Jakub Krysiewicz, prezes Instytutu Suwerenności, filozof i informatyk, był gościem Roberta Czepielewskiego w programie „Świat, w którym żyjemy”. Rozmowa dotyczyła historii i tożsamości mniejszości łemkowskiej w Polsce, procesu jej „ukrainizacji” sięgającego czasów zaboru austriackiego, finansowania organizacji łemkowskich z polskich środków publicznych, incydentu podczas tegorocznej Łemkowskiej Watry w Zdyni oraz wypowiedzi ambasadora Ukrainy dotyczącej przynależności narodowej Łemków.
Geneza „ukrainizacji” sięga czasów zaboru austriackiego
Krysiewicz przedstawił historyczny zarys pochodzenia Łemków jako ludu osiadłego w rejonie dzisiejszego Beskidu Niskiego w ramach średniowiecznej kolonizacji na prawie wołoskim, którego głównym obowiązkiem wobec Korony Polskiej była ochrona granic i dróg komunikacyjnych. Wyjaśnił, że po rozbiorach tereny te znalazły się pod zaborem austro-węgierskim, gdzie władze habsburskie, stosując zasadę „dziel i rządź”, zaczęły w połowie XIX wieku wspierać ruchy narodowotwórcze wśród duchowieństwa grekokatolickiego, dążąc do stworzenia odrębnego narodu ukraińskiego jako przeciwwagi dla żywiołu polskiego. To właśnie wtedy, według Krysiewicza, Rusinom karpackim — czyli Łemkom — zaczęto po raz pierwszy wmawiać ukraińską tożsamość narodową.
Rozwijając ten wątek w dalszej części rozmowy, gość wyjaśnił, że Habsburgowie, poszukując inteligencji zdolnej budować świadomość narodową wśród głównie wiejskiej ludności ukraińskiej, sięgnęli po duchowieństwo cerkwi grekokatolickiej (unickiej) — odłamu prawosławia uznającego zwierzchnictwo papieża przy zachowaniu cerkiewnosłowiańskiej liturgii. Wskazał rok 1896 jako moment, gdy Ukrainiec został biskupem przemyskim i grekokatolicy zaczęli wprowadzać język ukraiński do liturgii, co wywołało sprzeciw części Łemków, masowo przechodzących wówczas pod jurysdykcję prawosławną — nie z powodów religijnych, lecz tożsamościowych.
Republika Łemkowska i deklaracja odrębności z 1918 roku
Krysiewicz przywołał mało znany epizod historyczny — powołanie w 1918 roku we wsi Floryna Republiki Łemkowskiej, która przetrwała do czasu pokojowej pacyfikacji przez polską policję po odzyskaniu niepodległości. Podkreślił, że założyciele republiki jednoznacznie deklarowali, iż nie czują się ani Węgrami, ani Polakami, ani Ukraińcami, i nie chcą przynależności do Ukrainy — cytując jednego z delegatów, który miał powiedzieć, że „nie znają żadnej Ukrainy”. Zaznaczył, że nawet sami ukraińscy nacjonaliści w tamtym okresie, według cytowanych przez niego źródeł historycznych, dopuszczali możliwość istnienia odrębnego narodu obok Ukrainy. Przypomniał również, że to polscy etnografowie jako pierwsi użyli nazwy „Łemkowie” na określenie tej grupy, a II Rzeczpospolita oficjalnie uznawała ją za mniejszość rusińską, umożliwiając naukę języka łemkowskiego.
Wysiedlenia powojenne i akcja „Wisła”
Gość opisał losy Łemków po II wojnie światowej, podkreślając ich odrębność wobec Ukraińskiej Powstańczej Armii — zaznaczył, że Łemkowie w zdecydowanej większości nie popierali UPA, a dowódcy tej formacji mieli w korespondencji skarżyć się na przypadki donoszenia na banderowców przez miejscową ludność łemkowską oraz wykluczania ze społeczności osób zasilających szeregi UPA. Podał szacunek, według którego spośród 120–150 tysięcy Łemków zamieszkujących wówczas Polskę, w działaniach UPA wzięło udział jedynie około 150–160 osób.
Opisał następnie proces powojennych wysiedleń — najpierw tzw. dobrowolnych przesiedleń kilkudziesięciu tysięcy Łemków (do 80 tysięcy) na tereny dzisiejszej Ukrainy, które w rzeczywistości miały charakter przymusowy, realizowany pod groźbą rozdzielenia rodzin i fałszywymi obietnicami korzystnych warunków gospodarczych, a które skończyło się dla przesiedleńców głodem i nędzą. Pozostała grupa około 35 tysięcy Łemków została w 1947 roku, w ramach akcji „Wisła”, przesiedlona na ziemie zachodnie razem z ludnością ukraińską. Krysiewicz skrytykował propagandowe przedstawianie tej akcji jako korzystnej dla przesiedleńców — zaznaczył, że choć trafiali oni z drewnianych chat do murowanych domów, budynki te były całkowicie ogołocone, pozbawione nawet drzwi i okien, a Łemkowie, mając zaledwie dwie godziny na spakowanie dobytku, tracili cały żywy inwentarz i środki produkcji rolnej.
Opisał też trudną integrację Łemków ze społecznością ziem zachodnich, gdzie — jak zaznaczył — rozproszeni wśród ludności polskiej, w tym często wśród osadników z Wołynia noszących traumę ludobójstwa wołyńskiego, bywali mylnie utożsamiani z banderowcami i doświadczali z tego powodu szykan, także w szkołach.
PRL i afiliacja przy Towarzystwie Ukraińskim
Krysiewicz wyjaśnił mechanizm formalnej „ukrainizacji” Łemków w okresie PRL — ze względu na istnienie w prawie PRL-owskim wyłącznie kategorii mniejszości ukraińskiej, Łemkowie, chcąc w ogóle prowadzić działalność kulturalną, musieli funkcjonować w ramach Towarzystwa Ukraińskiego, aż do 1989 roku, gdy powołali własne, niezależne Stowarzyszenie Łemków. Zaznaczył, że już rok później, w 1990 roku, powstało konkurencyjne Zjednoczenie Łemków, złożone z byłych działaczy Towarzystwa Ukraińskiego, które na skutek — jak to określił — manipulacji proceduralnych przejęło organizację Festiwalu Kultury Łemkowskiej, czyli Łemkowskiej Watry.
Kto finansuje ukrainizację Łemków
Pytany wprost, kto finansuje proces ukrainizacji, Krysiewicz wskazał na organizację afiliowaną przy Związku Ukraińców w Polsce, działającą pod nazwą nawiązującą do Łemków, która pobiera dotacje z polskich środków publicznych na rozwój kultury i tożsamości łemkowskiej, w praktyce promując tożsamość ukraińską. Odpowiadając na pytanie, kto za to płaci, stwierdził krótko, że robią to wszyscy polscy podatnicy.
Przywołał też dane dotyczące dysproporcji w finansowaniu — Łemkowska Watra w Zdyni, mimo iż jego zdaniem tylko z nazwy jest wydarzeniem łemkowskim, otrzymuje z Ministerstwa Kultury dofinansowanie rzędu kilkuset tysięcy złotych, podczas gdy rzeczywiście łemkowskie internetowe radio LEM.FM, prowadzone przez Stowarzyszenie Ruska Bursa z Gorlic, otrzymuje dotacje na poziomie zaledwie kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie — sumę, którą porównał do kosztu produkcji jednego odcinka programu telewizyjnego typu teleexpress.
Łemkowie jako odrębna grupa etniczna wciąż żywotna
Krysiewicz podkreślił, że Łemkowie — a szerzej Rusini karpaccy, zamieszkujący oprócz Polski także Słowację, Węgry, Rumunię i Ukrainę — spełniają wszystkie kryteria uznania ich za odrębny naród, choć polskie prawo klasyfikuje ich jedynie jako mniejszość etniczną, ponieważ status mniejszości narodowej wymaga posiadania własnego państwa. Wymienił Andy’ego Warhola i malarza Nikifora jako przedstawicieli kultury łemkowskiej, którzy odnieśli sukces poza granicami tej społeczności.
Odnosząc się do danych ze spisu powszechnego, wskazał, że w Polsce narodowość łemkowską zadeklarowało obecnie około 13 tysięcy osób, co — mimo niewielkiej liczby bezwzględnej — oznacza wzrost o około 3 tysiące w stosunku do poprzedniego spisu. Ocenił to jako dowód żywotności tej tożsamości wśród młodego pokolenia, przywołując też niedawną wystawę poświęconą sztuce i kulturze łemkowskiej w Muzeum Etnograficznym w Warszawie.
Sytuacja Rusinów na samej Ukrainie
Prowadzący zwrócił uwagę, że proces ukrainizacji Łemków obejmował też patronaty kolejnych prezydentów Ukrainy — Kuczmy, Juszczenki i Janukowycza — nad tą działalnością, a rok temu starostą 43. Łemkowskiej Watry był oficer 10. Brygady Górskiej „Edelweiss” Sił Zbrojnych Ukrainy. Krysiewicz potwierdził, że na samej Ukrainie sytuacja prawna jest jeszcze bardziej jednoznaczna — Rusini nie są tam w ogóle uznawani za odrębną mniejszość narodową, a jedynie za podgrupę ukraińską posługującą się własnym dialektem.
Opisał samą Watrę w Zdyni jako wydarzenie łemkowskie właściwie tylko z nazwy — uczestnicy widzą tam trzy flagi: polską, unijną i ukraińską, tablice informacyjne są opisane w języku ukraińskim, a przedstawiana na nich historia zawiera, jego zdaniem, ahistoryczne sugestie o rzekomej przymusowej polonizacji wsi zakładanych na prawie wołoskim. Zaznaczył, że sami Łemkowie stanowią na tym festiwalu istotną mniejszość publiczności, a część z nich celowo go bojkotuje w proteście przeciwko takiemu traktowaniu ich tożsamości.
Wpływ na suwerenność Polski
Odpowiadając na pytanie o powiązanie tematu z bezpieczeństwem państwa, Krysiewicz wskazał trzy zasadnicze zagrożenia. Po pierwsze, zwrócił uwagę na funkcjonujące w internecie mapy publikowane przez działaczy ukraińskich w Polsce, opisujące Beskid Niski i okoliczne tereny jako „ziemie rdzennie ukraińskie” — ocenił to jako podwójnie błędne, ponieważ Łemkowie nie są Ukraińcami, a same wsie zakładane na prawie wołoskim w XIV–XVI wieku nie mogły być „ukraińskie”, skoro naród ukraiński jako nowożytny konstrukt ukształtował się dopiero w XIX wieku. Ostrzegł, że fałszywa narracja historyczna tego rodzaju mogłaby w niesprzyjających okolicznościach stać się podstawą przyszłych roszczeń terytorialnych lub odszkodowawczych, przywołując przy tym incydent sprzed trzech lat, gdy ówczesny sekretarz stanu USA Antony Blinken miał zostać pokazany mapę Ukrainy obejmującą te tereny przez ukraińskiego ministra. Prowadzący nawiązał w tym kontekście do krążących w debacie publicznej spekulacji o możliwym scenariuszu, w którym mocarstwa zachodnie miałyby w zamian za utracony przez Ukrainę Donbas zaproponować jej tereny wschodniej Małopolski — gość określił to jako scenariusz obecnie fantastyczny, lecz wart uwzględnienia przez polskie władze.
Po drugie, Krysiewicz wskazał na ryzyko precedensu — zgoda państwa na „wchłanianie” jednej grupy etnicznej przez inną mogłaby w przyszłości zostać wykorzystana wobec innych społeczności, takich jak Ślązacy (w kontekście działającego Ruchu Autonomii Śląska) czy Kaszubi, co mogłoby prowadzić do napięć społecznych i wewnętrznej destabilizacji państwa, szczególnie niebezpiecznej w obecnej sytuacji geopolitycznej.
Po trzecie, wskazał na łamanie ducha ustawy o ochronie mniejszości narodowych i etnicznych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jako przykład podał funkcjonowanie w Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych wiceprzewodniczącego pochodzenia ukraińskiego, który miał publicznie negować odrębność języka łemkowskiego, określając go jako dialekt ukraiński — mimo sprzeciwu środowisk łemkowskich domagających się jego odwołania.
Wypowiedź ambasadora Ukrainy i atak nożem podczas Watry
Prowadzący zapytał gościa o wydarzenia towarzyszące tegorocznej, 44. Łemkowskiej Watrze w Zdyni, w której Krysiewicz osobiście uczestniczył. Gość zastrzegł, że nie był bezpośrednim świadkiem wypowiedzi ambasadora Ukrainy, ale powołał się na relację jednego z Łemków opublikowaną w artykule w „Newsweeku”, według której ambasador miał stwierdzić, że Łemkowie są częścią narodu ukraińskiego. Krysiewicz ocenił to jako skandaliczne, podkreślając, że Łemkowie są osadzeni w polskiej kulturze i języku, a część z nich w tym sensie identyfikuje się kulturowo jako Polacy — uznał za nieakceptowalne, by przedstawiciel obcego państwa kwestionował ich tożsamość i przynależność.
Prowadzący porównał tę wypowiedź do słów wygłoszonych w 2020 roku przez Damiana Trochanowskiego, nawiązujących do stalinowskiej genezy przypisywania Łemkom tożsamości ukraińskiej. Krysiewicz zgodził się z tym porównaniem, określając obecne zjawisko jako połączenie sowieckiego sposobu myślenia z odradzającym się na Ukrainie szowinizmem, nazywając je „miksem Stalina z duchowymi potomkami Bandery”.
Odnosząc się do głośnego incydentu z użyciem noża podczas tegorocznej Watry, Krysiewicz — zastrzegając, że nie był bezpośrednim świadkiem zdarzenia — zrelacjonował wersję wydarzeń, według której doszło do sprzeczki między uczestnikami festiwalu, w którą interweniował lokalny radny pełniący jednocześnie funkcję szefa ochrony wydarzenia. Radny miał użyć gazu wobec obywatela Ukrainy w celu zapewnienia bezpieczeństwa innemu uczestnikowi, po czym otrzymał trzy ciosy nożem. Poszkodowany trafił do szpitala, ale obrażenia okazały się niegroźne i już następnego dnia wrócił na festiwal. Krysiewicz skrytykował decyzję policji o zakwalifikowaniu czynu jako chuligańskiego, oceniając, że zadanie trzech ciosów nożem powinno być traktowane jako usiłowanie zabójstwa, nie chuligaństwo. Podkreślił jednocześnie, że znacznie poważniejszym, choć mniej medialnie widocznym problemem pozostaje, jego zdaniem, cichy proces podmiany jednej tożsamości narodowej przez drugą.
Postulaty: przejrzystość finansowania i mówienie prawdy
Pytany, co należałoby zrobić w tej sytuacji, Krysiewicz przedstawił trzy postulaty: apel do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o rzetelne zarządzanie Komisją Wspólną Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych; apel do MSWiA i Ministerstwa Kultury o rozdzielenie zasad przyznawania dotacji, tak by działalność ukraińska finansowana była z puli przeznaczonej na mniejszość ukraińską, a łemkowska — z puli łemkowskiej; oraz, najogólniej, konsekwentne mówienie prawdy o faktycznym stanie rzeczy. Zaznaczył przy tym, że popieranie Ukrainy i jej wysiłku wojennego nie wyklucza jednoczesnego jasnego wskazywania obszarów, w których działania strony ukraińskiej godzą w strukturę i suwerenność państwa polskiego — a budowanie relacji z mniejszościami narodowymi w oparciu o fakty pozwoli, jego zdaniem, skuteczniej odróżniać rzeczywiste problemy od rosyjskiej dezinformacji wykorzystującej podobne tematy.
Prowadzący, w pełni zgadzając się z tą oceną, zwrócił dodatkowo uwagę na analogiczne zagrożenia płynące zza zachodniej granicy Polski, wskazując na niemieckie organizacje pozarządowe działające pod przykrywką ruchów ekologicznych, które jego zdaniem systemowo utrudniają rozwój polskiego przemysłu surowcowego i energetycznego.
Na zakończenie rozmowy Krysiewicz polecił słuchaczom internetowe radio LEM.FM, prowadzone przez Stowarzyszenie Ruska Bursa z Gorlic, jako źródło autentycznej kultury i języka łemkowskiego, nadające całodobowe audycje i publikujące artykuły w języku łemkowskim.
Rozmowę przeprowadził Robert Czepielewski. Materiał „Łemkowie to nie Ukraińcy! Kto i po co ukrainizuje ich? Rozmowa z Jakubem Krysiewiczem” dostępny na kanale „ZachodniaTV” na YouTube, liczącym 11 tys. subskrybentów, w ramach cyklu „Świat, w którym żyjemy”. Opublikowany 27 lipca 2026.