Wojna dotyka każdego Ukraińca, nawet gdy dzień wygląda na spokojny — Marcin Strzyżewski o Rosji

Marcin Strzyżewski, twórca kanału „Marcin Strzyżewski o Rosji”, opublikował materiał poświęcony codziennemu życiu w wojennej Ukrainie, oparty na własnych, wielokrotnych pobytach w tym kraju. Punktem wyjścia była prośba jednego z patronów z zamkniętej grupy na Telegramie, by nagrać materiał na ten temat.

Cel materiału: przygotowanie na wojnę i walka z dezinformacją

Strzyżewski wyjaśnił, że zdecydował się nagrać ten odcinek z dwóch powodów. Po pierwsze, tego typu wiedza może pomóc widzom przygotować się na scenariusz, który – jak zaznaczył – mam nadzieję nigdy nie nadejdzie. Przypomniał, że niedawno wydał książkę o przygotowaniu do wojny i innych kataklizmów, opartą przede wszystkim na doświadczeniach ludzi z Ukrainy, opisującą realistyczne scenariusze, dalekie od obrazów znanych z filmów katastroficznych.

Po drugie, materiał ma zwalczać kłamstwo, które – jak przyznał – jest dla niego do dziś kompletnie niezrozumiałe: narrację, według której wojna w Ukrainie albo nie istnieje, albo nie dotyka jej mieszkańców. Przez ponad cztery lata wielokrotnie spotykał się z tym twierdzeniem zarówno w rozmowach na żywo, jak i w internecie, w różnych wariantach. Przywołał przykład komentarzy z początku wojny, w których niewielka – jego zdaniem pozornie – liczba nagrań z działań wojennych miała rzekomo dowodzić, że konflikt nie istnieje, mimo że w tym samym czasie dostępne były setki nagrań z dronów, od cywilów i żołnierzy, dokumentujących bombardowania oraz walki miejskie, stepowe i pancerne. Wspomniał też o niedawno pokazywanym w jego materiałach polskim byłym funkcjonariuszu mundurowym, który twierdził, że na centrum Kijowa nigdy nie spadł żaden dron ani rakieta – co Strzyżewski określił jako absurdalne kłamstwo, podkreślając, że osobiście wielokrotnie widział skutki takich ataków w centrum ukraińskiej stolicy, w tym miejsce w pobliżu Uniwersytetu Szewczenki, gdzie tydzień po jego pierwszym pobycie spadły pociski, pozostawiając widoczne później łaty na asfalcie.

Gościnność i normalność codziennych zakupów

Autor opisał swoje doświadczenia z licznych, sumarycznie dwudziestu sześciu, wyjazdów wojennych do Ukrainy. Podkreślił wschodniosłowiańską gościnność, z jaką się spotykał – wielokrotnie nocował u znajomych, w tym Białorusinów, którzy zawsze starali się nakarmić gości, a często obdarować ich prezentami, na przykład domowymi trunkami jako wyrazem wdzięczności. Podobne doświadczenia opisał z wyjazdów do Czernihowa, gdzie wraz ze współpracownikami przekazuje prezenty dzieciom z Centrum Rehabilitacji Dziecięcej – zawsze częstowanym tam śniadaniem lub obiadem oraz drobnymi upominkami wykonanymi przez podopiecznych placówki.

Opowiedział też o wspólnych wyjazdach na zakupy podczas pobytów w Kijowie – nawet w trakcie ciężkich zimowych ostrzałów i przerw w dostawie prądu można było kupić w dużych sklepach mrożone krewetki, kawior, szeroki wybór win czy wędlin. Ocenił, że zaopatrzenie w wojennej Ukrainie, poza pasem przyfrontowym, generalnie nie stanowi problemu – nawet w silnie zagrożonym Iziumie, znajdującym się w zasięgu dronów FPV i bomb lotniczych, funkcjonują sklepy, kawiarnie i restauracje. Zwrócił uwagę na wysoki poziom ukraińskiej kultury kawiarnianej, silniejszy niż w Polsce, ilustrując to anegdotą o żołnierzu z Trzeciej Brygady Szturmowej, który po powrocie z bazy amerykańskiej, gdzie pił kawę przygotowaną w amerykańskim stylu, zatęsknił za nią bardziej niż po wcześniejszym doświadczeniu z polską kawą ze stacji benzynowej.

Godzina policyjna i ograniczenia w przemieszczaniu się

Autor wskazał godzinę policyjną jako jedno z podstawowych utrudnień codzienności wojennej w Kijowie – obowiązującą, według jego ostatnich informacji, od północy do piątej rano. W tym czasie mogą pojawiać się kontrole i pytania ze strony służb, a teoretycznie istnieje ryzyko trafienia na komisariat celem wyjaśnienia sytuacji, choć autor nie był pewien, czy przewidziane są za to mandaty. Opisał własne doświadczenia z przejazdów do Lwowa po północy, podczas których na punktach kontrolnych funkcjonariusze zazwyczaj przepuszczali samochód po okazaniu polskiego paszportu oraz dokumentów potwierdzających transport pomocy humanitarnej. Przywołał przy tym anegdotyczny epizod, gdy podczas jednej z takich kontroli zgubił się metalowy element od kluczyka do stacyjki, niezbędny do otwarcia tylnych drzwi samochodu, co znacząco przedłużyło odprawę.

Brak prądu i ogrzewania: praktyczne rozwiązania

Strzyżewski omówił szeroko kwestię przerw w dostawie prądu i ogrzewania, które – jak zaznaczył – mogą dotknąć również Polskę w razie ewentualnego konfliktu. Wymienił najpopularniejsze sposoby radzenia sobie z tym problemem: agregaty prądotwórcze oraz, rzadziej, panele słoneczne – w tym testowany przez niego osobiście panel turystyczny, wystarczający do naładowania telefonu.

Udzielił praktycznych wskazówek dotyczących agregatów: namawiał, by nie kupować ich na zapas i przechowywać nieużywanych w garażu, lecz rozpakować, uruchomić i przetestować już w czasie pokoju, docierając silnik podobnie jak w samochodzie, co pozwala też na czas wykryć ewentualną wadliwość sprzętu i wymienić go, póki jest to jeszcze możliwe. Zasugerował, że niekoniecznie trzeba mieć własny agregat na każde gospodarstwo domowe – można dzielić się nim z sąsiadami, rodziną lub przyjaciółmi, ładując z niego powerbanki i przenośne stacje ładowania. Opisał powszechną w Ukrainie praktykę ustawiania agregatów na ulicy – ze względu na spaliny nie mogą pracować w mieszkaniu – przypiętych kłódką rowerową, z kablem prowadzonym do okna po ziemi lub na wysokiej desce, by przechodnie się o niego nie potykali. Przyznał, że istnieje ryzyko kradzieży, zwłaszcza w pierwszych, najbardziej chaotycznych momentach kryzysu, ale ocenił, że w praktyce w Ukrainie rozwiązanie to sprawdza się i jest szeroko stosowane, także przez biznesy.

Odnośnie zaopatrzenia w wodę, zalecił posiadanie odpowiednich naczyń do jej gromadzenia oraz – w razie korzystania z alternatywnych źródeł – dokładne filtrowanie i gotowanie wody, przy czym podkreślił, że samo doprowadzenie do wrzenia nie wystarcza – wodę trzeba gotować jeszcze kilka minut dłużej. Zaznaczył, że poza sytuacjami na terenach okupowanych nie spotkał się z przypadkami, w których ludzie musieliby pozyskiwać wodę bezpośrednio z rzeki – zamiast tego robią zapasy wody z kranu w butelkach i zbiornikach lub kupują wodę butelkowaną, co dodatkowo ułatwia fakt, że w Ukrainie woda z kranu i tak nie nadaje się standardowo do picia, w przeciwieństwie do wielu miejsc w Polsce.

Praca, szkoła i internet w warunkach wojennych

Autor podkreślił, że codzienne funkcjonowanie – chodzenie do sklepów, dojazdy do pracy – w Ukrainie w dużej mierze nie zmieniło się mimo wojny. Ludzie normalnie pracują, dzieci uczęszczają do szkół, a ci, którzy nie zostali powołani do wojska, muszą organizować sobie dojazdy lub przechodzić na pracę zdalną, co czasem wymaga zapewnienia sobie dostępu do internetu. Wskazał na system Starlink jako bezkonkurencyjne rozwiązanie w tym zakresie, zaznaczając jednak, że w jego doświadczeniu korzystają z niego głównie instytucje, a nie prywatne osoby – choć ocenił, że zorganizowanie wspólnego dostępu do Starlinka przez kilka mieszkań jest jak najbardziej wykonalną opcją.

Ostrzały: zróżnicowanie zagrożenia w zależności od regionu

Za najbardziej dotkliwy element wojennej rzeczywistości Strzyżewski uznał ostrzały, których natężenie różni się znacząco w zależności od miejsca zamieszkania. Kijów jest ostrzeliwany dość często, Charków i Zaporoże niemal bez przerwy, a Odessa z częstotliwością zbliżoną do stolicy – choć, jak zastrzegł, nie prowadził w tym zakresie systematycznych statystyk. Zachodnia Ukraina i mniejsze miejscowości są zazwyczaj bezpieczniejsze, ponieważ brakuje tam celów wartych ostrzeliwania, a Rosjanom zależy również na efekcie medialnym i propagandowym ataków na duże, znane ośrodki.

Jako wyjątek od tej reguły przywołał przypadek Białej Cerkwi, trafionej rakietą typu Oresznik – prawdopodobnie w wyniku nieudanego ataku wymierzonego w Kijów. Wyjaśnił, że rakieta ta, zamiast głowic nuklearnych – do których użycia Rosjanie, jego zdaniem, prawdopodobnie brakuje im odwagi lub determinacji, rozumiejąc, że nie przyniosłoby im to korzyści – niesie metalowe pręty, które w tym przypadku trafiły w budynki garażowe.

Zasady bezpieczeństwa: schrony i reakcja na alarmy

Autor przedstawił szczegółowe wskazówki dotyczące bezpiecznego zachowania podczas alarmów, oparte na fragmencie swojej książki poświęconym schronom. Zwrócił uwagę, że w Polsce w praktyce dostępnych jest bardzo niewiele pełnoprawnych schronów – najczęściej funkcjonują tak zwane miejsca doraźnego ukrycia, jak piwnice. Zalecił wyposażenie piwnicy w narzędzia – łom, przecinak, młotek – umożliwiające przebicie się do sąsiedniej klatki schodowej w razie zawalenia. Doradził, by nie stać bezpośrednio przy oknie piwnicznym ze względu na ryzyko odłamków i fali uderzeniowej wybijającej szyby, ale też nie chować się w miejscu maksymalnie oddalonym od wszystkich okien, ponieważ mogą one posłużyć jako droga ewakuacji. Zalecił też zwrócenie uwagi na przebieg rur, zwłaszcza z gorącą wodą, ze względu na ryzyko zalania piwnicy w razie ich uszkodzenia.

Wymienił zawartość plecaka ewakuacyjnego, który warto zabrać do schronu: najważniejsze dokumenty, wodę, ciepły sweter, przekąskę wystarczającą na kilka godzin (alarm może trwać nawet dwie godziny), latarkę oraz talię kart – tę ostatnią jako element wsparcia morale podczas oczekiwania. Dla osób, które nie mają dostępu do przygotowanego schronu, polecił zasadę dwóch ścian – tak by od otwartej przestrzeni dzieliły ich co najmniej dwie przegrody, chroniące przed odłamkami i falą uderzeniową. Zaznaczył, że w Polsce należy się spodziewać, podobnie jak w Ukrainie, pojawienia się aplikacji do śledzenia alarmów, informujących nie tylko o samym zagrożeniu, ale i jego rodzaju – dronie, pocisku manewrującym czy rakiecie balistycznej, co ma znaczenie praktyczne, ponieważ rakiety balistyczne dolatują błyskawicznie i w razie odległości kilku minut marszu od schronu lepiej pozostać w bezpiecznym miejscu w budynku, niż próbować przemieszczać się między budynkami, będąc narażonym na otwartej przestrzeni.

Podkreślił jednocześnie, że nie warto chować się w miejscu bez zapasowego wyjścia, ponieważ w razie zawalenia może ono stać się pułapką. W budynkach żelbetowych, niewzniesionych z prefabrykatów ani cegły, do zapewnienia bezpieczeństwa często wystarcza klatka schodowa oddzielona dwiema ścianami od świata zewnętrznego – zwykły dron rzadko jest w stanie zawalić nawet słabszą konstrukcję, chyba że trafi bezpośrednio w okno, co i tak nie zawsze oznacza poważne zagrożenie w przypadku standardowego drona dalekiego zasięgu typu kamikadze.

Hierarchia zagrożeń: bomby lotnicze najgroźniejsze

Autor omówił różnice w sile rażenia poszczególnych typów uzbrojenia. Najgroźniejsze uznał bomby lotnicze – duże, szybkie, o twardym metalowym korpusie, zdolne przebić się głęboko w konstrukcję budynku i eksplodować wewnątrz, prowadząc do jego zawalenia, co w praktyce często obserwuje się po trafieniach pociskami manewrującymi lub rakietami balistycznymi. Zalecił, by w miejscowościach regularnie atakowanych bombami lotniczymi rozważyć ewakuację, chyba że wykonywana tam praca ma kluczowe znaczenie – na przykład praca inżyniera w fabryce dronów.

Rakiety balistyczne ocenił jako niosące mniejszy ładunek wybuchowy, choć wciąż stanowiące poważne zagrożenie – ich zaletą z punktu widzenia obrońców jest wysoki koszt produkcji, co ogranicza częstotliwość ich stosowania. Pociski manewrujące i drony uznał za relatywnie słabsze pod względem siły eksplozji i zdolności penetracji, chyba że chodzi o pocisk manewrujący z odpowiednią głowicą – ich zaletą jest jednak lepsza wykrywalność, dająca zazwyczaj czas na schronienie się od momentu wykrycia do faktycznego przylotu. Podsumował, że bomby lotnicze, mimo niskiego kosztu, pozostają śmiertelnie najgroźniejszym środkiem bojowym spośród wymienionych.

Codzienność inna niż na zdjęciach z plaży

Na zakończenie Strzyżewski podkreślił, że życie na wojnie, mimo pozornej normalności widocznej na przykład na nagraniach z odeskiej plaży czy z dyskoteki, zasadniczo różni się od życia w kraju niedotkniętym konfliktem. Zaznaczył, że nawet gdy przez wiele dni z rzędu nic złego się nie dzieje – jest prąd, nie było nalotów – każdy mieszkaniec Ukrainy żyje ze świadomością, że w każdej chwili może zostać bezpośrednio dotknięty atakiem albo odebrać telefon z wiadomością o tragedii dotykającej kogoś bliskiego.


Materiał „Jak wygląda codzienne życie na wojnie?” dostępny jest na kanale Marcin Strzyżewski o Rosji na YouTube, liczącym 172 tys. subskrybentów. Opublikowany 2 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *