Budzisz w Perspektywach Wschodnich: Ukraina staje się użytecznym narzędziem w amerykańskiej grze przeciwko Iranowi

Marek Budzisz, analityk stosunków międzynarodowych, był gościem Eugeniusza Romera w programie „Perspektywy Wschodnie”. Rozmowa dotyczyła niedawnego spotkania prezydentów Trumpa i Zełenskiego w Białym Domu, ukraińskich uderzeń na transporty broni na Morzu Kaspijskim, ryzyka irańskiego odwetu wobec Ukrainy, propozycji ograniczonego zawieszenia broni w przestrzeni powietrznej, ukraińskiej strategii uderzeń w rosyjską gospodarkę oraz rozpoczętego przeglądu amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.

Spotkanie w Białym Domu w cieniu wojny z Iranem

Budzisz zwrócił uwagę, że nieprzypadkowo tego samego dnia w Białym Domu doszło do spotkań zarówno z prezydentem Ukrainy, jak i z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, który przybył do Waszyngtonu dokładnie w pięć miesięcy od wybuchu wspólnego amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. Ocenił, że to zestawienie ujawnia rosnące powiązanie dwóch teatrów konfliktu — wojny na Ukrainie i wojny z Iranem. Przypomniał, że bezpośrednim kontekstem spotkania było ukraińskie uderzenie na frachtowiec przewożący broń na Morzu Kaspijskim, po którym irański minister spraw zagranicznych publicznie zapowiedział odwet, a prezydent Zełenski oświadczył, że Iran w praktyce od dawna zaangażowany jest w wojnę przeciwko Ukrainie poprzez dostawy sprzętu dla Rosji.

Analityk podkreślił, że większe znaczenie od samego ataku na statek ma demonstracja zdolności Ukrainy do zakłócania alternatywnych szlaków zaopatrzeniowych, którymi Iran, omijając amerykańską blokadę, korzysta z rosyjskich dostaw przez Morze Kaspijskie — podobnie jak Ukraina wcześniej skutecznie ograniczyła aktywność morską Rosji na Morzu Azowskim.

Ukraina jako dostawca technologii i „proxy” w konflikcie z Iranem

Budzisz wskazał trzy obszary, w których Ukraina staje się coraz bardziej użytecznym partnerem Stanów Zjednoczonych w kontekście konfrontacji z Iranem. Po pierwsze, Amerykanie zmagający się z atakami dronowymi i rakietowymi na własne bazy — w tym z udaremnionym tej nocy irańskim atakiem na jedną z baz — zużyli już ponad 1200 rakiet systemu Patriot w ciągu ostatnich tygodni konfliktu, co znacząco podnosi koszty wojny; ukraińskie doświadczenie w budowie relatywnie tanich systemów bezzałogowych może częściowo odciążyć te wydatki.

Po drugie, przypomniał o zawartych podczas tegorocznej podróży Zełenskiego po Bliskim Wschodzie porozumieniach z Katarem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Kuwejtem, w ramach których ukraińscy operatorzy dronów mają szkolić tamtejszych żołnierzy i dostarczać systemy bezzałogowe — zaznaczył, że podobna współpraca ma być rozwijana także na linii Kijów–Waszyngton, zwłaszcza w dziedzinie dronów morskich, gdzie Ukraina wyprzedza technologicznie Stany Zjednoczone.

Po trzecie, przywołał komunikat rządu Iraku o przechwyceniu na terytorium tego kraju grup korzystających z ukraińskich systemów bezzałogowych, szkolonych przez Ukraińców — nie wykluczając bezpośredniego zaangażowania samych Ukraińców. Ocenił to jako sygnał, że ukraińskie siły specjalne mogą pełnić rolę swoistego „proxy” wykonującego operacje, których Amerykanie w danym momencie wolą nie przeprowadzać bezpośrednio.

