Kanał Wymazane Kresy i Wojenne Archiwa w swoim materiale przedstawił szczegółową rekonstrukcję losów polskich gospodarstw we wsi Mochilno na Wołyniu po dokonanej tam w sierpniu 1943 roku rzezi ludności polskiej przez UPA, opierając się na zeznaniach sprawców złożonych przed sowieckim kontrwywiadem Smiersz w lipcu 1944 roku oraz na ustaleniach badaczy Władysława i Ewy Siemaszków.
Noc mordu w relacji ocalałego Józefa Gaczyńskiego
Autor materiału zrekonstruował przebieg nocnego napadu na podstawie zeznań Józefa Gaczyńskiego, mieszkańca Mochilna, który tej nocy nie spał we własnym domu, lecz pozostał na podwórku pod płotem. Około dziewiątej lub dziesiątej wieczorem pod jego chałupę podbiegło trzech mężczyzn, a Gaczyński rozpoznał wśród nich głos swojego sąsiada, Juchyma Orluka, wzywającego go po imieniu do otwarcia drzwi. Orluk polecił jednemu z towarzyszących mu ludzi, zidentyfikowanemu przez Gaczyńskiego niepewnie jako Michało Fiszczuk, obiec dom i pilnować okna, by uniemożliwić ucieczkę. Autor zaznaczył, że osoba ta jest inną postacią niż Anton Fiszczuk, wymieniany w dalszej części relacji jako jeden z prowadzących musztrę i bezpośrednich sprawców — obaj noszą to samo nazwisko, lecz w zeznaniach występują jako odrębni uczestnicy zdarzeń.
Drzwi otworzyła żona Gaczyńskiego, Marcelina, która dwukrotnie błagała napastników, by jej nie zabijali. Gdy zapytano ją, gdzie jest jej mąż, odpowiedziała, że nie wie, po czym usłyszała zapowiedź, że zostanie on odnaleziony. Kobieta wróciła do drzwi z niemowlęciem na rękach, a za nią, płacząc, wyszła sześcioletnia córka Teresa. Ukryty pod płotem Gaczyński usłyszał kolejno uderzenie i krzyk żony, jej upadek, a następnie uderzenie i krzyk córki. Sześciodniowe niemowlę, jak wynika z protokołu przesłuchania, krzyczało jeszcze przez chwilę, po czym ucichło. Gaczyński uciekł w samej bieliźnie.
Przygotowania do napadu: musztra i podział ról
Autor przedstawił okoliczności poprzedzające atak, oparte na zeznaniach Orluka oraz Michały Fiszczuka. Według tych relacji wszystko rozpoczęło się na przełomie maja i czerwca 1943 roku podczas zebrania w mochileńskiej szkole, na które dwaj przedstawiciele UPA — jeden z nich występujący pod pseudonimem „Zalizny” — zwołali ukraińskich mieszkańców wsi, przemawiając o konieczności walki z wrogiem, zbliżającej się klęsce Niemiec oraz o utworzeniu przyszłego niepodległego państwa ukraińskiego. Michało Fiszczuk podał, że na tym zebraniu stawiło się od 40 do 50 osób.
Około tygodnia później młodzi ukraińscy mężczyźni z Mochilna, w wieku od 20 do 30 lat, przechodzili regularną musztrę w pobliskim lesie owadnieńskim. Według Orluka na miejscu zebrano ponad 100 osób, a jego własna grupa liczyła od 13 do 14 ludzi. Musztrę prowadzili Wołodymyr Łuciuk, Mykoła Nedbajło, Anton Fiszczuk i inni, a wśród uczestników — obok przybyszów z zewnątrz — znaleźli się miejscowi sąsiedzi z Mochilna, w tym osoby o nazwiskach Artesiuk, Kremniuk, Gorbań i Bondar. Wprowadzono groźbę rozstrzelania za odmowę wykonania rozkazu oraz ścisły podział ról, w którym przybysze z zewnątrz mieli zabijać, a miejscowi sąsiedzi usuwać zwłoki.
Michało Fiszczuk w swojej relacji podał z kolei, że Łuciuk przybył z Marcelówki i zgromadził około 90 miejscowych mężczyzn, których rozpuszczono do domów po narzędzia, po czym nakazano stawić się na krańcu wsi. Sam Michało Fiszczuk wrócił z kijem, inni — z siekierami i widłami, po czym ogłoszono im, że od tej chwili są żołnierzami.
Przydział konkretnych domów i przebieg mordu
Autor podkreślił kluczowy fragment zeznań Orluka, który wprost stwierdził, że jego grupie przydzielono dwa domy — gospodarstwo Antoniego Szczurowskiego oraz dom należący do Józefa Taczyńskiego, syna Jana, przy czym imię ojca i nazwisko są, jak zaznaczył autor, uderzająco zbieżne z danymi uciekającego Józefa Gaczyńskiego. Według ustaleń Siemaszków we wsi Mochilno w gminie Werba znajdowało się co najmniej 160 gospodarstw, z których 25 należało do Polaków, a atak na te dwa domy stanowił część szerszego uderzenia na wszystkie polskie zagrody we wsi. Jeszcze przed główną nocną akcją napastnicy uprowadzili i zamordowali 45-letniego Polaka Feliksa Szefczuka.
Zeznania trzech uczestników napadu różnią się co do przebiegu samego mordu. Autor trzeciego z zachowanych protokołów zeznał, że jego grupę skierowano bezpośrednio do domów Gaczyńskiego i Szczurowskiego, a Orluk kazał mu stanąć pod oknem na czatach — co jest zgodne z relacją samego Gaczyńskiego, słyszącego kroki człowieka odcinającego drogę ucieczki. Orluk natomiast twierdził, że do wnętrza domu jako pierwsi weszli Łuciuk, Nedbajło i Anton Fiszczuk, i to im przypisał bezpośrednie dokonanie morderstw, opierając się na usłyszanych z ukrycia strzałach. Michało Fiszczuk, stojący na czatach, zarzekał się z kolei, że nie wie, kto dokonał zabójstwa, twierdząc, że wraz z Gorbaniem jedynie pukał do drzwi. Gaczyński natomiast zapamiętał tępe odgłosy uderzeń przy własnych drzwiach, co stoi w sprzeczności z relacjami mówiącymi o strzałach. Autor podkreślił, że te rozbieżności — pomiędzy wersją Orluka obciążającą Antona Fiszczuka i innych o bezpośrednie zabójstwo a wersją Michały Fiszczuka, przedstawiającą się jedynie jako obserwator stojący na czatach — pokazują, jak różnie sprawcy relacjonowali własny udział w zbrodni rok później przed śledczymi.
Według wyliczeń Orluka w wyniku działania jego grupy tej nocy zginęło siedem osób, których ciała miano wrzucić do trzech dołów wykopanych około 50 metrów od polskich domów — autor trzeciego protokołu utrzymywał natomiast, że zwłoki zakopano po prostu na terenie opuszczonych zagród.
Podział mienia: konie, świnie, kożuchy i zboże
Autor materiału szczegółowo zrekonstruował, opierając się na zeznaniach Orluka, trzy poziomy przejęcia polskiego dobytku. Pierwszym była kolektywizacja na potrzeby zbrojnych oddziałów UPA — drugiego lub trzeciego dnia po morderstwie Łuciuk, Nedbajło i Anton Fiszczuk wrócili do polskich gospodarstw, by zabrać najlepsze konie oraz część świń, których liczbę Orluk określił na siedem lub osiem sztuk. Drugim poziomem zarządzał Aleksander Bojko, występujący jako gospodarczy przedstawiciel odpowiedzialny za zrabowane mienie. Trzecim, najbardziej widocznym we wsi poziomem był zwyczajny podział przedmiotów codziennego użytku między konkretnych sąsiadów — w zeznaniach padają wprost nazwiska: Kłym Miszczuk zabrał krowę, Moroziuk zabił świnie, a Petro Janic ubrał się w cudzy kożuch.
Autor zestawił tę szczegółową relację z prostszą wersją Michały Fiszczuka, który zeznał jedynie, że cały majątek z obu zagród zabrali banderowcy do lasu, nie wspominając nic o udziale ukraińskich sąsiadów w podziale łupów — co autor odnotował jako kolejny przykład minimalizowania własnej wiedzy o zdarzeniach przez tego świadka. Powołując się na ustalenia Władysława i Ewy Siemaszków, autor dodał, że chłopi biorący udział w napadzie kłócili się między sobą o to, komu należy się więcej zrabowanych dóbr, a argumentem w tym sporze była bezpośrednia licytacja liczbą osób, które każdy z nich zamordował.
Autor zwrócił uwagę na kluczowy fragment zeznań, w którym Orluk, opisując proces młócenia i zakopywania zrabowanego zboża w dołach, określił samego siebie mianem ówczesnego starosty wsi Mochilno — mimo że w innej części przesłuchania twierdził, że funkcję tę pełnił jedynie do lipca 1943 roku. Bezpośrednim kierowaniem procesem młócenia i ukrywania ziarna zajmowali się Andrij Bojko oraz Juchym Moroziuk, natomiast Orluk, powołując się na swoją pozycję starosty, wyznaczał do tej pracy konkretnych ukraińskich chłopów ze wsi — wymienił z nazwiska Iwana Jaszczuka, Mykołę Artesiuka oraz Michała Daciuka. Orluk zeznał, że osobiście pamięta tylko jedno miejsce ukrycia zboża, położone około dwóch kilometrów od chałupy Panasiewicza, w którym zakopano od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu cetnarów ziarna, twierdząc jednocześnie, że nie zna lokalizacji ani zawartości pozostałych dołów.
Autor przywołał również ogłoszony 15 sierpnia 1943 roku rozkaz Kłyma Sawura, na mocy którego ziemie dawnych polskich kolonistów przechodziły na własność ukraińskich chłopów, z podziałem powierzonym lokalnym zarządom i komisjom ziemskim — zaznaczył jednak, że dokument ten nie wymienia ani nazwy Mochilna, ani nazwisk Gaczyńskiego czy Szczurowskiego.
Los opuszczonych domów: rozbiórka i pożary
Na główne pytanie materiału — kto przejął opuszczone polskie domostwa — Orluk udzielił, jak podkreślił autor, zaskakującej odpowiedzi: nikt z ukraińskich sąsiadów się do nich nie wprowadził. Według jego relacji część budynków została rozebrana przez ludzi, a pozostałe domostwa spalili członkowie oddziału. Michało Fiszczuk w swojej krótszej relacji stwierdził jedynie, że polskie domy spłonęły, nie wspominając o wcześniejszej rozbiórce części zabudowań.
Autor zaznaczył, że mimo zniszczenia wszystkich polskich zabudowań we wsi przetrwała jedna polska rodzina — należąca do niej Maria Łuciuk była krewną Wołodymyra Łuciuka, tego samego mężczyzny, który organizował zbrojną grupę w lesie i jako jeden z pierwszych wszedł do polskich domostw podczas napadu. Zeznania nie precyzują, w którym domu rodzina ta wcześniej mieszkała. Według ustaleń Siemaszków w wyniku napadu na Mochilno zamordowano 69 osób, a 72 udało się uciec. W chwili przesłuchania rodzina Marii Łuciuk nadal mieszkała we wsi, a Orluk zeznał, że po tamtej nocy nie doszło już tam do kolejnych napadów na polskie rodziny.
Konfrontacja sprawcy i ofiary rok później
Autor opisał spotkanie, do którego doszło niemal rok po zbrodni. Juchym Orluk w listopadzie 1943 roku wyjechał z rodziną do Gnojna, gdzie wynajmował mieszkanie do marca 1944 roku, po czym wrócił do Mochilna. Józef Gaczyński jako ocalały wdowiec zamieszkał w chutorze Stasin. W czerwcu 1944 roku obaj mężczyźni spotkali się przy pracy przy kopaniu okopów.
Według protokołu spisanego miesiąc później Gaczyński podszedł wówczas do Orluka i zapytał go wprost, dlaczego zrobił to, co zrobił. Orluk nie podjął dyskusji o zabitych, odpowiadając jedynie krótko, że nie brakowało głupców, po czym zamilkł i więcej się do Gaczyńskiego nie odezwał. Rozmowę kontynuował za to obecny przy okopach Michało Fiszczuk, który — według relacji Gaczyńskiego — odpowiedział zarzutem, że to Polacy zabili 70 Ukraińców na kolonii Ludmiłpol.
Przesłuchania przed Smierszem i rozbieżne statusy powojenne
Miesiąc po tym spotkaniu, 26 lipca 1944 roku, obaj dawni sąsiedzi trafili przed sowiecki kontrwywiad Smiersz — Gaczyński zeznawał przed oficerem o nazwisku Gorinienko, a Orluk przed oficer Trifonową. Dwa dni później własną relację złożył również Michało Fiszczuk. Gdy oficer prowadzący przesłuchanie zapytał Gaczyńskiego wprost, czy mógł się pomylić co do udziału Orluka w morderstwie jego rodziny, ten odpowiedział jednoznacznie, że się nie pomylił.
Autor zwrócił uwagę na kontrast widoczny w dokumentacji obu przesłuchań: w protokole Gaczyńskiego jego status określono sucho jako wdowca i analfabetę mieszkającego w chutorze Stasin, który stracił całą rodzinę, podczas gdy w nagłówku protokołu Juchyma Orluka, bezpośrednio pod jego nazwiskiem, figuruje urzędowa funkcja — przewodniczącego rady wiejskiej (sielsowietu) we wsi Mochilno.
Materiał, oparty na dokumentach ze zbioru „Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych” (tom 4, część 1, IPN/SBU, 2005), pracy Władysława i Ewy Siemaszków „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945″ (tom 1, 2000) oraz rozporządzenia Kłyma Sawura z 15 sierpnia 1943 roku, opracował i przedstawił kanał YouTube Wymazane Kresy i Wojenne Archiwa (2,2 tys. subskrybentów) w filmie „Kto przejął polskie domy po rzezi na Wołyniu?”, opublikowanym 4 września 2026 roku.