Zbigniew Parafianowicz był gościem Wieczoru naTemat, gdzie odniósł się do zarzutów o instrumentalizację swojej książki „Kłopot z Zełenskim”, kwestii ekshumacji, polskiej pomocy dla Ukrainy oraz historycznej oceny ukraińskiego prezydenta.
Polska powinna pomagać — bo tak jej się opłaca
Parafianowicz jednoznacznie odrzucił sentymentalne uzasadnienia dla polskiego wsparcia Ukrainy. Polska powinna pomagać, bo leży to w jej interesie — Ukraińcy wiążą siły rosyjskie na Donbasie i w obwodzie zaporoskim, budując strefę śmierci rozciągniętą na 60–70 kilometrów, i uniemożliwiają Rosji otwieranie drugiego frontu. Teza generała Andrzejczaka, że Rosja nie jest w stanie prowadzić wojen na wielu teatrach jednocześnie — czego dowodem były porażki w Syrii i Sahelu — jest według Parafianowicza jak najbardziej trafna.
Wdzięczność nie istnieje w polityce
Dziennikarz uznał oczekiwanie wdzięczności za naiwność i kategorię fałszywą w polityce międzynarodowej. Jako przykład podał Stany Zjednoczone — największego donora pomocy dla Ukrainy — które cały czas wymuszają od Kijowa transfer technologii dronowych i zbrojeniowych, a Ukraińcy konsekwentnie odmawiają, metodą kropelkową udostępniając tylko to, co sami uznają za stosowne. Nawet wobec Starmera, entuzjasty Ukrainy, Zełenski powiedział wprost, że nie zaprosi go do Kijowa, dopóki nie uruchomi kolejnego transferu pocisków Storm Shadow.
Polska nie zachowała się naiwnie w 2022 roku
Parafianowicz bronił decyzji podejmowanych w pierwszych stu dniach po wybuchu pełnoskalowej inwazji. Przypomniał atmosferę tamtego czasu — wielu nie wierzyło w wybuch wojny, a gdy do niej doszło, panował chaos informacyjny. Politycy działali w deficycie czasu, wiedzy i rozeznania sytuacji. Jego zdaniem tamte decyzje służyły polskiemu interesowi narodowemu — i podejmowali je ludzie działający w dobrej wierze, a nie w interesie Ukrainy.
Ekshumacje — Kowal robi robotę benedyktyńską
Parafianowicz odniósł się do krytyki Pawła Kowala w kontekście ograniczenia dostępu fotoreporterów do miejsc ekshumacji w Łopnikach. Ocenił te zarzuty jako nadmiarowe. Powodów dla ograniczenia dostępu było kilka: ekshumowano ciała konkretnych ludzi, wśród nich — przez Dancewicza, szefa fundacji prowadzącej ekshumacje — członków jego własnej rodziny zamordowanych przez UPA. Obowiązują też regulacje prawne dotyczące dysponowania wizerunkiem ekshumowanych. Kowal wykonuje według niego robotę benedyktyńską — niewdzięczną politycznie, bo niemożliwą do spieniężenia wyborczego — i jest kontynuatorem pracy Michała Dworczyka w polityce pamięci.
Książka nie jest antyukraińska — ale Parafianowicz nie może kontrolować jej odbioru
Dziennikarz przyznał, że obawia się instrumentalizacji swojej książki — zarówno przez środowiska prorosyjskie, które użyją jej jako potwierdzenia własnych tez, jak i przez zwolenników Ukrainy, którzy ją zbagatelizują jako element rosyjskiej propagandy. Nie ma jednak możliwości kontrolowania tego, jak zostanie odebrana. Jego suwerenem jest każdy czytelnik, który po nią sięgnie.
Zełenski — bohater narodowy Ukrainy, bez względu na krytykę
Parafianowicz po raz kolejny podkreślił, że krytyczna ocena ukraińskiego prezydenta nie odbiera mu miejsca w historii. Zełenski wszedł do panteonu bohaterów narodowych Ukrainy — w lidze Mandeli i Wałęsy. Został w Kijowie, utrzymał państwowość, doprowadził do wygnania Rosjan spod Kijowa, odbił Charkowszczyznę i Chersoń. W sondażach utrzymuje 50–58 procent poparcia dla swojej polityki — co na piątym roku wojny jest wynikiem wysokim.
Jednocześnie Parafianowicz zwrócił uwagę na szerszy kontekst: Ukraina startowała w 1991 roku z 48 milionami mieszkańców, dziś na kontrolowanym przez nią terytorium żyje poniżej 30 milionów. To czerwona kartka dla całych elit ukraińskich — nie tylko dla Zełenskiego — które przez dekady reprodukowały korupcję, złodziejstwo i model państwa oligarchicznego.