Miliony osób w Ukrainie pilnie potrzebują pomocy psychologicznej, a rosnąca w Polsce niechęć wobec Ukraińców grozi zaprzepaszczeniem empatii, jaką Polacy okazali sąsiadom cztery lata temu — ocenili Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej oraz Jan Wysocki z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej w rozmowie z Mikołajem Pietraszewskim w podcaście „Machina Władzy” na Radiu ZET.
Znaczenie Światowego Dnia Pomocy Humanitarnej
Rozmowa odbyła się z okazji przypadającego 19 sierpnia Światowego Dnia Pomocy Humanitarnej, ustanowionego przez Organizację Narodów Zjednoczonych dla upamiętnienia śmierci 22 pracowników ONZ zginących w zamachu bombowym w Bagdadzie w 2003 roku. Krajewska podkreśliła, że dzień ten ma dla niej dwojakie znaczenie — honoruje pracowników humanitarnych, którzy zginęli, niosąc pomoc innym, a jednocześnie stanowi moment zatrzymania się i refleksji nad skalą potrzeb osób żyjących w kryzysach humanitarnych na całym świecie.
Wysocki dodał, że o ile dwadzieścia lat temu tego typu wydarzenia mogły wydawać się Polakom odległe i abstrakcyjne, dziś skutki wojen i kryzysów humanitarnych — czy to za wschodnią granicą, czy w wyniku globalnych migracji związanych ze zmianami klimatu — dotykają bezpośrednio także Polski.
Zmieniający się charakter pomocy dla Ukrainy
Krajewska, która regularnie odwiedza Ukrainę, opisała ewolucję potrzeb pomocowych na przestrzeni ponad czterech lat pełnoskalowej wojny. Na początku dominowała pomoc doraźna — konwoje z lekami, żywnością, artykułami higienicznymi i ubraniami. Dziś, jak zaznaczyła, w pasie do 20–30 kilometrów od linii frontu wciąż potrzebne są podstawowe produkty oraz ewakuacja, natomiast w innych regionach priorytetem stała się pomoc finansowa dla osób, które straciły źródło utrzymania lub dom w wyniku ostrzału, a także pomoc psychologiczna, potrzebna — jak podkreśliła — milionom mieszkańców Ukrainy, zarówno dzieciom, dorosłym, jak i osobom starszym, o czym często się zapomina.
Wskazała również na potrzeby infrastrukturalne — odbudowę systemów energetycznych i wodno-kanalizacyjnych po ostrzałach, a także wsparcie zaniedbanych już przed wojną instytucji społecznych, takich jak ośrodki pomocy społecznej, szkoły czy placówki dla osób starszych i z niepełnosprawnościami, często ewakuowanych z innych regionów. Opisała dodatkowo funkcjonowanie centrów tranzytowych dla osób uciekających z terenów okupowanych lub linii frontu w głąb kraju — jako przykład podała ośrodek w Łozowej w obwodzie charkowskim, przez który przechodzą uchodźcy z obwodu donieckiego, w tym z Kramatorska i Słowiańska. Relacjonowała spotkanie w lutym z osobami uciekającymi stamtąd z jedną walizką czy plecakiem, pozbawionymi jakichkolwiek środków, ponieważ cały ich dobytek stanowił dom, którego długo się trzymały.
Pomoc integracyjna w Polsce
Wysocki opisał ewolucję modelu pomocy dla uchodźców z Ukrainy w Polsce — od natychmiastowego wsparcia finansowego i podstawowej żywności na początku wojny do dzisiejszego nacisku na integrację i usamodzielnienie. Podkreślił, że pomoc humanitarna z założenia powinna dążyć do zakończenia w danym miejscu, a jej celem nigdy nie może być tworzenie trwałej zależności. Jako przykład podał współpracę z Polskim Czerwonym Krzyżem przy wyprowadzaniu osób z Centrów Zbiorowego Zakwaterowania — liczba mieszkańców takich ośrodków spadła z ponad 40 tysięcy do mniej niż 10 tysięcy, między innymi dzięki szkoleniom językowym i zawodowym oraz pomocy w znalezieniu pracy i mieszkania na wynajem.
Wysocki podkreślił, że dążenie do samodzielności jest naturalną potrzebą każdego migranta i uchodźcy — nikt nie chce, jego zdaniem, „być na czyimś pasku pomocy” ani wegetować, tylko dążyć do normalnego życia i rozwoju. Krajewska dodała, że nikt z własnej woli nie opuszcza domu w sytuacji kryzysu humanitarnego — jest to zawsze ostateczność, a jednocześnie bycie zależnym od pomocy innych jest, jak to ujęła, „strasznym uczuciem”.
Obalanie mitów o migracji
Pietraszewski zwrócił uwagę na funkcjonujące w przestrzeni publicznej mity, jakoby migranci wyjeżdżali wyłącznie w poszukiwaniu lepszych warunków materialnych, by następnie żyć „na garnuszku” bogatszego kraju. Krajewska rozróżniła migrację zarobkową czy edukacyjną od uchodźstwa i poszukiwania azylu politycznego — podkreśliła, że osoby, które opuściły Ukrainę, codziennie tęsknią za krajem i regularnie tam wracają, jednak nie mogą pozwolić sobie na stały powrót, zwłaszcza mając małe dzieci, których nie chcą narażać na dorastanie w warunkach ciągłego zagrożenia. Jako przykład przywołała sytuację w Kijowie sprzed rozmowy — nieoficjalny stan alarmowy utrzymujący się po nocnym nalocie rozpoznawczym dronów, pełne stacje metra, w których ludzie chronili się przed spodziewanym ostrzałem, a także niedawny atak, w wyniku którego ucierpiał szpital dziecięcy.
Rosnąca niechęć wobec Ukraińców w Polsce
Pietraszewski poruszył temat zmieniającej się atmosfery społecznej wobec uchodźców z Ukrainy, zauważając, że o ile cztery lata temu Polacy „otwierali swoje serca” i pomagali nawet w sposób spontaniczny, chałupniczy, dziś w części polskiej sceny politycznej nasila się emocja antyukraińska. Zapytał rozmówców, jak w takiej atmosferze odnajdują się pracownicy organizacji humanitarnych.
Wysocki rozdzielił ten problem na dwa aspekty — spadający poziom niechęci do samego pomagania oraz, jego zdaniem znacznie istotniejszy problem, malejące środki finansowania w całym sektorze humanitarnym. Ocenił, że obserwowany w Polsce spadek sympatii dla Ukraińców nie odbiega istotnie od typowego „zmęczenia konfliktem”, jakie obserwuje się w innych krajach po kilku latach trwania wojny — zastrzegając, że nie chce porównywać zmęczenia Polaków do sytuacji samych Ukraińców żyjących w kraju objętym wojną. Wskazał, że mimo wszystko poziom wpłat na pomoc zimową dla Ukrainy, w tym na generatory prądu, pozostawał w minionym roku wysoki, a nadchodząca zima — przy dalszym obciążeniu systemu energetycznego — może być najtrudniejsza od początku wojny.
Wysocki podkreślił jednocześnie, że przekaz medialny na temat rosnącej niechęci jest, jego zdaniem, mocno wyolbrzymiony w stosunku do rzeczywistości — pojedyncze przypadki bywają nagłaśniane w skali nieadekwatnej do faktycznego zjawiska. Jako przykład transparentności swojej organizacji wskazał pełną dokumentację zdjęciową i finansową wszystkich działań, zaznaczając, że PCPM nigdy nie odnotowało przypadku defraudacji przekazanej pomocy. Porównał obserwowane w Polsce zjawisko zmęczenia pomaganiem do doświadczeń Libanu, który przez dekadę intensywnie wspierał uchodźców syryjskich, zanim i tam chęć pomocy zaczęła słabnąć — oceniając to jako naturalny wzorzec towarzyszący długotrwałym kryzysom w krajach sąsiadujących z obszarem konfliktu.
