Kanał „Zakazane Historie” opublikował materiał dokumentalny poświęcony losowi polskich dzieci, które padły ofiarą ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu w latach 1943–1944. Film, oparty na relacjach świadków, przedstawia codzienność najmłodszych mieszkańców regionu w okresie narastającej przemocy oraz skalę i okrucieństwo zbrodni popełnionych na dzieciach przez ukraińskich nacjonalistów.
Skala zbrodni wobec najmłodszych
Autor materiału wskazał, że ukraińskie ludobójstwo Polaków na Wołyniu mogło pochłonąć nawet 120 tysięcy ofiar, z czego jedną czwartą stanowiły dzieci — co daje szacunkową liczbę około 30 tysięcy najmłodszych ofiar. Zastrzegł, że są to dane szacunkowe, ponieważ zachowana dokumentacja bardzo często nie pozwala na precyzyjne ustalenie wieku poszczególnych ofiar.
Wrogość wobec polskich dzieci narastała jeszcze przed wybuchem ludobójstwa
Materiał opisuje, jak jeszcze przed rozpoczęciem masowych mordów systematycznie narastała wrogość ukraińskiej społeczności wobec Polaków, podsycana przez nacjonalistów z UPA — a zjawisko to szybko przenosiło się także do świata dziecięcego. Jako przykład przywołano wydarzenie z miasteczka Pistyń w powiecie kosowskim, gdzie jeszcze przed wojną córka miejscowego Ukraińca opluła swoją polską koleżankę szkolną, obrażając ją słowami wskazującymi na jej narodowość. W okolicach Hołoszewicz w powiecie łuckim kilkunastoletni ukraińscy chłopcy pasący bydło mieli dotkliwie pobić polskie dzieci idące do kościoła, wyśpiewując przy tym wulgarne, wrogie wobec Polaków rymowanki. Autor podkreślił, że tego rodzaju wrogich gestów ze strony ukraińskich rówieśników wobec polskich dzieci, zanim jeszcze doszło do właściwego ludobójstwa, odnotowano na Wołyniu wiele, co budziło narastający niepokój wśród najmłodszych mieszkańców regionu.
Życie w ciągłym strachu przed napadem
Napady ukraińskich bojówek na polskie rodziny na Wołyniu rozpoczęły się już w 1942 roku, a wieści o nich szybko rozchodziły się wśród miejscowej ludności polskiej. Materiał opisuje, jak zmieniły się w efekcie codzienne zwyczaje polskich wsi — wystawiano nocne warty, mieszkańcy kładli się spać w ubraniach, by w razie ataku móc szybciej uciec. Wraz z nasileniem się ataków ukraińskich nacjonalistów wiosną 1943 roku, polskie rodziny zaczęły coraz częściej nocować poza domami — w lasach i na polach, obawiając się zaskoczenia w miejscu, z którego trudno byłoby uciec. Dzieci doświadczały silnego lęku, cierpiały na bezsenność, a chłód i trudne warunki dodatkowo pogarszały ich stan zdrowia, prowadząc do częstych chorób.
Gdy ukraińskie bojówki zaczęły docierać do ofiar nawet w ich kryjówkach, rodziny zaczęły się celowo rozdzielać, licząc na to, że przynajmniej część z nich przetrwa atak — co oznaczało, że starsze dzieci musiały ukrywać się samodzielnie, bez opieki dorosłych, potęgując swoje poczucie zagrożenia. Część polskich rodzin — w tym mieszkańcy czterech wsi powiatu sarneńskiego: Perespy, Chojna, Lady i Netreba — przeniosła się w rejon bagnistego Polesia, gdzie funkcjonowały bazy sowieckiej partyzantki, zakładając tam prowizoryczne obozowiska.
Informacje o kolejnych masakrach rozchodziły się po całym Wołyniu błyskawicznie — za sprawą docierających uciekinierów z zaatakowanych miejscowości, ale też widocznych łun pożarów, natrafianych zbiorowych mogił i bezpośrednich świadectw dokonanych mordów. Autor przywołał przykład 11-letniej Basi Targowskiej z Armatniowa w powiecie łuckim, która była świadkiem spalenia żywcem Adama Mrozowskiego przez banderowców w gorącym żużlu w pobliskiej Smolarni — obraz ten miał prześladować dziewczynkę do końca życia.
Miejscowości, w których wymordowano niemal wszystkich mieszkańców
Materiał wskazuje, że najwięcej polskich dzieci zginęło w tych miejscowościach, gdzie ukraińscy napastnicy dążyli do wymordowania całej ludności polskiej bez wyjątku. W Ostrówkach w powiecie lubomelskim na blisko 480 zamordowanych ogółem, 204 ofiary stanowiły dzieci. W kolonii Wola Ostrowiecka w powiecie włodzimierskim na 212 ofiar ogółem zginęło 67 dzieci. W kolonii Lipniki w powiecie kostopolskim, gdzie łącznie zamordowano 179 Polaków, zginęło 53 dzieci, a kolejne troje zmarło później na skutek odniesionych ran.
Skalę okrucieństwa dodatkowo ilustrują opisane w materiale pojedyncze przypadki: dwoje dzieci Władysława i Janiny Chodkiewiczów ze wsi Sytnica w powiecie łuckim zostało zakopanych żywcem, 13-letniemu Stasiowi Wojciechowskiemu z osady Małyńsk w powiecie kostopolskim zadano 19 ran kłutych, a następnie uduszono go sznurkiem, natomiast pięcioro dzieci rodziny Uchruskich we wsi Zamlicze w powiecie horochowskim zamordowano siekierami.
Ranni, którzy przeżyli, i trwałe kalectwo
Część zaatakowanych dzieci cudem przeżyła, choć wracały do zdrowia miesiącami. Kilkuletni Marianek Murawski z Głuszczanki w powiecie kostopolskim, któremu napastnicy zmasakrowali twarz, leczył się przez dwa i pół roku, przechodząc liczne operacje chirurgiczne, by odzyskać zdolność mówienia i normalnego jedzenia. Nie wszystkie okaleczone dzieci mogły jednak liczyć na odpowiednią opiekę medyczną i wiele z nich pozostało trwałymi inwalidami — w sierpniu 1943 roku do szpitala w Równem trafiła 11-letnia polska dziewczynka z wydłubanymi oczami, a niemal równocześnie do szpitala w Sarnach przyjęto 4-letniego chłopca z odciętymi nogami. Wiele dzieci musiało też leczyć rozległe oparzenia doznane w podpalanych przez napastników zabudowaniach.
Głębokie urazy psychiczne i trwała trauma
Materiał podkreśla, że oprócz obrażeń fizycznych wszystkie ocalałe polskie dzieci z Wołynia doznały głębokich urazów psychicznych — skrajnego przerażenia po zetknięciu się ze śmiercią najbliższych oraz osobiście doznanym okrucieństwem, a także trwałego lęku przed przyszłością. Jako przykład skrajnego okrucieństwa psychicznego przywołano wydarzenia z napadu na polskich mieszkańców Ołyki w Wigilię Bożego Narodzenia 1943 roku, podczas którego ukraińscy napastnicy zmusili kilkuletniego synka Balbiny Mroczkowej do trzymania zapalonej świecy, oświetlającej mordowanie jego matki, brata i innych obecnych w domu osób — dopiero po tej scenie sam chłopiec otrzymał cios siekierą w głowę, tracąc oko.
Dla wielu dzieci powrót do psychicznej równowagi okazał się niemożliwy. Autor przywołał przypadek czteroletniej Stanisławy Kasperkiewicz, która wyleczyła rany fizyczne w szpitalu w Kowlu, lecz nie zdołała udźwignąć ciężaru psychicznego doświadczonych zbrodni i zmarła jesienią 1945 roku w szpitalu psychiatrycznym.
Historie ocalenia i przetrwania
Materiał opisuje też przypadki, w których skrajny strach i bezradność wyzwalały u dzieci niezwykły instynkt przetrwania. Siedmioletnia Zofia Król i pięcioletnia Amelia Góral, ukrywające się podczas rzezi polskich mieszkańców Czmykosu w powiecie lubomelskim najpierw przez kilkanaście godzin pod podłogą własnego domu, po ucichnięciu odgłosów ataku przeszły pieszo kilkanaście kilometrów do Lubomla, gdzie odnalazły opiekującą się nimi ciotkę.
O wyjątkowym szczęściu mógł mówić przyszły polski kosmonauta Mirosław Hermaszewski, pochodzący z kolonii Lipniki w powiecie kostopolskim, który w chwili ataku miał zaledwie półtora roku. Uciekającej przed banderowcami matce dziecko wypadło z rąk, a ona nie zdołała już po nie wrócić — dobrze opatulony chłopiec przeleżał jednak w śniegu do rana i został odnaleziony przez ojca.
Nie wszystkie dzieci miały jednak tyle szczęścia — tysiące polskich dzieci z Wołynia zostały skazane na tygodnie tułaczki w głodzie, bez odzieży i obuwia, pod gołym niebem, a nie wszystkie z nich udało się odnaleźć. Te, które przeżyły i zostały odnalezione, trafiały jako sieroty do sierocińców i ochronek prowadzonych przez zgromadzenia zakonne oraz polskie komitety opiekuńcze na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Zdarzały się też, choć rzadko, przypadki przygarnięcia błąkających się polskich dzieci przez rodziny ukraińskie — z czasem uczono je języka ukraińskiego i miejscowych obyczajów, aby nie zdradzały polskiego pochodzenia, co w wielu przypadkach prowadziło do stopniowego zatarcia się w ich pamięci własnej tożsamości narodowej.
Świadectwo prowadzącego: „było tak, jak nie bywa nawet wśród dzikich zwierząt”
W trakcie materiału pojawił się głos drugiej osoby, odnoszący się do pytań widzów o wiarygodność scen przedstawionych w filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” — padła odpowiedź, że rzeczywistość na Wołyniu była jeszcze bardziej drastyczna niż filmowe przedstawienie, porównywalna jedynie do okrucieństwa niespotykanego nawet w świecie zwierząt.
Trwały ślad w życiu ocalałych
Autor materiału podsumował, że nawet w przypadkach, gdy dalsze losy ocalałych dzieci ułożyły się pomyślnie, nigdy nie zdołały one w pełni uwolnić się od traumy i cierpienia. Wśród najczęstszych, utrzymujących się przez całe życie zaburzeń wymienił nawracające koszmarne sny związane z mordami i ucieczkami, krzyki podczas snu, chroniczne stany lękowe i depresyjne, trudności w komunikacji społecznej oraz nasilającą się z wiekiem tęsknotę za przerwanym w tak brutalny sposób dzieciństwem. Zaznaczył, że polskie dzieci ocalałe z Wołynia stanowią dziś ostatnią żyjącą grupę bezpośrednich świadków ludobójstwa, konsekwentnie zabiegającą o przywrócenie pamięci wszystkich polskich ofiar i sprzeciwiającą się gloryfikowaniu sprawców z UPA jako bohaterów.
Materiał zamyka bezpośrednie świadectwo jednej z ocalałych, niezidentyfikowanej w transkrypcie z imienia i nazwiska, która opisała swoje doświadczenie jako coś, co do dziś wydaje jej się niemal niewiarygodne — fakt, że przeżyła te wydarzenia i mogła później założyć własną rodzinę.
Materiał „Dzieci Wołynia. Najmłodsze ofiary ukraińskiego ludobójstwa” dostępny na kanale „Zakazane Historie” na YouTube, liczącym 502 tys. subskrybentów. Opublikowany 24 lipca 2026.