„Krok w nowe życie – kobiety z więzień idą na wojnę”

Poniższy artykuł autorstwa Diany Delurman (Діана Делюрман) oraz – Nadieżdy  Karpowej (Надія Карпова) zatytułowany „Krok w nowe życie – kobiety z więzień idą na wojnę” („Крок у нове життя – жінки з тюрем йдуть на війну”) ukazał się 11 lutego 2026, na portalu Frontliner.ua. Jego pełne tłumaczenie, wraz ze zdjęciami, prezentujemy poniżej.

Byłe więźniarki wstąpiły do ​​wojska i już zajmują pozycje bojowe w kierunku Zaporoża. Latają dronami uderzeniowymi, choć kilka miesięcy temu odbywały karę i pracowały w więziennej szwalni. Frontliner prześledził swoją drogę z kolonii do pierwszej misji bojowej. Wyjaśniamy, dlaczego uważają wojsko za swoją drugą szansę.

Trzy osoby w ubraniach taktycznych, z teczkami w rękach, przechadzają się po dziedzińcu więziennym. Za dużymi, zaparowanymi oknami szwalni widoczne są twarze kobiet. Z ciekawością przyglądają się obcym. Kiedy żołnierze wchodzą, przed drzwiami czeka już na nie tłum. Kobiety są ubrane inaczej: niektóre w gumowe kapcie, inne w trampki lub filcowe buty. Ich głowy okryte są kolorowymi chustami.

Siwowłosy, wysportowany mężczyzna w prostokątnych okularach zaczyna przemawiać do kobiet. To „Jazz”, zastępca dowódcy Pierwszego Samodzielnego Pułku Szturmowego ds. wsparcia moralnego i psychologicznego. Od czasu uchwalenia ustawy o mobilizacji skazańców podróżował do dziesiątek kolonii na Ukrainie i zwerbował wielu silnych szturmowców. Dziś jego zadanie jest inne – zachęca kobiety do dołączenia do eksperymentalnej kobiecej kompanii operatorów dronów.

„Chcemy przyjąć porządnych ludzi,
którzy chcą coś zmienić w swoim życiu”

mówi Jazz.

Dla niego to nie są pretensjonalne słowa. Wierzy, że wojsko naprawdę może dać drugą szansę. Coś, co rzadko zdarza się skazanym. „Jazz” wskazuje na Oleksandrę, dziewczynę w mundurze wojskowym, która przyjechała z nim do kolonii. Pod koniec lata 2024 roku wyszła z więzienia przed terminem i wstąpiła do wojska. Dziewczyna szybko zdobyła autorytet w dowództwie. Teraz jest starszym sierżantem i sama rekrutuje ochotników do batalionu.

Wybrano 5 z 40 kandydatek.

Po przemówieniu „Jazz’a” kilkadziesiąt kobiet zgłasza się na rozmowę kwalifikacyjną, która odbywa się na terenie kolonii. Niektóre mówią wprost: postanowiły pójść za przykładem Oleksandry, bo znają ją osobiście. Czeka je jednak ostra selekcja. 1. Korpus Ochotników Pogotowia Ratunkowego poszukuje ochotników bez uzależnienia od narkotyków i alkoholu. Dowódcy są przekonani: to „kosi” personel szybciej niż ataki wroga. Jednym z warunków jest również brak poważnych chorób zakaźnych, takich jak gruźlica czy HIV.

Niektóre kobiety ledwo wchodzą do biura, a „Jazz” od razu mówi „nie”. Wystarczy spojrzeć na twarz, żeby zrozumieć, że dana osoba ma jakieś uzależnienia. W przypadku większości kobiet „Jazz” wciąż mówi i szybko dochodzi do wniosku, że nie podążają właściwą drogą.

Brunetka z brązowymi oczami podkreślonymi tuszem do rzęs i wytatuowanymi brwiami siada przy stole naprzeciwko rekrutów. Wymienia artykuł Kodeksu karnego: 307, część trzecia. Dystrybucja narkotyków.

„Co brałeś?”, pyta „Jazz” bez wyrzutu.

„Metadon. Dwanaście lat”, odpowiada kobieta beznamiętnie.

„Jazz” znosi krótką pauzę i kręci głową.

„Nasze szkolenie w zakresie narkotyków jest bardzo surowe. Mówię to administracji szczerze. Odesłałem już trzydzieści osób do ich „alma mater” z dodatkowymi ośmioma latami”, mówi żołnierz.

„Nie jadę tam, żeby rozprowadzać narkotyki. Nie zawiodę was”, zapewnia skazany.

„Jazz” jest sceptyczny wobec tych obietnic. Obok siedzi dowódca batalionu byłych więźniów „Jeż”, który trzyma na kolanach otwarty notatnik. Po cichu stawia minus przy nazwisku kandydata. Rozmowy kwalifikacyjne mijają, „Jeż” stawia coraz więcej minusów. Tylko kilka przypadków wywołuje dyskusję wśród rekruterów. Ale jej oczy nie płoną.

Dziewczyna o kruczoczarnych włosach wchodzi do biura. Stoi w drzwiach ze spuszczoną głową, nie siada, dopóki nie zostanie poproszona. „Jazz” mruży szare oczy, wpatrując się w twarz. 29-letnia Elvira mówi, że jest sierotą, została wysłana do kolonii karnej na podstawie artykułu 115 – umyślne zabójstwo. Według niej, stało się to w samoobronie. Elvira odsiaduje nieco ponad dwa lata. Zostało jej jeszcze pięć. Ukończyła dopiero siedem klas szkoły, więc kontynuuje naukę w kolonii.

Kiedy Elvira opuszcza biuro, administracja kolonii odmawia rekruterom przyjęcia jej do wojska. Mówią, że jest teraz psychicznie niestabilna. Ale Jazz wciąż coś w niej dostrzegał.

„Ona nie ma nikogo. Chcę dać temu dziecku szansę. Przyjmiemy ją” – mówi stanowczo.

Jazz ostrzega każdą ochotniczkę, że nie ma odwrotu. A jeśli im się nie uda, zostaną wobec nich podjęte surowe środki: ponownie trafią do więzienia.

W ciągu dwóch dni rekruterzy rozmawiali z czterdziestoma kobietami i wybrali tylko pięć. Wszystkie z tej samej kolonii. Teraz razem staną przed nowymi wyzwaniami.

Chociaż rekruterzy są rozczarowani ilością, ważniejsza jest dla nich jakość. Następnie lista trafia do Państwowej Służby Więziennej, a następnie do komisji lekarskiej. Jeśli wszystko się powiedzie, kandydatka udaje się do sądu, gdzie nadal może odmówić służby.

Życie w kolonii
Byli więźniowie nazywają kolonię „obozem”. Życie tutaj jest przygnębiające: dzień ciągnie się jak tydzień, mówią skazane kobiety. Wszystko jest monotonne, ani praca, ani twarze wokół niej się nie zmieniają.

„Nie ma dnia w obozie bez poczucia winy” – mówi 40-letnia Natalia, która spędziła dwa lata za kratkami. Została skazana na podstawie artykułu 185 – kradzież. W stanie wojennym prawo przewiduje surowsze kary, więc kobieta została skazana na pięć lat więzienia. Odsiadka była dla niej punktem zwrotnym: Natalia czuła, że ​​sięgnęła dna. Była przekonana, że ​​z powodu kryminalnej przeszłości nie będzie miała przyszłości.

„Dla mnie mobilizacja skazanych to krok w nowe życie.

Jestem gotowa całkowicie poświęcić się tej sprawie”

dzieli się Natalia.

Od tamtej pory codziennie czekała na rekrutów i raz po raz przypominała o sobie administracji kolonii. Decyzja o wstąpieniu do wojska nie była spontaniczna: myślała o tym nie jeden wieczór, twierdzi Natalia. Kiedy do kolonii przybyła 1. Jednostka Specjalna, kobieta poszła na rozmowę kwalifikacyjną i przekonała samą siebie, że chce się zmienić. „Jazz” jej nie uwierzył.

