Dr Olena Babakowa z Uczelni Vistula, współautorka raportu „Nie jesteśmy w domu” przygotowanego przez Instytut Krytyki Politycznej, była gościnią Piotra Pogorzelskiego w podcaście Polskiego Radia „Po prostu Wschód”. Rozmowa dotyczyła wyników badania jakościowego dotyczącego sytuacji Ukraińców mieszkających w Polsce, przyczyn pogorszenia nastrojów społecznych, mechanizmów integracji zawodowej bez integracji społecznej, a także porównania z doświadczeniem Polaków w Wielkiej Brytanii przed brexitem.
Metodologia raportu: głos ukraińskiej społeczności, nie Polaków
Babakowa wyjaśniła, że dotychczasowe badania Instytutu Krytyki Politycznej dotyczące relacji polsko-ukraińskich koncentrowały się wyłącznie na populacji polskiej – na tym, jak Polacy postrzegają Ukrainę, Ukraińców i ukraińskie kierownictwo polityczne. Najnowszy raport, przygotowany wspólnie z profesorem Przemysławem Sadurą, odwraca tę perspektywę: bada, jak zmiany ostatnich lat odczuwa sama ukraińska populacja zamieszkała w Polsce.
Badanie miało charakter jakościowy, nie ilościowy – oparte na pogłębionych wywiadach z 25 osobami identyfikującymi się jako Ukraińcy, w wieku 26–65 lat, w większości aktywnymi zawodowo lub aktywnie poszukującymi pracy: pracownikami fizycznymi, pracownikami IT, firm farmaceutycznych, korporacji i fundacji, mieszkającymi na terenie Warszawy i Mazowsza. Ponad połowa próby to uchodźcy wojenni, kolejna grupa to migranci zarobkowi, którzy przyjechali między 2014 a 2022 rokiem, oraz trzy osoby posiadające już polskie obywatelstwo – co stanowi nadreprezentację w porównaniu z rzeczywistym poziomem naturalizacji, wynoszącym w ciągu ostatnich 15 lat około 50 tysięcy osób z ponad 1,5-milionowej społeczności ukraińskiej.
Babakowa zaznaczyła, że celowo unikano rozmówców silnie eksponowanych zawodowo na politykę – dziennikarzy, analityków, liderów opinii – którzy w naturalny sposób doświadczają hejtu w mediach społecznościowych i ostrych komentarzy. Chciano zapytać osoby mniej upolitycznione, jak oceniają zmiany w swoim codziennym życiu. Podkreśliła, że istniejące dotąd badania ukraińskiej populacji w Polsce mają głównie charakter ekonomiczny – dotyczą zarobków, transferów pieniężnych do domu, branż zatrudnienia. Przywołała jako przykład pytanie zadawane od kilku lat przez Narodowy Bank Polski: czy w otoczeniu respondenta jest Polak lub Polka, którego można poprosić o pomoc. Zacytowała komentarz swojej koleżanki na temat tego typu wskaźnika: jeśli ktoś pracuje w biurze i prosi siedzącego przy sąsiednim biurku Polaka o podanie kartki, a ten podaje, to formalnie liczy się to jako „pomoc” – co, jej zdaniem, dobrze ilustruje, jak powierzchowne bywają dotychczasowe miary integracji społecznej. Określiła metodologię własnego raportu, za jego współautorem profesorem Sadurą, jako „socjologię interwencyjną” – odnoszącą się do wydarzeń bieżących i wchodzącą w polemikę z aktualną debatą polityczną.
Wywiady zostały przeprowadzone w drugiej połowie kwietnia i pierwszej połowie maja 2026 roku – czyli przed najnowszym zaostrzeniem kryzysu związanym z nadaniem imienia bohaterów UPA jednej z ukraińskich jednostek wojskowych, przed incydentem z Morskiego Oka i przed sprawą suma z Wrocławia, ale już po ucichnięciu wcześniejszej debaty o programie 800+ i wygaszeniu ochrony czasowej.
Punkt zwrotny w postrzeganiu Ukraińców według badanych
Wśród 25 respondentów 13 osób oceniło, że relacje polsko-ukraińskie się pogorszyły, 7 stwierdziło, że wszystko jest w porządku – choć w toku rozmowy część z nich zaczynała przypominać sobie konkretne, negatywne doświadczenia w przestrzeni analogowej: w autobusie, w pracy, na klatce schodowej, na podwórku.
Babakowa zwróciła uwagę na istotny rozdźwięk czasowy: polskie sondaże opinii społecznej odnotowują pogorszenie nastrojów wobec Ukraińców już od 2023 roku, w porównaniu z wyjątkowo ciepłym okresem 2022 roku. Zdecydowana większość ukraińskich respondentów, pytanych o to, kiedy zaczęło się psuć, wskazywała jednak na kampanię prezydencką 2025 roku jako moment, w którym sami zaczęli to odczuwać w codziennych interakcjach. Wyjaśniła to rozróżnieniem między prywatną niechęcią – której istnienia Ukraińcy mogą nie odczuwać, bo nie ma obowiązku, by ktoś ich lubił – a aktywnym manifestowaniem tej niechęci w bezpośrednich, analogowych interakcjach, co jest odbierane zupełnie inaczej niż anonimowy hejt internetowy, obarczony mniejszą odpowiedzialnością emocjonalną.
Ukraińcy nie znają polskiej polityki, mimo że od niej zależą
Babakowa podkreśliła zaskakujący wniosek badania: poza nieliczną grupą osób mieszkających w Polsce ponad dziesięć lat i pracujących w zawodach zawodowo eksponowanych na politykę (analitycy, dziennikarze, trzeci sektor), Ukraińcy – nawet długo mieszkający w Polsce – w ogóle nie orientują się w polskiej polityce. Nie wiedzą, kto jest premierem, nie znają Radosława Sikorskiego, a o Karolu Nawrockim i Rafale Trzaskowskim wiedzą wyłącznie dlatego, że kampania prezydencka i towarzyszące jej wypowiedzi o programie 800+ i Ukraińcach przewijały się w ukraińskich grupach w mediach społecznościowych.
Przywołała analogię zaproponowaną przez profesora Sadurę, opartą na jego wcześniejszych badaniach polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii przed referendum brexitowym: podobne wycofanie z życia społeczno-politycznego kraju przyjmującego, czerpanie informacji głównie z mediów własnej diaspory oraz wypieranie negatywnych doświadczeń ksenofobicznych przy jednoczesnym deklarowaniu, że „wszystko jest w porządku”.
Praca ponad wszystko: dlaczego integracja społeczna nie następuje
Babakowa wskazała, że tematem, któremu respondenci poświęcali najwięcej czasu i emocji, była ich praca w Polsce. Wielu, szczególnie przybyłych po 2022 roku, odpowiadając na pierwsze pytanie o okoliczności przyjazdu, zamiast opowiadać o swojej historii, wygłaszało swoiste oświadczenie: pracuję legalnie, nigdy nie naruszyłam polskiego prawa, odprowadzam podatki i składki, jestem wdzięczna Polsce i Polakom.
Wyjaśniła to nagromadzeniem czynników: praca poniżej własnych kwalifikacji, częściej niż kodeksowe osiem godzin dziennie i pięć dni w tygodniu, obowiązki opiekuńcze wobec dzieci (migrantki wojenne statystycznie częściej mają dzieci niż Polki) oraz często sprowadzonych do Polski starszych rodziców. Tylko dwie osoby z badanych migrantów wojennych zachowały swoją średnioklasową pozycję zawodową z Ukrainy – dzięki pracy zdalnej dla zagranicznego lub ukraińskiego pracodawcy, co jednak oznacza, że mieszkając fizycznie w Polsce, funkcjonują społecznie i zawodowo poza polskim rynkiem pracy.
Drugim czynnikiem jest wciąż utrzymujące się poczucie tymczasowości pobytu – nawet u osób mieszkających w Polsce od lat przed 2022 rokiem – co zniechęca do inwestowania czasu i energii w
Kompetencje językowe wysokie, kontakty towarzyskie – rzadkie
Babakowa zwróciła uwagę na paradoks: Ukraińcy, nawet niedawno przybyli, bardzo dobrze uczą się języka polskiego – część respondentów samodzielnie płaciła za kursy językowe, mimo dostępności darmowych szkoleń od organizacji pozarządowych, rozumiejąc, że znajomość języka polskiego pomaga w zatrudnieniu i edukacji dzieci. Tylko dwie z 25 osób wybrały jednak język polski jako język wywiadu.
Jednocześnie ta sama grupa funkcjonuje w zupełnie innej przestrzeni medialnej niż Polacy – dominuje Telegram i Instagram, podczas gdy główna polska debata toczy się na Facebooku i X, z których część respondentów świadomie uciekła po zaobserwowaniu tam wrogich treści na temat relacji polsko-ukraińskich, tłumacząc to brakiem sił na dodatkowe źródło stresu w już wystarczająco trudnym życiu.
Babakowa wskazała również na wcześniej opisywane w literaturze zjawisko: mimo niemal pełnej integracji na rynku pracy (Polska jest liderem w UE i OECD pod względem zatrudnienia ukraińskich uchodźców wojennych), nawet osoby mieszkające w Polsce ponad dekadę i mówiące bardzo dobrze po polsku często przyznają, że nie mają polskich przyjaciół – kontakty ograniczają się do rozmów przy wyprowadzaniu psa czy w piekarni. Pogorzelski zauważył, że może to być naturalny efekt etapu życia, nie uprzedzeń – większość dorosłych osadza swoje przyjaźnie w okresie edukacji, nie po przeprowadzce w wieku 30–40 lat. Babakowa zgodziła się częściowo, zastrzegając, że badanie nie analizowało bezpośrednio kwestii uprzedzeń, ale zaobserwowano wśród części respondentów pewne zachowanie prewencyjne – unikanie większej ekspozycji na kontakt z Polakami, w tym decyzję kilku kobiet o nieodbieraniu telefonu w przestrzeni publicznej, by nie zdradzić akcentem swojego pochodzenia.
„Grzeczny Ukrainiec” jako iluzoryczna ochrona przed hejtem
Babakowa odniosła się krytycznie do popularnej narracji, według której odpowiednie zachowanie – nauka języka, praca, wdzięczność – chroni migranta przed negatywnymi doświadczeniami. Przywołała przykład wideo opublikowanego w mediach społecznościowych przez dużą polską redakcję, w którym ukraińska nauczycielka opowiadała o swoim wyłącznie pozytywnym życiu w Polsce – i komentarze pod tym materiałem, chwalące ją jako wzór „dobrego Ukraińca”, w kontraście do domyślnego wniosku, że inni migranci zasługują na gorsze traktowanie.
Wskazała, że doświadczenia respondentów pokazują coś innego: z wyzwiskami i natarczywymi komentarzami dotyczącymi pochodzenia spotykają się osoby pracujące w korporacjach, w farmacji, na kasie, w sprzątaniu, a także emeryci mieszkający w ośrodkach zakwaterowania zbiorowego, którzy z natury rzeczy nie mają wielu okazji do konfliktowych zachowań. Przytoczyła relację jednej z respondentek, której dziecko rysujące palcem na szybie autobusu sprowokowało u innego pasażera reakcję na granicy wyrzucenia z pojazdu. Zaznaczyła, że informacje o medialnych incydentach ksenofobicznych, nawet nieprzeżytych osobiście, docierają do ukraińskich grup na Telegramie i Facebooku, co dodatkowo zniechęca do dłuższej obecności w przestrzeni publicznej poza domem i miejscem pracy.
to obarczany jest odpowiedzialnością za pogorszenie nastrojów
Odpowiadając na pytanie, kogo respondenci winią za pogorszenie relacji, Babakowa wskazała, że zdecydowana większość obarczała odpowiedzialnością polskich polityków biorących udział w kampanii prezydenckiej 2025 roku. Argument, że wszystko jest wynikiem rosyjskiej propagandy – często przywoływany w oficjalnej komunikacji ukraińskiej strony – padał rzadko. Nieliczni respondenci, głównie starsi i w słabszej pozycji ekonomicznej, wskazywali też na zachowanie samych migrantów, tworząc wewnętrzną typologię „dobrych Ukraińców” (uchodźcy z południa i wschodu Ukrainy, niezaangażowani publicznie) w kontraście do bardziej „hałaśliwych” migrantów z zachodniej Ukrainy, mimo że sami nie byli w stanie opisać istoty spornych kwestii historycznych. Argumenty z dziedziny polityki historycznej spontanicznie przywoływały wyłącznie osoby mieszkające w Polsce najdłużej, pracujące w zawodach silnie eksponowanych na kwestie publiczne.
Migracja jako temat zastępczy w polskiej debacie wewnętrznej
Babakowa zaproponowała szersze wyjaśnienie: relacje polsko-ukraińskie mają z natury charakter afektywny, emocjonalny, a okres 2022 roku, jak to ujęła, był swoistą „nastoletnią miłością”, której intensywność musiała naturalnie osłabnąć. Tempo tego ochłodzenia jednak przyspieszyło ponad naturalny poziom z powodu charakteru debaty o migracji w polskiej przestrzeni publicznej, która stała się głównym tematem polityki wewnętrznej, przyćmiewając spory o ZUS, NFZ czy reformę edukacji – tematy dotyczące bezpośrednio polskich wyborców, ale niedające się tak łatwo zamienić w konflikt tożsamościowy, bo migranci nie mają głosu politycznego, by się bronić.
Drugim czynnikiem jest, jak to określiła, wzajemne „zintegrowanie się” polskiej i ukraińskiej debaty politycznej – wypowiedzi ukraińskich polityków, skierowane pierwotnie do odbiorcy wewnętrznego, są natychmiast tłumaczone i wykorzystywane przez polskich polityków, i odwrotnie. Zaznaczyła z własnej, prawie osiemnastoletniej obserwacji życia w Warszawie, że kampania prezydencka i debata o programie 800+ z jesieni ubiegłego roku była znacznie bardziej „uspołeczniona” na poziomie codziennych interakcji ulicznych niż obecna debata o wojnie – liczba antyukraińskich incydentów, których osobiście była świadkiem w tamtym okresie, przewyższała wszystko, czego doświadczyła przed i po tym okresie, aż do ostatnich tygodni.
Wskazała również na strukturalny brak dwustronnej integracji – programy integracyjne w Polsce dopiero od roku czy dwóch zaczynają obejmować wspólne wydarzenia dla migrantów i Polaków, organizowane głównie przez organizacje pozarządowe ze wsparciem władz lokalnych, poza Warszawą. Zaznaczyła też, że sytuacja bardzo różni się lokalnie – Warszawa i Wrocław są, według statystyk przestępstw z nienawiści, najbardziej newralgiczne, podczas gdy mniejsze społeczności poza dużymi miastami funkcjonują spokojniej. Przywołała przykład próby importu antymigranckiego dyskursu przez Konfederację do Lublina. Zaznaczyła paradoksalnie smutny wniosek badania: więcej incydentów hejterskich raportowały osoby dłużej mieszkające w Polsce i mające więcej polskich znajomych – większa integracja społeczna wiąże się więc z większą ekspozycją na wrogość.
Czy stosunek do Ukraińców był kiedyś naprawdę dobry?
Babakowa zdecydowanie nie zgodziła się z tezą Pogorzelskiego, że przed 2022 rokiem opinia o Ukraińcach była neutralna lub dobra, a negatywna wyłącznie w kontekście historycznym. Przywołała dane CBOS od 1993 roku, wskazując, że rok 2022, z rekordową przewagą stosunku pozytywnego (51 procent), był wyjątkiem – w poprzednich latach, zwłaszcza w dekadzie 2010., stosunek pozytywny i negatywny był w przybliżeniu równy lub z przewagą negatywnego.
Zwróciła uwagę na potrzebę „dekonstrukcji” samego pojęcia pozytywnego stosunku, przywołując badania Centrum Jaroszewskiego, w których cytowane wypowiedzi Polaków deklarujących pozytywny stosunek do ukraińskich sąsiadów brzmiały: „nie pyskują i pracują od 8 rano do 23” lub „rzadko ich widuję, bo cały czas są w pracy” – oceniła to jako stosunek pozytywny nie do ludzi, lecz do „personelu służebnego”.
Wyjaśniła, że przed 2022 rokiem większość Ukraińców w Polsce wykonywała pracę o wyraźnie służebnym charakterze wobec Polaków – zbiór truskawek, sprzątanie, praca w Biedronce, transport, opieka nad dziećmi. Po 2022 roku do Polski przyjechała ukraińska klasa średnia, która zaczęła konkurować z Polakami nie o pracę fizyczną, lecz o kapitał symboliczny – otwierała salony kosmetyczne, sale zabaw dla dzieci, korzystała z tych samych restauracji, hoteli i szkół co polska klasa średnia. Babakowa oceniła, że w ten sposób napięcie klasowe nałożyło się na napięcie narodowe.
Brak ukraińskiego humoru i infantylizujący obraz w polskiej popkulturze
Pogorzelski zwrócił uwagę, że w przeciwieństwie do „Polish jokes” funkcjonujących na Zachodzie czy życzliwych brytyjskich programów o polskiej migracji, w Polsce nie istnieją żarty o Ukraińcach. Babakowa zgodziła się, wyjaśniając to tym, że humor jest formą przyswajania i bliskości, a to, co pisze się o Ukraińcach w Polsce, po prostu nie jest śmieszne – zaznaczyła przy tym, że sam ukraiński humor jest, w jej ocenie, całkiem dobry i mniej ponury niż rosyjski.
Skrytykowała sposób przedstawiania Ukraińców w polskiej kulturze popularnej, wskazując na serial „Dziewczyny z Lwowa”, który – mimo braku złych intencji twórców – uznała za paternalistyczny, bo ukazuje ukraińskie bohaterki jako ofiary złych mężczyzn we Lwowie, które w Polsce zaczynają od zera, ale odnajdują szczęście dzięki lepszemu traktowaniu przez polskich mężczyzn – co określiła jako przejaw orientalizmu. Zwróciła też uwagę na powtarzający się schemat w polskich serialach kryminalnych typu true crime: ukraiński bohater pojawia się głównie jako drobny oszust wyłudzający pieniądze, lub – rzadziej – jako niewinna ofiara przestępstwa, nigdy jako pełnoprawna, złożona postać panująca nad własnym losem. Oceniła to jako formę infantylizacji, odzwierciedlającą szerszy dyskurs społeczny, w którym Ukraińcy postrzegani są jako osoby o mniejszej podmiotowości i mniej zasadnym zdaniu. Przywołała własną anegdotę z debaty publicznej dziesięć lat wcześniej, gdy prowadząca dyskusję odgórnie odrzuciła zaproponowany przez nią temat wystąpienia, mówiąc jej, o czym powinna mówić – co oceniła jako niesprzyjające konstruktywnemu dialogowi.
Podkreśliła jednocześnie, że nie neguje realnych negatywnych zachowań ze strony niektórych Ukraińców w Polsce i konieczności konsekwencji prawnych za przestępstwa, ale zwróciła uwagę na dysproporcję nagłośnienia medialnego – w porównaniu z akcją zatrzymania przez ABW osób organizujących na zlecenie Rosji protesty wśród Ukraińców w Polsce, czy nagłośnioną wcześniej sprawą suma złowionego na Gocławiu (który przeżył i został wypuszczony, choć ta informacja się nie przebiła), głośno komentowane bywają głównie negatywne czyny przypisywane Ukraińcom.
Doświadczenie Polaków w Wielkiej Brytanii jako lekcja na przyszłość
Babakowa rozwinęła analogię do sytuacji Polaków na Wyspach Brytyjskich przed brexitem. Zaznaczyła, że popularna „city legend” o Polakach jedzących łabędzie w parkach (w przeciwieństwie do prawdziwych przypadków kłusownictwa rybnego) miała, według badań Agnieszki Radziwińskiej-Czuwan z Uniwersytetu Warszawskiego, konkretny cel – ośmieszenie polskich migrantów w oczach Brytyjczyków. Wskazała, że poziom zatrudnienia Polaków na Wyspach był i pozostał rekordowy, a narracja o masowym korzystaniu z brytyjskich zasiłków socjalnych była, jej zdaniem, tak samo przesadzona jak polska debata o rzekomym masowym korzystaniu z programu 800+ przez osoby niepracujące.
Zaznaczyła, że histerię wokół migracji rozkręciły głównie brytyjska Partia Konserwatywna i UKIP, co doprowadziło do referendum brexitowego i odpływu, według szacunków, 300–400 tysięcy Polaków z Wielkiej Brytanii – nie tylko do Polski, ale też do Norwegii, Niemiec i Holandii – co nie rozwiązało brytyjskich problemów migracyjnych, bo zastąpiono ich migrantami z krajów pozaeuropejskich, zwiększając napięcie społeczne. Paradoksalnie, jak zauważyła, ten proces poprawił symboliczną pozycję polskiej społeczności na Wyspach – bycie polskim migrantem w Wielkiej Brytanii jest dziś bardziej prestiżowe niż dekadę wcześniej.
Perspektywy na przyszłość: brak optymizmu, poza jednym czynnikiem
Babakowa oceniła, że nie widzi szans na poprawę relacji bilateralnych między Warszawą i Kijowem, ponieważ temat migracji i wojny jest dla polskich polityków atrakcyjnym tematem kampanijnym, a ukraińscy politycy nie przejmują się losem Ukraińców w Polsce – nie sądzi, by prezydent Zełenski celowo utrudniał im życie decyzjami takimi jak sprawa Panteonu Narodowego, ale gdyby migranci zaczęli z tego powodu wyjeżdżać z Polski, nie byłoby to z perspektywy władz ukraińskich niepożądanym skutkiem.
Wskazała dwa czynniki, które mogłyby realnie zmienić sytuację: bardziej aktywną politykę integracyjną angażującą jednocześnie społeczność migrancką i polską, oraz potencjalny niedobór ukraińskich pracowników na polskim rynku pracy, gdyby migranci zaczęli w większej liczbie wyjeżdżać – co, biorąc pod uwagę, jak pożądani są ci pracownicy z perspektywy gospodarczej i społecznej, mogłoby wywrzeć realną presję na zmianę tonu debaty. Na zakończenie, pytana o to, kiedy relacje polsko-ukraińskie mogą się poprawić, odpowiedziała krótko: było już najlepiej, jak mogło być.
Rozmowę przeprowadził Piotr Pogorzelski. Podcast dostępny na kanale Polskie Radio na YouTube, liczącym 265 tys. subskrybentów. Opublikowany 4 lipca 2026.