Arleta Bojke w swoim programie „Koniec Świata” opowiedziała o patologiach towarzyszących przymusowej mobilizacji na Ukrainie, pokazując jednocześnie, dlaczego bez poboru kraj mógłby dziś przegrać wojnę z Rosją.
Gigantyczny niedobór żołnierzy i wysokie stawki za służbę
Prowadząca przypomniała, że w piątym roku wojny na pełną skalę ukraińska armia zmaga się z dotkliwym brakiem ludzi w szeregach, a kolejki ochotników z pierwszych dni rosyjskiej inwazji dawno przeszły do historii. Według najnowszych analiz brytyjskiego dziennika „The Times”, na froncie brakuje minimum 250 tysięcy żołnierzy. Ukraińskie władze próbują temu zaradzić między innymi wysokimi wynagrodzeniami. Bojke podała, że stawka dla zwiadowcy waha się od około 2,5 tysiąca do nawet 38 tysięcy złotych miesięcznie, w zależności od czasu spędzonego na pierwszej linii, realizowanych zadań i skuteczności bojowej, na przykład liczby zniszczonego rosyjskiego sprzętu. Strona internetowa Sił Zbrojnych Ukrainy pełna jest ogłoszeń o pracę, poszukiwani są między innymi krawcy, mechanicy i kierowcy, a wstępna stawka dla ochotników z zagranicy sięga około 3 tysięcy dolarów miesięcznie. Głos relacjonujący sytuację na froncie doprecyzował, że najdotkliwsze braki personelu i sprzętu dotyczą odcinków w rejonie Łymanu, Siewierska, Pokrowska i Słowiańska, a Kijów potrzebuje mniej więcej 250 tysięcy dodatkowych żołnierzy, by odwrócić bieg walk na swoją korzyść.
Busyfikacja, czyli brutalne łapanki na ulicach
Bojke wyjaśniła, że skoro same pieniądze nie wystarczają, by przekonać wystarczającą liczbę chętnych, ukraińskie władze sięgają po tak zwaną busyfikację, czyli brutalne zatrzymania mężczyzn przez funkcjonariuszy Terytorialnych Centrów Kompletacji (TCK), odpowiednika polskiej komendy uzupełnień. Przywołała nagrania z Odessy, gdzie podczas zatrzymania użyto gazu pieprzowego wobec kobiety broniącej zatrzymywanego mężczyzny, oraz ze Lwowa, gdzie dochodziło zarówno do pobicia mężczyzny przez pracowników służb poborowych, jak i do sytuacji, w której tłum przewrócił samochód wojskowych z TCK, broniąc trzydziestolatka przed wcieleniem do wojska. Podobne sceny miały miejsce w Winnicy, gdzie mieszkańcy wyszarpnęli chłopaka z busa TCK. Prowadząca zaznaczyła, że tego typu opór społeczny nasila się z miesiąca na miesiąc, a liczba ataków na funkcjonariuszy odpowiedzialnych za pobór wzrosła w porównaniu do poprzedniego roku trzykrotnie, czego przykładem było nagranie z Odessy pokazujące osobę oddającą strzały w kierunku pracowników TCK.
Szczególną uwagę Bojke poświęciła historii Artema Moroza, weterana wojny poruszającego się na protezach, który rok wcześniej otrzymał od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego order za odwagę. Mimo to funkcjonariusze TCK próbowali ponownie wcielić go do wojska. Moroz relacjonował, że spodziewał się podziękowań za dotychczasową służbę, tymczasem usłyszał zarzuty, że jest zbyt pewny siebie, a funkcjonariusze sami przedstawiali się jako wielcy żołnierze. Zdarzenie zakończyło się pobiciem weterana i jego żony, która próbowała nagrywać całą sytuację telefonem. Głos jednej z kobiet, matki żołnierza walczącego na froncie od pięciu lat, wyraził sprzeciw wobec używania siły przy poborze. Kobieta podkreśliła, że jej syn poszedł na wojnę mając 22 lata, a obecnie ma już 27, i że marzy o jego powrocie do domu, ale zdecydowanie nie akceptuje metody, jaką jest busyfikacja.
Bojke zwróciła też uwagę na paradoks prawny dotyczący osób nielegalnie zmobilizowanych. Nawet jeśli sąd uzna pobór za bezprawny, samo wygranie sprawy nie gwarantuje zwolnienia ze służby, ponieważ w międzyczasie zatrzymana osoba zostaje formalnie wcielona do jednostki wojskowej, która nie czuje się odpowiedzialna za decyzję TCK. Powstający w parlamencie projekt ustawy ma zobowiązać jednostki wojskowe do automatycznego zwalniania takich osób ze służby, choć według relacji przywołanej przez Bojke, w kuluarach Rady dochodzi do sporów między tymi, którzy zarabiają na busyfikacji, a tymi, którzy chcą na niej skorzystać w inny sposób.
Odwołanie Fedorowa i fala protestów
Prowadząca przypomniała, że korupcja i przemoc fizyczna w centrach poborowych doprowadziły w 2023 roku do decyzji Wołodymyra Zełenskiego o zwolnieniu całego kierownictwa TCK we wszystkich regionach kraju, co jednak nie rozwiązało systemowych problemów armii, o czym otwarcie mówił sam prezydent, obiecując poprawę sytuacji. Nowe kontrakty dla żołnierzy piechoty miały być znacznie korzystniejsze, ze średnim wynagrodzeniem 300 tysięcy hrywien na linii frontu oraz okresami obowiązywania wynoszącymi 10, 14 lub 24 miesiące i jasnymi warunkami czasowego zwolnienia ze służby.
Za próbę systemowej naprawy sytuacji w armii odpowiadał, zdaniem Bojke, były już minister obrony, a wcześniej minister cyfryzacji, Michało Fedorow. Fedorow, w rozmowie przywołanej w materiale, opisywał przeprowadzony audyt armii obejmujący każdą brygadę, dokładną analizę wydatków oraz szczegółowe sprawdzanie okoliczności każdej straty na polu walki, w tym przyczyn zgonu lub zaginięcia poszczególnych żołnierzy. Podkreślał, że resort obrony powinien wyznaczać kierunki działań na podstawie rzetelnych danych, a dzięki audytowi i walce z korupcją wewnątrz ministerstwa udało się bez dodatkowych środków budżetowych zwiększyć pensje żołnierzom niższych stopni, ponieważ pieniądze, które wcześniej trafiały do prywatnych kieszeni, zaczęły zasilać legalne przetargi.
Zełenski uzasadniał odwołanie Fedorowa brakiem porozumienia z generałem Aleksandrem Syrskim, ówczesnym szefem sztabu generalnego, i początkowo postawił właśnie na Syrskiego. Sam prezydent, komentując spór między ministerstwem a dowództwem armii, stwierdził, że skoro obie strony nie potrafią dojść do porozumienia same, to on jako prezydent Ukrainy musi to rozstrzygnąć. Decyzja o odwołaniu Fedorowa wywołała jednak masowe protesty w centrum Kijowa. Bojke zaznaczyła, że ani odwołanie całego rządu, ani bezrobocie, ani pogłębiająca się bieda nie wywołały tak silnej fali sprzeciwu, jak zdymisjonowanie Fedorowa. Na placu Iwana Franki drugi dzień z rzędu gromadziły się tysiące osób, protestując zarówno przeciwko odwołaniu ministra, jak i przeciwko powierzeniu funkcji głównodowodzącego Siłami Zbrojnymi Aleksandrowi Syrskiemu, domagając się sprawiedliwości. Ostatecznie Zełenski ustąpił pod presją ulicy i odwołał Syrskiego z funkcji głównodowodzącego, jednak Fedorow nie wrócił do ukraińskiego resortu obrony, mimo że to on, zdaniem Bojke, uosabiał w oczach społeczeństwa nadzieję na realne reformy: rozwój produkcji i wykorzystania dronów, cyfryzację wojska oraz nowe zasady zamówień na uzbrojenie, co pozwalało zwiększać skuteczność na polu walki przy jednoczesnym ograniczaniu strat, także tych ludzkich.
Generał Drapatyj i legenda z Mariupola
Na miejsce Syrskiego Zełenski wyznaczył Michajła Drapatego, doświadczonego wojskowego uważanego w ukraińskim społeczeństwie za legendę od 2014 roku, kiedy to viralowe nagranie pokazało go kierującego bojowym wozem piechoty BMP, który przeskoczył rosyjskie zasieki pod Mariupolem. Drapatyj wspominał, że po wykonaniu zadania w Mariupolu jego oddział otrzymał rozkaz powrotu na wyznaczone pozycje, a gdy mechanik prowadzący pojazd zapytał przez interkom, co robić w obliczu barykady na drodze, on nakazał mu jechać dalej. W tym samym 2014 roku Drapatyj zyskał rozgłos jako dowódca, który wyprowadził z okrążenia pod wsią Izwaryne, przy granicy z Rosją, całą 72 Brygadę ostrzeliwaną przez ponad miesiąc z wyrzutni Grad i moździerzy, ratując 260 swoich ludzi oraz 30 jednostek sprzętu wojskowego, mimo braku wsparcia w postaci żywności czy leków. Bojke podkreśliła, że to właśnie doświadczenie tamtego piekła ma dziś sprawić, że Drapatyj będzie w stanie odbudować zaufanie żołnierzy do dowództwa.
Głód i wyczerpanie żołnierzy na froncie
Prowadząca przywołała serię przypadków pokazujących skrajne warunki, w jakich funkcjonują niektóre jednostki. Dowódca 14 Brygady został odwołany po skandalu związanym z żołnierzami głodującymi podczas utrzymywania pozycji na froncie, po tym jak w internecie pojawiły się zdjęcia skrajnie wychudzonych wojskowych, a autorka jednego z postów napisała, że żołnierze tej brygady tracą przytomność z głodu, a dowództwo nie reaguje. Podobny los spotkał żołnierza z 5 Brygady Zmechanizowanej, który spędził 152 dni na pierwszej linii frontu w pobliżu Andrijiwki, w warunkach braku żywności, picia deszczówki i życia w wykopanym rowie, sto metrów od pozycji rosyjskich, pod stałym ostrzałem dronów, bez możliwości opuszczenia stanowiska. Żołnierz ten opisywał, że rosyjskie drony przechwytywały próby dostarczenia jedzenia, przez co całe oddziały głodowały nawet po kilka dni z rzędu, a znaleziony w plecaku zabitego rosyjskiego żołnierza koniak i oranżada posłużyły jako jedyne źródło płynów, przy czym alkohol wylano, a napój gazowany wypito wspólnie. Po wyjściu z okopów część żołnierzy trafiła do szpitala w Pokrowsku i na rehabilitację na Zakarpaciu.
Bojke opisała też historię Władysława Młodych, żołnierza 71 Brygady Wojsk Desantowo-Szturmowych, który samotnie bronił pozycji w Awdijiwce od 14 grudnia 2023 roku do 23 stycznia 2024 roku, a więc przez 41 dni, mimo nieprzerwanego ostrzału granatami. Młodych wspominał, że najbardziej dokuczał mu brak wody, dlatego naciął butelkę, by łapać deszczówkę i topić śnieg. Jego dowódcy dopiero po dwóch tygodniach zorientowali się, że w pojedynkę broni całego odcinka frontu, a po wydobyciu z okopów żołnierz poprosił jedynie o wodę i papierosa, po czym zadzwonił do bliskich, którzy poszukiwali go przez sztab generalny od blisko dwóch miesięcy, wciąż otrzymując informację, że zaginął bez wieści.
Żołnierz, który stanął nad własnym grobem
Jednym z najbardziej poruszających wątków materiału jest historia Nazara Dałeckiego, wojskowego z obwodu lwowskiego, którego przypadek opisał nawet „New York Times”. Matka pożegnała syna 3 maja 2022 roku, gdy wyruszał na wojnę. Po roku trafił do rosyjskiej niewoli, a rodzina otrzymała informację o jego śmierci, opartą na spalonych zwłokach i badaniu DNA, które miało wykazać 99-procentową zgodność. Podczas gdy bliscy opłakiwali syna i ojca, Nazar był w rzeczywistości torturowany w rosyjskiej niewoli. Bojke pokazała nagranie z 2023 roku, przedstawiające pogrzeb w małej wsi pod Lwowem, oraz nagranie z 2026 roku, na którym Dałecki stoi nad własnym grobem obok grobu ojca, opisując, że miejsce obok niego było przeznaczone dla matki, lecz zamiast niej pochowano tam jego. Ostatecznie w ramach wymiany jeńców udało mu się wrócić do kraju, a matka, odbierając telefon, wyraziła wzruszenie, że wreszcie może z nim porozmawiać, dopytując, czy ma całe ręce i nogi. Trzy dni po powrocie Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziła kolejne testy DNA, by potwierdzić jego tożsamość, a we wsi wcześniej zdążono zmienić mu imię na Zmartwychwstały oraz datę urodzin na 5 lutego, dzień jego wyjścia z niewoli. Po tym kuriozalnym przypadku ukraińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zmieniło procedury identyfikacji DNA poległych żołnierzy, rezygnując z dotychczasowej praktyki potwierdzania tożsamości zmarłego przez tylko jednego krewnego i zapowiadając ponowną weryfikację wszystkich przypadków z lat 2022–2024. Według najnowszych oficjalnych danych z maja 2025 roku na Ukrainie wciąż pozostaje około 70 tysięcy zaginionych żołnierzy, których los jest nieznany.
Skandal w pułku Skała
Bojke opisała też ustalenia dziennikarskiego śledztwa ukraińskiego portalu Babel, z którego wynika, że w 425 oddzielnym pułku szturmowym Skała dochodziło do pobić i tortur nowicjuszy, a w ciągu zaledwie pół roku zginęło tam 25 nowych żołnierzy. Trzydziestopięcioletni Ołeksandr Siemienow trafił w styczniu 2026 roku do szpitala w Kropiwnickim z poranionymi rękami, stłuczonymi plecami i połamanymi palcami, po tym jak uciekł z jednostki, gdzie był bity, przywiązywany do kłody i ciągnięty po ziemi. Na nagraniu wykonanym przez miejscowych lekarzy mężczyzna zeznał, że był świadkiem co najmniej dziewięciu samobójstw w jednostce, po czym po kilku dniach zmarł w szpitalu, a jako oficjalną przyczynę śmierci podano zapalenie płuc. Innym nowicjuszem, który kilkukrotnie próbował uciec z pułku, był Ołeksandr Żykin. Za pierwszym razem uciekał wraz z innym żołnierzem, obaj zostali ostrzelani, choć nie trafieni, a ostatecznie odnalezieni za pomocą dronów, po czym Żykinowi wybito zęby i połamano żebra. Po drugiej próbie ucieczki dwóch zbiegów przykuto kajdankami do siebie i przez tydzień prowadzono w ten sposób po całej bazie wojskowej. Dowództwo jednostki twierdziło, że o tych wydarzeniach dowiedziało się dopiero od dziennikarzy. Mimo że śledztwo trwa od blisko roku, nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
Głos z frontu: komentarz Damiana Dudy
Bojke przywołała też wypowiedź Damiana Dudy, ratownika pola walki z fundacji W Międzyczasie, który spędza na ukraińskim froncie długie tygodnie i wcześniej gościł w jej programie. Duda zwrócił uwagę, że o ile kolejek do punktów rekrutacyjnych już nie ma, o tyle poszczególne jednostki różnią się skalą problemów z naborem w zależności od jakości dowództwa. Jego zdaniem w jednostkach, które zapewniają odpowiednie zabezpieczenie medyczne, dbają o swoich żołnierzy i właściwie ich doszkalają, wola walki jest wyraźnie większa, a skala dezercji, która zdarza się po obu stronach frontu, mniejsza. Duda zastrzegł przy tym, że nie chce uprawiać propagandy żadnej ze stron, a jedynie opisuje to, co sam zaobserwował.
Bohaterstwo i patologie jako dwie strony tej samej wojny
Na zakończenie Bojke przywołała opisywaną ostatnio sprawę 83 żołnierzy, którzy zamiast pojechać na front, by zmienić wyczerpanych kolegów, trafili na daczę jednego z majorów, gdzie mieli zbudować mu basen. Postawiła pytanie, czy w ogóle możliwe jest stworzenie armii wolnej od patologii w czasie wojny, czy może jest to po prostu nieunikniony koszt, skoro nigdy nie otaczają nas wyłącznie ludzie nienaganni moralnie. Podkreśliła jednocześnie, że materiał jest już trzecim odcinkiem jej cyklu o mobilizacji, po odcinkach poświęconych Białorusi i Rosji, i zaapelowała, by mimo widocznych podobieństw w metodach stosowanych po obu stronach frontu, nie zestawiać przymusowej mobilizacji w Rosji z mobilizacją na Ukrainie na zasadzie równoważności. Zaznaczyła stanowczo, że to Rosja jest agresorem, a Ukraina broni swojego terytorium i niepodległości, co jej zdaniem stanowi kwestię jednoznaczną, niepodlegającą dyskusji, w odróżnieniu od metod stosowanych przez obie strony konfliktu, które dyskusji i krytycznej ocenie już podlegają.
Materiał przygotowała Arleta Bojke, prowadząca kanału „Koniec Świata”, liczącego 299 tys. subskrybentów. Wideo pod tytułem „PRZYMUSOWA MOBILIZACJA NA UKRAINIE – KONIECZNOŚĆ? PATOLOGIE W ARMII I POLITYKA ZEŁENSKIEGO” opublikowano 1 września 2026 roku.