Szeligowski w Kulturze Liberalnej: Celem Polski jest przetrwanie niezależnej Ukrainy, a nie polityka historyczna

Nowe

Dr Daniel Szeligowski, główny analityk do spraw Ukrainy w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych i autor raportu „Teoria ukraińskiego zwycięstwa”, był gościem Jakuba Bodziony w wideopodcaście Kultury Liberalnej. Rozmowa dotyczyła niedawnego kryzysu politycznego w Kijowie związanego z dymisją ministra obrony Mychajła Fedorowa, rosnącej militaryzacji ukraińskiej polityki, trzech możliwych powojennych scenariuszy dla Ukrainy, relacji polsko-ukraińskich w cieniu sporu o Order Orła Białego i Panteon Bohaterów, realistycznych perspektyw członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, a także aktualnej sytuacji na froncie.

Zełenski buduje nowy, poziomy system władzy

Pytany, czy seria decyzji personalnych i protestów w Kijowie świadczy o sile, czy o słabości prezydenta Zełenskiego, Szeligowski ocenił, że nie chodzi ani o jedno, ani o drugie, lecz o element szerszego planu, który — jak to ujął, cytując Mike’a Tysona — został zrewidowany po tym, jak prezydent „dostał od obywateli w zęby”. Wyjaśnił, że po odejściu Andrija Jermaka rozpadł się dotychczasowy, pionowy system władzy oparty na duecie Zełenski–Jermak, a prezydent od kilku miesięcy konsoliduje system bardziej poziomy, z kilkoma wpływowymi postaciami w otoczeniu. Zaznaczył, że taki podział władzy oznacza jednocześnie podział odpowiedzialności, co określił jako sprytne posunięcie polityczne.

Dymisja Fedorowa: konflikt kompetencyjny, establishment zbrojeniowy i ambicje polityczne

Analityk wskazał kilka nakładających się przyczyn odwołania ministra obrony Mychajła Fedorowa. Po pierwsze, istniał konflikt personalny i kompetencyjny między nim a generałem Ołeksandrem Syrskim, ówczesnym głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ukrainy, wynikający z niejasnego podziału kompetencji między ministerstwem a sztabem generalnym. Po drugie, Fedorow, symbol cyfryzacji wojskowej Ukrainy, podjął próbę scentralizowania i uprzejrzystnienia systemu zamówień obronnych, w którym dotąd funkcjonował układ pozwalający wybranym firmom — często powiązanym z konkretnymi urzędnikami czy deputowanymi — na uzyskiwanie zamówień skrojonych pod jednego wykonawcę. Szeligowski opisał to zjawisko jako szeroko rozpowszechnione, wskazując żartobliwie, że praktycznie co drugi czy trzeci ukraiński deputowany ma jakiś powiązany ze sobą startup zbrojeniowy czerpiący korzyści z pośrednictwa w dostawach dla armii. Próba zmiany tego układu przez Fedorowa naraziła go na sprzeciw beneficjentów systemu.

Trzecim czynnikiem, zdaniem analityka, była nietolerancja prezydenta Zełenskiego wobec osób w jego otoczeniu przejawiających choćby minimalne ambicje polityczne — a Fedorow, sprawny komunikacyjnie i popularny wśród zachodnich partnerów, taką osobą był. Szeligowski ocenił, że plan odsunięcia go od władzy był dobry, ale jego realizacja na razie zawiodła, ponieważ dymisja nie osłabiła Fedorowa, lecz uczyniła z niego rozpoznawalną figurę medialną — wzmocnioną dodatkowo sprawną konferencją prasową po odwołaniu.

Sondaże pokazują wzrost pozycji Fedorowa, największym przegranym może być Budanow

Odnosząc się do sondaży dotyczących ewentualnych wyborów prezydenckich, Szeligowski przedstawił układ sił: na pierwszym miejscu wciąż plasuje się Zełenski, za nim generał Wałerij Załużny, obecnie ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii, a na trzecim miejscu — w zależności od metodologii badania — pojawia się już Fedorow, wyprzedzający Kyryła Budanowa, szefa administracji prezydenckiej i byłego szefa wywiadu wojskowego. Analityk ocenił, że to właśnie Budanow, konsekwentnie budujący swoją pozycję w cieniu Zełenskiego, jest największym przegranym całej sytuacji, ponieważ nagłe wzmocnienie Fedorowa rozbija dotychczasowy układ sił wśród potencjalnych następców prezydenta.

Zaznaczył jednocześnie, że nie należy wyciągać zbyt pochopnych wniosków o całkowitym zerwaniu relacji między Zełenskim a Fedorowem — według dostępnych informacji prezydent nadal spędza z byłym ministrem po kilka godzin dziennie na rozmowach, co sugeruje, że mosty nie zostały spalone. Przypomniał, że Fedorow był wcześniej rozważany jako lider listy partii prezydenckiej na przyszłe wybory i prowadził kampanię wyborczą Zełenskiego w 2019 roku, co czyni go dla prezydenta zbyt cennym zasobem, by łatwo się go pozbyć. Szeligowski zwrócił uwagę, że casus Fedorowa — podobnie jak wcześniej Jermaka i Syrskiego — dobrze ilustruje, dlaczego prezydent Zełenski ma trudności z kompletowaniem stanowisk: nawet lojalność wobec niego nie chroni przed brutalnym potraktowaniem, co zniechęca wielu potencjalnych współpracowników do podjęcia pracy w jego administracji.

Trzy scenariusze powojenne: rozwój, rewizjonizm i populizm

Prowadzący nawiązał do wcześniejszego raportu PISM autorstwa Szeligowskiego, w którym analityk opisał trzy możliwe powojenne trajektorie Ukrainy — rozwojową, rewizjonistyczną i populistyczną — pytając, czy rosnący udział wojskowych w polityce, w tym generałów na kluczowych stanowiskach administracyjnych, wskazuje na kierunek rewizjonistyczny lub populistyczny. Szeligowski wymienił obecny skład najwyższych stanowisk: szefem administracji prezydenckiej jest generał Budanow, jednym z jego zastępców generał Polisza, nowym ministrem obrony generał Denys Szmyhal (błąd transkryptu — poprawnie Denys Szmyhal został premierem, a stanowisko objął inny generał), szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego generał policji, podobnie jak nowy minister spraw wewnętrznych.

Ocenił, że rosnący udział establishmentu wojskowo-policyjnego w polityce prowadzi Ukrainę w stronę scenariusza rewizjonistycznego, zakładającego brak jednoznacznego militarnego rozstrzygnięcia wojny i utrzymanie się w ukraińskim społeczeństwie silnego resentymentu wobec zagranicznych partnerów za niewystarczające wsparcie — zjawisko porównywalne z niemieckim „syndromem weimarskim”. Przywołał przykład wieloletniego, sięgającego dekad, procesu odzyskiwania przez Azerbejdżan terytoriów utraconych na rzecz Armenii jako analogię do potencjalnie równie długiej drogi Ukrainy do rewanżu wobec Rosji. Zaznaczył, że taki scenariusz wymagałby utrzymania scentralizowanego, częściowo zmilitaryzowanego państwa gotowego na kolejny wysiłek wojenny w odległej przyszłości.

Ryzyka militaryzacji ukraińskiej polityki

Analityk rozróżnił dwa powiązane, lecz odrębne zjawiska: konieczną politykę państwa wobec weteranów oraz polityczne wykorzystanie środowiska wojskowego przez elity rządzące. Zaznaczył, że niezależnie od tego, kto sprawować będzie władzę po wojnie, Ukraina będzie musiała zmierzyć się z ogromną liczbą osób potrzebujących pomocy psychologicznej i rehabilitacji, domagających się przywilejów finansowych i politycznych w zamian za poniesiony wysiłek wojenny — co doprowadzi też do napięć między żołnierzami realnie walczącymi na froncie a tymi, którzy służby unikali.

Bardziej niepokojącym zjawiskiem określił celowe polityczne „mrugnięcie okiem” w stronę środowisk wojskowych przez prezydenta Zełenskiego, mające zarówno krótkoterminowy wymiar taktyczny, jak i długoterminowy — platformę pod przyszłe wybory. Ostrzegł, że włączanie wojskowych do systemu decyzyjnego jest procesem łatwym do rozpoczęcia, ale trudnym do odwrócenia — środowisko to zyskuje bowiem nie tylko wpływy polityczne, ale też swoisty „kapitał moralny”, utrudniający demokratyczną dyskusję, ponieważ trudno kwestionować opinię osoby powołującej się na własne doświadczenie frontowe. Ocenił, że rosnąca rola armii w życiu publicznym może prowadzić do samoistnej autocenzury i utrudniać utrzymanie mechanizmów demokratycznych. Jednocześnie zastrzegł, że z dwojga złego preferuje sytuację, w której mainstreamowe partie polityczne — od Solidarności Europejskiej po partię prezydencką — będą starały się „rozproszyć” i zaabsorbować środowisko weteranów, niż dopuszczenie do powstania jednej, monolitycznej siły czysto wojskowej.

Scenariusz rewizjonistyczny lepszy niż populistyczny

Prowadzący dopytał, czy scenariusz rewizjonistyczny — niestabilny rozejm, faktyczne odejście od aspiracji NATO, silny przywódca, stan wojenny i rosnące wpływy wojskowych — jest obecnie scenariuszem bazowym raportu PISM. Szeligowski potwierdził, zastrzegając jedynie brak jasności co do momentu i formy samego rozejmu. Podkreślił jednak, że uważa ten scenariusz za wcale nie najgorszy z możliwych. Za najgorszy uznał scenariusz populistyczny, w którym pojawiłby się polityk wykorzystujący zmęczenie społeczne Ukraińców do zawarcia nowego porozumienia z Rosją, prowadzącego do zlania się ukraińskiego potencjału wojskowego, przemysłowego i ludzkiego z potencjałem rosyjskim. Zaznaczył, że nie jest to jedynie jego własna teoria snuta „w Warszawie” — podobne ostrzeżenie, odwołujące się do scenariusza gruzińskiego, wypowiedział wprost Kyryło Budanow w jednym z wywiadów.

Ukraina po wojnie: aktyw i ryzyko dla Polski jednocześnie

Odnosząc się do pytania, co scenariusz zmilitaryzowanej, zgorzkniałej Ukrainy oznacza dla Polski, Szeligowski zgodził się, że taka Ukraina prowadziłaby bardzo brutalną politykę zagraniczną — zaznaczył jednak, że polityka ukraińska ma taki charakter od czasów prezydentury Petra Poroszenki i nie należy się łudzić, że Kijów będzie działał tak, jak „nam by się wydawało, że powinien”. Porównał docelowy model Ukrainy do Korei Południowej, zwracając uwagę, że warunkiem sukcesu tego kraju była nie tylko militaryzacja, ale przede wszystkim ustabilizowanie sytuacji, gwarancje bezpieczeństwa i ogromny napływ inwestycji zagranicznych — bez zewnętrznego wsparcia finansowego Ukraina już dziś przegrywałaby wojnę.

Ocenił, że strategicznym celem Polski powinno być utrzymanie niezależności Ukrainy, nawet jeśli miałaby to być Ukraina zgorzkniała i pełna pretensji wobec zachodnich partnerów — ponieważ alternatywą jest ryzyko, że ukraiński potencjał wojskowy zleje się z rosyjskim i zostanie skierowany przeciwko Polsce. Jako instrument zabezpieczający przed takim scenariuszem wskazał instytucjonalne włączenie Ukrainy w struktury pomocowe i sojusznicze, niekoniecznie ograniczone do klasycznych ram NATO czy Unii Europejskiej — zaznaczył, że wsparcie finansowe jest realnym instrumentem wpływu, którego przykładowo pozbawili się Amerykanie, ograniczając pomoc dla Kijowa, i który wciąż zachowuje Europa.

Polska zbyt emocjonalnie reaguje na politykę ukraińską

W dalszej części rozmowy prowadzący zwrócił uwagę, że Polska reaguje znacznie bardziej emocjonalnie na decyzje Kijowa niż Ukraina na decyzje Warszawy, co czyni polską politykę łatwą do destabilizacji poprzez pojedyncze kontrowersyjne wydarzenia — takie jak spór o miejsce Bandery w ukraińskim Panteonie Bohaterów. Szeligowski w pełni się z tą diagnozą zgodził, wskazując jako stan docelowy relacje polsko-ukraińskie na poziomie emocji zbliżonym do relacji polsko-słowackich — pozbawione nadmiernego rozgorączkowania społecznego przy każdej kontrowersji. Podkreślił, że kluczowym problemem jest to, iż zaangażowanie w spory o politykę historyczną odwraca uwagę od nadrzędnego polskiego celu strategicznego, jakim jest — jak to sformułował wprost — przede wszystkim przetrwanie niezależnej Ukrainy, wobec czego polityka historyczna pozostaje drugorzędna.

Zasugerował też, że część zachodnioeuropejskich, w tym niemieckich, nagłych „odkryć” tematu UPA i Wołynia w mediach może być cyniczną próbą wykorzystania Polski jako narzędzia blokującego akcesję Ukrainy do UE — pozwalającą uniknąć bezpośredniego sprzeciwu Berlina czy Paryża wobec rozszerzenia, przy jednoczesnym przerzuceniu odpowiedzialności na Warszawę.

Fedorow jako wzór: konfrontacja z Zełenskim się opłaca

Prowadzący, nawiązując do wcześniejszego wątku o Fedorowie, zapytał, czy podobny mechanizm — otwarta konfrontacja przynosząca polityczne korzyści — mógłby dotyczyć relacji Zełenskiego z Polską po sporze o Order Orła Białego. Szeligowski potwierdził, że wizyta Budanowa w Warszawie, mimo iż nie przyniosła konkretnych rezultatów, świadczyła o dostrzeżeniu przez Kijów, że dotychczasowa „miękka gra” wobec Polski się wyczerpała. Ujawnił, że zamknięte sondaże pokazały wzrost poparcia dla Zełenskiego o 8 punktów procentowych w wyniku konfliktu z Polską — mechanizm analogiczny do tego, jaki wcześniej zadziałał po konfrontacji z Trumpem w Gabinecie Owalnym — mimo że wielu rozmówców w Kijowie prywatnie uznaje ten spór za błąd.

Zaznaczył, że mimo krótkoterminowej korzyści politycznej dla Zełenskiego, nie widzi podstaw do oczekiwania rewizji ukraińskiego podejścia do Polski — struktura ideologiczna prezydenckiej wizji, oparta na idei narodowej (obejmującej gloryfikację postaci z UPA w Panteonie Bohaterów) oraz idei europejskiej (obietnicy przyspieszonej akcesji do UE, która się nie zrealizuje), systemowo stawia Ukrainę w kontrze wobec Polski. Przewidział, że relacje polsko-ukraińskie będą się poruszać cyklicznie, między eskalacją a deeskalacją, a kluczem do złagodzenia napięć będzie wypracowanie jasnych reguł gry — niekoniecznie wyłącznie z samym Zełenskim, ale też z innymi wpływowymi postaciami w jego otoczeniu, takimi jak Budanow, Andrij Jermak (błąd — Jermak odszedł), Andrij Sybiha czy Denys Szmyhal.

Członkostwo w UE to odległa i częściowo ryzykowna perspektywa

Odnosząc się do pytania, czy ukraińskie elity zdają sobie sprawę z nierealności szybkiej akcesji do Unii Europejskiej, Szeligowski podkreślił, że wśród ukraińskiego establishmentu panuje pełne spektrum poglądów, podobnie jak w Polsce. Zaznaczył, że podstawowym problemem jest niespełnianie przez Ukrainę kryteriów członkowskich niezależnie od kwestii wojny — kraj całkowicie zależny od zagranicznego finansowania nie byłby w stanie konkurować na regulowanym rynku unijnym bez wieloletniego okresu dostosowawczego. Skrytykował stanowisko Komisji Europejskiej sugerujące, że odbudowa Ukrainy musi być zgodna z procesem integracji europejskiej, twierdząc, że relacja powinna być odwrotna — odbudowa państwa po wojnie jest priorytetem nadrzędnym, a członkostwo w UE jedynie jednym z instrumentów, wdrażanym selektywnie tam, gdzie realnie pomaga, a nie przeszkadza.

Przyznał, że część ukraińskich polityków celowo podtrzymuje nierealistyczną retorykę szybkiej akcesji z przyczyn wewnętrznych, by dawać społeczeństwu nadzieję — co ocenił jako ryzykowne, ponieważ buduje resentyment, gdy obietnice się nie spełnią, a odpowiedzialność trzeba będzie zrzucić na kozła ofiarnego, na przykład zagranicznego partnera lub wiceministra ds. integracji europejskiej. Zaznaczył też, że część ukraińskiego establishmentu politycznego jest szczerze przekonana, że dzięki pięcioletniej wojnie obronnej Ukraina zyskała na tyle silną pozycję negocjacyjną, że będzie w stanie dyktować warunki członkostwa w UE lub NATO bez pełnego spełniania standardowych kryteriów.

Sytuacja na froncie: lepiej niż pół roku temu, ale kluczowe jest zaplecze

Pytany o ocenę bieżącej sytuacji na froncie w kontekście minimalistycznej definicji zwycięstwa z raportu PISM — zachowania silnej, bezpiecznej i niezależnej państwowości na jak największym terytorium — Szeligowski ocenił subiektywnie, że sytuacja jest lepsza niż pół roku wcześniej, choć wciąż daleka od dobrej. Zaznaczył, że mimo postępów Rosji na głównym kierunku ofensywy, na innych odcinkach dochodzi do ukraińskich kontrataków odzyskujących część terytorium — cała sytuacja przypomina wzajemne „okładanie się po zapleczu”: głębokie ukraińskie uderzenia w rosyjski przemysł zbrojeniowy z jednej strony, oraz silne uderzenia rosyjskie w ukraiński sektor energetyczny, logistykę i dostawy paliw z drugiej.

Podkreślił, że wojna dawno przeszła fazę „sprintu” i stała się „maratonem” wyczerpania zaplecza obu stron, a kluczowe pytanie dotyczy tego, czy ukraińskie zaplecze — infrastruktura energetyczna, gotowość na zimę, obrona powietrzna oraz nastroje społeczne wokół mobilizacji i ogólnego zmęczenia wojną — wytrzyma nadchodzące miesiące. Zaznaczył, że sam prezydent Zełenski publicznie ocenił nadchodzącą zimę jako potencjalnie najtrudniejszą od początku wojny.

Nowy rząd stawia na przygotowanie do zimy

Na zakończenie rozmowy Szeligowski zwrócił uwagę na symboliczne znaczenie nominacji nowego premiera Ukrainy — osoby z bogatym doświadczeniem komercyjnym w sektorze energetycznym, wcześniej związanej z Naftohazem i Ukrnaftą — co jego zdaniem jasno wskazuje priorytety obecnego rządu: stabilizację sektora energetycznego przed zimą. Zaznaczył jednak, że rekonstrukcja rządu w praktyce oznacza opóźnienie realnego wdrożenia się nowych ministrów w obowiązki co najmniej do sierpnia czy września, co samo w sobie stanowi ryzyko w obliczu zbliżającego się sezonu zimowego.

Wyraził przekonanie, że cały zamysł budowy nowego, poziomego systemu władzy przez Zełenskiego ma służyć nie destabilizacji, lecz odwrotnie — próbie odnowienia swoistego wewnętrznego „paktu o nieagresji” między głównymi frakcjami politycznymi na czas najtrudniejszej fazy wojny, choć zastrzegł, że realizacja tego planu w praktyce nie podlega ocenie zero-jedynkowej i będzie zależała od wielu nieprzewidywalnych czynników.


Rozmowę przeprowadził Jakub Bodziony. Materiał „Daniel Szeligowski: Co będzie z Ukrainą po wojnie?” dostępny na kanale „Kultura Liberalna” na YouTube, liczącym 56,5 tys. subskrybentów. Opublikowany 1 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *