Ukrainizacja nazw Chełma i Przemyśla to część planu, twierdzi Rękas o postulatach Kijowa

We Lwowie i na innych terenach dawnych Kresów Wschodnich pod administracją ukraińską przybywa pomników i miejsc pamięci poświęconych deportowanym po 1944 roku Ukraińcom — a towarzyszące im organizacje ziomkowskie domagają się dziś od Polski nie tylko odszkodowań, ale i prawa powrotu na dawne tereny — ocenił Konrad Rękas w komentarzu opublikowanym na kanale Wbrew Cenzurze.

Rękas zaznaczył na wstępie, że tego rodzaju miejsca pamięci ranią Polaków nie tylko dlatego, że upamiętniają sprawców najstraszliwszych zbrodni popełnionych na narodzie polskim, ale przede wszystkim dlatego, że niosą ze sobą groźbę na przyszłość — zapowiedź ukraińskiego rewizjonizmu terytorialnego.

Pomniki jako zapowiedź rewizjonizmu

Komentator rozpoczął swój wywód od przykładu pomnika odsłoniętego w 2021 roku na rogu lwowskich ulic Snopkowskiej i generała Dwernickiego — obecnie, jak zaznaczył, noszących ukraińskie nazwy — poświęconego Ukraińcom deportowanym z terytorium tak zwanego Zakerzonia w latach 1944–1951. Jego zdaniem miejsce to stało się punktem zbiórek licznych, wspieranych przez władze państwowe towarzystw ziomkowskich, których liczba i skala wsparcia systematycznie rosną, napędzane nadzieją na odszkodowania — już nie tylko z budżetu Kijowa, ale bezpośrednio od Warszawy.

Rękas ocenił, że działalność organizacji zrzeszających Ukraińców, którzy po 1944–1945 roku wybrali życie na Ukrainie sowieckiej, we wcześniejszych dekadach wiązała się głównie z lokalnym szowinizmem i udziałem w akcjach antypolskich. Jego zdaniem sytuacja zmieniła się wyraźnie po Euromajdanie, kiedy organizacje te — dzięki pomocy państwowej i wyraźnemu wsparciu ze strony współrządzących i rządzących sił politycznych na Ukrainie — znacząco się umocniły, czego wyrazem mają być właśnie tego typu miejsca kultu, przypominające, jak to ujął Rękas, że „tuż za granicą zachodnią” znajdują się tereny uznawane przez te środowiska za odwiecznie ukraińskie, po które należy sięgnąć, gdy tylko pozwoli na to sytuacja wojenna.

Jako kolejne przykłady tego zjawiska Rękas wymienił memoriały postawione w Samborze i Tarnopolu, poświęcone pamięci ofiar deportacji z terenów polskich, oraz kompozycję rzeźbiarską w Sokalu, zatytułowaną „Ukarani bez winy” — tytuł, który komentator określił jako „wzruszający i wszystko mówiący” o sposobie, w jaki propaganda kijowska przedstawia konieczność pozbycia się z terytorium Polski ukraińskiego zaplecza dla środowisk banderowskich.

Zjednoczenie Zakerzonia i rosnąca liczba domniemanych ofiar

Rękas wskazał, że organizacje ziomkowskie zintegrowały się w ramach struktury określanej jako Zjednoczenie Zakerzonia, obejmującej między innymi towarzystwa: Chełmszczyzna, Łemkowszczyzna, Lubaczowszczyzna, Nadsanie, Bojkowszczyzna, Towarzystwo Zabuża oraz Towarzystwo Ustrzyki — wszystkie, jak ocenił, coraz aktywniejsze propagandowo i cieszące się rosnącym wsparciem politycznego Kijowa.

Przypomniał, że w lipcu ubiegłego roku prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał ustawę przyznającą osobom określanym w oficjalnej narracji ukraińskiej jako „ofiary wymiany ludności z Polską” prawo do odszkodowań. Zdaniem Rękasa w związku z tym gwałtownie wzrosła też liczba osób deklarujących status takiej ofiary — podczas gdy jeszcze kilkanaście lat temu polscy i ukraińscy historycy zgodnie szacowali liczbę Ukraińców, którzy w kilku falach powojennej wymiany ludności na mocy porozumień między Polską Ludową a Ukrainą Sowiecką po 1944 roku wyjechali na tereny obecnej Ukrainy, na około 470 tysięcy osób, obecnie strona ukraińska mówi już o 700 tysiącach, z sugestią, że liczba ta może dalej rosnąć wraz z przenoszeniem uprawnień na potomków, nawet bez udokumentowanego statusu przesiedleńczego.

Komentator skontrastował to podejście z postawą władz w Warszawie, które — jego zdaniem — konsekwentnie unikają poparcia dla roszczeń potomków i spadkobierców Polaków wypędzonych z Kresów, podczas gdy strona kijowska deklaruje gotowość wypłaty odszkodowań niezależnie od kompletności dokumentacji. Rękas zwrócił przy tym uwagę, że w propagandzie kijowskiej pojawia się już również postulat tak zwanego prawa do powrotu — czyli żądanie wobec obecnych polskich właścicieli gospodarstw i terenów na ziemi chełmskiej, przemyskiej, lubaczowskiej oraz na całym obecnym polskim Podkarpaciu, by osoby powołujące się na dawną własność ukraińską miały zagwarantowane prawo powrotu i objęcia tych terenów.

Rola Towarzystwa Chełmszczyzna i zawyżanie liczby ofiar

Rękas, opisując siebie jako osobę wieloletnio związaną zawodowo z regionem chełmskim, wskazał Towarzystwo Chełmszczyzna jako organizację szczególnie agresywną propagandowo — to ona, jego zdaniem, jako pierwsza podniosła kwestię nie tylko samych wysiedleń, lecz również rzekomych ofiar towarzyszących operacji wymiany ludności, którą określił jako dobrowolną i poprzedzającą nawet Akcję „Wisła”, prowadzoną bez stosowania przemocy ze strony polskiej — co, jak podkreślił, nigdy nie było przez nikogo Polsce zarzucane.

Zdaniem komentatora liczba domniemanych ofiar systematycznie rośnie w narracji tych organizacji — od pierwotnych szacunków rzędu kilku tysięcy, łączących poległych w starciach z polskim podziemiem niepodległościowym i powojennymi organami bezpieczeństwa z rzekomymi ofiarami samych wysiedleń, do obecnie przywoływanych dziesiątek tysięcy. Rękas zestawił tę liczbę ze skalą samego wyjazdu — około 470 tysięcy osób w trzech falach na przestrzeni kilku lat — sugerując dysproporcję, a zarazem podkreślił, że cała operacja odbywała się w warunkach nieporównanie bardziej komfortowych niż wypędzenie Polaków z Kresów, którzy — jak zaznaczył — nie mieli nawet czasu zabrać swojego dobytku. Ocenił, że mimo to fakty nie stanowią przeszkody dla tej narracji, funkcjonującej już szeroko w przestrzeni medialnej, podobnie jak zawyżone liczby osób uprawnionych do odszkodowań.

Postulaty terytorialne i symbolika drzewa na pomniku lwowskim

Rękas ocenił, że w ostatnich miesiącach, wraz z zaostrzeniem relacji między Warszawą a Kijowem, coraz wyraźniej pojawiają się postulaty wykraczające poza kwestie majątkowe. Odnosząc się do symboliki lwowskiego pomnika — przedstawiającego, jak opisał, wielkie drzewo, którego korzenie mają być odwiecznie i naturalnie związane z ziemiami określanymi przez niego jako pozostające pod „polską okupacją” — stwierdził, że dostrzega w niej wprost echo dawnej propagandy banderowskiej i mitu „oderwanego Zakerzonia”, które ma powrócić do ukraińskiej macierzy.

Komentator powiązał z tym również postulaty polityczne dotyczące pełnej ukrainizacji spornych terenów, w tym oficjalnego stosowania wyłącznie ukraińskich nazw miejscowości takich jak Chełm czy Przemyśl. Ocenił to wszystko jako elementy jednego, spójnego programu, formułowanego przez Kijów i powiązane z nim, formalnie oddolne, organizacje społeczne — programu, który jego zdaniem wykracza już poza wyłudzanie pieniędzy czy przejmowanie polskiej własności, praktykowane, jak stwierdził, od dekad, i przybiera dziś formę wprost formułowanych żądań restytucji terytorialnej. Rękas stwierdził, że jest to akt rewanżyzmu wobec Polski, ostrzegając, iż porzucenie przez Warszawę sprawy kresowej oraz tolerowanie roszczeniowej postawy Kijowa ośmiela środowiska, które określił jako neobanderowskie, do stawiania kolejnych, coraz dalej idących żądań.

Komentator, odnosząc się krytycznie do narracji ukraińskich organizacji ziomkowskich, zadał retoryczne pytanie, dlaczego — skoro społeczność ta miała być tak liczna i tak dobrze zagospodarowana na terenach obecnej Polski, jak sama dziś siebie przedstawia — dochodziło jednocześnie do zabójstw polskich sąsiadów, z którymi wspólnie gospodarowano na tej ziemi. Ocenił to jako wewnętrzną sprzeczność ukraińskiej narracji: z jednej strony kreowanie obrazu dawnych wielkich gospodarzy tych ziem, z drugiej — równoległe lansowanie wizji dekolonizacyjnej, w której element polski traktowany jest jako obcy, wymagający usunięcia. Zdaniem Rękasa ten „obcy element” w narracji ukraińskich środowisk rewizjonistycznych sięga już po okolice Chełma, Hrubieszowa, Tomaszowa Lubelskiego, Przemyśla, Jarosławia i Ustrzyk, rozciągając się w tej wizji coraz dalej na zachód.

Anegdota o Górce Chełmskiej

Rękas przywołał opowieść, którą miał usłyszeć od mieszkańców Chełma podczas swojej wieloletniej pracy w tym regionie — dotyczącą Górki Chełmskiej, miejsca, gdzie znajduje się bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, przez lata przechowująca obraz Matki Boskiej Chełmskiej. Według tej relacji, w okresie okupacji niemieckiej, gdy Górkę przekazano w administrację ukraińską, miały tam wisieć tabliczki z napisem wprost zakazującym wstępu Polakom, uniemożliwiające im dostęp do tego miejsca przez cały ten okres. Rękas zastrzegł, że nie zachowało się ani jedno zdjęcie z tego okresu i trudno dziś jednoznacznie zweryfikować tę relację. Zakończył jednak ostrzeżeniem, że jeśli obecnemu ukraińskiemu rewizjonizmowi nic nie zostanie przeciwstawione, to podobne tabliczki — wymierzone przeciw Polakom — na pewno pojawią się ponownie, i to nie tylko na Górce Chełmskiej, ale też w wielu innych polskich miastach, jako efekt postępującego „powrotu z Zakerzonia”.


Komentarz wygłosił Konrad Rękas. Materiał dostępny na kanale „Wbrew Cenzurze” na YouTube, liczącym 37,7 tys. subskrybentów, pod tytułem „Ukraina chce Zakerzonia”. Opublikowany 19 sierpnia 2026


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *