Zespół Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego dokonał przełomu w badaniach nad zbrodnią wołyńską — po raz pierwszy w historii udało się zidentyfikować ofiary tej zbrodni na podstawie analiz genetycznych. W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego rodziny odebrały noty identyfikacyjne ośmiu osób zamordowanych przez oddział UPA w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku we wsi Późniki, w dawnym powiecie buczackim województwa tarnopolskiego.
Przełom naukowy
Prof. Andrzej Ossowski, kierownik zespołu genetyków sądowych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, podkreślił, że dotychczas nikomu nie udało się zidentyfikować ofiar zbrodni wołyńskiej — wcześniejsze prace nigdy nie doprowadziły do ustalenia tożsamości. Dziś, dzięki genetyce oraz współpracy antropologów, medyków sądowych, genetyków, historyków i archeologów, udaje się doprowadzić do identyfikacji osób całkowicie anonimowych, o których nie było wiadomo nic poza imieniem, nazwiskiem i informacją przekazaną przez rodzinę, że zginęły podczas zbrodni wołyńskiej. Jak zaznaczył, identyfikacja osób uznawanych za bohaterów narodowych, o których istnieją dane historyczne, jest praktykowana od lat i dziś nikogo nie zaskakuje — ale identyfikacja anonimowych ofiar to coś wyjątkowego, „wielki przełom”.
Na podstawie analiz genetycznych ustalono, że w masowej mogile w Późnikach spoczywają szczątki co najmniej 43 osób — liczbę tę ustalono na podstawie profilowania całego materiału szkieletowego pobranego podczas prac ekshumacyjnych w 2025 roku. Ustalenia antropologiczne i medyczne zostały poszerzone dzięki analizom genetycznym, dzięki którym udało się dotąd zidentyfikować 8 osób z tej grupy. Wśród zidentyfikowanych są całe rodziny — identyfikacja jednej ofiary daje „wyjście” na kolejne, bo podczas napadu ginęły całe rodziny naraz, co jednocześnie mocno komplikuje cały proces identyfikacyjny.
Historia napadu i droga do ekshumacji
Pogrzeb zidentyfikowanych ofiar odbył się 6 września 2025 roku, wieńcząc prace ekshumacyjne prowadzone w kwietniu i maju 2025 roku. Sam dół ze szczątkami odnaleziono w sierpniu 2023 roku. Podczas napadu oddziału UPA na wieś Późniki w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku zginęło, według relacji rodzin, blisko 90 osób. Odnaleziony dół jest jednym z dwóch, w których chowano ofiary — poszukiwania drugiego wciąż trwają. Uroczystości pogrzebowe relacjonował Kanał Zero, dokumentując przewiezienie trumien ze szczątkami z kaplicy cmentarnej przy dawnym kościele rzymskokatolickim w Nowosiółce Koropieckiej (obecnie wieś Sadowe) na teren dawnego cmentarza w nieistniejącej już wsi Późniki.
Relacje rodzin ofiar
Materiał zawiera poruszające świadectwa bliskich ofiar. Kobieta, córka jednej z ofiar, opowiedziała, jak jej matka w noc napadu musiała schować się z trójką dzieci do schronu, podczas gdy ojciec pracował w Buczaczu na kolei. Domy paliły się kolejno, aż ogień dosięgnął ich domu — matka i dzieci zostały zaczadzone. Matka odzyskała przytomność, gdy wyniesiono ją na zewnątrz, ale dzieci już nie odżyły. Przeżył jedynie najstarszy, trzynastoletni brat. Siostra matki próbowała uciec i schować się w zaroślach, ale banderowcy ją odnaleźli i zabili, zdejmując jej nawet buty. Wśród zamordowanych dzieci było rodzeństwo świadka — sześcioletni Jaś oraz trzymiesięczna Józia, której szczątki antropolodzy określili wiekiem między trzy a sześć miesięcy, co kobieta rozpoznała jako swoją siostrzyczkę.
Rudolf Karpiński opowiedział o dramacie swojej rodziny — dziadkowie i matka ukryli się w ziemiance razem z innymi osobami, w tym małymi dziećmi, słysząc odgłosy mordu dokonywanego tuż obok. Dziadek świadka, który nie zdążył się ukryć, otoczony przez Ukraińców pod mostem, obmazał się krwią leżących już ciał pomordowanych i udał martwego. Dwaj Ukraińcy próbowali zdjąć mu lepsze buty — jeden z nich mówił drugiemu, by odciąć mu nogę, skoro but nie chce zejść, ale ostatecznie udało im się go zdjąć bez okaleczania. Dziadek przeżył, podobnie jak matka świadka i jej rodzeństwo — siostra Czesława i brat Józef. Po wojnie cała rodzina trafiła na ziemie polskie.
Podczas uroczystości w Ministerstwie Kultury noty identyfikacyjne odbierali kolejni krewni. Notę Bronisławy Karpińskiej odebrała jej wnuczka Wiesława Hajducka, która opowiedziała historię swojego stryja Mikołaja Szefrańskiego (miał 50 lat) i jego dwóch córek — jedna miała 19, druga 21 lat. Stryj został zastrzelony na podwórzu, jego córki natomiast zginęły w straszliwych mękach — banderowcy odcięli jednej z nich nogę, obie przebito bagnetem, konały do białego rana. Wśród ofiar z najbliższej rodziny była też rodzona siostra jej ojca wraz z dwójką małych dzieci — trzyletnim synkiem i pięcioletnią córeczką. Hajducka relacjonowała, że o mordzie w rodzinie długo opowiadali jej rodzice na podstawie relacji naocznych świadków — stryjenki i jej szesnastoletniej córki, które widziały okrutną śmierć bliskich. Wspomniała też, że dowódcy tzw. sotni, w tym kobiety, mordowali ofiary siekierami i widłami w bestialski sposób, a mimo to jednemu z takich dowódców postawiono później w miejscowości na Ukrainie pomnik jako uznanemu kombatantowi i bohaterowi — co świadek oceniła jako niedopuszczalne. Zastrzegła jednak wyraźnie, że nie można generalizować i uznawać wszystkich Ukraińców za brutalnych — sama pamięta relacje rodziców, że byli Ukraińcy ostrzegający Polaków przed planowanymi mordami, choć — jak podkreśliła z ironią — ci sami sprawcy nigdy nie odważyli się mordować tam, gdzie stacjonowała policja lub wojsko, mordując „jak tchórze” wyłącznie bezbronnych.
Prawnuczka Bronisławy Karpińskiej i Marii Karpińskiej (pięcioletniej dziewczynki zamordowanej wraz z babcią) opowiedziała, że babcia miała liczne rodzeństwo — czworo dzieci, siedmioro wnucząt — z których dziś żyją już tylko wnuki i prawnuki. Określiła ten dzień jako „smutny i radosny” — smutny, bo cała historia wraca na nowo, ale radosny, bo rodzina wreszcie odnalazła swoich bliskich po imieniu i nazwisku.
Aleksandra Trzmielewska odebrała wraz z matką noty identyfikacyjne prababci i cioci ze strony ojca swojej matki. Podkreśliła wzruszenie związane z tym, że do tej pory historię tę znały jedynie z niechętnie przekazywanych opowieści rodzinnych, a teraz mają miejsce, które mogą odwiedzić i któremu mogą oddać cześć zgodnie z własną wiarą.
Praca Fundacji Wolność i Demokracja
Maciej Dancewicz, wiceprezes Fundacji Wolność i Demokracja, opisał swoją podwójną rolę w tym procesie — zarówno jako przedstawiciel organizacji, która doprowadziła do wznowienia prac poszukiwawczych ofiar zbrodni wołyńskiej (angażując w proces Pomorski Uniwersytet Medyczny, Instytut Pamięci Narodowej, przy wsparciu polskiego MSZ i finansowaniu Ministerstwa Kultury), jak i osoby osobiście związanej z Późnikami — jego babcia i prababcia cudem przeżyły napad, a wśród zamordowanych są jego krewni i znajomi rodziny. Zaznaczył, że o Późnikach i tej zbrodni słyszał od dziecka, a to niemal przypadek sprawił, że dziś to on doprowadza ofiary do godnego pochówku.
Dancewicz przypomniał, że temat Późnik pojawił się już wcześniej — w 2009 roku miejscowość znajdowała się na roboczej liście miejsc potencjalnie do upamiętnienia lub ekshumacji, sporządzonej za czasów Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, kierowanej wówczas przez Andrzeja Przewoźnika, zmarłego w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku. Sam Dancewicz pracował wtedy w tej instytucji, a później w Ministerstwie Kultury, kierując Wydziałem Miejsc Pamięci Narodowej za Granicą, co dało mu praktyczną wiedzę o procedurach.
Opisał krok po kroku proces uzyskiwania zgód od strony ukraińskiej: w maju 2022 roku Fundacja zwróciła się do ukraińskiego Ministerstwa Kultury z wnioskiem o zgodę na prace poszukiwawcze, którą otrzymano wstępnie w listopadzie tego samego roku, obwarowaną szczegółową „mapą drogową” wymaganych procedur. Niezbędny był ukraiński partner posiadający koncesję na prace poszukiwawcze i archeologiczne — została nim firma Wołyńskie Starożytności z Łucka, kierowana przez Aleksieja Zołotariowa, wcześniej prowadząca największe tego typu prace w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Zgody wydawane są dwuetapowo — najpierw na poziomie obwodu (w tym przypadku tarnopolskiego), a ostatecznie w Kijowie, gdzie przychylnie do wniosku odniósł się przedstawiciel ukraińskiego Ministerstwa Kultury Mykoła Toczycki. Prace poszukiwawcze rozpoczęto w kwietniu i maju 2023 roku, kończąc się odnalezieniem dołu. Na zgodę na ekshumację czekano jednak ponad rok — otrzymano ją dopiero, po czym prace ekshumacyjne ruszyły wiosną 2025 roku, odnajdując szczątki 43 osób.
Dancewicz zapowiedział, że priorytetem jest teraz odnalezienie drugiego dołu — zgoda na dalsze poszukiwania jest ważna do końca roku, a prace będą kontynuowane latem. W razie odnalezienia drugiego dołu konieczne będzie ponowne złożenie dokumentacji do Kijowa z wnioskiem o zgodę na ekshumację, którą Fundacja spodziewa się otrzymać pod koniec roku.
Jak przebiega identyfikacja genetyczna
Prof. Ossowski szczegółowo wyjaśnił metodologię pracy zespołu. Kluczowe jest, by ten sam zespół prowadził cały proces — od prac poszukiwawczych, przez ekshumacyjne, aż po identyfikację — bo działania w terenie są niepowtarzalne i błędy popełnione na tym etapie nie dają się później odwrócić. Na podstawie analiz genetycznych potwierdzono, że w mogile w Późnikach znajduje się minimum 43 ofiar, ale porównanie z posiadanym materiałem porównawczym wskazuje, że brakuje jeszcze wielu ofiar, co stanowi genetyczny dowód na istnienie kolejnej, wciąż nieodnalezionej mogiły na tym samym cmentarzu.
Ossowski opisał mechanizm identyfikacji „łańcuchowej” na przykładzie pierwszej zidentyfikowanej ofiary — Adolfa Dancewicza, którego udało się rozpoznać dzięki materiałowi porównawczemu przekazanemu przez jego wnuki. Ta identyfikacja umożliwiła rozpoznanie jego rodzonej siostry, Bronisławy Karpińskiej, a analiza pokrewieństwa w modelu matka–dziecko pozwoliła zidentyfikować też jej małoletnią córkę Marię Karpińską (antropologicznie określoną na wiek 3–6 lat). Dla każdej sprawy tworzone jest tzw. drzewo genealogiczne, na podstawie którego oblicza się prawdopodobieństwo pokrewieństwa między osobami — to metoda nazywana genealogią genetyczną, wspierana pracą bioinformatyków. Ossowski podkreślił, że w przypadku zbrodni wołyńskiej dostępny materiał porównawczy pochodzi zazwyczaj od bardzo dalekich krewnych — najczęściej wnuków ofiar lub wnuków ich rodzeństwa — co sprawia, że standardowe metody analizy pokrewieństwa zawodzą i wymaga to znacznie większego nakładu pracy.
Dr Joanna Drath, antropolog zespołu, wyjaśniła, że jej praca zaczyna się już na etapie ekshumacji — antropolog jako jedyny potrafi przypisać poszczególne elementy szkieletowe do konkretnych osób w przypadku grobów masowych, gdzie szczątki są przemieszane, dlatego to on powinien podejmować szczątki z grobu. Jednym z kluczowych zadań antropologa jest analiza obrażeń okołośmiertnych — czyli powstałych na kości „świeżej”, w czasie zbliżonym do śmierci, często bezpośrednio związanych z przyczyną zgonu. Dzięki tej pracy udało się ustalić przyczynę zgonu w niemal wszystkich przypadkach ofiar z Późnik.
Ossowski dodał, że elementem procesu jest też analiza dowodów rzeczowych znajdowanych przy szczątkach, wykonywana zarówno w laboratorium, jak i w prowizorycznych warunkach polowych — w Późnikach takie laboratorium powstało bezpośrednio na miejscu prac. Dowody te pomagają nie tylko w identyfikacji, ale też w odtworzeniu mechanizmu samej zbrodni.
Prof. Ossowski oprowadził też po najnowocześniejszym w Polsce laboratorium genetyki sądowej, wyjaśniając różnicę między klasycznym profilowaniem STR (krótkich fragmentów DNA) a analizami całogenomowymi opartymi o sekwencjonowanie nowej generacji, które pozwalają na dużo trudniejsze identyfikacje niż wcześniej. Zademonstrował, jak wygląda profil genetyczny — każda osoba profilowana jest w ponad 20 markerach, dziedziczonych po połowie od każdego z rodziców, co pozwala określić m.in. płeć na podstawie markera amelogeniny (obecność lub brak amplifikacji chromosomu Y).
Ossowski wskazał na szczególne trudności procesu: postępującą degradację materiału kostnego i genetycznego, zwłaszcza w przypadku szczątków dzieci o niecałkowicie wykształconych, szybko rozkładających się szkieletach — z takim materiałem potrafi pracować niewiele ośrodków na świecie. Kolejnym problemem jest brak dostępności bliskiego materiału porównawczego — od zbrodni minęło kilkadziesiąt lat, nie żyją już rodzice ani rodzeństwo ofiar, dostępny jest najczęściej materiał od wnuków rodzeństwa. W żadnym z badanych przypadków nie udało się pozyskać materiału bezpośrednio od rodzica ofiary.
Dr Michał Kowalski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, bioinformatyk zespołu, wyjaśnił rolę analizy bioinformatycznej — porównywanie materiału genetycznego ofiary z materiałem krewnych lub, gdy to niemożliwe, z bazami danych populacyjnych; im wyższy wynik prawdopodobieństwa pokrewieństwa, tym większa wiarygodność identyfikacji, a dla osób rzeczywiście spokrewnionych wynik ten jest o rzędy wielkości wyższy niż dla przypadkowych par.
Ossowski oprowadził też po serwerowni zespołu, podkreślając skalę wyzwania obliczeniowego — dziś z jednego pacjenta generuje się nawet terabajt danych (w porównaniu do kilku megabajtów w przeszłości), a analiza takiego materiału trwa dzień, natomiast przy analizie kilkudziesięciu czy kilkuset przypadków dziennie proces zajmuje kilka miesięcy. Podkreślił, że bez najnowocześniejszej infrastruktury informatycznej, w tym narzędzi opartych o sztuczną inteligencję, zespół nie byłby w stanie dorównać najlepszym ośrodkom na świecie ani prowadzić tak skomplikowanych analiz identyfikacyjnych.
Co dalej
Na cmentarzu w Późnikach stoi obecnie 43 krzyże nad grobami ofiar rzezi wołyńskiej, jednak na razie tylko przy ośmiu z nich pojawią się tabliczki z imionami i nazwiskami. W rocznicę Krwawej Niedzieli, 11 lipca 1943 roku, premier Donald Tusk zapowiedział budowę w Warszawie muru pamięci z nazwiskami każdej odnalezionej i zidentyfikowanej ofiary rzezi wołyńskiej, podkreślając, że zamordowani nie mogą pozostać bez godnego pochówku.
Materiał „ZAMORDOWANI NA WOŁYNIU ODZYSKALI TOŻSAMOŚĆ. HISTORYCZNY MOMENT” przygotowała reporterka Monika Krzesniak. Opublikował kanał Kanał Zero na YouTube, liczący 2,33 mln subskrybentów. 13 lipca 2026.