Historia bez cenzury: jak Przebraże i inne polskie bastiony przetrwały ludobójstwo UPA na Wołyniu

Nowe

Rok po pierwszym, kompleksowym odcinku poświęconym ludobójstwu na Wołyniu, twórcy kanału Historia bez cenzury wrócili do tematu, tym razem skupiając się na miejscach, w których Polacy zdołali odeprzeć ataki UPA i wspierających ją chłopów. W materiale omówiono największy polski punkt oporu — Przebraże — a także mniej znane bastiony samoobrony, rolę niemieckiej administracji okupacyjnej, postać kapitana Bomby oraz udział Czechów i Żydów w polskich strukturach obronnych.

Ostrzeżenie i zastrzeżenie na wstępie

Prowadzący na samym początku odcinka zastrzegł, że program zawiera treści nieodpowiednie dla dzieci oraz kontrowersyjne skróty myślowe, sugerując widzom rezygnację z dalszego oglądania, jeśli stanowi to dla nich poważny problem. Wyjaśnił, że rok wcześniej powstał obszerny, niemal godzinny odcinek o ludobójstwie na Wołyniu, jednak jeden wątek został wtedy świadomie pominięty z myślą o osobnym materiale — chodzi o miejsca, w których Polacy odparli ataki zbrodniarzy z UPA i wspierających ich chłopów. Prowadzący przywołał Przebraże jako najbardziej znany taki punkt oporu, zaznaczając jednak, że podobnych miejsc było więcej. Zapowiedział, że w materiale poruszone zostaną pytania o pochodzenie broni używanej przez polskich obrońców, rolę Niemców w tym kontekście, mechanizm zemsty UPA po nieudanych atakach, a także udział Czechów, Żydów i postaci kapitana Bomby w tej historii.

Makabryczna relacja Czesława Piotrowskiego

Zaraz po zapowiedzi odcinka odczytana została drastyczna relacja opisująca odnalezienie na niewielkiej polanie ludzkiego szkieletu, przywiązanego drutem kolczastym do sosnowych pali ustawionych w formie szubienicy nad kopcem wielkiego mrowiska — ciało zostało doszczętnie oczyszczone przez mrówki, które w chwili odnalezienia wciąż penetrowały kości i stawy. Autor relacji ocenił, że było to niewątpliwie dzieło ukraińskich nacjonalistów z okolicznych wiosek, a ofiara — prawdopodobnie osoba narodowości polskiej — została rozebrana i pozostawiona przy życiu na pastwę mrówek, co oznaczało wielodniowe konanie w mękach. Relację tę podpisano nazwiskiem Czesława Piotrowskiego.

Wyjątki, nie reguła

Prowadzący podkreślił z naciskiem, że choć w dzisiejszym materiale mowa będzie o polskich sukcesach obronnych, to skala ludobójstwa na Wołyniu — sto tysięcy ofiar, z których znaczną część zamordowano w sposób, jakiego nie zastosowałoby nawet zwierzę wobec innego zwierzęcia — pozostaje niezmieniona. Zaznaczył, że na jedno miejsce, które zdołało stawić skuteczny opór i utrzymać go do końca zagrożenia, przypadały dziesiątki, jeśli nie setki miejscowości, które nie zdołały odeprzeć UPA. Jako przykład przywołał Hutę Stepańską, gdzie w chwili załamania się obrony rozpoczęto ewakuację mieszkańców na kilkudziesięciu furmankach — UPA zauważyła jednak konwój i bezlitośnie go ostrzelała. Mimo bohaterskiej postawy przydzielonej ochrony konwoju oraz samej obrony miejscowości zginęło tam około sześciuset Polaków. Ukraińcy spalili następnie nie tylko Hutę Stepańską, ale i pobliską Wyrkę, wraz z kościołami, a na zgliszczach prawosławni duchowni mieli odprawić nabożeństwo dziękczynne za zwycięstwo nad Polakami.

Prowadzący zaznaczył wprost, że nie chciałby, aby po dzisiejszym odcinku ktokolwiek odniósł wrażenie, jakoby UPA nie wyrządziła Polakom większej krzywdy z powodu skutecznej samoobrony części miejscowości — będzie to materiał odrobinę lżejszy i momentami podniosły w tonie, ale dotyczy on jedynie wyjątków od reguły.

Przebraże — polska twierdza

Głównym tematem odcinka stało się Przebraże, dziś leżące na terytorium Ukrainy pod zmienioną nazwą Hajowa. Przed II wojną światową tereny te należały do Polski, a w 1938 roku mieszkało tam około 1150 osób. Gdy w 1943 roku wybuchła fala ukraińskiej zbrodni na Polakach, mieszkańcy Przebraża byli na nią zaskakująco dobrze przygotowani — już w marcu, gdy czystka etniczna zaczynała się rozkręcać, zorganizowali system nocnych wart, posterunków i ostrzegania, a następnie uzyskali oficjalną zgodę niemieckiej administracji okupacyjnej na utworzenie zbrojnej samoobrony.

Prowadzący wyjaśnił mechanizm tej zgody, podkreślając, że nie wynikała ona wyłącznie z prostego rachunku, iż w interesie Niemców leżało wzajemne wykrwawianie się Polaków i Ukraińców. Podobną zgodę wydawano również w innych miejscowościach, na przykład w Pańskiej Dolinie, ponieważ niemiecka administracja obawiała się, że ukraińskie ludobójstwo wymknie się spod kontroli do tego stopnia, że spłonie zbyt wiele wsi i zginie zbyt wielu ludzi, by ktokolwiek pozostał do pracy w polu — a kontyngent rolniczy z tych terenów miał kluczowe znaczenie dla zaopatrzenia niemieckiego wojska. Jak ujął to prowadzący, Niemcy pozwalali Polakom bronić się przed Ukraińcami, by nie ucierpiała niemiecka gospodarka wojenna.

Polacy w Przebrażu otrzymali od Niemców kilkanaście starych karabinów, jednak nie stanowiło to całości ich uzbrojenia — wcześniej ukrywali już różnego rodzaju broń w skrytkach, a dodatkowo uruchomili rusznikarnię, w której produkowano pistolety maszynowe STEN i naprawiano uszkodzoną broń. Posiadali też dwa działka wymontowane z wraków radzieckich czołgów.

Henryk Cybulski — dowódca obrony

Kluczową postacią obrony Przebraża był Henryk Cybulski, z zawodu leśnik, którego prowadzący opisał jako postać niezwykłą. W 1940 roku Cybulski został wywieziony w głąb Związku Radzieckiego, skąd zdołał uciec i, uzbrojony jedynie w nóż, przez osiem tygodni przedzierał się przez lasy i bezdroża, aż wrócił na Wołyń, gdzie po wejściu Niemców ponownie podjął pracę jako leśnik — ukrywając przed okupantem swoją drugą, konspiracyjną działalność. Gdy w 1943 roku wybuchła ukraińska czystka etniczna, Cybulski przeniósł się do Przebraża i szybko stał się liderem tamtejszej obrony, organizując Polaków w dużą, zgraną i uzbrojoną grupę — czyli dokładnie to, czego ukraińscy nacjonaliści najbardziej starali się uniknąć.

Cybulski postawił sprawę jasno: jedyną szansą na przeżycie było stworzenie dużej, ufortyfikowanej bazy. Zaczął ściągać do Przebraża nie tylko kolejnych uzbrojonych mężczyzn, ale też kobiety, dzieci i osoby starsze — według różnych szacunków w miejscowości znalazło się od 10 do 20 tysięcy osób, chronionych przez setki uzbrojonych obrońców. Przebraże nie funkcjonowało jednak wyłącznie biernie w oczekiwaniu na atak — utrzymywano stały kontakt z okolicznymi polskimi osadami, rozwijano opiekę medyczną, a także organizowano zbrojne wypady na wsie, w których bojownicy UPA przygotowywali się do własnych akcji. Prowadzący podkreślił, że celem tych wypadów byli wyłącznie bojownicy ukraińskiej powstańczej armii, nie przypadkowa ludność cywilna — przykładem była akcja we wsi Chawczyce, gdzie po ataku Polaków większość ukraińskiego oddziału została rozbita, a pozostali uciekli w las.

Atak na Przebraże i kontrofensywa

Dowództwo UPA szybko uznało, że polski bastion trzeba zlikwidować, rozpoczynając od zniszczenia okolicznych polskich osad. W nocy z 4 na 5 lipca 1943 roku UPA zaatakowała polskie osiedla wokół Przebraża — w Czolnicy Nowej zamordowano 24 osoby, w Dermance 61, w Marianówce ponad 20. W niektórych miejscowościach, jak Komarówka czy Rafałówka, mieszkańcy stawili zbrojny opór i odparli napastników, choć również ponieśli straty. W tym ataku przygotowawczym, poprzedzającym natarcie na główny polski bastion, Ukraińcy zabili łącznie około 550 Polaków.

5 lipca 1943 roku UPA zaatakowała samo Przebraże, rozpoczynając od ostrzału moździerzowego, a następnie przez kilka godzin próbując złamać polską obronę — bezskutecznie. Ukraińcy musieli się wycofać, tracąc jednego zabitego i kilku rannych, podczas gdy po polskiej stronie zginęło dziesięciu obrońców. Kilka dni później, 12 lipca, Polacy z Przebraża przeprowadzili zaskakującą kontrofensywę, atakując Trościaniec — ośrodek szkoleniowy UPA — gdzie zabili część kadry i kursantów, oszczędzając jednak zwykłych mieszkańców wsi, którym jedynie zasugerowano przeniesienie się w bezpieczniejsze miejsce. Prowadzący podkreślił, że po polskiej stronie nie było presji na krzywdzenie bezbronnych chłopów.

31 lipca oddziały UPA zaatakowały Polaków pracujących na okolicznych polach, jednak przydzielony im oddział ochrony przegnał napastników. Najsilniejszy cios UPA wyprowadziła 31 sierpnia. Prowadzący porównał tę bitwę do szturmu na Minas Tirith z „Władcy Pierścieni” — w kluczowym momencie obrońcom Przebraża przyszło z pomocą nieoczekiwane wsparcie w postaci sowieckich partyzantów, a dodatkowo na pole bitwy dotarły oddziały Armii Krajowej skierowane przez centralę specjalnie na Wołyń, by w miarę możliwości chronić rodaków przed ludobójstwem. Ukraińcy w obliczu tych sił się wycofali. Po tej bitwie UPA atakowała Przebraże jeszcze dwukrotnie, za każdym razem bezskutecznie, podczas gdy Polacy przeprowadzali skuteczne wypady do pobliskich wiosek wspierających ukraińskich nacjonalistów — nie w celu krzywdzenia ludności, lecz zdobywania niezbędnych do przetrwania zapasów, takich jak mąka czy bydło. Polski bastion przetrwał do samego końca okupacji, a jego mieszkańcy doczekali w nim przybycia Armii Czerwonej.

Skala polskiej samoobrony na Wołyniu

Prowadzący zaznaczył, że ośrodków polskiej samoobrony — choć znacznie mniejszych niż Przebraże — było na Wołyniu więcej, wskazując na 15 dużych baz oraz maksymalnie 60 samodzielnych placówek. Z tej liczby do nadejścia frontu dotrwało jednak tylko 14 baz i 7 placówek, co oznacza, że nie wszystkim udało się przetrwać. Zdecydowanie większe szanse na odparcie ataków UPA miały te miejscowości, w których stacjonowali żołnierze Armii Krajowej przysłani z pomocą, lub które znajdowały się na tyle blisko takich oddziałów, że istniała realna szansa na szybkie wsparcie — sama świadomość tej możliwości oddziaływała odstraszająco na ukraińskich nacjonalistów. Statystyki, jak zaznaczył prowadzący, wyraźnie pokazują, że w okolicach działania Armii Krajowej dochodziło do mniejszej liczby mordów.

Pańska Dolina

Jednym z takich miejsc była Pańska Dolina, gdzie stacjonowali żołnierze AK. Po odpartych atakach w czerwcu i lipcu, 5 sierpnia UPA sprowadziła na miejsce nawet artylerię — co prowadzący przywołał jako ironiczny kontrargument wobec ukraińskiej narracji przedstawiającej ludobójstwo na Wołyniu jako spontaniczne chłopskie powstanie: trudno mówić o spontanicznym powstaniu chłopskim dysponującym artylerią. Atakiem dowodził Maksym Skorupski, zbrodniarz, który kilka miesięcy później dowodził likwidacją polskiego punktu oporu w klasztorze w Podkamieniu, gdzie zamordowano — według szacunków przywołanych przez prowadzącego — około 600 osób; prowadzący zasygnalizował, że temat ten mógłby zostać rozwinięty w przyszłym materiale. Skorupski we własnych wspomnieniach opisywał, jak tuż przed odpaleniem dział patrzył na polskie domy, przekonany, że wkrótce zostaną z nich jedynie ruiny.

Jego przewidywania się jednak nie sprawdziły — po kilku strzałach działa umilkły, a dokładne przyczyny tego pozostają nieznane: nie wiadomo, czy zawiodła obsługa dział, czy same działa uległy awarii. Atak pozbawiony wsparcia artyleryjskiego został przez obrońców odparty, podobnie jak kolejny atak we wrześniu. Pańska Dolina zapewniała bezpieczeństwo nie tylko Polakom, ale i ukrywającym się tam Żydom, mimo że groziło to jej mieszkańcom niemieckimi represjami, gdyby okupant szukał pretekstu do interwencji.

Huta Stara i kapitan Bomba

Kolejnym ośrodkiem oporu była Huta Stara, gdzie mieszkańcy zorganizowali samoobronę własnymi siłami. W pewnym momencie sowieccy partyzanci zabili dotychczasowego lidera obrony i wcielili część obrońców do własnych struktur, co znacząco osłabiło miejscowość — wtedy jednak nadeszło kluczowe wsparcie w postaci oddziału Armii Krajowej dowodzonego przez kapitana Władysława Kochańskiego, pseudonim Bomba. Dowodzony przez niego 200-osobowy oddział sprawiał, że UPA obawiała się w ogóle zbliżać w tamte okolice.

Ukraińscy nacjonaliści postanowili wykorzystać moment, w którym oddział kapitana Bomby wyruszał na wypady przeciwko Niemcom. 16 listopada 1943 roku UPA, licząca około 1200 osób, zaatakowała Hutę Starą pod nieobecność głównych sił AK. Obrońcy, którzy pozostali na miejscu, wykorzystali starannie rozstawione karabiny maszynowe, a dokładne przygotowania obronne w pełni się opłaciły — opór trwał godzinami, aż w końcu na pole bitwy powrócił oddział kapitana Bomby, uderzając na skrzydle ukraińskich napastników i całkowicie rujnując ich szturm. W pewnym momencie do walki włączyli się też radzieccy partyzanci. Nieudany atak kosztował UPA 54 zabitych i ponad 40 rannych. Upokorzeni i bezsilni wobec obrońców Ukraińcy w ramach zemsty zabili, wycofując się, 15 Polaków w pobliskiej kolonii Bielczakowskiej. Tymczasem w samej Hucie Starej Polacy postąpili honorowo — jedenastu wziętych do niewoli Ukraińców opatrzono, a następnie odesłano furmankami do jednej ze wspierających UPA wiosek.

Żydzi i Czesi w polskiej samoobronie

Prowadzący przypomniał, że w polskich punktach oporu podczas rzezi wołyńskiej można było spotkać nie tylko Żydów, ale i Czechów, którzy licznie zamieszkiwali w okolicy i niejednokrotnie przyłączali się do polskich struktur samoobrony. Wynikało to z pragmatycznego rozumowania — skoro Ukraińcy mordowali obecnie Polaków, nie było pewności, czy po ich rozprawieniu się z Polakami kolej nie przyjdzie na innych. Dodatkowym czynnikiem była praktyczna niemożność wytłumaczenia się z odmiennej narodowości w chwili, gdy UPA wraz ze wspierającymi ją chłopami wpadała do wsi — szanse na wyjście z takiej sytuacji cało były minimalne, co skłaniało Czechów do profilaktycznego łączenia sił z Polakami w ramach lokalnych samoobron.

Zakończenie

Materiał zamknięto apelem o pamięć na poziomie zwykłych, międzyludzkich relacji sąsiedzkich — z przesłaniem, by nie dać się podzielić politykom, mediom ani Rosji, która, jak zaznaczono, jedynie przyklaskuje polsko-ukraińskim sporom i napięciom wokół tej historii.


Materiał poprowadził prowadzący programu Historia bez cenzury. Materiał „Wołyń ’43 – samoobrona. Historia Bez Cenzury” dostępny na kanale Historia bez cenzury na YouTube, liczącym 1,88 mln subskrybentów. Opublikowany 23 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *