Ukraina traci ludzi w zastraszającym tempie. W ciągu 35 lat straciła połowę mieszkańców

Ukraina przeżywa najgłębszy kryzys demograficzny w swojej nowożytnej historii. Na terytorium kontrolowanym przez Kijów może przebywać już tylko 22–25 milionów ludzi – podczas gdy w 1991 roku kraj liczył ponad 48 milionów mieszkańców. Na te alarmujące dane nakłada się kryzys rynku pracy, o którym minister polityki społecznej Denys Uliutyn mówił wprost podczas panelu dyskusyjnego „Nowego Kraju” – jego wypowiedź cytuje lb.ua.

„Katastroficznym tempem rośnie liczba osób niepracujących lub pozostających na utrzymaniu w stosunku do tych, którzy pracują” – ocenił Uliutyn.

Ministerstwo naliczyło 13 milionów unikalnych beneficjentów świadczeń społecznych oraz 10,2 miliona emerytów. Przy populacji nieprzekraczającej 25 milionów oznacza to, że znaczna część społeczeństwa jest na utrzymaniu państwa.

Kto wypada z rynku pracy?

Minister wskazał cztery grupy, które najbardziej obciążają system.

Pierwsza to rodziny niepełne – jedno dziecko, jeden rodzic – wyjątkowo wrażliwe na każdą zmianę życiową: chorobę, utratę pracy, przeprowadzkę. Automatycznie trafiają do grupy wrażliwych.

Druga grupa to rodziny, w których dwoje dorosłych, ale jedno musi pozostać w domu z powodu braku żłobków i przedszkoli w gminach. To ogromna strata dla rynku pracy – jeden z dorosłych w ogóle nie pracuje, zajmując się opieką.

Trzecia to młode rodziny wydające niemal cały dochód na jedzenie, mieszkanie i leki. Nie stać ich na dokształcanie, dodatkową edukację ani przekwalifikowanie.

„Z punktu widzenia rynku pracy to też źle” – zaznaczył minister.

Czwarta, zdaniem Uliutyna najgroźniejsza, to osoby, dla których świadczenia społeczne stały się jedynym źródłem dochodu – przestały pełnić funkcję wspierającą, a stały się jedynym utrzymaniem.

„Kiedy taki proces staje się trwały, tracimy tych ludzi dla gospodarki. Gospodarka staje się maksymalnie wrażliwa, a ci ludzie – zależni od zmian społecznych” – mówił minister.

Rynek pracy ma też rezerwy, które Ukraina ignoruje. Uliutyn przywołał spotkanie z pracodawcami dotyczące zatrudniania osób z niepełnosprawnościami – biznes nie wykazał szczególnego zainteresowania tym zasobem. Podobnie jest z osobami starszymi.

„Są regiony, głównie przyfrontowe, gdzie młodzież wyjechała i zostali przeważnie ludzie starszego wieku. Oni mogą pracować, chcą pracować. Ale system jest zbudowany tak, że nie uważamy ich za wystarczająco aktywnych uczestników rynku” – dodał minister.

Uliutyn zaznaczył też, że Ukraina powinna maksymalnie rezygnować z nauczania online wszędzie tam, gdzie pozwalają na to warunki bezpieczeństwa – nie tyle ze względu na jakość, ile ze względów ekonomicznych. Pozwoliłoby to znacznej liczbie rodziców, zmuszonych teraz zostawać w domu z dziećmi, wyjść do pracy.

Polityka społeczna wymaga gruntownej przebudowy

Minister wprost powiedział, że Ukraina musi odejść od paternalizmu budowanego przez 30 lat.

„Uważam, że świadczenia społeczne nie mogą być bezterminowe. Muszą dawać możliwość usamodzielnienia się i powrotu do gospodarki” – stwierdził Uliutyn, wskazując przy okazji na absurd konstytucyjnego zapisania ochrony socjalnej wyłącznie dla „czarnobylców”.

Jako przykład niedziałającego systemu przywołał program „jeŻłobki” – wsparcie dla rodziców wracających do pracy w pełnym wymiarze godzin.

„Mamy 8 tysięcy wniosków od osób gotowych zapłacić za opiekę nad dzieckiem. Czy pojawiło się 8 tysięcy ofert na rynku? Nie pojawiło się. Tworzymy popyt, a podaży nie ma. Rynek nie chce ofert. Jesteśmy przyzwyczajeni do pracy w półszarej strefie” – mówił minister.

Demografia: dane, które mrożą krew w żyłach

Kryzys demograficzny narastał latami, ale wojna drastycznie go przyspieszyła. Jeszcze przed 2022 rokiem Ukraina należała do krajów europejskich o najniższej dzietności. Potem sytuacja stała się krytyczna.

W 2022 roku populacja skurczyła się z 41 do 37,5 miliona. W 2023 wynosiła 34 miliony, w 2024 – 31 milionów, w 2025 – 28–29 milionów, a szacunki na 2026 rok mówią o 22–25 milionach. Liczba mężczyzn spadła z 19,7 miliona w 2016 roku do szacowanych 11 milionów obecnie – wskutek strat bojowych, mobilizacji, podwyższonej śmiertelności i emigracji. Kobiet pozostało około 13 milionów. Demografowie ostrzegają, że ta dysproporcja będzie dodatkowo hamować dzietność i pogłębiać problemy rynku pracy.

Równolegle załamała się dzietność. W 2026 roku spodziewa się około 150 tysięcy urodzeń – przy ponad 650 tysiącach zgonów. Jeszcze w 2016 roku rodziło się 364 tysiące dzieci, a umierało 583 tysiące. Przyczyny to ekonomiczna niestabilność, niepewność wywołana wojną, pogorszenie warunków życia, zmęczenie psychiczne społeczeństwa oraz rosnący średni wiek obywateli. Wiele młodych rodzin odkłada decyzję o dziecku lub w ogóle nie planuje pozostać na Ukrainie po wojnie.

Za granicą przebywa około 4,8 miliona Ukraińców. Najwięcej – w Polsce, Niemczech, Czechach, Włoszech i Hiszpanii. Szczególnie niepokojące jest to, że znaczna część uchodźców zdążyła już zintegrować się z krajami przyjmującymi: znalazła pracę i mieszkanie, umieściła dzieci w szkołach, uregulowała kwestie socjalne. Oznacza to, że po zakończeniu wojny nie wszyscy zdecydują się wrócić.

Kryzys demograficzny już teraz bezpośrednio uderza w gospodarkę. Największe niedobory kadrowe dotyczą medycyny, budownictwa, transportu, sektora rolnego, przemysłu i IT. Pracodawcy coraz częściej sygnalizują brak pracowników nawet w dużych miastach.

Jak zatrzymać odpływ ludzi?

Minister ocenił, że po zakończeniu wojny lub w czasie trwałego zawieszenia broni do Ukrainy gotowe byłyby wrócić około 2 miliony osób. Ale zależy to od gotowości lokalnych społeczności do ich przyjęcia.

Uliutyn kategorycznie odrzucił pomysł wypłacania emigrantom pieniędzy za powrót. Jego zdaniem podzieliłoby to społeczeństwo i wywołało konflikt między 6 milionami tych, którzy wyjechali, a 4,2 miliona wewnętrznych uchodźców, którzy zostali w kraju, choć musieli opuścić swoje domy.

„Jak tylko zaczniemy dzielić ludzi według jakichś kryteriów, gwarantuje to niewyobrażalne napięcia wewnętrzne” – podkreślił minister.

Zamiast tego stawia na rozwój lokalnych społeczności – bo to one, a nie indywidualne zachęty, zadecydują o tym, czy ludzie zdecydują się wrócić.

„Ludzie będą porównywać warunki, w jakich żyją teraz, z tym, co dostaną po powrocie” – mówił Uliutyn.

Kluczowe są bezpieczeństwo, dostęp do mieszkań, pracy i opieki nad dziećmi. Na tym samym poziomie stawia potrzeby uchodźców wewnętrznych, emigrantów, a nawet potencjalnych imigrantów – zestaw wymagań jest w zasadzie identyczny.

W tym kontekście otwierane za granicą Centra Jedności mają dostarczać rodakom informacji o możliwościach powrotu oraz świadczyć usługi przedkonsularne. Pierwsze powstało w Niemczech, gdzie przebywa do 1,3 miliona Ukraińców. Kolejne planowane są w Czechach, Polsce i Szwecji.

Eksperci są zgodni: nawet w optymistycznym scenariuszu Ukraina nie wróci do liczby ludności sprzed 1991 roku. Bez zakończenia wojny, gwarancji bezpieczeństwa, wzrostu gospodarczego, wsparcia dla młodych rodzin i stabilnego rynku pracy odwrócenie trendu będzie niemożliwe. A bez ludzi nie będzie ani odbudowy, ani gospodarki, ani obronności.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *