„Cisza na tyłach przeraża bardziej niż wybuchy”. Jak pułapka adrenaliny utrudnia weteranom powrót do cywilnego życia
Poniższy artykuł autorstwa Oleny Dokovej (Олена Докова) ukazał się na łamach portalu Ukraniska Pravda w dniu 29 kwietnia 2026. Jego pełne tłumaczenie prezentujemy poniżej.
Zaburzenia snu, ciągły lęk, ataki paniki, agresywne zachowania, poczucie emocjonalnej pustki – z takimi stanami coraz częściej mierzą się dziś ukraińscy wojskowi. Część tych zaburzeń udaje się stabilizować podczas służby, jednak wiele z nich narasta i wymaga długotrwałej specjalistycznej pomocy.
Niestety, mimo skali problemu, na poziomie systemowym nadal nie istnieje jego kompleksowe rozwiązanie, a brak wykwalifikowanych specjalistów klinicznych dodatkowo pogłębia kryzys.
O tym, jak wojna wpływa na psychikę obrońców Ukrainy, z jakimi wyzwaniami kraj zmierzy się po powrocie żołnierzy do cywilnego życia, a także o doświadczeniach pracy z wojskowymi i „Hospitallersami”, opowiadają lekarze sieci medycznej „Dobrobut” – główny psychiatra Petro Lichtański oraz psychiatra Pawło Budionny, którzy pracują z wojskowymi medykami w ramach bezpłatnego programu pomocy psychicznej „Dla tych, którzy ratują”.
Psychiczne traumy wojny: z czym najczęściej mierzą się wojskowi
Dziś wśród zaburzeń psychicznych u wojskowych najczęściej diagnozowany jest zespół stresu pourazowego (PTSD), a także stany lękowo-depresyjne. Według lekarzy z doświadczeniem PTSD w taki czy inny sposób styka się praktycznie każdy wojskowy, jednak objawy mogą być bardzo różne – od zaburzeń snu i flashbacków po ciężkie stany z halucynacjami i niekontrolowaną agresją.
Równolegle specjaliści obserwują wzrost liczby zaburzeń lękowych, które często objawiają się atakami paniki. Są to momenty najwyższego poziomu lęku, który może pojawić się nagle. Wojskowy w takim stanie może chwycić za broń lub gwałtownie reagować na osobę próbującą pomóc bez wcześniejszej prośby.
„Zaburzenia psychiczne u wojskowych często tworzą strukturę przypominającą piramidę, której podstawą są zaburzenia lękowe. Są one najpowszechniejsze. Następnie pojawiają się zaburzenia depresyjne – jest ich mniej, ale w około 40 proc. przypadków współwystępują z lękowymi. Dlatego zdrowia psychicznego wojskowych nie można sprowadzać do jednej diagnozy – to zawsze złożony obraz” – zaznacza lekarz Budionny.
Kolejnym poważnym problemem pozostają skutki urazów od wybuchów min oraz uszkodzeń mózgu. Często w dokumentacji medycznej odnotowany jest tylko jeden uraz, choć w rzeczywistości żołnierze mogą przeżyć dziesiątki kontuzji i wstrząśnień. Po krótkiej rekonwalescencji wracają do służby, ale skutki pozostają: zaburzenia pamięci, koncentracji i stabilności emocjonalnej. Lekarze podkreślają, że bez systemowej pomocy i leczenia problemy te jedynie się pogłębiają.
Najtrudniejszy krok – uznać problem
Jednym z najtrudniejszych etapów na drodze do powrotu do zdrowia jest uznanie problemu. Według lekarzy większość wojskowych jest przekonana, że „wszystko z nimi w porządku” i często po prostu nie zauważa zmian w swoim stanie psychicznym. Bezsenność trwająca trzy–cztery doby, gwałtowne wybuchy agresji czy ciągłe napięcie mogą być odbierane jako nowa norma, choć dla specjalisty są to już oczywiste symptomy zaburzeń.
„W mojej praktyce zdarzały się przypadki, gdy trzech przyjaciół przyprowadzało jednego żołnierza, który do końca odmawiał leczenia, dopóki nie pozostawiano go pod nadzorem w części medycznej” – wspomina lekarz Lichtański.
Sam proces leczenia zależy od ciężkości stanu. Jeśli psycholog widzi, że człowiek może poradzić sobie z objawami dzięki psychoterapii, praca kontynuowana jest w ramach wsparcia psychologicznego.
Jest to jednak możliwe głównie w lżejszych przypadkach. Gdy konieczna jest pomoc farmakologiczna, wojskowy kierowany jest do psychiatry w celu wdrożenia leczenia ambulatoryjnego lub stacjonarnego.
„Połączenie pracy psychologa i psychiatry jest dość skuteczne, jednak idealnym modelem byłoby dołączenie do tego duetu pracownika socjalnego. Doświadczenie ‘Hospitallersów’ i fundacji ‘Anioły Azowa’ pokazuje, że przypisanie osobnego specjalisty-opiekuna, który koordynuje i komunikuje się z żołnierzem na każdym etapie, działa najlepiej. Człowiek czuje wsparcie i nie zostaje sam z dokumentami oraz diagnozami” – wyjaśnia psychiatra Lichtański.
Jednocześnie lekarze podkreślają, że w realiach wojny pełne wyzdrowienie często jest po prostu niemożliwe.
„Szczerze mówię pacjentom: teraz nie mogę was całkowicie wyleczyć. Maksimum, jakie możemy zrobić podczas wojny, to ‘zamrozić’ stan do czasu pokoju. Jeśli człowiek przez lata przebywał w wyjątkowo ciężkich warunkach – na froncie, w niewoli, pod ciągłym zagrożeniem śmierci – powrót do zdrowia nie może trwać kilka tygodni. To proces, który czasem zajmuje lata. Najważniejsze jest usunięcie samego czynnika wywołującego traumę. Problem polega jednak na tym, że większość wojskowych po leczeniu ponownie wraca na front. Znów przeżywają te same wydarzenia i przyczyna traumy nigdzie nie znika. Dlatego moim zadaniem jest teraz ustabilizowanie stanu i pomoc człowiekowi w przetrwaniu do momentu, gdy pojawi się możliwość pełnego leczenia” – mówi lekarz Budionny.
„Dziękuję Bogu, że prawa ręka jest cała”: jak wojna hartuje bojowych medyków
W 2023 roku w „Dobrobucie” uruchomiono program bezpłatnej pomocy psychologicznej dla „Hospitallersów” pod nazwą „Dla tych, którzy ratują”. W ramach programu lekarze Centrum Zdrowia Psychicznego przeprowadzili ponad sto sesji terapeutycznych i konsultacji psychiatrycznych. Według nich stan psychiczny „Hospitallersów” niemal nie różni się od stanu wojskowych bezpośrednio uczestniczących w walkach.
„Hospitallersi” ewakuują rannych pod ostrzałem i pracują w tych samych ekstremalnych warunkach, dlatego zakres zaburzeń psychicznych jest podobny: PTSD, stany lękowo-depresyjne, a czasem także zaburzenia odżywiania.
Jednocześnie lekarze wskazują jedną istotną różnicę: medykom bojowym zazwyczaj łatwiej jest zwrócić się o pomoc. Dzięki przygotowaniu zawodowemu lepiej rozpoznają symptomy u siebie i szybciej zgadzają się na wsparcie specjalistów.
Różni się również intensywność pomocy. Jeśli medykowi podczas rotacji czasem wystarcza jedna konsultacja psychologiczna tygodniowo, to dla żołnierza, który przez długi czas przebywał w strefie aktywnych działań bojowych, wsparcie często musi być znacznie intensywniejsze – dwie lub trzy sesje tygodniowo.
„W mojej praktyce był bardzo wyrazisty przykład – dziewczyna z ‘Hospitallersów’, która dostała się pod ostrzał i odniosła ciężkie obrażenia barku, przechodziła leczenie w naszym wieloprofilowym szpitalu. Rozpoczęliśmy pracę jeszcze na oddziale traumatologii, kiedy objawy PTSD były już wyraźne. Przez pół roku regularnie odwiedzała psychologa, przyjmowała leki i stopniowo wracała do normalnego funkcjonowania. Pomimo tego, że ręka nigdy nie odzyskała pełnej sprawności, ponownie zdecydowała się wyjechać na rotację. Powiedziała wtedy: ‘Dziękuję Bogu, że rana dotyczy lewego barku – prawą ręką mogę dalej pracować’. To jeden z tych przykładów, dzięki którym rozumiemy, dlaczego nasz kraj się trzyma” – opowiada lekarz Lichtański.
Powrót z wojny: wyzwanie dla weteranów i państwa
Powrót i adaptacja do życia cywilnego to jedno z najtrudniejszych doświadczeń dla wojskowych. Doświadczenia amerykańskich wojen w Wietnamie i Iraku pokazują, że prawdziwa fala kryzysów psychologicznych często uderza w weteranów nie od razu, lecz dopiero po 3–5 latach od zakończenia działań bojowych. Dlatego pracę nad tym problemem trzeba rozpoczynać już teraz. Obecnie państwo nadal nie jest jednak zdolne objąć systemowym wsparciem całej tej grupy ludzi, przede wszystkim z powodu braku wykwalifikowanych kadr.
„Adaptacja do życia cywilnego to bardzo indywidualny proces: ktoś przystosowuje się w tydzień, a ktoś nie potrafi tego zrobić nawet po roku. Ludzie, którzy przez długi czas żyli w warunkach ekstremalnego stresu, na tyłach odczuwają pustkę. Brakuje im znanego ‘adrenalinowego’ rytmu.
Właśnie dlatego niektórzy z nich chcą wrócić do strefy działań bojowych – tam, pośród strzałów i wybuchów, czasem czują się nawet bardziej komfortowo i bezpiecznie niż w spokojnych miastach. Niemożność przyzwyczajenia się do ciszy stanie się jednym z największych wyzwań dla kraju po wojnie” – wyjaśnia lekarz Lichtański.
Specjaliści podkreślają, że powrót wojskowych do życia cywilnego powinien być procesem kompleksowym, łączącym pomoc medyczną i politykę społeczną. Bez wsparcia socjalnego osobie zdemobilizowanej trudno odnaleźć się w procedurach biurokratycznych: uzyskać orzeczenie o niepełnosprawności, złożyć dokumenty do instytucji pomocy społecznej, znaleźć centrum rehabilitacyjne czy otrzymać wsparcie psychologiczne.
Jednym ze skutecznych rozwiązań mogłoby być stworzenie systemu indywidualnego wsparcia – kiedy do weterana przypisany jest specjalista pomagający koordynować pomoc medyczną, psychologiczną i społeczną. Dziś jednak podobne mechanizmy na poziomie państwowym praktycznie nie istnieją.
Ołena Dokowa, kierowniczka projektów społecznych sieci medycznej „Dobrobut”, specjalnie dla „UP. Życie”.
Publikacje w rubryce „Pogląd” nie są artykułami redakcyjnymi i odzwierciedlają wyłącznie punkt widzenia autora.
