Rosyjska gospodarka się nie załamie — Lachowski w „Świecie na zakręcie” studzi nadzieje Zachodu

Nowe

Mateusz Lachowski, korespondent wojenny, był gościem Mateusza Mazziniego w programie „Świat na zakręcie”, gdzie ocenił, że zbliżająca się jesienna mobilizacja w Rosji może być ostatnią wielką próbą rozstrzygnięcia wojny na korzyść Kremla, a Ukraina wchodzi w nią osłabiona najtrudniejszym dotąd latem konfliktu.

Sytuacja na froncie i zbliżająca się mobilizacja w Rosji

Lachowski ocenił, że strony wojny są coraz bliżej jakiegoś rozstrzygnięcia, choć nie oznacza to konkretnego terminu zakończenia działań. Zaznaczył, że wielu ekspertów liczyło na przesilenie i rozmowy pokojowe jeszcze w tym roku, jednak mimo niedawnej wizyty szefa CIA w Moskwie nie widać na to szans w najbliższym czasie. Korespondent podkreślił, że od miesięcy mówiło się o planowanej mobilizacji w Rosji, a obecnie potwierdzają to już nie tylko dane wywiadowcze, lecz również obserwowane od wielu dni kolejki na granicy z Gruzją i Armenią. Według jego wiedzy mobilizacja ma zostać ogłoszona we wrześniu, po wyborach do Dumy, choć nie wiadomo jeszcze, czy będzie to mobilizacja częściowa, prowadzona po cichu, czy jawna, tak jak we wrześniu 2022 roku. Wskazał, że mówi się o różnych liczbach nowo powołanych żołnierzy — od dwustu do nawet sześciuset tysięcy, przy czym liczbę sześciuset tysięcy przywoływał również premier Donald Tusk podczas wystąpienia w Olsztynie. Niezależnie od skali, zdaniem Lachowskiego taki zastrzyk siły roboczej będzie miał realny wpływ na sytuację na froncie. Korespondent podsumował, że po czterech latach wojny obie strony są wyraźnie wyczerpane, choć zmęczenie po stronie ukraińskiej jest większe, a Ukraina wchodzi w najtrudniejszą zimę tej wojny po najtrudniejszym dotąd lecie, ponieważ tegoroczne wakacyjne ożywienie nastrojów zostało przyćmione przez rosnący deficyt pocisków do systemów Patriot i coraz skuteczniejsze rosyjskie uderzenia w konkretne cele, takie jak atak na skład amunicji w Wyszhorodzie, gdzie doszło do serii wtórnych eksplozji i wielogodzinnego pożaru.

Lachowski zwrócił uwagę, że Rosja produkuje miesięcznie około 60 rakiet balistycznych, które od razu kieruje do ataków na Ukrainę, a w ich rozwoju widoczny jest wpływ współpracy z Iranem, którego pociski balistyczne sprawdzają się na Bliskim Wschodzie przeciwko systemom obronnym opartym na amerykańskich technologiach. Korespondent opisał trzydniową serię intensywnych ataków dronowych na Kijów, w trakcie których – jak przyznał sam prezydent Wołodymyr Zełenski – użyto łącznie 1500 dronów, w tym 800 z napędem odrzutowym, przy czym Lachowski zastrzegł, że mowa wyłącznie o atakach na miasta i zaplecze, ponieważ liczba dronów zużywanych bezpośrednio na froncie, głównie małych jednostek FPV, jest znacznie większa i praktycznie niemożliwa do precyzyjnego oszacowania. Podkreślił też, że charakter wojny zmienia się dynamicznie z sezonu na sezon – to, co obowiązywało zimą, latem bywa już nieaktualne, choć stałymi elementami pozostają dominacja dronów, bomby szybujące zmieniające obraz walk na froncie oraz chroniczny brak ludzi po stronie ukraińskiej.

Kryzys mobilizacyjny i dwa miliony ukrywających się mężczyzn

Odnosząc się do deklaracji prezydenta Zełenskiego o konieczności mobilizowania do 30 tysięcy ludzi miesięcznie, Lachowski wskazał, że w rzeczywistości na front trafia obecnie około 4 tysięcy żołnierzy miesięcznie, co oznacza, że liczebność armii z miesiąca na miesiąc realnie maleje, ponieważ straty – zarówno bezpowrotne, jak i te wynikające z odniesionych ran – przewyższają możliwości uzupełnień. Korespondent przypomniał oficjalną ukraińską informację, według której 600 tysięcy żołnierzy musiało zostać wykreślonych z armii z powodu ran uniemożliwiających dalszą służbę. Odnosząc się do celu tysiąca dronów dziennie uderzających w Rosję oraz do podawanej od miesięcy przez stronę ukraińską (pierwotnie przez ministra Budanowa, później też przez Fedorowa) liczby 50 tysięcy strat miesięcznie po stronie rosyjskiej, Lachowski ocenił to jako myślenie życzeniowe, zastrzegając jednocześnie, że nie chce tego określenia traktować jako krytyki, ponieważ nie ma dostępu do wszystkich danych.

Kluczowym problemem, jego zdaniem, jest brak nowej ustawy o mobilizacji i demobilizacji, o której mówi się od wielu miesięcy, a której uchwalenie odwleka się ze względu na jej polityczną niepopularność. Korespondent wskazał, że w tej sytuacji w Ukrainie ukrywa się obecnie około dwóch milionów mężczyzn w wieku poborowym – część na terenie kraju, część za granicą, w tym w Polsce. Opisał to zjawisko na własnym przykładzie z zeszłego roku, gdy przez miesiąc nie mógł znaleźć operatora do pracy w telewizji, ponieważ znajomi, do których dzwonił, sami ukrywali się przed poborem. Zaznaczył przy tym, że część znanych mu fotografów i operatorów trafiła jednak do wojska i pełni funkcje dokumentujące działania poszczególnych jednostek, choć wiąże się to z dużym ryzykiem, zwłaszcza w Kijowie i wciąż intensywnie ostrzeliwanym Charkowie, liczącym obecnie, w zależności od źródła, od kilkuset tysięcy do blisko miliona mieszkańców i położonym około 40 kilometrów od granicy z Rosją, gdzie czas reakcji na alarm bywa krótszy niż czas dolotu rakiety.

Mazzini zwrócił uwagę, że burzliwa ukraińska polityka wewnętrzna w ostatnim czasie zdominowana jest nie tylko przez spór wokół Fedorowa, ale i przez postać Dmytra Kuleby, który – choć z mniejszą intensywnością – sugeruje, że warto wziąć pod uwagę argumenty osób domagających się przeprowadzenia wyborów na Ukrainie mimo trwającej wojny. Wątek ten rozmówcy zasygnalizowali jako temat do dalszego rozwinięcia w kolejnych odcinkach, nie wchodząc w tym miejscu w szczegóły.

Dziesięciokilometrowa strefa śmierci

Lachowski szczegółowo opisał realia tak zwanej strefy śmierci wzdłuż linii frontu, oceniając to określenie jako trafne. Wyjaśnił, że w promieniu około 10 kilometrów od styku wojsk czas reakcji drona obserwacyjnego na zauważony cel i uderzenie wynosi maksymalnie do 7 minut, a w promieniu do 30 kilometrów – do godziny, co radykalnie zmienia charakter działań w porównaniu z wcześniejszymi etapami wojny. Korespondent porównał to do sytuacji z wiosny 2023 roku, gdy podczas walk o Bachmut przebywał półtora kilometra od pozycji rosyjskich razem z ukraińskimi żołnierzami i medykami, co mimo ryzyka było wówczas jeszcze możliwe. Obecnie, jak podkreślił, na cywilów również się poluje, czego przykładem są nagrania z Chersonia, gdzie Rosjanie strzelają do sprzedawców czy rowerzystów, powtarzając schemat znany już z Buczy na początku wojny. Lachowski ocenił, że mentalność rosyjska się nie zmieniła, zmieniły się jedynie metody, które stały się jeszcze bardziej śmiercionośne, a punkty stabilizacyjne umieszczane na powierzchni ziemi są w praktyce wskazywaniem ludzi na śmierć – dlatego wszystko, co się da, w tym punkty medyczne, trzeba przenosić głęboko pod ziemię. Jako przykład konsekwencji przechowywania zaopatrzenia na powierzchni przywołał wybuch w miejscowości Myle pod Kijowem, w którym zginęło oficjalnie 37 osób, a amunicja przechowywana była zbyt blisko zabudowań, ponieważ rejon ten był wcześniej chroniony przez baterie Patriot, których Ukraina obecnie już nie posiada w wystarczającej liczbie.

Korespondent podał też mniej znany, ale wymowny przykład skali wzajemnego rozpoznania wywiadowczego obu stron konfliktu. Relacjonował, że przebywając w lutym w Donbasie, od ukraińskich oficerów niższego szczebla dowiedział się dwa dni wcześniej, że Rosjanie planują zaatakować konkretną tamę – i rzeczywiście, po dwóch dniach do ataku doszło, a informacja ta pozwoliła wcześniej odsunąć stamtąd ukraińskie oddziały. Lachowski zaznaczył, że ten mechanizm działa też w drugą stronę – Rosjanie, dysponujący własnymi służbami wywiadowczymi, równie dobrze wiedzą, gdzie uderzać, na przykład w składy amunicji.

Wizyta szefa CIA w Moskwie i ryzyko dla Polski

Rozmówcy poświęcili sporo uwagi niedawnej wizycie szefa CIA w Rydze, a następnie w Moskwie. Lachowski ocenił, że była ona skierowana przede wszystkim do Amerykanów, choć zwrócił uwagę, że to Unia Europejska dostarcza obecnie Ukrainie największe środki finansowe, dzięki którym kraj ten w ogóle utrzymuje zdolność do prowadzenia wojny. Korespondent wyraził obawę, że celem rosyjskich działań, w tym ewentualnego wykorzystania jednostek takich jak grupa Rubikon, mogłaby być eskalacja presji na NATO, by wymusić na państwach zachodnich naciski na Ukrainę w kierunku niekorzystnego dla niej zawieszenia broni. Powołał się przy tym na rozmowę z byłym szefem jednej z polskich agencji wywiadowczych, według którego alarmujące raporty od amerykańskich partnerów napływają od wiosny, a o zagrożeniu mówili już m.in. premier Donald Tusk, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas szczytu w Turcji.

Lachowski przypomniał, że poprzednia porównywalna wizyta szefa CIA w Moskwie miała miejsce jesienią 2021 roku, tuż przed pełnoskalową inwazją, i miała wówczas na celu odwiedzenie Rosjan od ataku na Ukrainę. Zwrócił uwagę, że obecna wizyta – w przeciwieństwie do tamtej, prowadzonej w większej dyskrecji – nie była w żaden sposób ukrywana, co jego zdaniem było celowym sygnałem zarówno wobec Rosji, jak i wobec amerykańskiego elektoratu przed listopadowymi wyborami śródokresowymi w USA. Odnosząc się do ryzyka dla Polski i państw bałtyckich, ocenił, że gdyby doszło do rosyjskiej mobilizacji i wykorzystania pozyskanych w ten sposób sił, bardziej prawdopodobnym celem byłoby domknięcie ofensywy na Doniecczyźnie, w tym w rejonie Kramatorska i Słowiańska, niż atak na kraje NATO. Nie wykluczył jednak ryzyka nowej ofensywy na Kijów i Czernihów, o czym – jak zaznaczył – mówią już same władze ukraińskie. Wyraził przy tym osobiste przekonanie, że gdyby Rosjanie zdecydowali się zaatakować Kijów, uwikłaliby znaczne siły w trudnym terenie (lasy i bagna Polesia) bez realnych szans na zajęcie liczącego 3,5 miliona mieszkańców miasta, przypominając, że nawet Hitler potrzebował pół miliona żołnierzy, by zdobyć Kijów podczas II wojny światowej.

Gospodarka Ukrainy i odporność Rosji

Lachowski podkreślił, że ukraińska gospodarka znajduje się w katastrofalnym stanie, a jej wielkość porównał żartobliwie do wielkości Warszawy z okolicami, zaznaczając, że to właśnie wsparcie europejskie umożliwia Ukrainie kontynuowanie walki i pośrednio przekłada się na bezpieczeństwo Polski. Odnosząc się do popularnych na Zachodzie ocen, według których rosyjska gospodarka miałaby się wkrótce załamać pod ciężarem sankcji i kosztów wojny, ocenił je jako oderwane od rzeczywistości. Wskazał, że mimo delegalizacji partii Jabłko – jedynej tolerowanej dotąd partii antywojennej w Rosji – co samo w sobie świadczy o świadomości Kremla co do nastrojów społecznych, w Rosji przez 4,5 roku wojny nie doszło do realnych protestów społecznych porównywalnych choćby z niedawnymi wielotysięcznymi demonstracjami w Kijowie po odwołaniu ministra obrony. Odwołał się przy tym do historii, przypominając skalę strat Rosji w XX wieku — od 27 milionów ofiar II wojny światowej, przez masowy głód po rewolucji, w którym zginęło około 20 milionów ludzi, w tym miliony w samym Tatarstanie — jako dowód wielowiekowego przyzwyczajenia rosyjskiego społeczeństwa do samodzierżawia i zdolności państwa do przetrwania kataklizmów bez realnego zagrożenia rewolucją. Zaznaczył również, że mocarstwa takie jak Stany Zjednoczone wcale nie są zainteresowane rozpadem Federacji Rosyjskiej, co dodatkowo ogranicza realność takiego scenariusza.

Podsumowując relację sił obu stron, Lachowski posłużył się dosadną metaforą, mówiąc, że zanim gruby schudnie, chudy — z głodu — niestety umrze: Rosja rzeczywiście słabnie ekonomicznie, ale Ukraina słabnie znacznie szybciej, ponieważ jest państwem mniejszym i stale bombardowanym. Jego zdaniem jedynym realistycznym kierunkiem jest sytuacja, w której koszty kontynuowania wojny staną się dla Rosji na tyle dotkliwe, że Kreml zacznie szukać sposobu na zamrożenie konfliktu pozwalającego wyjść z twarzą, choć oficjalne rosyjskie komunikaty, w tym niedawna wypowiedź resortu obrony o „zamarzaniu Ukraińców zimą” jako jedynej formie zamrożenia konfliktu, nie wskazują na taką gotowość w najbliższych miesiącach.

Zagrożenie hybrydowe i sytuacja w Polsce

W końcowej części rozmowy Mazzini zwrócił uwagę na rosnącą presję hybrydową, jakiej poddawana jest Polska, przywołując m.in. kolejne przypadki rosyjskich dronów z ładunkami wybuchowymi wykrywanych w Niemczech, Holandii i Włoszech, a także fakt, że mimo historycznej niechęci Polaków do Rosji — kraj ten jest jednym z najbardziej znienawidzonych narodów w rosyjskich badaniach opinii publicznej — około 20 procent Polaków popiera obecnie ugrupowania nieuznające Rosji za zagrożenie. Lachowski ocenił, że wieloletnie tolerowanie szerzenia prorosyjskiej propagandy i dezinformacji prowadzi do sytuacji podobnej do tej, jaka miała miejsce na Ukrainie przed pełnoskalową inwazją, gdy funkcjonowała tam jawnie prorosyjska partia Wiktora Medwedczuka. Wprost wskazał na Grzegorza Brauna jako polityka, który już dziś otwarcie powiela kremlowską narrację. Przypomniał też serię wypowiedzi rosyjskich polityków, w tym byłego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, dotyczących możliwych ataków na Warszawę, a także wrześniowy incydent z ubiegłego roku, gdy na terytorium Polski spadła rosyjska rakieta z głowicą, co do której — jak zaznaczył — pojawia się coraz więcej informacji wskazujących na celową prowokację. Skrytykował przy tym część polskiej klasy politycznej za relatywizowanie rosyjskiego zagrożenia oraz za wzrost akceptowanych publicznie wypowiedzi i zachowań, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu skazałyby polityków na społeczny margines. Zaznaczył jednocześnie, że nie usprawiedliwia to ksenofobicznych zachowań wobec Ukraińców, jakie obserwuje się na polskich ulicach, przyznając, że część wypowiedzi ukraińskich polityków w przeszłości, w tym te z jesieni 2022 i 2023 roku dotyczące Polski na forum ONZ, dodatkowo pogorszyła nastawienie Polaków do Ukrainy.

Podsumowując, Lachowski podkreślił, że gdyby Rosjanom udało się zająć Kijów w 2022 roku, Polska znajdowałaby się dziś w zupełnie innej, znacznie gorszej sytuacji bezpieczeństwa, a być może nawet w stanie wojny. Ocenił, że determinacja Ukraińców w obronie stolicy realnie zmieniła losy tej części Europy, osłabiając zdolności ofensywne Rosji z korzyścią dla bezpieczeństwa Polski, mimo że — jak zaznaczył — nie usprawiedliwia to biernej postawy części polskich elit politycznych wobec narastającego zagrożenia.


Rozmowę przeprowadził Mateusz Mazzini. Materiał opublikowano w ramach cyklu „Świat na zakręcie” na kanale YouTube o tej samej nazwie, 31 sierpnia 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *