Chrabota w podcaście „Rzecz w tym”: Polska gra poniżej swojego poziomu, choć fundamenty ma solidne

Nowe

Polska jest dziś szóstą gospodarką Europy, stabilnym filarem NATO na wschodniej flance i krajem o ugruntowanej pozycji w Unii Europejskiej — mimo to, zdaniem Bogusława Chraboty, publicysty i byłego redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, wciąż nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału na arenie międzynarodowej. O geopolitycznej pozycji Polski, relacjach z Ukrainą oraz wyzwaniach gospodarczych i systemowych rozmawiała z nim Marzena Tabor-Olszewska w podcaście „Rzecz w tym”.

Polska gra poniżej swojego poziomu

Tabor-Olszewska zapytała wprost, czy Polska jest dziś państwem narzucającym kierunek międzynarodowej dyskusji, czy raczej wciąż reaguje na wydarzenia z zewnątrz. Chrabota ocenił, że mimo powszechnej skłonności do narzekania na polską politykę wewnętrzną i zagraniczną, sytuacja nie jest zła — choć Polska rzeczywiście gra poniżej swojego poziomu. Zwrócił uwagę, że kraj jest szóstą gospodarką Europy, rosnącą i perspektywiczną, bez strukturalnych problemów charakterystycznych dla gospodarki niemieckiej czy francuskiej, ze stabilnym rynkiem pracy wspieranym między innymi przez Ukraińców.

W wymiarze politycznym Chrabota podkreślił stabilną pozycję Polski w Unii Europejskiej — kraj nie jest narażony na poważne wahania polityczne czy gospodarcze, w przeciwieństwie do Węgier Viktora Orbána, które mimo demokratycznego ustroju i członkostwa w UE znalazły się w pewnym sensie na unijnym marginesie. Polska, zarówno za poprzedniego, jak i obecnego rządu, utrzymała stabilną, wysoką pozycję w europejskiej polityce. Chrabota zaznaczył również, że Polska jest integralną częścią NATO, a ze względu na położenie geograficzne i rolę na wschodniej flance stanowi dla Sojuszu państwo szczególnie istotne — co jest w pełni rozumiane i doceniane przez partnerów, w tym Stany Zjednoczone. Podkreślił, że partnerstwo polsko-amerykańskie pozostaje trwałe i niekwestionowane niezależnie od zmieniających się administracji w Waszyngtonie, w tym administracji Donalda Trumpa. Wskazał także na zaawansowane rozmowy dotyczące utworzenia w Polsce stałej bazy amerykańskiej — określonej przez niego jako „polski Ramstein” — co uczyniłoby Polskę centralnym państwem obronnym NATO z dużą obecnością wojsk amerykańskich i dałoby gwarancję bezpieczeństwa na kolejne dekady.

Atuty i słabości polskiej gospodarki

Pytany o źródła atrakcyjności Polski dla partnerów gospodarczych, Chrabota wskazał przede wszystkim na szybko przeprowadzone reformy rynkowe lat 90., które pozwoliły błyskawicznie uwolnić się od ciężaru gospodarki socjalistycznej, otworzyć się na inwestycje i zbudować silny sektor prywatny. Zaznaczył jednak, że w porównaniu z tamtym okresem widoczny jest pewien regres — nie udało się skutecznie zlikwidować sektora przedsiębiorstw będących własnością Skarbu Państwa, który wciąż pozostaje uprzywilejowany i stanowi obciążenie dla gospodarki. Skrytykował także prowadzoną za rządów Prawa i Sprawiedliwości nacjonalizację prywatnych banków, oceniając ją jako dodatkowe obciążenie.

Chrabota zwrócił uwagę na demograficzne kurczenie się polskiego społeczeństwa, kompensowane jednak znaczącym napływem siły roboczej zza granicy — półtora miliona ciężko pracujących w Polsce Ukraińców określił jako „dar od Boga” dla polskiego systemu emerytalnego. Zaznaczył przy tym, że mimo szczerych życzeń zakończenia wojny i konfliktu z Rosją, znaczna część tych osób pozostanie w Polsce na stałe, ponieważ założyła tu firmy i przeniosła swoje życiowe sprawy — szczególnie dotyczy to ludzi pochodzących z terenów, które najpewniej pozostaną pod rosyjską okupacją, jak Donbas. Ocenił, że ta grupa stanowi duży, choć rzadko dostrzegany potencjał jako naturalny pomost gospodarczy między Polską a Ukrainą, gdy ta ostatnia, po zawieszeniu broni i ustabilizowaniu sytuacji, będzie potrzebować inwestycji.

Gigantyczna skala odbudowy Ukrainy

Chrabota przywołał konkretne dane liczbowe dotyczące skali zniszczeń wojennych w Ukrainie — straty wojenne na koniec poprzedniego roku wyniosły 588 miliardów dolarów, z czego same straty w energetyce to 91 miliardów dolarów. Zestawił to z szacowanym na 2026 rok ukraińskim PKB w wysokości około 230 miliardów dolarów, podkreślając ogromną przepaść między potrzebami odbudowy a możliwościami samego kraju. Zaznaczył, że bez zaangażowania zewnętrznych inwestorów i międzynarodowej współpracy Ukraina nie ma szans na samodzielne podniesienie się z tych zniszczeń — przy czym kwota 588 miliardów dolarów dotyczy wyłącznie odbudowy, a kolejne około 500 miliardów dolarów potrzebne byłoby na unowocześnienie kraju i dostosowanie go do standardów wolnorynkowych.

Chrabota wskazał także na inne, fundamentalne wyzwania czekające Ukrainę: powszechną korupcję, model oligarchiczny oraz nieefektywny system sądownictwa, na które obecnie, w czasie wojny, świat przymyka oko — po jej zakończeniu jednak, by przyciągnąć zagranicznych inwestorów, system ten będzie musiał zostać uporządkowany. Zwrócił również uwagę na problem demobilizacji dużej, profesjonalnej armii ukraińskiej po zakończeniu wojny — większość weteranów, jego zdaniem, będzie zmagać się z syndromem pola walki, co znacząco skomplikuje ich powrót do cywilnego, zawodowego życia. Ocenił, że skala wyzwań stojących przed Ukrainą jest gigantyczna, a Polska jako naturalny sąsiad i partner będzie miała do odegrania w tym procesie istotną rolę.

Polityka historyczna a bieżąca współpraca

Tabor-Olszewska zapytała, czy podzielone stanowisko polskich polityków wobec pomocy Ukrainie, w tym niedawne wzajemne przelicytowywanie się w deklaracjach ograniczania wsparcia oraz decyzja o odebraniu orderu Wołodymyrowi Zełenskiemu, nie ograniczają samej Polsce możliwości wpływu na przyszłą odbudowę Ukrainy i czerpania z niej korzyści.

Chrabota, obserwujący państwo ukraińskie od 1992 roku, a więc od momentu odzyskania niepodległości, ocenił, że Ukraina przez trzy dekady swojego istnienia straciła wiele szans na skutek słabości politycznej klasy rządzącej, konserwującej systemowe patologie leżące w jej własnym interesie. Zaznaczył, że kraj ten pozostawał głęboko podzielony etnicznie i tożsamościowo — wbrew uproszczonemu podziałowi na ukraińskojęzyczny zachód i rosyjskojęzyczny wschód, wielu mieszkańców identyfikowało się z pozycją pośrednią między tożsamością ukraińską a rosyjską, co Chrabota potwierdził własnymi licznymi rozmowami z Ukraińcami określającymi się jako mieszkańcy Ukrainy pochodzenia rosyjskiego.

Podkreślił jednak, że trwająca od dwunastu lat wojna — licząc od 2014 roku — uruchomiła w Ukrainie intensywne procesy narodotwórcze, wykreowała nowy ukraiński patriotyzm oraz jednoznaczny, prozachodni kurs polityczny. Przypomniał, że jeszcze przed 2014 rokiem Ukraińcy w rozmowach z nim mówili o wyborze między bliższymi związkami z Rosją a Unią Europejską — dziś taki dylemat już nie istnieje, a nawet język rosyjski, jeszcze niedawno powszechnie używany w oficjalnych kontaktach w Kijowie, stał się dziś społecznie nieakceptowany.

W tym kontekście Chrabota odniósł się do prowadzonej przez ukraińskich polityków, także na poziomie lokalnym, polityki historycznej — jako przykład wskazał decyzję Rady Obwodowej Lwowa o poświęceniu roku 2027 pamięci Romana Szuchewycza, oceniając to jako element budowania nowej tożsamości narodowej Ukraińców, dla których owa polityka historyczna jest dziś równie istotna jak zbrojne wsparcie Zachodu czy sama odbudowa państwa. Zaznaczył jednak, że ten proces w pewnym momencie się zakończy.

Zestawiając to z sytuacją Polski, Chrabota ocenił, że polskie społeczeństwo jest w procesie budowy nowoczesnego narodu i państwowej tożsamości około trzech dekad przed Ukrainą. Zaznaczył, że podobnie jak wszędzie na świecie, także w Polsce istnieją populiści grający na negatywnych emocjach wobec innych narodowości — przypomniał, że w poprzednich kampaniach wyborczych prawica często wykorzystywała temat migrantów, nie tylko ukraińskich, lecz także osób ciemnoskórych czy migrantów przekraczających granicę białoruską, a dziś wątek ukraiński jest po prostu najbardziej nośny politycznie. Ocenił, że pełne wyprostowanie relacji historycznych z Ukrainą nie nastąpi w ciągu najbliższej dekady, ponieważ proces kształtowania ukraińskiej tożsamości narodowej wciąż trwa, podczas gdy w Polsce zakończył się już wcześniej — dopiero za jakąś dekadę lub półtorej, jego zdaniem, kolejne pokolenie będzie mogło wypracować wspólną narrację historyczną, podobną do tej, jaka dziś łączy Polaków z Niemcami czy Francuzów z Niemcami. Zastrzegł jednak, że granie wątkami etnicznymi i historycznymi przez populistów po obu stronach będzie się utrzymywać.

Podkreślił jednocześnie, że relacje polsko-ukraińskie nie sprowadzają się wyłącznie do problematycznego marginesu historyczno-emocjonalnego — znacznie ważniejsze jest realistyczne podejście do wspólnych interesów politycznych, militarnych i gospodarczych, w tym współpracy w przemyśle zbrojeniowym. Zwrócił uwagę, że Polska jest naturalnym zapleczem logistycznym dla ukraińskiej produkcji surowcowej, ponieważ przy dzisiejszych kosztach energii transport surowców i produktów rolnych do Niemiec czy dalej jest znacznie droższy niż współpraca z bliższym geograficznie partnerem. Wyraził nadzieję na rozdzielenie resentymentu historycznego od bieżącej współpracy gospodarczej i politycznej, zaznaczając, że tragedia taka jak rzeź wołyńska nie powinna przesłaniać spraw bieżących i przyszłościowych.

Zagrożenia zewnętrzne i ryzyko fali migracyjnej

Zapytany o potencjalne zagrożenia dla pozycji Polski, Chrabota wskazał przede wszystkim na uwarunkowania zewnętrzne — gdyby Ukraina przegrała wojnę z Rosją i znalazła się pod kontrolą reżimu Władimira Putina, Polska stanęłaby w obliczu poważnych problemów, przede wszystkim masowej fali migracji ukraińskiej w kierunku Europy Zachodniej, przechodzącej przez terytorium Polski. Przypomniał falę uchodźców z lutego i marca 2022 roku, zaznaczając, że w przypadku upadku Kijowa doszłoby do kolejnej, natychmiastowej fali — tym razem, przy obecnych, bardziej negatywnych nastrojach społecznych wobec Ukraińców, przebiegającej zupełnie inaczej niż w 2022 roku. Ocenił, że wspieranie Ukrainy w jej walce z Rosją leży w bezwzględnym interesie państwa polskiego, także jako zabezpieczenie przed ryzykami społecznymi, mimo pełnej świadomości słabości ukraińskiego systemu i braku gwarancji, że kraj ten poradzi sobie z korupcją, systemem oligarchicznym czy skorumpowanym sądownictwem — zaznaczył jednak, że to wyzwanie ukraińskie, nie polskie.

Polaryzacja polityczna jako słabość systemowa

Chrabota zwrócił uwagę na słabość polskiego systemu konstytucyjnego, zaznaczając jednocześnie, że Polska nie jest wyjątkiem — silniejszą polaryzację obserwuje się dziś w Stanach Zjednoczonych, a w razie objęcia prezydentury Francji przez Marine Le Pen podobne zjawisko mogłoby wystąpić także tam; również w Wielkiej Brytanii polaryzacja ma dziś wymiar nie tylko związany z brexitem, ale i etniczny czy religijny. Ocenił, że polaryzacja jest dziś częścią natury współczesnych demokracji i osiągnęła skalę niespotykaną od końca lat 40. i lat 50. XX wieku, jednak kluczowe znaczenie ma to, czy dany system polityczny wytworzył mechanizmy pozwalające sobie z nią radzić.

W tym kontekście wskazał na powtarzający się w Polsce konflikt między ośrodkiem prezydenckim a premierowskim, podkreślając, że oba te ośrodki są częścią władzy wykonawczej, więc formalnie nie powinno być między nimi rozbieżności — mimo to Polska wiele traci, między innymi w polityce zagranicznej, właśnie na skutek tego sporu. Ocenił, że w perspektywie najbliższej dekady, może krótszej, może dłuższej, Polska będzie musiała na nowo przemyśleć i przebudować system konstytucyjny, by zlikwidować tę strukturalną przepaść między dwoma ośrodkami władzy wykonawczej.

Ryzyko „skansenizacji” polskiej gospodarki

Za równie istotne wyzwanie Chrabota uznał konieczność reorganizacji polskiej gospodarki w kierunku większej produktywności, innowacyjności i technologicznego zaawansowania. Ocenił, że Polska pozostaje daleko w tyle nie tylko za gospodarką amerykańską w sferze IT, ale nawet za niemiecką czy francuską — a cała Europa jest już wyraźnie w tyle za Ameryką i Azją Wschodnią, przy czym Polska pozostaje w tyle za resztą Europy. Jako przykład wskazał przemysł kosmiczny, silnie rozwinięty we Francji, Niemczech, a nawet Hiszpanii, podczas gdy w Polsce praktycznie nie istnieje.

Ostrzegł przed zjawiskiem, które określił mianem „skansenizacji Polski” — scenariuszem, w którym kraj stałby się jedynie atrakcyjnym turystycznie skansenem z kilkoma ładnymi miastami, jak Kraków, Gdańsk czy Warszawa, dokąd przyjeżdża się podziwiać starą architekturę i dobrze zjeść, bez realnego znaczenia gospodarczego czy technologicznego. Zaznaczył, że Polska wciąż zmaga się z niskimi zarobkami, pauperyzacją oraz migracją najlepiej wykształconych i najbardziej kreatywnych osób za granicę, co uniemożliwia zbudowanie masy krytycznej niezbędnej, by kreatywność w dziedzinie nowych technologii stała się domeną polskiego społeczeństwa, a nie zasilała zagraniczne gospodarki, jak ma to miejsce obecnie.

Kultura i sport jako niewykorzystany potencjał promocyjny

Zapytany o rolę kultury i sportu w promocji Polski na świecie, Chrabota zauważył, że Polacy zwykle sprowadzają temat sportu do piłki nożnej, gdzie krajowa reprezentacja ma właściwie jedną światową gwiazdę — Roberta Lewandowskiego, i to w schyłkowej fazie kariery, obecnie występującego w Stanach Zjednoczonych. Zaznaczył, że mimo sukcesów Polaków w wielu innych dyscyplinach sportowych, nie stanowią one realnego instrumentu budowania wizerunku kraju na świecie.

W odniesieniu do kultury przypomniał wielkich polskich pisarzy oraz Nagrodę Nobla dla Olgi Tokarczuk, zastrzegając jednak, że światowa kultura pozostaje dziś zdominowana przez anglosaską, a nawet silne kultury narodowe, jak francuska, niemiecka czy włoska, ustępują dominującym anglojęzycznym archetypom. Ocenił, że Polska pozostaje w tym względzie ofiarą niewielkich nakładów budżetowych na sferę kultury, w tym niedostatecznego dofinansowania polskiej kinematografii, co uniemożliwia produkcję filmów o globalnym zasięgu. Jako kontrprzykład przywołał sukces koreańskiej kinematografii i K-popu, wskazując na festiwal filmowy w Pusanie jako inicjatywę, która stała się możliwa wyłącznie dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu państwa koreańskiego. Ocenił, że wykorzystanie potencjału kulturowego Polski do promocji kraju na świecie wymaga podobnej, początkowej interwencji finansowej ze strony państwa, zanim taka inicjatywa mogłaby przebić się na zasadach czysto rynkowych.

Polska na początku drogi

Podsumowując rozmowę, Chrabota ocenił, że Polska znajduje się dopiero na początku drogi do pełnego międzynarodowego sukcesu — co jednak istotne, kraj się nie cofa. Zaznaczył, że kluczowym warunkiem dalszego rozwoju jest posiadanie zgranej, odpowiedzialnej władzy, rozumiejącej współczesność i kierującej się racją stanu — dopóki utrzymuje się fundamentalny konflikt w obrębie władzy wykonawczej, Polska traci swoje szanse z dnia na dzień. Wyraził nadzieję na większą współpracę między ośrodkami władzy w przyszłości.


Rozmowę przeprowadziła Marzena Tabor-Olszewska z Bogusławem Chrabotą, publicystą i byłym redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”. Materiał „Bogusław Chrabota: Na arenie światowej Polska wciąż gra poniżej swojego poziomu” dostępny w podcaście „Rzecz w tym” na kanale Rzeczpospolita na YouTube, liczącym 109 tys. subskrybentów. Opublikowany 23 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *