21 stycznia 1944 roku, w trakcie trwającej na Wołyniu rzezi Polaków, ze sztabu XIII Korpusu Armijnego Wehrmachtu wysłano tajny dalekopis oznaczony klauzulą „Geheim”, zaadresowany do dowództwa IV Armii Pancernej. Dokument dotyczył sytuacji band partyzanckich na tym terenie, a jedna z jego rubryk odnosiła się bezpośrednio do Polaków. O rzezi wołyńskiej opowiadają zazwyczaj ci, którzy ją przeżyli, oraz ci, którzy dokonywali zbrodni — analizowany materiał dokumentalny pokazuje ją natomiast z perspektywy niemieckiego okupanta, który zjawisko to obserwował, liczył i klasyfikował, utrwalając je w raportach policji, dalekopisach Wehrmachtu oraz dokumentach żołnierzy i urzędników administracji.
Sztab przyznaje się do braku informacji, po czym mimo to wydaje oceny
Korpus dopiero wszedł w nowy rejon działań na Wołyniu, a autor dalekopisu w pierwszym akapicie otwarcie przyznaje, że brakuje warunków do uzyskania jasnego obrazu aktywności band — wcześniej sprawnie działająca siatka informatorów uległa dezorganizacji, a niemiecka policja opuściła istotne punkty oparcia. Mimo tego przyznania się do niewiedzy, dokument w kolejnych akapitach nie waha się formułować stanowczych ocen sytuacji.
Negocjacje z ukraińskim oddziałem pod Równem
Tego samego dnia, 33 kilometry na północny zachód od Równego, w rejonie wsi Postojno i Michałówka, niemieccy żołnierze prowadzili rozmowy z ukraińskim oddziałem liczącym, według szacunków Niemców, około 800 ludzi — była to zatem zorganizowana siła. Podczas negocjacji oddział zapowiedział kontynuowanie walki z partyzantką sowiecką i regularnymi wojskami Armii Czerwonej, jednocześnie odmawiając wspólnej walki z Niemcami i oddania broni. Autor dalekopisu zastrzegł, że deklaracje te wymagają jeszcze weryfikacji i nie wiadomo, czy obowiązują wszystkie ukraińskie oddziały ani czy zostaną dotrzymane. Według meldunku ukraińskie akcje kierowane były rzekomo rzadziej przeciwko wojsku, a częściej przeciwko niemieckiej administracji cywilnej.
W dalszej części dokumentu, w punkcie opisującym bandy narodowo-ukraińskie, sztab przedstawił ogólny portret przeciwnika, określając, że rzadko są to trwałe, zorganizowane formacje — większość ich członków miała żyć jako niegroźni cywile we własnych domach, biorąc udział w działaniach zbrojnych jedynie od przypadku do przypadku. Niemiecki zapis nie nazywał więc tych osób stałymi żołnierzami podziemnej armii, lecz przedstawiał model, w którym uczestnik akcji zbrojnej wraca następnie do cywilnego życia. W jednym dokumencie współistniały zatem twarde negocjacje z ośmiusetosobową grupą oraz definicja niegroźnych cywilów — co pokazuje, że sztywna niemiecka siatka pojęciowa nie przystawała do rzeczywistości obserwowanej w terenie.
Analizę sytuacji ukraińskiej sztab zamknął chłodną prognozą, umieszczoną bezpośrednio przed wejściem w kolejny punkt meldunku dotyczący Polaków: ukraińskie oddziały miały nadal występować zarówno przeciwko polskim bandom, jak i przeciwko polskim osiedlom. W tym jednym zdaniu uzbrojona grupa bojowa oraz zamieszkana przez cywilów wieś zostały postawione po obu stronach tego samego łącznika, jako równoległe cele ataku. Dla niemieckiego dowództwa nie był to alarm o nowym zjawisku — wojskowe i policyjne struktury śledziły ten proces od wielu miesięcy, a styczniowy zapis stanowił jedynie wpisanie znanej, trwającej już od miesięcy rzezi w rutynową, pozbawioną emocji prognozę sztabową. Najostrzejszy kontrast dokumentu polega właśnie na tym, że ten sam korpus, który otwarcie przyznał brak jasnego obrazu sytuacji, w prognozowaniu kolejnych ataków na zamieszkane osiedla nie wykazał żadnej niepewności.
„Bandy polskie” — kategoria dla ofiar rzezi
W kolejnym punkcie dalekopisu, oznaczonym literą C, sztab XIII Korpusu Armijnego wprowadził wreszcie kategorię dotyczącą Polaków, określając ich jako „die polnischen Banden” — bandy polskie. To ta chłodna, wojskowa kategoria została ostatecznie wybrana przez Niemców dla Polaków znajdujących się w środku wołyńskiej rzezi. Pierwsza ocena sztabu była lekceważąca — polskie grupy miały być, według niemieckich zapisków, nieliczne i słabo zorganizowane, przy czym tylko jedna większa formacja miała operować na południowy zachód od Kowla.
Najważniejszą informacją w tej części raportu było jednak doniesienie o wielkim skupisku ludności w kompleksie leśnym na południowy wschód od Rożyszcz, gdzie miało przebywać, według szacunku Niemców, pięć tysięcy uzbrojonych i nieuzbrojonych Polaków — liczba ta została w dokumencie zapisana ze znakiem zapytania jako szacunek sztabu, który sam przyznał brak jasnego obrazu sytuacji. Jak wskazuje po latach historyk Władysław Filar, chodzi najprawdopodobniej o ufortyfikowaną bazę samoobrony w Przebrażu koło Kiwerc, którą z kolei historyk Karel Berkhoff opisuje jako największą tego typu bazę, dającą przed nadejściem Armii Czerwonej schronienie kilkunastu tysiącom uchodźców polskich i żydowskich.
Kategoria zastosowana przez Wehrmacht całkowicie zacierała fundamentalną różnicę między osobami uzbrojonymi a nieuzbrojonymi. Jeszcze w kwietniu 1943 roku administracja cywilna w swoich raportach rozróżniała los uchodźców, opisując wygnane polskie rodziny uciekające z dobytkiem, a późniejszy polski meldunek podziemny notował zagrożoną ludność, która chroniła się w lasach i samorzutnie podejmowała obronę. W styczniowym wojskowym dalekopisie tego rozróżnienia już nie było — uzbrojeni i nieuzbrojeni zostali połączeni w jedną kategorię.
Dokument oceniał również intencje polskich grup, stwierdzając, że tendencja band polskich jest w każdym przypadku skierowana przeciwko ukraińskim bandom, jak i przeciwko ukraińskim wsiom. Dowództwo dodało przy tym, że stosunek tych polskich grup do Niemców i oddziałów sowieckich pozostaje niejasny, a ewentualną współpracę z Sowietami uznano jedynie za prawdopodobną. W ten sposób, w lustrzanym odbiciu wcześniejszej prognozy dotyczącej strony ukraińskiej, zbrojny oddział i cywilna wieś ponownie stanęły po obu stronach tego samego określenia. Polski odwet na ludności ukraińskiej rzeczywiście miał miejsce, jednak analizowany dalekopis nie pokazuje jego skali, chronologii ani liczby ofiar i nie dowodzi symetrii działań obu stron — jak podkreśla historyk Karel Berkhoff, głównym agresorem realizującym wcześniej zaplanowany atak na bezbronną ludność cywilną była strona ukraińska.
Wcześniejsze dokumenty: „wytępienie” i „głęboka nienawiść”
Materiał dokumentalny pokazuje również, jak inne niemieckie instytucje opisywały te same wydarzenia pół roku wcześniej, wiosną i latem 1943 roku. Raport niemieckiej administracji cywilnej z 30 kwietnia 1943 roku wprost stwierdzał, że w okresie sprawozdawczym wytępiono wiele polskich rodzin, opisując jednocześnie rodziny uciekające z dobytkiem w kierunku miast oraz sprawców, którzy za dnia udawali spokojnych chłopów. Część uchodźców z tej fali została uzbrojona w majątkach państwowych, znacznie większa natomiast objęta naborem do pracy w Rzeszy.
Dwa miesiące później, 30 czerwca 1943 roku, powstał tajny raport wyższego dowódcy SS i Policji na obszar Rosja Południe, drobiazgowo opisujący wydarzenia z maja tego roku. Dokument śledził rozwój ukraińskiego ruchu od pojawienia się oddziału Tarasa Borowca w rejonie Sarn we wrześniu 1942 roku, przez rozszerzenie działań na Kostopol, Łuck, Dubno i Krzemieniec. Autorzy raportu przyznali, że wcześniejsze założenie o przejęciu kierownictwa ruchu przez Borowca się nie potwierdziło, a ogólne dowodzenie przypisali ukraińskiej frakcji banderowskiej, odnotowując przy tym rozprowadzane przez ruch ulotki, w których winą za napady na polskie miejscowości próbowano obarczyć niemiecką policję. Z raportu wyłania się dramatyczny obraz — w maju napady na polskie osiedla osiągnęły taką skalę, że mieszkańcy jeszcze nienapadniętych miejscowości tysiącami opuszczali wsie, kierując się do miast. Co szczególnie wstrząsające, ci sami zdesperowani uchodźcy byli w aktach niemieckich rejestrowani jako osoby dobrowolnie zgłaszające się do wyjazdu i pracy w Niemczech. Diagnozując postawę sprawców w terenie, dokument wskazał jedną wspólną cechę różnych grup zbrojnych — głęboką nienawiść do ludności polskiej.
Trzecie sformułowanie, najkrótsze ze wszystkich, znajduje się w raporcie Wały III — komórki niemieckiego kontrwywiadu wojskowego — z 13 lipca 1943 roku. Ten tajny dokument, oparty na doniesieniach wiarygodnych informatorów, w rubryce poświęconej ruchowi banderowskiemu zawierał jedną, pięciosłowną linijkę: wytępienie polskich osadników na Wołyniu.
Ewolucja języka: od „wytępienia” do „band”
Dokumenty administracji cywilnej, SS oraz wojskowej Abwehry z wiosny i lata 1943 roku układają się w spójny obraz — widziały one uciekającą tysiącami ludność cywilną i nazywały to zjawisko po imieniu, jako wytępienie rodzin. Pół roku później, w styczniowym dalekopisie XIII Korpusu Armijnego, wojskowy oficer dokonał już drastycznej zmiany rejestru językowego — w tekście nie ma śladu po uchodźcach opuszczających dobytek, jest natomiast pięciotysięczny, uzbrojony i nieuzbrojony tłum ludzi w lesie, wciągnięty z biurokratycznym chłodem w kategorię „band polskich”. Cywile i uchodźcy zniknęli z tego słownictwa pod jednym militarnym terminem.
Na ostatniej stronie styczniowego dalekopisu widnieje podpis: Hauffe, generał piechoty, wraz z wojskową sygnaturą dowództwa XIII Korpusu Armijnego numer 146 Geheim z 21 stycznia 1944 roku — to właśnie to dowództwo wzięło ostateczną, instytucjonalną odpowiedzialność za treść dokumentu.
Zestawienie obu okresów pokazuje wyraźną ewolucję niemieckiego słownictwa opisującego tę samą zbrodnię. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu 1943 roku, raport wyższego dowódcy SS i Policji mówił o głębokiej nienawiści do ludności polskiej, a lipcowy raport Wały III pisał wprost o wytępieniu polskich osadników. W styczniu 1944 roku, nad tym samym Wołyniem, wojskowy dalekopis zamknął jednak Polaków pod jednym, pozbawionym emocji nagłówkiem: bandy.
Źródło: YouTube, kanał „Wymazane Kresy i Wojenne Archiwa” (subskrypcje: 836), materiał „Jak Niemcy opisywali rzeź Polaków na Wołyniu?”, 93 725 wyświetleń, publikacja: 6 września 2026. Źródła przywołane w materiale: Taras Hunczak (red.), „The UPA in Light of German Documents. Book One: 1942–June 1944″, Litopys UPA, t. 6, Toronto 1983; Karel C. Berkhoff, „Harvest of Despair: Life and Death in Ukraine under Nazi Rule”.