Marcin Czyżyk, laureat wyróżnienia „Siła Solidarności. Przyjaciel Ukrainy” w kategorii Armia Dobra, był gościem Eugeniusza Diaczkowa w programie „Temat Dnia” na antenie Polskiego Radia dla Ukrainy. Rozmowa dotyczyła praktycznej strony wolontariackiego wsparcia dla ukraińskich żołnierzy – od pierwszych chaotycznych miesięcy pełnoskalowej wojny po dzisiejszy, bardziej zorganizowany system pomocy.
„Wszystkiego” – czego dziś potrzebują żołnierze ZSU
Diaczkow zapytał wprost, czego obecnie potrzebują ukraińscy żołnierze na froncie. Czyżyk odpowiedział, że mimo banalności tego określenia – wszystkiego. Zaznaczył, że od około trzech lat szczególny nacisk kładzie się na pomoc w zakresie energii oraz dronów wraz z ich wyposażeniem, ale nie zmienia to faktu, że zarówno żołnierz wojsk specjalnych, jak i zwykły piechociarz potrzebują zasadniczo tego samego – standardowego wyposażenia wojsk NATO. Zauważył, że choć duża część wolontariuszy przekierowała się w stronę dostarczania informacji wywiadowczych (namierzania i eliminowania zagrożeń, pozdrawiając przy tym majora „Madziara”), to gdy zagrożenie już się pojawi, trzeba je eliminować dokładnie tym samym sprzętem, który służył do tego jeszcze zanim wojna stała się „wojną dronową”.
Poczta pantoflowa i problem korupcji
Diaczkow zapytał, czy Czyżyk wie, dokąd trafia pomoc zbierana za pośrednictwem jego internetowych zbiórek. Czyżyk wyjaśnił, że jego kontakt z jednostkami wojsk specjalnych powstał przypadkowo, dzięki tak zwanej poczcie pantoflowej – łańcuchowi znajomości. Podkreślił, że taka metoda jest kluczowa, ponieważ pomoc przekazywana bez zaufanych kontaktów może nie trafić tam, gdzie trzeba. Otwarcie przyznał, że Ukraina – podobnie jak wojsko tego kraju – ma poważny problem z korupcją, zaznaczając przy tym, że nie jest to narracja antyukraińska, bo kraj, który zna swoje błędy i je koryguje, jest krajem demokratycznym. Dzięki zaufanym kontaktom udaje mu się docierać bezpośrednio do jednostek „na zerze”, a czasem „na minusie” linii frontu.
Kamizelki dla trzech braci – historia z 2022 roku
Czyżyk opisał najtrudniejszy okres na początku pełnoskalowej inwazji, gdy tysiące mężczyzn zgłaszało się na front bez podstawowego wyposażenia, nawet bez kamizelek kuloodpornych. Opowiedział historię trzech braci (a właściwie, jak się później okazało, kuzynów) z Charkowa, spokrewnionych z dziewczyną, która zamieszkała u niego w ramach pomocy uchodźcom – w kwietniu lub maju 2022 roku zorganizował dla nich trzy kamizelki kuloodporne wraz z dodatkowym oporządzeniem. Zaznaczył z satysfakcją, że wszyscy trzej przeszli szlak bojowy i mają się dobrze – dwóch walczyło na polskich czołgach, dwóch trafiło też na front w obwodzie kurskim, skąd wrócili. Jeden z nich, po przejściu określonej ścieżki bojowej, uzyskał prawo do wycofania się z bezpośrednich walk i dziś dostarcza sprzęt busami na linię frontu, więc wciąż pozostaje w kontakcie z Czyżykiem.
Diaczkow dopytał, czy istniała wówczas trudność z dostępnością sprzętu wojskowego w Europie i konieczność sprowadzania go z innych krajów. Czyżyk potwierdził, że trudność dotyczyła właśnie początkowego okresu pełnoskalowej wojny – dostępność podstawowego wyposażenia typu kamizelki kuloodporne była w Europie praktycznie zerowa, ponieważ mężczyźni masowo porzucali pracę i zgłaszali się na front. Zauważył jednak z ironią, że ci sami ludzie, którzy jeszcze kilka tygodni wcześniej zajmowali się organizowaniem maseczek i sprzętu ochronnego przeciw COVID-19, szybko przestawili się na organizację sprzętu wojskowego.
Diaczkow zapytał też, co dzieje się w środku, gdy Czyżyk otrzymuje od wspieranych przez siebie żołnierzy wiadomości, że mają się dobrze. Czyżyk odpowiedział, że odczuwa przede wszystkim radość, i wyraził szczęście, że wie o co najmniej kilku osobach – w tym o trzech wspomnianych braciach – którym dzięki jego interwencji udało się, jak to ujął w formie eufemizmu, „zwiększyć prawdopodobieństwo przetrwania” tej drogi wojennej, zastrzegając, że nie chce mówić wprost o „ocaleniu”, bo są przecież żołnierzami.
Od kamizelek do Starlinków i dronów
Czyżyk opisał ewolucję potrzeb na przestrzeni wojny: po początkowym okresie zaopatrywania w podstawowy sprzęt nastąpił długotrwały etap zapotrzebowania na opaski uciskowe (stazy), a z czasem wolontariusze zaczęli się specjalizować w różnych obszarach pomocy. Obecnie priorytetem są Starlinki i drony. Zaznaczył, że łączność satelitarna pozostaje absolutną podstawą, zwłaszcza że to drony chronią dziś front. Przyznał, że sam nie zajmuje się bezpośrednio zaopatrywaniem w drony, natomiast zdarza mu się dostarczać terminale Starlink niektórym jednostkom – i nawet po tym, jak dla wroga zablokowano dostęp do sieci na terenie Ukrainy, sprawdził, że kupowane przez niego zdalnie terminale pozostają na białej liście i nadal działają, chroniąc ukraińskie niebo, a pośrednio też Polskę i Europę.
„Jestem Polakiem i mam obowiązki polskie”
Zapytany, czy odwiedził kiedykolwiek Ukrainę, Czyżyk przyznał żartobliwie, że nie ma nawet paszportu ani prawa jazdy, ale ma w planach kilka miejsc do odwiedzenia po wojnie – namawia go do tego znajoma wolontariuszka z Opola. Wyjaśnił, że angażuje się w pomoc nie z sentymentu do Ukrainy jako takiej, lecz z poczucia historycznego obowiązku – przywołując analogię między współczesną rosyjską agresją a XVIII-wiecznym niszczeniem Rzeczpospolitej przed rozbiorami, a także osobiście odczuwaną, „we krwi” obecną pamięć o wrześniu 1939 roku i okupacji. Podkreślił, że nie musi podobać mu się wszystko w Ukrainie, by czuć obowiązek wsparcia kraju doświadczającego dokładnie tego samego, co przed laty Polska.
Opisał, że wraz z przyjaciółmi zorganizował pomoc dla żołnierzy ZSU już pierwszego dnia pełnoskalowej inwazji, częściowo dzięki temu, że część znajomych przebywała wówczas w Ukrainie, a częściowo dzięki wcześniejszemu doświadczeniu ze zbiórek na rzecz walczącej od 2014 roku Roty Medycznej. Podkreślił, że od razu było jasne, iż pomoc czysto humanitarna jest zbędna – Polacy i tak pomogą uchodźcom – a kluczowe jest wspieranie bezpośrednio walczących żołnierzy, by zminimalizować ryzyko utraty życia.
Wpadka na dworcu w Krakowie
Czyżyk podzielił się samokrytyczną anegdotą z pierwszych, chaotycznych tygodni wojny: po przeczytaniu doniesień prasowych o mężczyznach wyszukujących na granicy młode kobiety w niecnych celach, sam pojechał na dworzec główny w Krakowie, by zagadywać do młodych kobiet w poszukiwaniu współlokatorki dla mieszkającej już u niego dziewczyny z Winnicy. Dopiero po pewnym czasie, widząc reakcję jednej z zaczepionych kobiet, zrozumiał, że sam nieświadomie znalazł się w roli budzącej niepokój – co dziś wspomina z autoironicznym dystansem, tłumacząc to tym, że była to jego „pierwsza wojna w życiu”.
Weryfikacja pomocy i współpraca ze zrzutką kielecko-autobusową
Diaczkow zapytał, jak dziś, w 2026 roku, wygląda organizacja pomocy w porównaniu z chaotycznym początkiem wojny. Czyżyk opisał to jako połączenie zdobytego przez lata doświadczenia z intuicją. Dzięki ukraińskim znajomym, którzy pomagają mu przesyłać środki za granicę (sam nie posiada ukraińskiej karty bankowej, a nawet – jak żartobliwie zaznaczył – polskiej karty w telefonie ani usługi Blik), może spokojnie weryfikować, czy planowana pomoc nie ma charakteru czysto emocjonalnego odruchu.
Czyżyk wspomniał, że współpracuje też z Tomaszem Sasikorą, dziennikarzem/wolontariuszem znanym z wyjazdów medialnych na Ukrainę, którego spotkał przypadkowo na parkingu radia tuż przed nagraniem tej rozmowy. Opisał swój sposób działania jako rodzaj interwencji kryzysowej – gdy widzi zbiórkę, która utknęła blisko celu (np. brakuje jej ostatnich kilkunastu procent, a termin zakupu sprzętu jest bliski), dokłada brakującą kwotę z własnych środków, by umożliwić zakup.
Wyjaśnił, że prosi żołnierzy, którym dostarczana jest pomoc, o potwierdzenie odbioru w formie zdjęć – nie dla własnej satysfakcji, lecz po to, by osoby wspierające zbiórki miały pewność, że ich środki trafiły tam, gdzie powinny. Ujawnił, że współpracuje ze zrzutką organizowaną przez Radosława „Ratka” Wiśniewskiego, jednego ze współzałożycieli głośnej zbiórki określanej jako „kielecko-autobusowa”, z którym zna się od czasu wspólnego zaangażowania w pomoc podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Poinformował, że w swoim telefonie ma katalog zdjęć nazwany „ZSU”, liczący około 250 fotografii, z których każda odpowiada mniej więcej jednemu przekazaniu sprzętu – zapowiedział, że po zwycięstwie zamierza je opublikować, a na razie, ze względów bezpieczeństwa, dzieli się nimi selektywnie, gdy sami żołnierze udostępniają odpowiednie materiały w mediach społecznościowych.
Zakończenie: „to jest realna pomoc w powstrzymywaniu wojny”
Na zakończenie rozmowy Czyżyk podkreślił, że cała ta działalność to nie kwestia budowania zasięgów, lecz potwierdzenie, że pomoc naprawdę działa i że można zaufać osobom organizującym zbiórki. Zapowiedział żartobliwie, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi po zwycięstwie, będzie likwidacja swojego konta na „biało-niebieskiej” platformie społecznościowej (odniesienie do serwisu X/Twitter).
Rozmowę poprowadził Eugeniusz Diaczkow. Program „Polska Pomaga” w ramach „Tematu Dnia” na antenie Polskiego Radia dla Ukrainy, odcinek „Polska pomoc na ukraińskim froncie. Marcin Czyżyk o Ukrainie, zaufaniu i wojnie”, opublikowano na kanale Polskie Radio dla Zagranicy Redakcja Polska na YouTube, liczącym 8,14 tys. subskrybentów, 15 lipca 2026.