„Pomyśl, proszę. A pewnego dnia usiądziemy przy jednym stole i zrozumiesz, że się nie pomyliliśmy” – zapewniła ją Natalia.

„Musimy pomyśleć” – odpowiedział jej „Yoz”.

Wkrótce Natalia poznała rezultaty. Po dwóch nieudanych rozmowach kwalifikacyjnych w innych brygadach została przyjęta do wojska. Nie miała pojęcia, dokąd idzie, bo więźniowie są oderwani od rzeczywistości i niewiele wiedzą o wojnie. Nic nie wiedziała o batalionie „Szkwał”, do którego została zmobilizowana. Natalię pocieszała jednak jedna myśl:

„Dla moich dzieci nie będę matką-dziwką,

lecz matką-żołnierką”–

mówi Natalia.

Wierzy, że kolonia to tylko pewien okres, a nie całe jej życie. I teraz będzie mogła zbudować inną przyszłość.

Anna, która została uwięziona w wieku 21 lat, również wyszła tego dnia na wolność. Jej wyrok za morderstwo z premedytacją miał upłynąć w 2028 roku. Dziewczyna twierdzi, że zabiła napastnika w samoobronie. Dlatego do ostatniej rozprawy sądowej nie wierzyła, że ​​zostanie skazana na karę więzienia. Anna uważa, że ​​zawiódł ją zły prawnik.

Przed wyjściem z więzienia długo nie mogła spać, wspomina dziewczyna. Leżała na pryczy i słyszała bicie własnego serca. Rano to wszystko stawało się jeszcze bardziej niepokojące: po czterech latach w kolonii nie miała pojęcia, jak będzie wyglądało życie na wolności. Ale gdy tylko wyszła z więzienia z bagażami i wsiadła do wojskowego samochodu, poczuła spokój.

„Dopiero co opuściliśmy kolonię, a już miałam wrażenie, że nigdy tam nie byłam” – wspomina Anna.

Szkolenie podstawowe

„Jazz” zdołał doprowadzić do powołania Elviry do wojska, czego odmówiła administracja więzienna. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że to się naprawdę jej przytrafiło. Procedura mobilizacyjna przebiegła szybko: Elvira nie zdążyła się otrząsnąć, bo już stała z bagażami przy wyjściu z więzienia.

„Jeśli przeżyję, wojsko skieruje mnie na właściwą drogę,”

pomyślała.

Po drodze dziewczynka patrzyła na przejeżdżające samochody, witryny sklepowe, przechodniów i zwyczajne życie wielkiego miasta. Kiedy zmobilizowani ludzie zostali przywiezieni do wiejskiego domu w obwodzie donieckim, wszystko wydawało się snem. I wtedy zaczęła się adaptacja i organizacja życia. Pierwsze, co dziewczyny zrobiły, to kupowanie sobie kosmetyków. Z czasem w ich codziennej rutynie pojawiły się nowe obowiązki: pilnowanie generatora, noszenie wody ze studni, podgrzewanie pieca, sprzątanie na zmianę i gotowanie.

Wkrótce do domu przybyła kolejna dziewczyna – 24-letnia Daria. Jej droga w wojsku nie była łatwa. Poszła na wojnę podczas pierwszej fali mobilizacji kobiet-więźniarek. Jednak z powodu problemów z dyscypliną, przenosiła się z oddziału do oddziału. Daria była w kierunku Pokrowskiego: przygotowywała jedzenie dla swoich towarzyszy i udzielała pierwszej pomocy. To tam z własnego doświadczenia nauczyła się, co to jest „medewak”, „trzysta” i „dwieście”.

Ostatecznie ponownie trafiła do „Szkwału” 1. OSHP. Teraz Daria po raz drugi szkoli się z nowymi rekrutami i przekwalifikowuje się na operatora drona.

Myślała o służbie, gdy rozpoczęła się mobilizacja skazanych mężczyzn. Bała się, ale przede wszystkim widziała w niej szansę na utrzymanie dwóch małych synów, którzy zostali z babcią.

„Czekałam na rekrutów cały miesiąc. Zasypiałam z myślą: «Proszę przyjść». Codziennie wstawałam o 6 rano i malowałam się” – wspomina Dasza.

W drużynie Daria, o pseudonimie „DSzK”, jest największą optymistką: nieustannie dodaje otuchy innym. Natalia stopniowo okazuje się być dokładnie taką osobą, w jaką „Jazz” mógłby wierzyć: opanowaną, odpowiedzialną. Dba o porządek w domu, pilnie trenuje na poligonie, a od pierwszej pensji zamówiła sobie taktyczną apteczkę pierwszej pomocy. Anna, o pseudonimie „X”, początkowo była wycofana, ale później całkowicie poświęciła się nauce. Stopniowo Elvira „Nyam-Nyam” również się otwiera, choć jest to dla niej najtrudniejsze ze wszystkich. Przyznaje, że nie raz żałowała swojej decyzji, bo wydawało jej się, że jest w niewłaściwym miejscu.

W ostatnim tygodniu treningu dziewcząt zaczęło się robić zimno. Poranek, sprzątanie, kawa, szybkie śniadanie. Podczas gdy dziewczyny zakładają stroje, Natalia już wyrównuje ławki po obu stronach kuchennego stołu i zmywa naczynia. Na podwórku czeka SUV, który zawiezie je na plac ćwiczeń. Dziewczyny wrzucają do samochodu kamizelki kuloodporne i ochraniacze, a ktoś wsiada na otwartą przestrzeń. Po drodze zimny wiatr parzy je w policzki.

Kiedy SUV dociera do bazy Szkwał, mężczyźni podchodzą do samochodu, witają się i próbują zwrócić na siebie uwagę żartami. Kobiety nie mają takiej ochoty – muszą wziąć broń i podpisać dokumenty na jej posiadanie.

– Sasza, a co z braćmi BC? – pyta Natalia „San Sanycha”.
– Nie, kurwa, będziemy strzelać kamykami – odpowiada ironicznie.

Starszy sierżant „San Sanych” bywa surowy, ale dziewczyny się nie obrażają. Wręcz przeciwnie, szanują Oleksandra i osobiście dziękują jej i dowódcom za drugą szansę na sprawdzenie się.

„Mamy taką drużynę dzięki jednej osobie. To Sasza” – mówi Natalia.

Samochód zostawia dziewczyny w pobliżu strzelnicy. Dziewczyny idą na strzelnicę, taplając się w błocie w butach. Niosą ciężkie kartony z amunicją. Przed strzelaniem dziewczyny się denerwują, bo mają jeszcze czas, żeby celnie strzelać. Daria, o pseudonimie „DSHK”, zachęca:

„Hej dziewczyny, dopiero się uczymy. Wszyscy będziemy się pieprzyć”.

Pierwsze spotkanie z prawdziwą wojną

Od tygodnia, podczas najzimniejszej zimy, skazane kobiety przebywają w pobliżu szarej strefy w kierunku Zaporoża, czekając na swoje pierwsze misje bojowe. Nie ma prawie czasu na myślenie: muszą stawić czoła życiu w ekstremalnych warunkach, trenować i kontynuować naukę. Pracowitość wolontariuszek cieszy ich instruktorów. „Morph”, który uczy je latać dronami, mówi:

„Widzę, że się starają. Mają chęci, więc wszystko się ułoży. A przez te trzy miesiące ani jedna z nich nie wskoczyła do NWCH”.

Kilka miesięcy temu kobiety nie wiedziały, dokąd zmierzają. Anna przygotowywała się na najgorsze. Natalia wiedziała, że ​​podejmuje duże ryzyko. Elwira każdego ranka walczyła z myślą: „Jestem tu zbędna”. Daria motywowała się, chroniąc własne dzieci. I choć warunki były ekstremalne, przeszłość w więzieniu je zahartowała.

W obwodzie zaporoskim zaczął wyłaniać się obraz wojny. Eskortowały piechotę na pozycje i słyszały przez radio, że niektórzy z nich są „300” lub „200”. Później same kobiety, „oczy” piechoty, miały wyruszyć do wyjść.

Natalia wyruszyła pierwsza. Dotarcie na pozycje okazało się trudne: Rosjanie ostrzeliwali z moździerzy, a na drodze nieustannie pojawiały się drony-kelnerki. Natalia i jej dwoje rodzeństwa przemieszczali się przez kraj pod niebem „brudnym” od dronów. Ale z powodu adrenaliny Natalia nie czuła ciężaru kamizelki kuloodpornej i plecaka wypchanego wszystkim, czego potrzebowała.

Żołnierz opisuje kolejne siedem dni na pozycjach jako czas ciągłego napięcia i wahania. Nie da się odprężyć, bo Rosjanie nie przestają bombardować moździerzami i dronami.

„Zrozumiałem tam, jak bardzo trzeba cenić każdą sekundę. Zmieniłem swój światopogląd i zacząłem traktować życie poważniej”.

„Kiedyś po prostu istniałam, ale teraz oddycham|

mówi.

Tydzień później Natalia opuściła pozycje. Na twarzy wciąż ma odmrożenia, a na całym ciele rany i pęcherze od zimna i stresu. Nie wie, czy jest gotowa, by ponownie przeżyć te chwile na froncie. Ale kiedy każą jej iść na pozycje, pójdzie.

„Nie mogę powiedzieć, żebym lubiła być na pozycjach. Ale bramy obozu się otworzyły, więc jeszcze nic nie zrobiłam. Chcę więc zrobić, co w mojej mocy” – dzieli się kobieta.

Próbowała ostrzec przyjaciół: na froncie nie dzieje się tak, jak się spodziewali. Chciała przekazać swoją wiedzę, choć rozumiała, że ​​w rzeczywistości jest to niemożliwe. W końcu front jest nieprzewidywalny.

Anna odchodzi za Natalią. W noc przed wyjazdem jej towarzyszki pomogły jej zebrać się na pozycjach. Spakowały plecak ze wszystkim, czego potrzebowały: wodą, jedzeniem na dwa dni, napojami energetycznymi, termoforami, wkładami, zapasową bielizną termiczną, dwiema parami rękawiczek. Do tego pięć par skarpet, które trzeba często zmieniać, żeby chronić stopy przed silnym mrozem. Na wszelki wypadek Anna włożyła do plecaka podkład i lusterko. Ten gest przypomniał jej towarzyszkom o przygotowaniach do ślubu.

„Poranek panny młodej” – zażartował „Korkostop”, z którym Anna staje na czele.

Krok w nowe życie – kobiety z więzień idą na wojnę
Anna, pseudonim „X”, zbiera się na pozycji, obwód zaporoski, 19 stycznia 2026 r. Nadiya Karpova / Frontliner
„Panna młoda” śmieje się i zakrywa twarz płytami kamizelki kuloodpornej niczym welonem. Szybko jednak odzyskuje opanowanie. Grupa wyrusza na miejsce startu o 3:30 nad ranem. Muszą jednak poczekać do rana z powodu trudnej sytuacji na linii frontu. Rosjanie aktywnie atakują, próbując odciąć Ukraińcom drogę logistyczną i zdobyć korzystne pozycje.

Anna pokonuje pieszo 15 kilometrów dziennie. Mija wymarłe wioski, w których nie ma już nikogo. Wieczorem melduje przez radio: „Dotarłam na miejsce”. Przed nią dwa tygodnie bliskiego kontaktu z wrogiem, gdzie przetrwanie zależy od umiejętności i siły fizycznej, ale także od szczęścia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *