują informacje o wyjazdach, znajomościach i zainteresowaniach, co ułatwia przygotowanie wiarygodnej „zaczepki”. Wskazał na aplikacje randkowe, w tym Tindera, jako narzędzie wykorzystywane przez służby różnych państw, zwłaszcza wobec osób atrakcyjnych operacyjnie — aktorów, celebrytów, polityków, dziennikarzy.
Przywołał dwa konkretne przykłady wykorzystania podobnych aplikacji przez amerykańskie służby: rozpracowanie dużej siatki przemytu narkotyków poprzez podstawioną aplikację udającą inną firmę, oraz przypadek wysoko postawionego funkcjonariusza CBŚP zajmującego się rozpracowywaniem grup narkotykowych, który sam okazał się współpracować z przestępcami — informację o tym przekazała stronie polskiej amerykańska DEA na podstawie danych z podobnej aplikacji.
Ukraińskie laboratoria biochemiczne i incydenty chemiczne w Polsce
Pieczonka przywołał raport szefowej amerykańskiego wywiadu Tulsi Gabbard, według którego na Ukrainie funkcjonuje 16 laboratoriów biochemicznych, zabezpieczanych przez Stany Zjednoczone pod względem bezpieczeństwa obiektów. Zaznaczył, że w przestrzeni publicznej mówi się o prowadzonych tam badaniach nad patogenami, mutacjami zarazków, a nawet bronią chemiczną — zastrzegł jednak wyraźnie, że nie wie, ile w tym prawdy, jedynie że takie doniesienia się pojawiają.
Przywołał dwa niedawne incydenty w Polsce: znalezienie paczki z substancjami chemicznymi w oddziale żandarmerii mazowieckiej oraz zdarzenie na komisariacie w Iławie, gdzie kobieta zgłosiła otrzymanie paczki od nieznanego nadawcy — po jej otwarciu przez funkcjonariuszy doszło do rozpylenia substancji chemicznej, w wyniku czego policjanci zostali poparzeni i skierowani na kwarantannę. Pieczonka pochwalił postawę kobiety, która słusznie nie otworzyła podejrzanej paczki samodzielnie, zwracając uwagę na brak wypracowanych procedur postępowania w takich sytuacjach — w przeciwieństwie do procedur dotyczących powodzi, napadów czy porwań.
Potrzeba mentalności „ofensywnego kontrwywiadu”
Mordarski zapytał, czy wojna za wschodnią granicą zmienia sposób działania polskich służb wystarczająco szybko. Pieczonka odpowiedział, że Polacy powinni przyswoić sobie „wschodnią mentalność” charakteryzującą się agresywnością i brakiem tolerancji dla słabości — zilustrował to retorycznym pytaniem, czy wyobraża sobie sytuację, w której dwaj Polacy otwierają luksusowy klub w Moskwie, Kijowie czy Mińsku (odpowiedź Mordarskiego: to niemożliwe), podczas gdy w Polsce podobna sytuacja z udziałem cudzoziemców była możliwa.
Odwołał się do koncepcji „ofensywnego kontrwywiadu”, wspominanej przez profesora Sławomira Cenckiewicza — polegającej na tym, że służby, wiedząc o szkodliwej dla państwa działalności danej osoby lub grupy, nawet bez wystarczających dowodów procesowych do wszczęcia postępowania sądowego, dają jej jasno do zrozumienia, że powinna zaprzestać takich działań.
Metoda „umilania życia”: przykład operacji wobec Pershinga
Zapytany o konkretne przykłady takich niekonwencjonalnych działań, Pieczonka przywołał historię z lat 90., dotyczącą Ryszarda „Pershinga” — po jego wyjściu z więzienia stworzono grupę operacyjno-śledczą, w skład której sam wchodził, złożoną z policjantów z miast, w których najczęściej przebywał (Kraków, Zakopane, Warszawa, Bydgoszcz, Trójmiasto). Wyjaśnił, że polegało to na legalnym, jawnym towarzyszeniu obserwowanej osobie w miejscach publicznych, dokumentowaniu wszystkich jej działań w formie notatek służbowych, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej grzeczności i legalności — sam fakt stałej, jawnej obecności funkcjonariuszy miał na celu psychologiczne „umilenie życia” i zniechęcenie do dalszej działalności przestępczej, bez naruszania prawa. Podkreślił dobitnie, że wobec przestępców tego kalibru nie ma i nie będzie żadnego sentymentu, a Polacy muszą się mentalnie przyzwyczaić do powrotu takich metod działania, mimo nieuchronnych prób podważania ich legalności przez adwokatów obrony.
Warunek skuteczności: gwarancja bezpieczeństwa dla funkcjonariuszy
Pieczonka podkreślił, że polskie służby dysponują odpowiednimi ludźmi i są gotowe do takich działań, ale kluczowym warunkiem jest zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa prawnego — pewności, że po ewentualnej zmianie władzy za kilka lat nie zostaną rozliczeni za podejmowane dziś, niekonwencjonalne, lecz legalne działania operacyjne.
Prognoza na najbliższe pięć lat
Na zakończenie Mordarski poprosił o prognozę — czy za pięć lat Polska będzie bezpieczniejsza czy mniej bezpieczna niż dziś. Pieczonka ocenił, że jeśli podejście pozostanie „miękkie” — ściśle demokratyczne, zgodne z unijnymi dyrektywami, bez adaptacji do agresywnej, wschodniej mentalności przeciwnika — sytuacja stanie się bardzo niebezpieczna. Podkreślił, że obrona demokracji czasem wymaga zmiany mentalności działania służb, bo inaczej otwarte, demokratyczne procedury stają się furtką do szkodliwych działań dla obcych służb. Zaapelował też o wykorzystanie wiedzy i doświadczenia starszych, doświadczonych funkcjonariuszy operacyjnych do szkolenia młodszego pokolenia służb mundurowych — wiedzy, która, jego zdaniem, została w dużej mierze zaprzepaszczona podczas wcześniejszych zmian pokoleniowych.
Rozmowę przeprowadził Łukasz Mordarski z Jarosławem „Miami” Pieczonką, byłym funkcjonariuszem CBŚ. Materiał „Czy polskie służby są gotowe na zagrożenia z Ukrainy?” z cyklu „W razie W” dostępny na kanale Radio ZET na YouTube, liczącym 721 tys. subskrybentów. Opublikowany 26 lipca 2026.