Rosyjska interpretacja: droga do trzeciej wojny światowej

Analityk zwrócił uwagę, że rosyjscy komentatorzy interpretują to połączenie konfliktów jako wejście w kolejną wojnę światową toczoną na wielu frontach — wskazując na doniesienia o możliwym wysłaniu przez Koreę Północną kolejnego, 50-tysięcznego kontyngentu żołnierzy na front ukraiński, mającego rozwiązać problemy kadrowe rosyjskiej armii, a także spekulacje o potencjalnym zaangażowaniu wojsk irańskich lub wykorzystaniu irańskiego potencjału rakietowego przeciwko celom w Kijowie.

Budzisz ocenił jednak tę rosyjską narrację jako w dużej mierze życzeniowe myślenie, wskazujące raczej na to, że Rosja nie radzi sobie samodzielnie na Ukrainie. Jako dowód odmiennych, deeskalacyjnych intencji strony ukraińsko-amerykańskiej przywołał telefoniczny kontakt ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Andrija Sybihy z irańskim odpowiednikiem, w ramach którego zaproponowano formułę uspokojenia sytuacji.

Zmiana tonu rozmów: koniec czasów suplikanta

Odnosząc się do samego przebiegu spotkania w Waszyngtonie — trwającego godzinę i dwadzieścia minut — Budzisz zwrócił uwagę na skład amerykańskiej delegacji jako znaczący sygnał zmiany podejścia: nieobecny był wiceprezydent J.D. Vance, który inicjował głośną sprzeczkę z Zełenskim podczas wcześniejszego spotkania zakończonego wyproszeniem ukraińskiego prezydenta z Białego Domu. Tym razem obok Trumpa zasiadali Marco Rubio i Scott Bessent, co — zdaniem analityka — świadczy o tym, że Amerykanie przygotowali się do rozmowy i nadali jej inną rangę niż spotkaniu z proszącym o pomoc petentem.

Ograniczone możliwości irańskiego odwetu

Pytany o realność irańskiej groźby odwetu wobec Ukrainy, zapowiedzianej przez ministra Abbasa Araghchiego, Budzisz ocenił, że deklaracje tego typu są elementem typowej dla Iranu (i podobnie Izraela) polityki odstraszania, a rzeczywiste możliwości Teheranu są dziś mocno ograniczone ze względu na trwającą wojnę ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem oraz problemy ze wspieraniem własnych sojuszników — Hutich w Jemenie czy organizacji islamistycznych w Libanie. Odrzucił rosyjską narrację o rychłym bezpośrednim zaangażowaniu Iranu po stronie ukraińskiej, oceniając taki rozwój wypadków jako wciąż odległy, uzależniony od tego, czy Ukraina będzie kontynuować uderzenia na transporty kaspijskie.

Ustawa sankcyjna Grahama i wizyta Witkoffa i Kushnera w Kijowie

Analityk omówił przyjęte dzień wcześniej przez amerykański Senat głosowanie proceduralne nad ustawą sankcyjną — przygotowaną między innymi przez zmarłego niedawno senatora Lindseya Grahama — dającą prezydentowi Trumpowi uprawnienia do nałożenia 500-procentowych ceł na import rosyjskich surowców energetycznych oraz 100-procentowych ceł wtórnych na państwa importujące te surowce. Zaznaczył, że jest to dopiero pierwszy krok legislacyjny, a ze względu na wakacje Izby Reprezentantów ustawa mogłaby zacząć obowiązywać najwcześniej we wrześniu.

Ocenił, że mechanizm ten — zapowiedź dotkliwego narzędzia z odroczonym terminem wejścia w życie — ma dać Rosji czas na rozważenie, czy warto ryzykować nowy pakiet sankcji, czy raczej rozpocząć negocjacje. Jako element tego samego procesu wskazał zapowiedziane wizyty wysłanników amerykańskich Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Kijowie — pierwsze od wybuchu wojny — co jego zdaniem sygnalizuje zmianę dynamiki relacji.

Propozycja ograniczenia wojny do czterech obwodów odrzucona przez Putina

Odnosząc się do doniesień agencji Reuters o dyskutowanej przez Amerykanów i Ukraińców propozycji ograniczonego zawieszenia broni w przestrzeni powietrznej, Budzisz wyjaśnił, że nie chodzi o całkowite zaprzestanie działań lotniczych, lecz o ograniczenie wojny do czterech ukraińskich obwodów na południu i zaniechanie ataków dalekiego zasięgu. Zaznaczył, że Putin odrzucił tę opcję, argumentując, iż premiowałaby ona Ukrainę, umożliwiając jej przerzucenie sił na kierunki, gdzie Rosja aktualnie atakuje, co utrudniłoby realizację postawionego przez niego warunku wstępnego — pełnego zdobycia obwodu donieckiego.

Przywołał też wcześniejsze, obecnie odrzucone przez Putina, doniesienia o rozważanej formule wymiany terytorialnej między obwodami kontrolowanymi przez obie strony w Donbasie, Sumszczyźnie i Charkowszczyźnie. Zwrócił uwagę na czynnik czasowy: według cytowanego wcześniej w wywiadzie dla „The Atlantic” Denisa Sztyllermana z firmy Fire Point, ukraińskie systemy balistyczne mają osiągnąć zdolność operacyjną do ataków na cele w głębi Rosji, w tym Moskwę, już jesienią — co razem z wrześniowym terminem wejścia w życie sankcji Grahama tworzy swoisty ultimatywny harmonogram nacisku na Rosję.

Trzy kierunki ukraińskiej presji ekonomicznej na Rosję

Analityk szczegółowo omówił trzy równoległe kierunki ukraińskich uderzeń mających osłabiać rosyjską gospodarkę i zdolności wojenne. Pierwszym jest systematyczne odcinanie Krymu od zaopatrzenia — jako przykład wskazał wprowadzenie w Jałcie polowych kuchni z powodu braku prądu i gazu w wielu blokach mieszkalnych, obejmujące już setki budynków.

Drugim kierunkiem jest logistyka morska związana z eksportem zboża przez Morze Azowskie — Budzisz opisał, że wyłączenie z eksploatacji kilku mniejszych portów przy niewystarczającej przepustowości portów większych prowadzi do narastającego kryzysu nadprodukcji zboża wśród rosyjskich rolników z południa kraju, pogłębianego dodatkowo brakami paliwa i zbliżającym się końcem żniw wymagającym opróżnienia magazynów. Zaznaczył, że w odpowiedzi Rosja skutecznie paraliżuje ukraiński korytarz zbożowy przez Odessę, co grozi ponownym pojawieniem się nadwyżek ukraińskiego zboża na rynkach państw sąsiednich.

Trzecim, najbardziej rozbudowanym wątkiem, były uderzenia w rosyjski sektor e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem firmy Wildberries. Budzisz wyjaśnił, że sektor ten jest dziś większy niż rosyjskie przetwórstwo ropy naftowej i ma większy wkład w PKB niż rolnictwo, a Wildberries kontroluje około 53 proc. tego rynku. Przywołał dane o dynamicznym wzroście branży w czasie pandemii i wojny — konkurencyjny Ozon zwiększył przychody 45-krotnie od 2020 roku, a Wildberries otworzył w samym 2025 roku około 15 dodatkowych magazynów wielkopowierzchniowych. Ocenił, że ukraińskie ataki zniszczyły już 10–12 proc. z około 6 milionów metrów kwadratowych powierzchni magazynowej firmy, przy całkowitej rosyjskiej powierzchni logistycznej rzędu 60 milionów metrów kwadratowych.

Konflikt właścicielski wokół Wildberries: strzelanina i rola Kadyrowa

Analityk przedstawił szerszy kontekst sporu o kontrolę nad Wildberries. Wyjaśnił, że firmę zbudowało małżeństwo, które później się rozstało — mąż zaangażował ludzi związanych z Ramzanem Kadyrowem, a żona ekspertów ochrony z Dagestanu. Starcie między tymi grupami w moskiewskim biurze firmy, prowadzone przy użyciu broni maszynowej i granatników, zakończyło się dwiema ofiarami śmiertelnymi i siedmioma rannymi. Konflikt musiała łagodzić administracja Kremla — według krążących w Rosji informacji do porozumienia między dagestańskim senatorem Sulejmanem Kerimowem a Kadyrowem doszło w gabinecie szefa administracji prezydenckiej Antona Wajno, a Kadyrow miał otrzymać na „otarcie łez” około 2 miliardów dolarów od właścicieli sieci — środki, których dziś zabrakuje na odszkodowania dla przedsiębiorców, którzy stracili towar w ukraińskich atakach.

Budzisz zaznaczył, że celem ukraińskich operacji jest nie tylko bezpośrednie zniszczenie infrastruktury, ale też potencjalne wywołanie poważniejszego kryzysu w rosyjskim systemie finansowym — Wildberries jest silnie zadłużona (na poziomie blisko 2 bilionów rubli) i powiązana z bankiem WTB kontrolowanym przez bliskiego współpracownika Putina, Andrieja Kostina — a także podważenie zaufania rosyjskich przedsiębiorców do zdolności państwa do ochrony ich interesów. Zastrzegł jednak, że nie należy się spodziewać natychmiastowego, przełomowego efektu tych działań w postaci szybkiego zasiadania Putina do stołu negocjacyjnego.

Przegląd amerykańskiej obecności w Europie: kontrolowane wycofywanie

W drugiej części rozmowy Budzisz odniósł się do rozpoczętego półrocznego przeglądu amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, zapowiedzianego przez sekretarza obrony Peteâ Hegsetha i nadzorowanego przez jego zastępcę Elbridge’a Colby’ego. Ocenił, że nie należy spodziewać się dramatycznych niespodzianek, ponieważ większość działań została już wcześniej zapowiedziana publicznie, a europejscy sojusznicy w dużej mierze uzgodnili już, kto i w jakim zakresie uzupełni luki po redukcji amerykańskiego zaangażowania. Ocenił szczyt NATO w Ankarze jako moment, w którym Europejczycy zaakceptowali fakt stopniowej redukcji obecności USA, zależało im jednak przede wszystkim na tym, by proces ten przebiegał w sposób kontrolowany, a nie nagły i zaskakujący.

Wskazał Hiszpanię jako głównego kandydata na cel politycznych „sankcji” ze strony Waszyngtonu — ze względu na niskie wydatki obronne i postrzegane jako prochińskie nastawienie rządu Pedra Sáncheza — przywołując już podpisane porozumienie o strategicznej współpracy z Marokiem jako możliwy wstęp do przeniesienia części amerykańskich baz morskich i lotniczych z Hiszpanii.

Redukcja NATO Force Model i deficyt kadr sztabowych

Za poważniejszy problem analityk uznał redukcję amerykańskiego zaangażowania w ramach tzw. NATO Force Model, zwłaszcza drugiej grupy sił mających być gotowymi do wejścia do walki między 10. a 30. dniem od wydania rozkazu — jej liczebność była w dużej mierze uzależniona od kontrybucji amerykańskiej, a wycofanie części sił z kontynentu wydłuży czas potrzebny na ich realne dotarcie na miejsce. Zwrócił też uwagę na mniej widoczny, lecz istotny problem: około 10 proc. oficerów w kwaterze głównej NATO i podległych dowództwach to obecnie Amerykanie, odpowiedzialni za kluczowe obszary rozpoznania, wywiadu i komunikacji — ich zastąpienie przez Europejczyków może napotkać trudności kadrowe.

Doktryna obrony wschodniej flanki wymaga przemyślenia

Najbardziej rozbudowaną częścią wypowiedzi Budzisza była analiza fundamentalnych wyzwań dla obecnej doktryny obrony NATO na wschodniej flance. Przypomniał, że Sojusz Północnoatlantycki jako pakt obronny wyklucza uderzenia prewencyjne, opierając się na doktrynie odstraszania przez odmowę dostępu (denial) — gromadzeniu sił zdolnych zniweczyć rosyjską operację już na etapie bitwy granicznej, uniemożliwiając realizację nawet ograniczonego, „mniejszego wtargnięcia”.

Ocenił, że fundamentem tej strategii jest zdolność do terminowej mobilizacji i przerzutu odpowiednich sił — czego Europa, przy redukcji zaangażowania amerykańskiego, wciąż nie potrafi w pełni zagwarantować, wskazując na trwający problem Niemiec z ukompletowaniem brygady stacjonującej w bazie w Rukli na Litwie.

Poważniejszym, strukturalnym wyzwaniem określił jednak zjawisko tzw. całkowitej przejrzystości pola walki, wynikające z nasycenia współczesnego teatru działań tysiącami sensorów, dronów i systemów obrazowania satelitarnego. Zaznaczył, że przejrzystość ta działa w obie strony — tak jak siły NATO widzą rosyjskie przygotowania na Białorusi czy w obwodzie pskowskim, tak Rosjanie równie dokładnie widzą rozmieszczenie magazynów, instalacji wojskowych i sił sojuszniczych w państwach bałtyckich. Ocenił, że w takich warunkach przeciwnik nieskrępowany doktryną obronną może uznać wykonanie pierwszego, paraliżującego uderzenia lokalnego za łatwiejsze niż dotąd, co czyni obecny model odstraszania przez odmowę dostępu coraz mniej wystarczającym.

Jako możliwe kierunki reformy wskazał albo całkowitą przebudowę systemu obrony, albo dopuszczenie na poziomie doktrynalnym uderzeń wyprzedzających w sytuacji rosyjskiej koncentracji sił, albo — trzecia opcja, o której mówią już wojskowi estońscy — przyjęcie zasady zmasowanej odpowiedzi konwencjonalnej, obejmującej ataki rakietowe i dronowe dalekiego zasięgu na wrażliwe cele w głębi Rosji, w tym Moskwę czy Petersburg, w odpowiedzi na jakiekolwiek naruszenie granicy. Zaznaczył jednak dwa istotne ograniczenia takiego podejścia: brak odpowiednich zdolności rakietowych i dronowych dalekiego zasięgu po stronie europejskiego NATO, a także asymetrię ryzyka politycznego — decyzja o uderzeniu w głąb Rosji, choć akceptowalna dla bezpośrednio zagrożonych Polski czy państw bałtyckich, mogłaby zostać uznana za nadmiernie eskalacyjną przez sojuszników z zachodniej Europy.

Ryzyko ataku bez fizycznego wtargnięcia na granicę

Na zakończenie rozmowy Budzisz podzielił się dodatkową refleksją, podkreślając konieczność zrewidowania podstawowych założeń dotyczących ewentualnej agresji rosyjskiej wobec Polski. Zwrócił uwagę, że dotychczasowe planowanie obronne zakłada domyślnie scenariusz klasycznego wtargnięcia terytorialnego, podczas gdy równie realny, a być może bardziej prawdopodobny jest scenariusz operacji powietrznych dalekiego zasięgu z użyciem systemów bezzałogowych — analogicznych do tych, jakimi Ukraina obecnie atakuje rosyjskie magazyny wielkopowierzchniowe — wymierzonych w polskie centra logistyczne, magazyny i instalacje przemysłowe zlokalizowane w pobliżu dużych miast.

Ocenił, że tego rodzaju atak, mimo braku fizycznego przekroczenia granicy, mógłby okazać się równie destrukcyjny psychologicznie i gospodarczo jak lokalna agresja na słabo zaludnionej wschodniej prowincji, wywołując panikę i poczucie bezbronności w całym kraju. Podkreślił, że przygotowanie się na taki, niekonwencjonalny scenariusz pozostaje obecnie poza głównym obszarem zainteresowania polskiego rządu, co jego zdaniem wymaga pilnej zmiany.


Rozmowę przeprowadził Eugeniusz Romer. Materiał „Marek Budzisz – Trump po stronie Ukrainy?” dostępny na kanale „Układ Sił” na YouTube, liczącym 54,8 tys. subskrybentów. Opublikowany 29 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *