Damian Duda, ratownik medyczny z Fundacji W Międzyczasie, od lat obecny na froncie wojny w Ukrainie, był gościem Piotra Drabika w programie „Świadkowie Polski” na kanale Fakt. Rozmowa, nagrana podczas Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie, dotyczyła obecnej sytuacji na froncie, ryzyka związanego z zapowiadaną rosyjską mobilizacją, technologicznej rewolucji dronowej zmieniającej charakter wojny, kondycji morale ukraińskich żołnierzy, relacji polsko-ukraińskich w kontekście narastających napięć politycznych w Polsce oraz barier biurokratycznych utrudniających wdrażanie ukraińskich doświadczeń medycznych w Polsce.
Front napięty jak gałązka do granic możliwości
Duda ocenił, że front ukraiński udało się w miarę możliwości ustabilizować, choć nie oznacza to pełnego zatrzymania działań — wojska rosyjskie wciąż przepychają się naprzód na wybranych odcinkach, korzystając bardziej z przewagi dronowej niż klasycznego, pancernego natarcia, a postępy mierzone są raczej w metrach niż kilometrach. Posłużył się obrazowym porównaniem frontu do gałązki naginanej do granic wytrzymałości, zaznaczając, że kluczowym pytaniem pozostaje, w którym miejscu ona pęknie. Przyznał, że reformy w zakresie dowodzenia i nasycania armii ukraińskiej technologią przynoszą pozytywne efekty, dzięki którym Ukraina wciąż jest w stanie się bronić, ale zastrzegł, że nie widać żadnych oznak zmęczenia Rosji wojną, utraty przez nią zasobów czy inicjatywy. Na pytanie, czy Ukraina w tej sytuacji dysponuje realną zdolnością do przełamania rosyjskiego naporu, odpowiedział jednoznacznie, że jego zdaniem armia ukraińska całkowicie nie ma zdolności ofensywnych i mowa może być wyłącznie o defensywie — ewentualne „zwycięstwo” definiuje jako zatrzymanie Rosji i utrzymanie jak największej części ukraińskiego terytorium pod kontrolą Kijowa.
Rosyjska mobilizacja jako potencjalny „game changer”
Duda ocenił, że przygotowywana obecnie mobilizacja po stronie rosyjskiej może okazać się całkowitym przełomem w przebiegu wojny, do którego Kijów już teraz powinien się przygotowywać. Wyraził obawę, że tak duży napływ nowych żołnierzy może skłonić Rosję do otwarcia dodatkowych kierunków ataku, w tym ponownej próby uderzenia od strony Białorusi, co postawiłoby ukraińską armię przed poważną próbą sił — armię, która mimo rosnącego doświadczenia i technologicznego wzmocnienia wciąż nie dysponuje porównywalnymi zasobami ludzkimi ani finansowymi jak strona rosyjska. Zapytany wprost, czy Ukraina ma jakiekolwiek możliwości przeprowadzenia własnej mobilizacji na porównywalną skalę, odpowiedział, że możliwości te są znacznie ograniczone — zarówno przez realia demograficzne, jak i rosnący opór społeczny wobec poboru, mimo istniejących programów finansowych zachęcających młodych ludzi do wstępowania do wojska. Podkreślił, że Ukraina próbuje kompensować te braki technologią i dronami, całkowicie przeorientowując doktrynę walki w stronę modelu, w którym to technologia, a nie człowiek, ponosi główny ciężar starcia — podczas gdy Rosja stosuje tę samą logikę technologiczną, dysponując dodatkowo ogromną przewagą liczebną.
Morale zależne od dowództwa i zabezpieczenia medycznego
Pytany o poziom morale ukraińskich żołnierzy, Duda odpowiedział, że sytuacja silnie zależy od konkretnej jednostki, sposobu dowodzenia oraz warunków, w jakich dani żołnierze się znajdują. Zaznaczył, że tam, gdzie dowództwo rzeczywiście dba o przetrwanie żołnierzy mimo trudnych warunków frontowych i gdzie zabezpieczenie medyczne — będące, jak podkreślił, obszarem działania jego fundacji — stoi na wysokim poziomie, morale pozostaje wyższe. Tam natomiast, gdzie żołnierze odczuwają, że traktowani są jako zasób jednorazowego lub kilkukrotnego użycia, a ich życie nie stanowi wartości dla dowódców, morale spada, co może prowadzić nawet do dezercji.
Front, na którym „wylądował na całkiem innej wojnie”
Duda opisał tempo zmian technologicznych na froncie jako gwałtownie przyspieszające — o ile jeszcze niedawno zachodziły z roku na rok, teraz zmieniają się z miesiąca na miesiąc. Opowiedział, że wracając na front po zaledwie trzymiesięcznej przerwie zimą, a następnie po wyjeździe na miesiące letnie, za każdym razem trafiał, jak to ujął, na „całkiem inną wojnę”, zmuszony na nowo uczyć się realiów mimo praktycznie ciągłej tam obecności. Opisał obecne pole walki jako świat całkowicie nasycony technologią, gdzie każdy ruch jest monitorowany przez drony, a klasyczna linia frontu przekształciła się w tzw. strefę śmierci, w której samo poruszanie się stanowi bezwzględne zagrożenie. Zaznaczył, że technologia dronowa wypiera dziś klasyczne środki, na których opierały się dotąd armie — czołgi, lotnictwo, transportery opancerzone — ponieważ ciężki sprzęt pancerny jest dziś masowo niszczony, a jego obecność w strefie śmierci ogranicza się do bardzo płytkich i powierzchownych operacji: już około 15 kilometrów od linii przeciwnika drony za kilkaset dolarów są w stanie wykryć i zniszczyć sprzęt wart kilka milionów. Opisał, że w tych warunkach jego zespoły ewakuują rannych żołnierzy niekiedy dopiero po kilku dniach, a nawet miesiącach, ponieważ obecność dronów w powietrzu skutecznie uniemożliwia logistykę i swobodne poruszanie się — co, jego zdaniem, zmusza żołnierzy zabezpieczenia logistycznego, medycznego oraz szturmowców do funkcjonowania poza jakąkolwiek strefą komfortu znaną z wcześniejszych konfliktów, takich jak wojny w Afganistanie czy Iraku.
Wyścig zbrojeń dronowych bez wyraźnego zwycięzcy
Zapytany, czy istnieje skuteczna metoda ukrycia się przed dronami, Duda odpowiedział metaforycznie, że na każdy miecz można wykuć tarczę, ale skuteczna tarcza natychmiast prowokuje wzmocnienie miecza, by ją pokonać. Wymienił różne dostępne strategie — ukrywanie się, mylenie dronów, walkę z nimi, ich wykrywanie, w tym drony przeznaczone do przechwytywania innych dronów — zaznaczając jednak, że jest to nieustanny wyścig obu stron, w którym urządzenia przechwytujące muszą stale nadążać za ewoluującymi zagrożeniami. Podkreślił, że obecność dronów musi być dziś uwzględniana we wszystkich aspektach działań, od logistyki po zabezpieczenie medyczne, i że technologia ta na trwałe zagościła na polu walki, mimo popularnej w Polsce narracji, że to jedynie efekt „biednej wojny” i biednych armii, którego nowocześniejsze siły zbrojne miałyby uniknąć. Zadeklarował, że osobiście woli być przygotowanym na najgorszy scenariusz, mając nadzieję na najlepszy, przestrzegając przed nadmierną pychą poprzedzającą upadek.
Doktryna militaryzacji jako warunek przetrwania Ukrainy
Pytany o oczekiwania ukraińskich żołnierzy wobec nadchodzących miesięcy — ewentualnych nowych fal ataków na infrastrukturę krytyczną czy scenariusza „koreańskiego” zakładającego trwałe zamrożenie linii frontu — Duda odpowiedział, że armia ukraińska nie wierzy w możliwość trwałego zawieszenia broni, wskazując, że wcześniejsze rozejmy nigdy nie były respektowane przez żadną ze stron w modelu akcji i reakcji. Ocenił, że Ukraina, podobnie jak państwo Izrael, będzie zmuszona do trwałej militaryzacji, by w ogóle istnieć, ponieważ w rosyjskiej doktrynie państwowej ukraińska państwowość nie powinna istnieć — Ukraina jest tam traktowana jako utracona enklawa Rosji, a jedynym sposobem na wymuszenie własnej niepodległości i samostanowienia narodu ukraińskiego pozostaje zdolność do obrony, oparta na bezwzględnej militaryzacji państwa.
Polityczna antagonizacja i „bufor od cywilizacji rosyjskiej”
Zapytany o narastające w Polsce w ostatnich tygodniach negatywne komentarze polityków wobec społeczności ukraińskiej i o to, czy zmieniło się podejście ukraińskich żołnierzy do polskiego wsparcia, Duda ocenił, że zbliżający się cykl wyborczy będzie prowadził do narastającej antagonizacji między narodami polskim i ukraińskim, ponieważ temat ten niesie ze sobą polityczny potencjał w walce o konkretny elektorat — co, jak zaznaczył, niepokoi jego fundację i osobiście go dotyka. Podkreślił, że mimo iż można nie przepadać za Ukrainą czy uważać, że kraj ten nie okazuje wystarczającej wdzięczności za otrzymaną pomoc, faktem pozostaje, że Ukraina stanowi bufor oddzielający Polskę od cywilizacji rosyjskiej, która na przestrzeni dziejów nigdy nie sprzyjała Polsce ani innym dążeniom niepodległościowym państw Europy Środkowej.
Bariery biurokratyczne we wdrażaniu ukraińskich doświadczeń w Polsce
Duda opisał duże zainteresowanie ze strony polskich jednostek wojskowych szkoleniami organizowanymi przez jego fundację, wskazując na przychylność wiceministra obrony narodowej Cezarego Tomczyka wobec pozyskiwania frontowych doświadczeń medycznych, przy jednoczesnym oczekiwaniu na formalne podpisanie porozumienia o współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej, kierowanym przez wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Przyznał jednak otwarcie, że działania fundacji bywają sabotowane przez służby traktujące ją jako zagrożenie, a także że napotyka brak zrozumienia ze strony wyższej kadry dowódczej i Sztabu Generalnego, porównując to podejście do próby ograniczenia liczby wypadków drogowych poprzez całkowite zamknięcie drogi. Ujawnił też, że fundacja zwróciła się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z propozycją włączenia jej ratowników medycznych, lekarzy oraz posiadanego sprzętu (w tym pojazdów i łodzi) do systemu ochrony ludności i obrony cywilnej, oferując prowadzenie szkoleń pozamilitarnych dla służb mundurowych — otrzymała jednak odpowiedź, że MSWiA nie dysponuje obecnie procedurami pozwalającymi na weryfikację i włączenie tego typu organizacji do systemu, co Duda ocenił jako czas, którego Polska po prostu nie ma.
Rekomendacje dla domowych apteczek i medycyna pola walki w życiu cywilnym
Na pytanie o praktyczne rekomendacje dotyczące wyposażenia domowych apteczek, Duda zastrzegł, że temat ten zasługuje na osobny, obszerny odcinek, ponieważ apteczka powinna być dostosowana do liczby osób, ich przeznaczenia i konkretnego miejsca. Podkreślił jednak, że elementy medycyny pola walki, zwłaszcza dotyczące radzenia sobie z masywnymi krwotokami, coraz bardziej przenikają do życia cywilnego — doświadczenie Ukrainy pokazuje, że w warunkach pełnoskalowego konfliktu nawet miasta oddalone od linii frontu mogą w każdej chwili same stać się polem walki, jeśli spadną na nie rakiety, dlatego elementy medycyny pola walki powinny być brane pod uwagę przy udzielaniu pierwszej pomocy — a świadomość ta powinna dotrzeć nie tylko do ludności cywilnej, ale też do służb ogniwa pozamilitarnego odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Realia wojny wykraczające poza pozornie spokojne miasta
Na zakończenie rozmowy, w odpowiedzi na pytanie mające skonfrontować popularne wyobrażenie o pozornie normalnym życiu toczącym się w Kijowie czy Lwowie z realiami frontu, Duda ocenił, że Rosja systematycznie wzmacnia swoje zdolności uderzeniowe, a ilość sił i środków wykorzystywanych do ataków bezwzględnie nie maleje — obecnie trudno wskazać miejsce w Ukrainie, gdzie bomby nie spadają lub nie spadają w pobliżu. Wskazał, że główne miasta Donbasu pozostające po stronie ukraińskiej od 2014 roku, Słowiańsk i Kramatorsk, stopniowo zamieniają się w stertę gruzów, ponieważ Rosjanie zdają sobie sprawę z ich znaczenia jako zaplecza logistycznego, umożliwiającego funkcjonowanie sztabów i szpitali wspierających front — i że rosyjskie ataki nie ograniczają się już wyłącznie do miast Donbasu, lecz sięgają coraz głębiej w głąb terytorium Ukrainy.
Rozmowę przeprowadził Piotr Drabik podczas Campusu Polska Przyszłości w Olsztynie, w programie „Świadkowie Polski”. Materiał pt. „ROSJA SZYKUJE WIELKĄ MOBILIZACJĘ?! TO MOŻE ZMIENIĆ LOSY WOJNY! TAK DZIŚ WYGLĄDAJĄ REALIA NA FRONCIE” opublikowany został na kanale Fakt (415 tys. subskrybentów) 28 sierpnia 2026.