Ponowny, uroczysty pochówek Jewhena Konowalca — twórcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów — w Kijowie pokazuje, jak głęboko ukraińska polityka historyczna wpisała się w heroizację nacjonalistycznego podziemia, co może stać się trwałym źródłem napięć w relacjach z Polską — ocenił Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, gość Grzegorza Ślubowskiego w programie Kanał Otwarty.
Możliwa mobilizacja w Rosji i ucieczki młodych mężczyzn
Rozmowę otworzył wątek doniesień o ponownym gromadzeniu się młodych Rosjan na przejściu granicznym z Gruzją — prawdopodobnie w obawie przed zapowiadaną od dawna powszechną mobilizacją. Konończuk ocenił, że decyzja Kremla o jej ogłoszeniu jest prawdopodobna, a naturalną granicą czasową są zbliżające się pseudowybory do Dumy Państwowej. Wskazał, że Rosja liczy na połączenie dwóch czynników — skierowania na front nawet 200–300 tysięcy nowych rekrutów oraz zintensyfikowanych zimowych ataków na ukraińską infrastrukturę krytyczną — licząc, że taka kombinacja pozwoli przełamać ukraińską obronę w trudnym dla Kijowa okresie zimowym.
Dyrektor OSW zaznaczył, że mimo cenzury internetu i odcięcia Rosjan od niezależnych mediów — co zresztą można obchodzić przy pomocy VPN-ów, jeśli tylko jest ku temu wola — informacje o realnym ryzyku wysłania na front, z którego, jak podkreślił, istnieje spore prawdopodobieństwo niepowrotu, skutecznie się rozprzestrzeniają, czego dowodem są kolejki na granicy z Gruzją. Ślubowski, przywołując własne doświadczenia z okresu zamieszkiwania w Petersburgu podczas pierwszej fali mobilizacji we wrześniu 2022 roku, zauważył, że tamten moment był przełomowy dla mieszkańców dużych rosyjskich miast, którzy po raz pierwszy poczuli, że wojna dotyczy bezpośrednio ich samych.
Konończuk przypomniał, że Kreml od czterech lat — od pierwszej i jak dotąd jedynej mobilizacji z września 2022 roku — starał się unikać kolejnej fali poboru, opierając się głównie na systemie kontraktowym, w którym rekruci otrzymywali wynagrodzenie za podpisanie umowy, a następnie za służbę na froncie. Wskazał, że coraz częstsze ukraińskie ataki na duże rosyjskie miasta sprawiają, iż wojna przestaje być czymś odległym, oglądanym jedynie w telewizji, a staje się codziennym doświadczeniem — czego przykładem są też problemy z paliwem oraz zniszczenie części infrastruktury magazynowej rosyjskiego serwisu e-commerce Wildberries.
Zdaniem analityka Kreml mimo to skutecznie przekonuje znaczną część społeczeństwa rosyjskiego — nie wiadomo dokładnie, czy jest to 80 czy 55 procent, wobec braku wiarygodnych niezależnych badań w tym zakresie — że Rosja prowadzi wojnę de facto obronną przeciwko Zachodowi działającemu rękami Ukraińców, a nie realizuje agresywnej „specjalnej operacji wojskowej”. Ślubowski zwrócił uwagę, że Kreml posuwa się wręcz do bezpośrednich analogii z Wielką Wojną Ojczyźnianą — przywołał widziane przez siebie zdjęcia z Doniecka, na których zestawiano wizerunek radzieckiego żołnierza z czasów II wojny światowej z obecnie walczącym żołnierzem rosyjskim, sugerując, że Rosja jest dziś, tak jak wówczas, atakowana przez „nazistów”.
Brak perspektyw na rozejm
Konończuk jednoznacznie ocenił, że jakiekolwiek zawieszenie broni czy porozumienie pokojowe w dającej się przewidzieć przyszłości jest nierealne. Wskazał, że Kreml i sam Władimir Putin liczą na rozstrzygnięcie wojny na swoją korzyść niezależnie od kosztów — ludzkich i finansowych, które traktowane są przez rosyjskie kierownictwo jako kwestia dalszorzędna — traktując zwycięstwo jako sprawę kluczową dla politycznej przyszłości Putina i jego miejsca w historii. Zaznaczył, że nie prowadzi się dziś ani poważnych negocjacji amerykańsko-rosyjskich, ani ukraińsko-rosyjskich — poza jednym krótkim epizodem sprzed kilku miesięcy, gdy dzięki stronie amerykańskiej doszło do spotkania przedstawicieli Ukrainy i Rosji.
Zdaniem dyrektora OSW obecne przygotowania do ewentualnej mobilizacji oraz zintensyfikowane ataki na ukraińskie miasta wpisują się w rosyjską nadzieję na załamanie zdolności obronnych Ukrainy — w tym poprzez ograniczenie dostępu do pocisków do systemów Patriot, jedynych zdolnych skutecznie zwalczać rosyjskie rakiety balistyczne. Ocenił, że na Ukrainie coraz mniej osób wierzy w rychłe zakończenie wojny, mimo wcześniejszych, jak to określił, „zaklinających rzeczywistość” wypowiedzi prezydenta Zełenskiego o możliwym zakończeniu konfliktu jeszcze w tym roku.
Konończuk opisał obecną fazę wojny jako starcie na wyczerpanie, zaznaczając, że Rosjanie pozostają niezmiennie zaskoczeni tym, jak długo Ukraina jest w stanie się bronić — nie tylko dzięki bohaterstwu żołnierzy i społeczeństwa, ale i wsparciu zachodniemu, bez którego kontynuowanie wojny byłoby praktycznie niemożliwe. Ocenił, że Rosja liczy na złamanie ukraińskiej woli obrony — jego zdaniem błędnie. Zaznaczył, że mimo narastających zniszczeń i ofiar, w tym niedawnego wielogodzinnego, zmasowanego ataku na Kijów, ukraińskie społeczeństwo — na podstawie jego własnych, wielokrotnych wyjazdów na Ukrainę w ostatnich latach — nie wykazuje skłonności do kapitulacji ani bezwarunkowych rozmów, mając pełną świadomość konsekwencji rosyjskiej okupacji po doświadczeniach Buczy, Mariupola i innych miejsc rosyjskich zbrodni.
Odpowiadając na uwagę Ślubowskiego, że Ukraina walczy w dużej mierze dzięki pomocy zewnętrznej, głównie europejskiej, Konończuk potwierdził, że wsparcie amerykańskie ma dziś charakter przede wszystkim logistyczno-wywiadowczy oraz polega na umożliwieniu zakupu uzbrojenia przez europejskich partnerów poza kolejnością w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym — zastrzegł jednak, że proces ten został nieco zaburzony przez wojnę w Zatoce Perskiej, angażującą obecnie uwagę i zasoby Stanów Zjednoczonych. Podkreślił, że kluczowe pozostaje pytanie, w jakich ilościach Ukraina będzie w stanie w kolejnych miesiącach kupować pociski do Patriotów.
Zarzuty Fedorowa i kwestia wyborów prezydenckich
Ślubowski zapytał, czy prezydent Zełenski, wcześniej symbol oporu, staje się dziś obciążeniem dla wewnętrznej polityki Ukrainy, przywołując niedawne oskarżenia byłego ministra Mychajła Fedorowa dotyczące nadmiernej centralizacji władzy i autorytarnego stylu rządzenia. Konończuk ocenił, że zarzuty Fedorowa są zasadne i znane od dawna, podkreślając jego wiarygodność jako insidera — jedynego ministra utrzymującego stanowisko nieprzerwanie od pierwszego rządu Zełenskiego w 2019 roku. Wskazał, że Fedorow wprost wymienił konkretne nazwiska, w tym Dawyda Arachamiję, szefa frakcji propezydenckiej w Radzie Najwyższej, choć zaznaczył, że żadne z tych oskarżeń nie stanowi nowości wobec wcześniejszych ustaleń niezależnych ukraińskich dziennikarzy śledczych.
Dyrektor OSW zwrócił uwagę, że według sondaży Fedorow jest dziś drugą najpopularniejszą postacią w hipotetycznym wyścigu o prezydenturę i cieszy się jednym z najwyższych poziomów społecznego zaufania wśród ukraińskich polityków, co tłumaczy jego apele o możliwie sprawne zorganizowanie wyborów prezydenckich — odrzucane dotąd przez samego Zełenskiego.
Pytany, czy uliczne protesty poparcia dla Fedorowa mogą przerodzić się w nowy Majdan lub próbę odsunięcia prezydenta, Konończuk ocenił to jako mało prawdopodobne — protesty, choć znaczące jak na warunki wojenne, wygasają, gromadząc obecnie jedynie do kilkuset osób w weekendy. Ocenił również, że wyborów w najbliższym czasie nie będzie, ponieważ Zełenski wie, że by je dziś przegrał — nie tylko z Fedorowem, ale, jeśli wierzyć wiarygodnym jego zdaniem sondażom, także z generałem Walerijem Załużnym, byłym naczelnym dowódcą, obecnie ambasadorem Ukrainy w Londynie. Zdaniem analityka Zełenski czeka na dogodniejszy moment, najlepiej związany z zakończeniem wojny, licząc na falę poparcia, która umożliwiłaby mu reelekcję — od czego Ukraina pozostaje jednak wciąż odległa.
Korupcja jako zagrożenie egzystencjalne
Ślubowski zauważył, że w ukraińskich mediach ścierają się dziś dwa stanowiska wobec tematu korupcji i krytyki władz — jedni uważają, że to nieodpowiedni moment na takie dyskusje, skoro Ukraina walczy o przetrwanie, inni, przeciwnie, twierdzą, że idealnego momentu nigdy nie będzie, a ta aktywna część propaństwowych ukraińskich publicystów uważa, że temat trzeba podejmować już teraz i to bardzo radykalnie. Konończuk zdecydowanie opowiedział się po stronie tej drugiej grupy. Ocenił, że korupcja w warunkach egzystencjalnej wojny jest zwyczajnie przestępstwem, ponieważ oznacza mniej środków na amunicję, broń i drony, a jej konsekwencją są ludzkie istnienia — zarówno żołnierzy, jak i cywilów ginących pod rosyjskimi rakietami; określił to jako działanie wprost sprzeczne z ukraińską racją stanu. Docenił przy tym skuteczność działania ukraińskich instytucji antykorupcyjnych — Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU) oraz Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej — wskazując jako przykład niedawną dymisję wiceszefowej Biura Prezydenta, Iryny Mudrej, w związku z zarzutami korupcyjnymi.
Zaznaczył, że według sondaży korupcja jest przez samych Ukraińców postrzegana, obok samej wojny, jako kluczowy problem państwa — rak niszczący je od wewnątrz, na co w warunkach czteroipółletniej pełnoskalowej wojny nie ma i nie powinno być przyzwolenia.
Ślubowski zwrócił uwagę, że problem korupcji podsyca w Polsce i Europie rosnącą niechęć do dalszego wspierania Ukrainy — pojawiają się pytania, czy pomoc rzeczywiście trafia tam, gdzie powinna, i czy warto wspierać państwo o tak dużej skali nadużyć. Konończuk przyznał, że są to pytania zadawane regularnie także w polskiej debacie publicznej, w tym w mediach społecznościowych, i zauważył, że zarzuty korupcyjne dotyczą bezpośredniego otoczenia Zełenskiego — w tym do niedawna szefa jego administracji Andrija Jermaka — a nawet, jak wynika z nagrań rejestrowanych przez ukraińskie biura antykorupcyjne, samego prezydenta, którego imię, „Wowa”, miało się pojawiać w tych materiałach, co sugerowałoby, że Zełenski nie jest w tej sprawie całkowicie bezinteresowny.
Odpowiadając na pytanie, co w tej sytuacji można zrobić, Konończuk podkreślił, że wsparcie dla Ukrainy powinno być rozumiane jako pomoc dla narodu ukraińskiego walczącego o wolność i przetrwanie państwa, a nie dla skorumpowanego w części otoczenia władzy — jednocześnie postulując, by pomoc finansowa, zwłaszcza unijna, była warunkowana konkretnymi działaniami reformatorskimi i utrzymaniem niezależności instytucji antykorupcyjnych. Przyznał jednocześnie, że w praktyce trudno oczekiwać, by władza częściowo obciążona zarzutami korupcyjnymi sama skutecznie wyeliminowała ten proceder — raczej będzie pozorować niektóre działania — wskazując, że kluczowe reformy potrzebne na drodze integracji europejskiej Ukrainy są opóźniane z braku woli politycznej.
Pochówek Konowalca i heroizacja OUN-UPA
Ślubowski przeszedł do tematu ukraińskiej polityki historycznej, przywołując niedawny uroczysty ponowny pochówek Jewhena Konowalca — twórcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), organizacji, która po jego śmierci przekształciła się częściowo w Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), odpowiedzialną między innymi za zbrodnię wołyńską.
Konończuk wyjaśnił, że mamy do czynienia z długofalową ewolucją ukraińskiej polityki historycznej — heroizacja OUN i UPA miała wcześniej charakter głównie regionalny, ograniczony do zachodniej Ukrainy, natomiast w ostatnich latach, szczególnie po Rewolucji Godności 2014 roku (z pewnymi wcześniejszymi elementami jeszcze za prezydentury Wiktora Juszczenki), została przeniesiona na poziom ogólnopaństwowy. Ocenił, że dominująca dziś narracja przedstawia te formacje w sposób jednowymiarowy i bezkrytyczny — jako bojowników o wolność Ukrainy, dla których cel miał uświęcać środki, pomijając całkowicie ich metody terrorystyczne, w tym zabójstwa ukraińskich zwolenników porozumienia z Polską w okresie II Rzeczpospolitej, a także program antysemicki OUN, udział UPA w mordach na Żydach i pogromach oraz dążenie do budowy monoetnicznego, w istocie totalitarnego państwa — zwłaszcza w okresie do 1942 roku.
Na pytanie prowadzącego, czy można mówić wprost o programie faszystowskim, Konończuk odpowiedział twierdząco, przypominając, że centrala OUN mieściła się początkowo w Niemczech, Szwajcarii i Włoszech, a organizacja korzystała w latach trzydziestych z wydatnego wsparcia politycznego, finansowego i szkoleniowego ze strony faszystowskich Niemiec — zaostrzenie relacji polsko-ukraińskich w Galicji w tamtym okresie było, jak ocenił, korzystne z punktu widzenia III Rzeszy.
Dyrektor OSW podkreślił, że sam prezydent Zełenski, obok premiera, przewodniczącego parlamentu i licznych ministrów, wziął udział w ponownym pochówku Konowalca na Narodowym Cmentarzu Wojskowym pod Kijowem — miejscu, które ma z czasem stać się częścią powstającego Panteonu Narodowego. Zwrócił uwagę na paradoks, że Zełenski, sam będący z pochodzenia Żydem, wezwał do brania przykładu z Konowalca, pomijając całkowicie antyżydowski program kierowanej przez niego organizacji, która uznawała między innymi małżeństwa mieszane ukraińsko-żydowskie za sprzeczne z prawem i zagrożenie dla „czystości krwi ukraińskiej” — co wpisywało się w ustawodawstwo obowiązujące wówczas w III Rzeszy.
Odnosząc się do argumentu przywoływanego między innymi przez publicystę Witalija Portnikowa — również etnicznego Żyda — jakoby Ukraina nie miała dziś innych bohaterów niż postacie ze skrajnie nacjonalistycznego środowiska, Konończuk zdecydowanie się z tym nie zgodził. Jako przykład pominiętej alternatywy wskazał Wasyla Mudrego, przedstawiciela legalnej partii ukraińskiej działającej w II Rzeczpospolitej i wicemarszałka polskiego Sejmu w latach trzydziestych — polityka reprezentującego nurt dążący do porozumienia z Polską, który jednak nie doszedł do skutku, w dużej mierze z winy ówczesnych władz polskich. Na uwagę Ślubowskiego, że dla dzisiejszej ukraińskiej narracji historycznej Mudryj nie jest bohaterem, lecz raczej postrzegany jako kolaborant, Konończuk zastrzegł, że słowo „kolaborant” nie jest tu właściwe — niemniej przyznał, że współcześni ukraińscy narratorzy polityki historycznej z pewnością nie uznaliby go za bohatera. Zaznaczył, że Ukraina, jako jeden z liczniejszych narodów regionu, dysponuje też bohaterami współczesnymi — uczestnikami wojny z Rosją od 2014 roku — i wcale nie musi sięgać wyłącznie po postacie nacjonalistyczne, choć te są dziś, jego zdaniem, politycznie wygodne w kontekście wojny z Rosją.
Wielkomocarstwowe ambicje i granice ostrożnego optymizmu
Ślubowski zapytał, czy obserwowany dziś kierunek ukraińskiej polityki historycznej i tożsamościowej — w tym elementy narracji o „narodzie wybranym” czy „narodzie, który ochrzcił Europę” — nie stanowi w dłuższej perspektywie zagrożenia dla Polski. Konończuk zgodził się z diagnozą, że ukraińskie społeczeństwo pozostaje głęboko straumatyzowane ponad czteroletnią wojną, a fakt, że Ukraina wciąż się broni, atakuje cele wewnątrz Rosji i jest zapraszana na fora międzynarodowe takie jak G7, zaburzył poczucie proporcji części ukraińskich elit. Jako przykład przywołał wypowiedź byłego wieloletniego szefa ukraińskiej dyplomacji Dmytra Kuleby, który zapytany o przyszłe granice Ukrainy zasugerował możliwość ich rozszerzenia względem stanu z 1991 roku, wymieniając konkretne rosyjskie regiony przygraniczne — co Konończuk określił jako „duży odlot”.
Zapytany wprost, czy widzi ryzyko, że polityka ukraińska nieuwzględniająca polskiej wrażliwości i coraz mniej zorientowana na Warszawę stanie się dla Polski zagrożeniem, Konończuk zdecydowanie odrzucił taką narrację — przynajmniej w wymiarze twardego bezpieczeństwa. Ocenił, że nieuchronna będzie raczej konkurencja regionalna, gospodarcza i rolnicza, porównywalna do tej istniejącej w relacjach polsko-niemieckich, nieprzekładająca się jednak na wrogość. Podkreślił przy tym dysproporcję potencjałów — ukraińskie PKB porównywalne jest, jego zdaniem, do wielkości aglomeracji warszawskiej — a ambicje ukraińskich elit politycznych postrzegane są przez zachodnich partnerów z przymrużeniem oka, choć jednocześnie wspieranie Ukrainy pozostaje w ich ocenie zgodne z interesem Europy. Ślubowski zauważył przy tym żartobliwie, że sami ukraińscy politycy trochę pomagają budować ten wizerunek wielkomocarstwowych aspiracji — na co Konończuk przytaknął, dodając, że część zachodnich obserwatorów daje się nabrać na tę narrację, którą realnie trzeba by podzielić nie przez dwa, lecz przez znacznie więcej.
Konończuk zaznaczył również, że Polska ma swój odwrotny problem — tendencję do gry poniżej własnej kategorii wagowej gospodarczej i politycznej — i wskazał, że rzeczywistość regularnie sprowadza na ziemię wielkomocarstwowe aspiracje Kijowa. Odpowiadając na pytanie, co pozostanie spoiwem relacji polsko-ukraińskich, jeśli w przyszłości zagrożenie rosyjskie miałoby osłabnąć, dyrektor OSW ocenił taki scenariusz za mało prawdopodobny — nie widzi dziś żadnych przesłanek wewnętrznych w rosyjskiej kulturze politycznej wskazujących na możliwość demokratyzacji czy zmiany kursu Rosji. Podkreślił jednak, że relacje polsko-ukraińskie nie muszą być zero-jedynkowe — na wzór relacji polsko-niemieckich, gdzie mimo sprzecznych interesów gospodarczych funkcjonuje realne partnerstwo. Zwrócił uwagę, że podobnie jak Polska nie poradziłaby sobie na dłuższą metę w hipotetycznej wojnie z Rosją bez zaplecza logistyczno-transportowego zapewnianego przez Niemcy, tak Ukraina nie poradziłaby sobie dziś bez bezpiecznego zaplecza, jakim dla niej jest Polska — relacja ta jest więc, jego zdaniem, strukturalnie sojusznicza, nie wroga. Wyraził też ostrożną nadzieję, że w przyszłości mógłby pojawić się w Kijowie partner zdolny do współpracy nad zwiększeniem podmiotowości całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej, nawet kosztem siły osi francusko-niemieckiej — zastrzegając, że dziś takiego partnera brak, co czyni ten scenariusz raczej mrzonką niż realną perspektywą.
Kończąc rozmowę, Ślubowski podziękował gościowi i zachęcił widzów do oglądania kanału Otwartego oraz odwiedzenia jego serwisu tekstowego, czytelni kanalotwarty.pl.
Wojciech Konończuk był gościem Grzegorza Ślubowskiego w programie Kanał Otwarty. Materiał dostępny na kanale „Kanał Otwarty” na YouTube, liczącym 223 tys. subskrybentów, pod tytułem „Ukraina czci twórcę OUN. Czy po wojnie będzie problemem dla Polski? Wojciech Konończuk z OSW”. Opublikowany 21 sierpnia 2026.