Krajewska zgodziła się z tą oceną, zauważając jednocześnie, że w polskiej przestrzeni publicznej pojawiają się głosy bagatelizujące sytuację w Ukrainie — sugerujące, że skoro ludzie chodzą tam do teatru, na koncerty czy protestują, to sytuacja nie jest aż tak poważna. Podkreśliła, że tego typu aktywność odbywa się mimo trwającego konfliktu, a nie w oderwaniu od niego, i zaapelowała, by nie nakręcać spirali niechęci i nienawiści, przypominając, dlaczego Polacy jako naród ruszyli z pomocą cztery lata temu — ponieważ za wschodnią granicą rozpoczęła się pełnoskalowa, okrutna wojna, prowadzona przez tego samego agresora, który wcześniej napadł na Polskę. Zaznaczyła, że nic się w tej kwestii fundamentalnie nie zmieniło, i zaapelowała o odnalezienie w sobie tej samej empatii, jaką Polacy odczuwali na początku wojny — zastrzegając jednocześnie, że podobny wzorzec przejścia od entuzjazmu do neutralności, a potem niechęci, obserwowano też w Kenii wobec uchodźców somalijskich czy w Libanie i Turcji wobec uchodźców syryjskich.
Pietraszewski zauważył, że gdyby ktoś zasnął w 2022 roku i obudził się dziś, byłby zszokowany, widząc, że przedstawiciele części polskiej sceny politycznej postulują deportację ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym z powrotem do Ukrainy. Krajewska odpowiedziała, że Polacy żywią różne resentymenty wobec wielu narodów, co jednak nie przeszkadza w udzielaniu pomocy w sytuacji kryzysu — przywołując zasadę, że w obliczu zagrożenia zdrowia i życia takie różnice powinny zostać odłożone na dalszy plan.
Wysocki zaapelował o bezpośrednie rozmowy z ludźmi jako antidotum na zniekształcony obraz rzeczywistości kreowany w internecie, wskazując na przykład fałszywych informacji o Ukraińcach rzekomo zajmujących miejsca w kolejkach czy przedszkolach — w jego doświadczeniu wystarczą zwykle dwa, trzy zdania wyjaśnienia, by rozwiać tego typu mity, a większość Polaków, którzy na co dzień mają kontakt z pracującymi w Polsce Ukraińcami, ocenia te relacje pozytywnie. Krajewska podsumowała, że pojedyncza osoba nie może świadczyć o całym narodzie — zasada ta dotyczy zarówno Ukraińców, jak i Polaków — odwołując się do zasady humanitaryzmu, stawiającej człowieka w centrum działań pomocowych.
Kryzys w Strefie Gazy i zjawisko „sinusoidy zainteresowania”
Pietraszewski przeszedł do tematu kryzysu humanitarnego w Strefie Gazy, pytając, czy podobnie jak w przypadku Ukrainy, zainteresowanie tym konfliktem podlega wahaniom. Wysocki potwierdził istnienie takiej „sinusoidy” zainteresowania medialnego, zaznaczając jednocześnie fundamentalną różnicę — Strefa Gazy jest dla Polaków znacznie bardziej odległa i abstrakcyjna niż bliska kulturowo i geograficznie Ukraina, co utrudnia budowanie empatii. Podkreślił, że rolą organizacji humanitarnych jest wykorzystywanie okresów wzmożonego zainteresowania medialnego do budowania trwalszej świadomości problemu, wykraczającej poza pojedyncze, nagłaśniane wydarzenia. Zaznaczył, że największym problemem w Palestynie — nie tylko w samej Strefie Gazy — nie jest sam brak żywności, lecz koszty codziennego życia wynikające z okupacji.
Krajewska podkreśliła rosnącą rolę mediów społecznościowych w docieraniu z informacjami o kryzysach humanitarnych, zwłaszcza gdy media tradycyjne, zaabsorbowane polityką krajową, nie poświęcają im wystarczająco dużo uwagi — zastrzegając przy tym żartobliwie, że ich własna rozmowa również nieco odbiegła od tematu. Poinformowała, że PAH prowadzi obecnie w Strefie Gazy projekty dostarczania wody i bezpiecznego schronienia, przygotowując się jednocześnie na nadchodzącą, przewidywaną jako surową, zimę — zaznaczyła, że bliskość wybrzeża sprawia, iż wilgotne, chłodne temperatury są dla osób mieszkających w namiotach przenikliwie dotkliwe. Opisała apel organizacji partnerskiej, medycznej, ostrzegającej, że bez dostaw paliwa do generatorów nie będzie w stanie kontynuować działalności — a mowa o placówkach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zdrowotne setek tysięcy osób, przy czym funkcjonuje obecnie nieco ponad połowa szpitali i klinik w Strefie Gazy. Wspomniała również o pogarszającej się sytuacji na Zachodnim Brzegu, gdzie coraz częściej dochodzi do podpaleń, aktów przemocy, przymusowego przesiedlania całych wsi oraz ataków na placówki medyczne, organizacje humanitarne, aktywistów i obrońców praw człowieka.
Pietraszewski przywołał wcześniejszą rozmowę z Reginą Naraszewicz, szefową polskiej sekcji Lekarzy Bez Granic, dotyczącą utrudnień w dostarczaniu pomocy medycznej — w tym zatrzymywania konwojów z lekami i żywnością. Wysocki i Krajewska potwierdzili, że problemem nie jest jedynie sam dostęp do leków w większych miastach jak Ramallah, lecz trudność w pokonaniu stosunkowo niewielkich odległości między punktami kontrolnymi. Wysocki opisał sytuację z mobilnej kliniki, w której kobieta w ciąży urodziła dziecko w kolejce do punktu kontrolnego, ponieważ opuszczenie miejsca w kolejce oznaczałoby utratę możliwości przejazdu do szpitala. Krajewska potwierdziła podobny przypadek z doświadczenia własnej organizacji, gdzie kobiecie udało się w porę dotrzeć na miejsce i przejść cesarskie cięcie, podkreślając, że przymusowe przesiedlenia całych miejscowości prowadzą do samonapędzającej się spirali ubóstwa i pogłębiającego się kryzysu humanitarnego.
Jak mądrze pomagać
Odpowiadając na pytanie Pietraszewskiego, jak przeciętny obywatel może mądrze pomagać, Wysocki wskazał na znaczenie świadomości i wiedzy o sytuacji jako fundamentu skutecznej pomocy — podkreślił, że indywidualne, spontaniczne działania, jak samodzielny wyjazd do strefy konfliktu, są zwykle nieskuteczne lub wręcz szkodliwe, podczas gdy rozpowszechnianie rzetelnej wiedzy i przeciwdziałanie dezinformacji pozwala organizacjom takim jak PCPM czy PAH skuteczniej zbierać środki i planować pomoc. Podkreślił znaczenie współpracy z lokalnymi partnerami na miejscu, znającymi język, realia i budzącymi zaufanie miejscowej ludności, co jednocześnie wspiera lokalny rynek pracy.
Krajewska dodała, że mądra pomoc to także pomoc świadoma pod względem wyboru — jeśli ktoś chce zaangażować się fizycznie, na przykład jako tłumacz czy nauczyciel języka polskiego dla dzieci uchodźców, powinien sprawdzić organizacje działające w jego okolicy, a przy wpłatach finansowych — zweryfikować wiarygodność danej organizacji, sprawdzając dostępność raportów finansowych, co ma szczególne znaczenie w kontekście oszustów pojawiających się przy okazji każdego kryzysu, jak choćby podczas powodzi sprzed dwóch lat w Polsce. Podkreśliła też wartość małych, ale regularnych wpłat, które pozwalają organizacjom planować długofalowe działania i szybciej reagować na nagłe pogorszenie sytuacji.
Wysocki potwierdził wysoki poziom transparentności finansowej organizacji humanitarnych, wynikający z licznych audytów i obowiązkowych raportów, kontrastując to z funkcjonującymi w mediach społecznościowych zarzutami o rzekome defraudacje. Ostrzegł jednocześnie przed podszywającymi się pod pomoc humanitarną organizacjami-widmami, pozbawionymi historii działania czy funkcjonującej strony internetowej. Jako ilustrację siły małych kwot podał przykład Sudanu Południowego, gdzie 10 złotych wystarcza na uratowanie życia dziecka poniżej piątego roku życia — Krajewska uzupełniła to przykładem 30 złotych jako miesięcznego zapasu wody. Wysocki podkreślił, że działalność jego organizacji w Sudanie Południowym opiera się wyłącznie na drobnych wpłatach indywidualnych darczyńców, a mimo niewielkiej wysokości pojedynczych kwot, łączny efekt w postaci uratowanych istnień ludzkich jest nieproporcjonalnie duży wobec skali nakładów — szczególnie w kontekście obecnego kryzysu migracyjnego między Sudanem a Sudanem Południowym.
Apel do władz i podsumowanie
Na zakończenie Pietraszewski zapytał o ewentualny apel do instytucji publicznych i władz politycznych. Krajewska podkreśliła, że Polska prowadzi programy pomocy humanitarnej i współpracy rozwojowej, z których korzystają zarówno PAH, jak i PCPM, apelując o rozszerzenie zakresu geograficznego i skali tych programów, przy jednoczesnym zrozumieniu, że budżet nie jest nieograniczony — najważniejsze jest, jej zdaniem, utrzymanie sprzyjającej atmosfery dla działania i rozwoju organizacji pozarządowych.
Wysocki dodał, że pomoc humanitarna ma też wymierny sens praktyczny dla samej Polski — każde wsparcie dla Ukrainy pośrednio przyczynia się do tego, by Rosja nie przejęła tego kraju, co ma bezpośrednie znaczenie dla bezpieczeństwa Polski w dłuższej perspektywie. Krajewska przywołała analogiczny przykład Syrii, gdzie odbudowa infrastruktury — systemów wodnych czy szkół — pozwala powracającym po latach wojny uchodźcom pozostać na miejscu, co w przyszłości może zaowocować partnerstwem gospodarczym czy kulturowym z Polską. Wysocki podsumował, że większość ludzi pragnie po prostu mieszkać tam, gdzie się urodziła, wśród swoich — umożliwienie im tego jest zarówno realizacją potrzeby humanitarnej, jak i inwestycją w przyszłe relacje, ponieważ ludzie pamiętają udzieloną im pomoc. Krajewska zamknęła ten wątek uwagą, że mieszkańcy wschodniej Ukrainy rzadko pamiętają nazwy konkretnych organizacji pomocowych, ale niezmiennie pamiętają, że pomogła Polska — i ta pamięć, jak podkreśliła, pozostaje trwała.
Rozmowę przeprowadził Mikołaj Pietraszewski w podcaście „Machina Władzy”. Gośćmi byli Helena Krajewska, rzeczniczka prasowa Polskiej Akcji Humanitarnej, oraz Jan Wysocki z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Materiał dostępny na kanale „Radio ZET” na YouTube, liczącym 723 tys. subskrybentów, pod tytułem „Mocny apel ws. Ukraińców. »Nie nakręcajmy spirali nienawiści. Znajdźmy w sobie empatię sprzed 4 lat«”. Opublikowany 20 sierpnia 2026.