Konflikt Koszalina z Iwano-Frankiwskiem: mer ukraińskiego miasta odpowiada na apel ws. gloryfikacji UPA
Prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj wystosował ostry list do mera Iwano-Frankiwska Ruslana Marcinkiwa, wzywając go do zaprzestania działań mogących być odbierane jako gloryfikacja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz środowisk związanych z ruchem banderowskim. Mer Iwano-Frankiwska odpowiedział, że nie zamierza reagować na te zarzuty, oceniając je jako grające na rękę Rosji, i doradził Polsce przygotowanie się na „najnowszą wojnę moskiewsko-polską”.
Skarga na mera Iwano-Frankiwska i reakcja prezydenta Koszalina
Sprawę zainicjował Jan Kazimierz Adamczyk, szef regionalnego oddziału partii Nowa Nadzieja w Koszalinie, który zaapelował do prezydenta Sobieraja o reakcję na to, co określił jako „skandaliczne działania” mera miasta partnerskiego, propagującego — jego zdaniem — „zbrodniczą ideologię banderowską”. Adamczyk wskazywał, że dzieci w Iwano-Frankiwsku biorą udział w konkursach poezji poświęconych Stepanowi Banderze, mer regularnie pozuje na tle flag banderowskich, a władze miasta planują nadać ulicom imiona Bandery i UPA. Autorzy apelu argumentowali, że ideologii tej nie można oddzielać od antypolonizmu ani tłumaczyć jej wyłącznie kontekstem wojny obronnej Ukrainy z Rosją, i wezwali władze Koszalina do wywarcia presji na Iwano-Frankiwsk, łącznie z ewentualnym zerwaniem partnerstwa miast.
Prezydent Sobieraj odpowiedział Adamczykowi, przekazując mu jednocześnie treść listu wysłanego do mera Iwano-Frankiwska. W odpowiedzi do przedstawicieli Nowej Nadziei zadeklarował, że podziela wyrażone w apelu oburzenie, podkreślając, że kwestie pamięci o ofiarach zbrodni popełnionych przez OUN i UPA nie mogą być pomijane ani relatywizowane, zwłaszcza w relacjach między miastami deklarującymi partnerstwo i wzajemny szacunek.
Znacznie ostrzejszy ton przyjął list wysłany bezpośrednio do mera Marcinkiwa. Prezydent Koszalina napisał, że z „najwyższym oburzeniem i stanowczym sprzeciwem” przyjmuje informacje o działaniach dotyczących upamiętniania i gloryfikowania osób oraz środowisk związanych z OUN, UPA i ruchem banderowskim, wzywając mera do zaniechania działań, które mogą być odczytywane jako gloryfikacja tych organizacji i osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności polskiej. Sobieraj przypomniał, że po drugiej wojnie światowej do Koszalina przybyło wielu Polaków wysiedlonych z dawnych Kresów Rzeczypospolitej, w tym z Wołynia i Galicji Wschodniej, a wśród obecnych mieszkańców miasta i ich rodzin są osoby, które osobiście doświadczyły skutków tamtych wydarzeń — utraty bliskich, rodzinnych domów i dotychczasowego życia. Podkreślił, że nie można budować europejskiej przyszłości poprzez gloryfikowanie ideologii prowadzącej do przemocy wobec całych grup narodowych, ani oczekiwać prawdziwego pojednania bez poszanowania pamięci ofiar.
Adamczyk, komentując reakcję prezydenta Koszalina, przyznał, że list zaskoczył go pozytywnie i był, jak na standardy dyplomatyczne, napisany w bardzo ostrym tonie. Zapowiedział oczekiwanie na reakcję strony ukraińskiej, wyrażając jednocześnie wątpliwość co do sensowności samego partnerstwa miast odległych od siebie o 800 kilometrów. Apel dotyczący rozważenia zerwania współpracy ma trafić również do radnych Koszalina, którzy mogliby zająć się sprawą na jednej z najbliższych sesji Rady Miejskiej.
Odpowiedź mera Iwano-Frankiwska
Ruslan Marcinkiw, komentując sprawę dla ukraińskiego portalu Suspilne, oświadczył, że nie rozumie stawianych mu zarzutów, przypominając, że ulica imienia Stepana Bandery istnieje w Iwano-Frankiwsku od 1991 roku, co jego zdaniem świadczy o niezmiennym szacunku miasta dla ukraińskiej walki narodowowyzwoleńczej. Podkreślił, że jest dumny z bycia Ukraińcem i posiadania takich bohaterów, którzy walczyli o ukraińską państwowość.
Mer ocenił, że tego rodzaju wypowiedzi ze strony Koszalina grają na rękę wyłącznie jednej osobie — Władimirowi Putinowi — i wpisują się w narrację prorosyjską rozwijaną obecnie w Polsce. Zapowiedział, że nie zamierza w żaden sposób odpowiadać na oskarżenia formułowane przez przedstawicieli Nowej Nadziei, oceniając, że zamiast takich oświadczeń Polska powinna raczej przygotować się na „najnowszą wojnę moskiewsko-polską”, ponieważ tego typu wypowiedzi stanowią, jego zdaniem, wodę na młyn dla wroga. Zaznaczył jednocześnie, że decyzja o ewentualnym zerwaniu partnerstwa to prawo każdej społeczności, w tym polskiej, i miasto nie zamierza w żaden sposób na nią reagować.
Marcinkiw poinformował również, że w Iwano-Frankiwsku działa Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego, a miasto dba o groby pochowanych tam Polaków — wyraził przy tym nadzieję na analogiczną możliwość zadbania o groby Ukraińców znajdujące się na terytorium Polski.
Kontekst partnerstwa miast
Jak wynika z informacji zamieszczonych na stronie internetowej rady miejskiej Iwano-Frankiwska, miasto to posiadało według stanu na maj 2026 roku dziewięć polskich miast partnerskich oraz trzy umowy o współpracy z polskimi powiatami. Pierwszą taką umowę zawarto z Rzeszowem w 2000 roku, ostatnią — z powiatem chrzanowskim w 2016 roku. Międzynarodowe miasta partnerskie, jak przypomina ukraiński portal „Decentralizacja”, współpracują i wymieniają doświadczenia w dziedzinach gospodarki, kultury, edukacji, sportu, turystyki i zarządzania miejskiego.
Źródła: Głos Koszaliński (Jakub Roszkowski) oraz Suspilne (Diana Jaciw, Żanna Hołowenko).
