Ksiądz Tomasz Trzaska, uczestnik prac ekshumacyjnych na dawnych terenach Woli Ostrowieckiej i Ostrówek na Wołyniu, był gościem programu „KontrWywiad” na kanale History Hiking, gdzie omówił postęp tegorocznych prac, stan odnalezionych szczątków, kwestię identyfikacji ofiar oraz odniósł się do fali internetowego hejtu wymierzonego w Ukraińców w związku z tymi odkryciami.
Stan prac ekshumacyjnych: 49 podjętych szczątków
Ksiądz Trzaska poinformował, że w ramach tegorocznej ekspedycji podjęto szczątki 48 osób w Woli Ostrowieckiej – to największa część prac tego sezonu. Chodziło o tak zwany dół śmierci u Aleksandra Strażyca, gdzie sprawcy z UPA zamordowali mężczyzn, kobiety i dzieci, ukrywając ciała w dwóch dołach. W pierwszym z nich prace prowadzono już w poprzednich latach pod kierunkiem dr. Leona Popka, natomiast w tym sezonie podjęto tam 48 osób. Dodatkowo, drugiego dnia prac, w pobliżu odnaleziono szczątki jeszcze jednej osoby, ujawnione podczas prac leśnych – łącznie dając liczbę 49 osób. Równolegle trwają prace w Ostrówkach, gdzie na moment rozmowy podjęto już około 6 osób, a prace wciąż są kontynuowane.
Trudny proces rozdzielania przemieszanych szczątków
Ksiądz Trzaska opisał stan, w jakim znajdują się odnalezione szczątki: ciała były zrzucane do dołów w nieładzie, bez żadnego uporządkowania, co po latach doprowadziło do przemieszania kości poszczególnych ofiar. Praca zespołu polegała na precyzyjnym przyporządkowaniu poszczególnych kości do konkretnych osób – proces utrudniony przez podobieństwo poszczególnych kości oraz bliskość, w jakiej leżały ciała. W pracach uczestniczą archeolodzy, antropolodzy oraz medyk sądowy, którzy z całkowitą pewnością rozdzielają szczątki poszczególnych ofiar, choć jest to proces bardzo pracochłonny. Same kości uległy znacznej degradacji przez lata zalegania w gliniastej ziemi, przez co są niezwykle delikatne i łatwo się łamią lub kruszą podczas oczyszczania. Na szczątkach, głównie na czaszkach, widoczne są ślady zbrodni – urazy mechaniczne, otwory po uderzeniach i pęknięcia, odpowiadające relacjom świadków i ocalałych z tamtych wydarzeń.
Identyfikacja ofiar: lista 1050 nazwisk i bariery genetyczne
Ksiądz Trzaska wyjaśnił, że identyfikacja ofiar prowadzona jest dwutorowo. Istnieje znana lista 1050 ofiar zamordowanych w tym miejscu, ustalona przez dr. Leona Popka we współpracy z rodzinami – w jej powstanie duży wkład miała także zmarła matka doktora Popka, która samodzielnie przygotowała listę mieszkańców, później uzupełnianą podczas spotkań rodzinnych. Drugą drogą jest identyfikacja genetyczna, znacznie trudniejsza, ponieważ wymaga materiału porównawczego od żyjących krewnych – nie istnieje bowiem żadna baza profili genetycznych obejmująca wszystkich Polaków z XX wieku. Sytuację komplikuje fakt, że w tej zbrodni ginęły całe rodziny i sąsiednie wsie, a wielu ocalałych – stanowiących 20–30 procent mieszkańców – już nie żyje. Dodatkowym problemem jest to, że ponad 670 osób zostało już wcześniej złożonych w miejscu, gdzie odbywa się rozmowa, głównie podczas ekshumacji w 1992 roku, gdy nikt nie pobierał jeszcze próbek pod kątem badań genetycznych – materiał genetyczny w tych szczątkach może być dziś mocno zdegradowany lub w ogóle nieistniejący, w zależności od warunków przechowywania. Od nowo podjętych szczątków zespół pobiera materiał kostny i jednocześnie poszukuje rodzin ofiar, które jeszcze nie oddały materiału porównawczego – przy dobrej jakości próbki od bliskiego krewnego droga do identyfikacji staje się znacznie prostsza.
Przedmioty osobiste: głównie religijne
Zapytany o przedmioty osobiste znajdowane przy ofiarach, ksiądz Trzaska wskazał, że poza elementami odzieży, jak guziki, sprzączki czy buty, najczęściej odnajdywane są przedmioty religijne – medaliki, w tym szkaplerzne, często z polskimi napisami, krzyżyki, obrączki oraz fragmenty, a niekiedy nawet całe różańce. Zaznaczył, że ofiary prawdopodobnie zostały wcześniej ograbione – zarówno ich domostwa, jak i one same, przez sprawców z UPA oraz dołączających do nich okolicznych Ukraińców niebędących formalnie członkami organizacji. Podkreślił, że ludzie ci zostali zwołani rzekomo na zebranie czy „badanie”, więc nie zabierali ze sobą wartościowych przedmiotów.
Blisko 40 procent ofiar to dzieci
Ksiądz Trzaska poinformował, że na obecnym, wciąż wczesnym etapie oględzin, około 30–40 procent spośród 48 podjętych osób z dołu śmierci to dzieci. Zaznaczył, że dokładne określenie wieku jest na tym etapie przedwczesne, ponieważ szacuje się go na podstawie różnych cech kości, w tym wzrostu i fazy rozwoju zębów. Podzielił się osobistym doświadczeniem czyszczenia szczątków dziecka, u którego w żuchwie wyrzynały się już zęby stałe przy wciąż obecnych zębach mlecznych, co pozwala oszacować wiek na podstawie etapu tego procesu. Zaznaczył, że wśród ofiar znajdują się zarówno małe dzieci, jak i nastolatkowie, odzwierciedlając naturalny skład wiekowy społeczności wiejskiej.
Dobra współpraca ze stroną ukraińską mimo trudnej materii
Odnosząc się do współpracy polsko-ukraińskiej, ksiądz Trzaska ocenił ją bardzo pozytywnie, wskazując na stałą współpracę z przedsiębiorstwem Wołyńskie Starożytności oraz kilkoma innymi instytucjami. Podkreślił, że nie dostrzega różnicy w zaangażowaniu między polskimi a ukraińskimi członkami zespołu, mimo że dla strony ukraińskiej jest to szczególnie trudna materia – w większości są to Ukraińcy (poza jednym Polakiem w zespole), ekshumujący ofiary ukraińskich nacjonalistów. Zaznaczył, że ci sami specjaliści pracują również przy innych ekshumacjach zlecanych przez stronę polską, w tym przez Instytut Pamięci Narodowej, między innymi przy podejmowaniu szczątków obrońców Lwowa z września 1939 roku. Dobrze ocenił też współpracę administracyjną z lokalnym i obwodowym samorządem przy uzyskiwaniu niezbędnych zezwoleń, nie napotykając większych trudności czy blokad.
Miejscowa ludność trzyma dystans
Ksiądz Trzaska przyznał, że miejscowa ludność raczej nie odwiedza miejsca prac – najbliższa wioska znajduje się kilka kilometrów dalej, a on sam nie widział, by ktoś z okolicznych mieszkańców się tam pojawiał. Zaznaczył jednak, że przez lata dr Leon Popek utrzymywał kontakt z mieszkańcami, którzy wskazywali mu miejsca i poszlagi – wspomniał w tym kontekście postać „Babci Szury” ze wsi Soszyce, szczególnie pomocnej w tych poszukiwaniach. Choć obecny zespół nie ma bezpośredniego kontaktu z miejscową ludnością, ludzie wiedzą, kim są i czym się zajmują – kolumna kilku samochodów na polskich numerach, poruszająca się razem z pojazdem dyplomatycznym, trudno przechodzi niezauważona. Opowiedział anegdotę o mężczyźnie przy lokalnym sklepie, który zapytał ich wprost, czy tego dnia coś znaleźli.
Odpowiedź na falę hejtu internetowego wobec Ukraińców
Ksiądz Trzaska odniósł się obszernie do problemu negatywnych komentarzy internetowych, wymierzonych zbiorowo we wszystkich Ukraińców w reakcji na publikowane zdjęcia z ekshumacji. Przyznał, że nie ma gotowej recepty na radzenie sobie z takimi komentarzami – można je usuwać lub blokować, choć odpowiadanie na nie bywa przeciwskuteczne, prowokując autorów do dalszych działań. Podkreślił, że choć rozumie emocjonalną reakcję osób oglądających zdjęcia ofiar zamordowanych przez bandytów, obarczanie winą całego narodu ukraińskiego, w tym Ukraińców mieszkających obecnie w Polsce, jest nielogiczne i niesprawiedliwe – winę ponoszą konkretni sprawcy, konkretni politycy odpowiedzialni za politykę historyczną, oraz konkretni ludzie blokujący przez lata możliwość prowadzenia ekshumacji.
Przywołał komentarz jednej z Ukrainek na profilu na Facebooku, która napisała słowa przeprosin za to, co Ukraina zrobiła Polakom, pytając retorycznie, czy taka osoba również ponosi winę. Zaapelował też do autorów komentarzy sugerujących, że szczątki ofiar banderowców są wydobywane „banderowskimi rękami”, by przyjechali osobiście i powiedzieli to zaangażowanym ukraińskim archeologom pracującym przy ekshumacjach, wymieniając z imienia dwoje z nich – Igora i Alinę – podkreślając, że dla nich praca przy szczątkach ofiar UPA jest szczególnie trudna emocjonalnie. Zaznaczył przy tym, dla równowagi, że pojawiają się także prowokacyjne komentarze ze strony ukraińskiej, oskarżające zespół m.in. o nekrofilię, kłamstwo w liczbach ofiar czy podrzucanie dowodów – którym stanowczo zaprzeczył, podkreślając wieloletnie doświadczenie i rzetelność zespołu.
Ekshumacje a napięcia we Wrocławiu
Zapytany, czy prowadzenie ekshumacji może wywoływać antyukraińskie nastroje w kontekście niedawnego pobicia dwojga Ukraińców we Wrocławiu, ksiądz Trzaska odpowiedział, że trudno dyskutować z tak postawionym pytaniem. Podkreślił, że kluczowe pytanie brzmi, czy ofiary leżące w dołach śmierci mają prawo do godnego pochówku i czy rodziny mają prawo mieć miejsce, gdzie mogą się pomodlić za bliskich. Zaznaczył, że za budowanie nastrojów antyukraińskich nie odpowiada IPN, lecz media – i to właśnie autorzy nienawistnych komentarzy pod publikowanymi materiałami, a nie sam fakt prowadzenia ekshumacji, w większym stopniu przyczyniają się do podsycania napięć.
Wyjaśnił, że zespół celowo informuje opinię publiczną o prowadzonych pracach, zamiast działać po cichu, ponieważ jako instytucja państwowa finansowana przez polskich podatników czuje się zobowiązany do transparentności – Polacy mają prawo wiedzieć, kogo odnaleziono i gdzie prowadzone są prace. Przyznał, że upublicznianie tych działań wiąże się z pewnym ryzykiem, ponieważ spotykają się też z krytyką po stronie ukraińskiej, ale ocenił to jako konieczne, między innymi dlatego, że daje rodzinom innych niezidentyfikowanych ofiar nadzieję na odnalezienie bliskich w przyszłości.
Emocje przy otwieraniu dołów śmierci
Ksiądz Trzaska opisał emocje towarzyszące pracy zespołu, przyznając, że wieloletnie doświadczenie w tego typu pracach sprawia, iż nie towarzyszą im już takie emocje, jakie odczuwałaby osoba uczestnicząca w ekshumacji po raz pierwszy – zespół regularnie zajmuje się podobnymi pracami, kończąc jedne prace i niemal od razu przechodząc do kolejnych. Przyznał jednak, że widok czaszek rozbitych młotem, siekierą, toporem czy narzędziem do uboju bydła nadal robi wrażenie, tym bardziej że dotychczas zespół zajmował się głównie ekshumacjami ofiar zbrodni niemieckich, komunistycznych oraz żołnierzy poległych w obronie polskiej niepodległości – zbrodnia wołyńska stanowi więc dla nich odrębne, nowe doświadczenie. Szczególnie poruszające, choć rzadziej wprost wyrażane, są odkrycia dotyczące dzieci – członkowie zespołu, sami mając własne dzieci, są świadomi, że w dołach śmierci często leżą rówieśnicy ich pociech.
Pytanie o pojednanie polsko-ukraińskie
Na pytanie o możliwość prawdziwego pojednania polsko-ukraińskiego na płaszczyźnie historycznej, ksiądz Trzaska odpowiedział, że kluczowe jest zdefiniowanie samego pojęcia pojednania – relacje międzynarodowe rozgrywają się na wielu płaszczyznach: historycznej, gospodarczej, politycznej, medialnej, społecznej i finansowej. Podkreślił, że jedynym kryterium możliwego porozumienia na płaszczyźnie historycznej jest prawda – jeśli którakolwiek ze stron będzie fałszować fakty, milczeć na dany temat lub im zaprzeczać, porozumienie będzie niemożliwe. Zaznaczył, że jeśli któraś ze stron dopuściła się krzywd, naturalnym krokiem jest przyznanie tego faktu, a gloryfikowanie sprawców zbrodni jest czymś nieakceptowalnym w ramach europejskiej cywilizacji i kultury.
Ocenił, że osiągnięcie pełnego pojednania będzie trudne, ale zespół stara się szukać wspólnych działań i uznania wspólnych faktów. Podkreślił, że nie oskarżają współczesnych Ukraińców o odpowiedzialność za zbrodnię wołyńską – przywołał rozmowę sprzed kilku dni z przedstawicielem strony ukraińskiej, któremu wprost powiedział, że nie twierdzi, iż jest on zbrodniarzem ani że cały naród ukraiński jest narodem zbrodniarzy, lecz że konkretni bandyci dopuścili się tej zbrodni. Porównał to do sytuacji w polskim społeczeństwie, w którym również zdarzają się przestępcy – fakt posiadania tego samego obywatelstwa nie czyni całego narodu winnym czynów pojedynczych sprawców.
Materiał „Wykopaliska na Wołyniu: takie przedmioty znajdują przy szczątkach” dostępny jest na kanale History Hiking na YouTube, liczącym 591 tys. subskrybentów, w ramach cyklu „KontrWywiad”. Opublikowany 2 sierpnia 2026.