Wołyń, Holocaust i polska pamięć. Paweł Lisicki polemizuje ze Szczepanem Twardochem

Nowe

Paweł Lisicki poświęcił swój komentarz wywiadowi, którego Szczepan Twardoch udzielił „Gazecie Wyborczej”. Rozmowa dotyczyła polskiej pamięci historycznej, stosunku do polskości oraz przede wszystkim Wołynia. Punktem wyjścia była również powieść „Null”, będąca kandydatką do Nagrody Nike. Lisicki przedstawia Twardocha jako bardzo znanego i popularnego pisarza, a zarazem intelektualistę kojarzonego ze środowiskiem liberalnym. Jak podkreśla, przed omówieniem rozmowy wynotował obszerne fragmenty, aby — jak zaznacza — nie przedstawić poglądów pisarza w sposób karykaturalny.

„Przedpogromowa atmosfera” i „moda na rzeź wołyńską”

Lisicki rozpoczyna od pytania dziennikarza „Gazety Wyborczej”, który zwraca uwagę na potrzebę powstrzymywania przez osoby publiczne „przedpogromowej atmosfery”. W interpretacji Lisickiego chodzi o sugestię, że w Polsce może dojść do pogromów Ukraińców. Publicysta określa takie założenie jako niedorzeczne, choć jednocześnie zauważa, że jego zdaniem dobrze funkcjonuje ono w medialnej narracji.

Według Lisickiego cała rozmowa została skonstruowana wokół obrazu „strasznej polskości”, polskiej agresji, nienawiści i wrogości. Po drugiej stronie mają znajdować się liberalni inteligenci, którzy — w jego interpretacji — występują jako grupa zdolna powstrzymać społeczne emocje.

Lisicki zwraca następnie uwagę na odpowiedź Twardocha. Pisarz miał stwierdzić, że tej atmosfery nie da się powstrzymać, a pozostaje jedynie mieć nadzieję, że przeminie. W przywołanej przez Lisickiego wypowiedzi Twardoch mówi również o tym, że „w tym sezonie jest moda na rzeź wołyńską”, a za dwa lata może pojawić się moda na inny temat.

Lisicki podkreśla, że nie oczekuje od Twardocha poglądów identycznych z własnymi. Za szczególnie dziwne uważa jednak samo założenie pytania o narastającą w Polsce atmosferę przedpogromową oraz odpowiedź, że jest ona nieunikniona i może po prostu minąć. Następnie przedstawia Twardocha jako osobę występującą jednocześnie w dwóch rolach: przedstawiciela polskiego społeczeństwa oraz — przede wszystkim — reprezentanta jego „oświeconej”, inteligenckiej części.

Wołyń jako temat zapomniany i „zagospodarowany” przez prawicę

W dalszej części rozmowy Twardoch, według relacji Lisickiego, wskazuje, że temat rzezi wołyńskiej przez długi czas był niemal całkowicie ignorowany. Jednym z powodów miał być fakt, że ofiarami byli przede wszystkim chłopi i ludzie niezamożni, którzy po śmierci nie mieli wystarczającej pozycji społecznej ani możliwości, aby skutecznie zachować pamięć o swoim losie.

Lisicki przyznaje, że może to być jeden z elementów wyjaśniających późniejsze zapomnienie, ale nie uważa go za najważniejszy. Szczególnie interesuje go dalsze stwierdzenie Twardocha, zgodnie z którym temat Wołynia został „zagarnięty” i sprawnie „zagospodarowany” przez „postmoczarowskie obszary prawicy”.

W tym miejscu Lisicki przechodzi do ironicznego komentarza dotyczącego samego określenia „postmoczarowskie obszary prawicy”. Obrazowo przedstawia je jako niemal „bagienne” środowisko, z którego nad polską debatą ma unosić się ciężka mgła.

Jednocześnie zwraca uwagę na zasadniczy problem: jeżeli u podstaw pamięci o Wołyniu znajduje się autentyczne doświadczenie rodzin ofiar, to — jego zdaniem — pojawia się pytanie, dlaczego osoby, które zaczęły walczyć o zachowanie tej pamięci, są natychmiast dezawuowane poprzez przypisanie ich do określonego nurtu prawicy. W interpretacji Lisickiego oznacza to założenie, że autentyczne emocje społeczne zostały wykorzystane przez określone środowiska.

Rosyjskie służby, niechęć do obcych i Ukraińcy przyjeżdżający do Polski

Kolejny fragment wywiadu jest dla Lisickiego szczególnie istotny. Twardoch miał uznać, że obecna popularność tematu Wołynia nie jest przypadkowa i wiąże ją — w przywołanej przez Lisickiego interpretacji — z działaniem rosyjskich służb wykorzystujących autentyczne emocje społeczne oraz naturalną, choć określaną jako niechwalebna, niechęć do obcych. W wypowiedzi pojawia się również odniesienie do Ukrainek i Ukraińców oraz Koreańczyków, którzy przyjechali do Polski.

Lisicki przedstawia tę argumentację jako próbę wyjaśnienia, skąd nagle miałoby wynikać zainteresowanie Wołyniem. Jego zdaniem Twardoch dostrzega u podstaw autentyczne emocje ludzi, którzy sami doświadczyli tragedii albo są potomkami jej ofiar, ale zaraz za nimi umieszcza środowiska prawicowe oraz działalność rosyjskich służb.

Publicysta krytycznie odnosi się do takiego zestawienia. Wskazuje, że w rozmowie — jego zdaniem — niemal nie pojawia się druga strona obrazu polskiego społeczeństwa po 2022 roku. Przypomina o masowej pomocy udzielanej Ukraińcom: udostępnianiu mieszkań, przekazywaniu rzeczy i pieniędzy oraz szeroko rozumianym wsparciu udzielanym bezpośrednio przez Polaków.

W ocenie Lisickiego pominięcie tego doświadczenia prowadzi do sytuacji, w której polskie społeczeństwo przedstawiane jest przede wszystkim poprzez niechęć do obcych, podczas gdy jego reakcja na rosyjską inwazję na Ukrainę miała również wymiar szerokiej pomocy.

Lisicki uważa ponadto, że w rozmowie zabrakło jego zdaniem istotnego pytania o to, czy wzrost zainteresowania Wołyniem może być związany także z tym, że na Ukrainie oddawano hołd postaciom, które sam określa jako sprawców mordów i ludobójstwa na Polakach. W tym kontekście wymienia Romana Szuchewycza i Stepana Banderę oraz kwestie ich upamiętniania. Są to przedstawione przez Lisickiego oceny i argumenty w ramach jego komentarza.

Publicysta zwraca też uwagę na niewyjaśnione przez siebie połączenie dwóch przedstawianych w rozmowie zjawisk: „postmoczarowskich obszarów polskiej prawicy” oraz działań rosyjskich służb. Ironizuje, że nie wiadomo, czy rosyjskie służby miały uruchomić te środowiska, czy też środowiska prawicowe miały uruchomić rosyjskie służby. Podkreśla przy tym, że jego zdaniem Polacy mają prawo do własnej pamięci historycznej i pamięci o ofiarach.

„Liberałowie nie mają monopolu” na polską pamięć

W dalszej części rozmowy pojawia się kwestia tego, czy środowiska liberalne przez ostatnie trzy dekady miały monopol na kształtowanie polskiej polityki historycznej. Według przywołanej przez Lisickiego wypowiedzi Twardocha środowiska te uważały, że mogą wyznaczać sposoby rozumienia polskiej przeszłości, ale co pewien czas przekonują się, że takiego monopolu nie mają.

Lisicki przedstawia to jako kolejny przykład spojrzenia na polskie społeczeństwo z pozycji liberalnego inteligenta. Następnie przechodzi do pytania, co według Twardocha było największym osiągnięciem polskiej myśli liberalnej.

Odpowiedź, którą przytacza, brzmi: mówienie o polskiej współodpowiedzialności za Holocaust.

Lisicki bardzo ostro komentuje tę część rozmowy. Według niego właśnie w tym miejscu pojawia się zasadniczy element całej dyskusji o polskiej pamięci historycznej. Twardoch ma wskazywać historyków, którzy wykonali — w jego ocenie — „niezwykłą pracę”: Jana Tomasza Grossa, Dariusza Libionkę, Jana Grabowskiego oraz Barbarę Engelking i innych badaczy.

Lisicki określa ich działalność jako „Polską Szkołę Badań nad Holokaustem” i przedstawia własną, krytyczną ocenę tego nurtu, twierdząc, że jego działalność służy przypisywaniu Polakom odpowiedzialności za Holocaust i budowaniu poczucia winy za czyny, których — według niego — Polacy nie popełnili. To ocena Lisickiego, a nie ustalenie wynikające z samego materiału Twardocha.

200 tys. Żydów, Jedwabne i „moralna siła” polskiej pamięci

W dalszej części Lisicki przywołuje fragment, w którym Twardoch mówi o pracy wspomnianych historyków jako ważnej i potrzebnej Polakom, a w dłuższej perspektywie wzmacniającej polską tożsamość oraz miękką siłę polskiego państwa.

Następnie Lisicki odnosi się do przywoływanej przez siebie liczby 200 tys. Żydów, których — jak przedstawia to w swoim komentarzu — Jan Grabowski miał przypisywać polskim sprawcom. Lisicki pyta, czy Grabowski nadal posługuje się tą liczbą, czy też została ona zwiększona, zastrzegając, że nie posiada aktualnych informacji. Jego dalsze uwagi na temat tej liczby są elementem polemiki z historykami i nie są przedstawiane tutaj jako niezależnie zweryfikowane ustalenie.

Według Twardocha, jak relacjonuje Lisicki, liberalnym środowiskom udało się doprowadzić do tego, aby państwo polskie przyjęło odpowiedzialność za Holocaust. W tym kontekście pojawia się Aleksander Kwaśniewski i jego przeprosiny za Jedwabne. Twardoch miał podkreślać, że nie był to odosobniony gest.

W dalszej części argumentacji Twardoch, według relacji Lisickiego, łączy te działania z późniejszym sporem o Wołyń. Dzięki pracy historyków oraz gestom państwowym polska pamięć miałaby być — w jego ujęciu — moralnie silniejsza w sporze z ukraińską pamięcią historyczną, ponieważ państwo polskie miało uzyskać zdolność do autorefleksji.

Lisicki podważa ten sposób rozumowania, wskazując, że nie dostrzega po stronie państwa polskiego analogicznej siły i woli w sprawie Wołynia. Jednocześnie przyznaje, że polskie państwo rzeczywiście przyjęło odpowiedzialność, o której mówi Twardoch, w odniesieniu do Holocaustu.

Twardoch ma przy tym zaznaczać, że pomimo państwowych gestów większość Polaków zapytanych w odpowiednio dobranej grupie badawczej prawdopodobnie nie uznałaby, że naród polski ponosi część odpowiedzialności za zagładę Żydów. Jednocześnie — według jego wypowiedzi przytoczonej przez Lisickiego — demokratycznie wybrane władze RP wykonały odpowiednie gesty.

Lisicki komentuje to ironicznie, przedstawiając przeprosiny Kwaśniewskiego jako moment, który w logice omawianej przez niego wypowiedzi miał rozstrzygnąć problem na poziomie państwowym. W jego ocenie jest to przykład sukcesu liberalnej polityki historycznej.

Polska i Ukraina: odpowiedzialność za Holocaust oraz Wołyń

Kolejny etap argumentacji dotyczy porównania Polski i Ukrainy. Twardoch miał wskazywać, że skoro Polska przyjęła odpowiedzialność za Holocaust, Ukraina mogłaby przyjąć odpowiedzialność za Wołyń.

Lisicki uznaje takie porównanie za nieadekwatne i przedstawia własne rozumowanie. W jego ujęciu zbrodnia wołyńska była masowym mordowaniem Polaków przez ukraińskich nacjonalistów, a ideologia oraz bohaterowie tego ruchu — jak twierdzi — stali się elementem oficjalnej polityki państwa ukraińskiego.

Jednocześnie Lisicki przeciwstawia temu swoją ocenę odpowiedzialności Polski za Holocaust. Twierdzi, że nie ma śladu działania polskich sił podziemnych polegającego na prowadzeniu akcji zabijania Żydów ani dowodu na akceptowanie takiej działalności przez Polskie Państwo Podziemne. Przeciwnie, powołuje się na — jak określa — dostępne dane wskazujące na sprzeciw polskiego państwa podziemnego wobec niemieckiej akcji masowego mordowania Żydów.

Są to argumenty przedstawione przez Lisickiego w jego komentarzu. W dalszej części publicysta krytykuje zestawianie tych dwóch przypadków i twierdzi, że odpowiedzialność za Wołyń oraz odpowiedzialność przypisywana Polsce za Holocaust mają w jego ocenie zupełnie inny charakter.

Lisicki określa tę konstrukcję jako — w jego własnych słowach — „moralną perwersję” i zarzuca Twardochowi, że przedstawia oba przypadki w sposób umożliwiający postawienie między nimi znaku równości.

Twardoch ma następnie mówić o warunku, jaki Polska musiała spełnić, aby należeć do europejskiego „klubu” państw zdolnych do historycznej autorefleksji. W jego ujęciu podobny warunek miał zostać postawiony również Chorwacji w związku z działalnością ustaszy.

„Kogo uważa pan za polskich ustaszy?”

To właśnie tutaj Lisicki stawia jedno z najbardziej bezpośrednich pytań całego komentarza: kogo Twardoch uważa za polskich ustaszy?

Publicysta pyta, kto w Polsce miałby być odpowiednikiem ustaszy uczestniczących w masowych zbrodniach i gdzie znajdowała się polska struktura państwowa, która kolaborowała z Hitlerem przy mordowaniu Żydów.

Lisicki pyta wprost, czy chodzi o Armię Krajową albo Narodowe Siły Zbrojne. Chce, aby Twardoch — skoro porównuje Polskę z Chorwacją — wskazał konkretnie, jakie polskie siły uważa za odpowiedzialne za zbrodnie, za które Polska miałaby przepraszać.

Jednocześnie Lisicki sam stwierdza, że spodziewa się, iż na takie pytanie nie otrzyma odpowiedzi.

W dalszej części wraca do porównania odpowiedzialności za Holocaust z odpowiedzialnością Ukrainy za Wołyń. Twardoch ma uważać, że Ukraina będzie musiała ostatecznie wziąć odpowiedzialność za ludobójstwo wołyńskie, tak jak Polacy muszą wziąć odpowiedzialność za Holocaust. Lisicki ponownie odrzuca tę analogię, twierdząc, że w jednym przypadku mamy do czynienia z odpowiedzialnością, którą uważa za historycznie potwierdzoną, natomiast w drugim — jego zdaniem — przypisywana Polakom odpowiedzialność jest próbą narzucenia określonej interpretacji historii.

„Wołyń staje się centralną narracją polskiej prawicy”

W dalszej części rozmowy Twardoch ma wyrażać smutek z powodu tego, że Wołyń staje się centralnym elementem narracji polskiej prawicy.

Lisicki ironicznie komentuje samo sformułowanie, zwracając uwagę na jego powtórzenia i językową konstrukcję. Ważniejsze jest dla niego jednak to, że ponownie pojawia się obraz „postmoczarowskiej prawicy”, któremu — w jego interpretacji — towarzyszy sugestia działania rosyjskich służb.

Następnie przywołuje kolejny argument Twardocha: narracja, w której Bandera i Szuchewycz oraz Hitler i Stalin mieliby być przedstawiani jako główni wrogowie polskości XX wieku, jest — według pisarza — absurdalna.

Lisicki odpowiada, że problem nie polega na tym, iż Polacy zapomnieli o zbrodniach Hitlera czy Stalina. W jego ocenie istotne jest natomiast współczesne upamiętnianie Bandery i Szuchewycza na Ukrainie.

Jako kontrast przywołuje Niemcy. Pyta, gdzie znajdują się w Niemczech pomniki Hitlera, Himmlera, Goebbelsa czy Göringa. Następnie przyznaje, że w Rosji zdarzają się pomniki Stalina, ale jednocześnie twierdzi, że Stalin nie jest głównym punktem odniesienia oficjalnej rosyjskiej doktryny państwowej, która — w jego ocenie — częściej odwołuje się do Piotra Stołypina czy czasów carskiej Rosji.

W przypadku Ukrainy Lisicki twierdzi natomiast, że Bandera i Szuchewycz stali się promotorami współczesnej ukraińskiej tożsamości. To właśnie obecność tego kultu, a nie samo przypominanie zbrodni Hitlera i Stalina, uważa za istotny element polskich obaw dotyczących pamięci historycznej.

„W jakiej roli pan Twardoch troszczy się o Polskę?”

W tym miejscu Lisicki przechodzi do zasadniczego pytania dotyczącego samego Twardocha: w jakiej roli pisarz występuje i dlaczego tak bardzo zależy mu na Polsce?

Publicysta przypomina, że znalazł wcześniejszą wypowiedź Twardocha — specjalny apel skierowany do Polaków. W tym materiale pisarz miał występować już nie jako liberalny polski intelektualista zatroskany o stan polskiego społeczeństwa, lecz jako przedstawiciel Ślązaków.

Lisicki zestawia obie role. W rozmowie dotyczącej Wołynia Twardoch ma występować jako Polak, który mówi o odpowiedzialności Polski za Holocaust. W starszym apelu występuje natomiast jako Ślązak, który mówi o krzywdach wyrządzonych Ślązakom przez Polskę.

W przywołanym przez Lisickiego apelu Twardoch miał przypominać Polakom o obozie Zgoda w Świętochłowicach oraz o zbiorowym, niewypowiedzianym niepokoju związanym z historią Śląska. Miał podkreślać, że Ślązacy pamiętają te wydarzenia i że wielu z nich żyje z poczuciem krzywdy. Jednocześnie zaznaczał, że może mówić wyłącznie za siebie i nie ma prawa wypowiadać się za innych.

Lisicki wykorzystuje właśnie ten fragment do postawienia Twardochowi zarzutu niespójności. Zauważa, że w jednym przypadku pisarz podkreśla ograniczenie własnej perspektywy, natomiast w drugim — zdaniem Lisickiego — wypowiada się o odpowiedzialności całego narodu polskiego.

Zgoda, Łambinowice i Salomon Morel

W dalszej części Lisicki szczegółowo omawia przywołany przez Twardocha katalog śląskich krzywd. Pojawiają się Zgoda, Łambinowice, plebiscytowe kłamstwa, skrytobójstwa, wojna domowa, zamachy terrorystyczne, złamane obietnice oraz odebrana autonomia.

Twardoch miał również mówić o programowym niszczeniu śląskiego języka i kultury, kolonialnej i rabunkowej gospodarce oraz o tym, co — w jego ujęciu — Polska zrobiła ze śląskimi miastami, ziemią i przyrodą.

Lisicki zwraca szczególną uwagę na obóz Zgoda. Przypomina, że — według jego przedstawienia — został on utworzony przez siły komunistyczne, a od czerwca 1945 roku jego głównym komendantem był Salomon Morel.

Lisicki podaje, że w obozie mogło zginąć około 2–3 tys. osób, przy czym dokładna liczba jest trudna do ustalenia. Zaznacza również, że znaczną część ofiar stanowiły osoby, które zmarły w wyniku panującego tam tyfusu i chorób, oraz wskazuje na brutalność komendanta. Są to dane i charakterystyka przedstawione przez Lisickiego w komentowanym materiale.

Na tym przykładzie publicysta buduje kolejne porównanie. Twierdzi, że związek między Polską i Polakami a obozem Zgoda jest znacznie słabszy niż związek, jaki — w jego ocenie — można próbować budować między Armią Krajową i NSZ a odpowiedzialnością za Holocaust.

Jego zasadniczy zarzut brzmi więc: w odniesieniu do Holocaustu Twardoch ma przyjmować perspektywę polską i uznawać współodpowiedzialność, natomiast w przypadku Zgody występować jako Ślązak i oskarżyciel Polski.

„Pamiętam Zgodę, Łambinowice, plebiscytowe kłamstwa…”

Lisicki przytacza następnie dalszą część dawnego apelu. Twardoch miał wymieniać nie tylko Zgodę i Łambinowice, ale także plebiscytowe kłamstwa, skrytobójstwa, wojnę domową, terrorystyczne zamachy, złamane obietnice i odebraną autonomię.

Kolejne zarzuty dotyczyły — według przywołanego przez Lisickiego tekstu — programowego niszczenia śląskiego języka i kultury, kolonialnej oraz rabunkowej gospodarki, a także ingerencji w śląskie miasta, ziemię i przyrodę. Twardoch miał przedstawiać te działania jako element historii stosunków między Polską a Śląskiem.

Lisicki podkreśla, że w tym fragmencie Twardoch występuje w zupełnie innym tonie niż w analizowanym wywiadzie. Określa go jako „gniewnego proroka”, który oskarża Polskę i Polaków.

Następnie pojawia się jeszcze mocniejszy fragment apelu. Twardoch miał zwracać się do Polaków z przekazem, że powinni odczuwać dyskomfort, i deklarować, że właśnie tego dyskomfortu od nich oczekuje.

W przywołanej przez Lisickiego wypowiedzi pojawiają się również zarzuty dotyczące kłamstw historycznych przekazywanych dzieciom w szkołach, biało-czerwonych flag obecnych w każdej gminie oraz „kolonialnych” pomników Adama Mickiewicza i Józefa Piłsudskiego. Według relacji Lisickiego Twardoch przedstawiał je jako symbole polskiego panowania nad Śląskiem i narzędzia przypominania Ślązakom o polskiej dominacji.

Na końcu tego apelu Twardoch miał ponownie zastrzegać, że może mówić wyłącznie za siebie, choć podejrzewa, że pamięć o Zgodzie jest obecna również u innych Ślązaków.

Dwie role Twardocha według Lisickiego

W końcowej części Lisicki ponownie zestawia oba sposoby występowania Twardocha.

W jednym przypadku pisarz przedstawiany jest jako polski intelektualista, który — według Lisickiego — przyjmuje odpowiedzialność Polski za Holocaust. W drugim występuje jako Ślązak i oskarżyciel polskości, przypisujący Polsce i Polakom odpowiedzialność za Zgodę, Łambinowice, politykę wobec Śląska, niszczenie języka i kultury oraz działania określane jako kolonialne.

Lisicki wraca przy tym do kwestii Zgody i Salomona Morela. Podkreśla, że obóz był związany z władzami komunistycznymi, a Morel po 1968 roku znalazł się w Izraelu. Według Lisickiego fakt ten nie zmienia jednak sposobu, w jaki Twardoch miał przedstawiać odpowiedzialność za Zgodę: „to są Polacy”, „to jest Polska”. Taką interpretację przypisuje właśnie Twardochowi, a nie przedstawia jej jako własne ustalenie historyczne.

Lisicki kończy swoją argumentację ponownym zestawieniem obu ról. Twierdzi, że gdy chodzi o przypisanie Polakom odpowiedzialności za Holocaust, Twardoch ma występować zdecydowanie i jako pierwszy przyjmować tę perspektywę. Gdy natomiast chodzi o inne kwestie historyczne dotyczące Polski, ma — w ocenie Lisickiego — znacznie bardziej ważyć słowa, rozpatrywać różne możliwości i pozostawiać sobie przestrzeń do wątpliwości.

Ostatecznie Lisicki przedstawia Twardocha jako bardzo popularnego polskiego pisarza i uznaje jego sposób argumentowania za przykład tego, jak — jego zdaniem — myśli część polskiej elity intelektualnej. Zastrzega przy tym na końcu, że chodzi przynajmniej o ludzi, którzy za przedstawicieli tej elity są uważani.


Źródło: Tygodnik DoRzeczy. Materiał: „Szczepan Twardoch i Wołyń. O postmoczarowskich obszarach prawicy” – P. Lisicki. Kanał: Tygodnik DoRzeczy, 132 tys. subskrybentów. Data publikacji: 21 września 2026 r.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *