Mateusz Lachowski, dziennikarz i korespondent Gońca Wirtualnej Polski, był gościem Wojciecha Mulika w programie Punkty Zapalne. Rozmowa, przeprowadzona w przededniu piątej rocznicy pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, dotyczyła stanu bezpieczeństwa Europy, wiarygodności amerykańskich gwarancji sojuszniczych, głębokich przemian społecznych na Ukrainie, trwającego tam kryzysu politycznego oraz ryzyka rosyjskich prowokacji wobec Polski i państw bałtyckich.
Europa bezpieczniejsza czy słabsza po pięciu latach wojny?
Zapytany, czy po pięciu latach wojny Europa jest silniejsza i bezpieczniejsza, dziennikarz przedstawił ocenę dwuznaczną. Z jednej strony wskazał na pozytywne zmiany — zwiększone zbrojenia państw europejskich, nałożenie sankcji na Rosję oraz rozszerzenie NATO od początku pełnoskalowej inwazji. Z drugiej strony zwrócił uwagę na rosnące w siłę ugrupowania polityczne przychylne Rosji oraz na wzrost znaczenia polityków w największych państwach europejskich, którzy nie dostrzegają zagrożenia ze strony Moskwy lub wręcz sprzeciwiają się dalszemu wspieraniu Ukrainy. Zaznaczył, że obecna wojna to już dwunasty rok konfliktów wywoływanych przez Rosję, licząc od aneksji Krymu w 2014 roku, a wcześniej także wojny w Gruzji i Czeczenii — przy czym mimo tej ciągłości część państw europejskich nie zmieniła diametralnie swojego podejścia do Moskwy. Jednoznacznie ocenił, że Unia Europejska nie jest dziś bezpieczna, zwłaszcza w świetle napływających ostatnio informacji o możliwych rosyjskich prowokacjach i próbach przetestowania spójności NATO, w tym o możliwym ograniczonym ataku na Polskę lub państwa bałtyckie z użyciem dronów — sygnalizowanych już nie tylko przez media i służby wywiadowcze, ale też przez polskich polityków, w tym wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Test sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi wciąż przed nami
Prowadzący zapytał, czy wojna wystawiła na próbę relacje transatlantyckie. Lachowski ocenił, że najpoważniejszy test sojuszu wciąż jest przed nami i wyraził nadzieję, że nie dojdzie do niego jesienią tego roku. Podkreślił, że Ukraina nigdy nie była członkiem NATO ani formalnym sojusznikiem państw Sojuszu, a jedynie partnerem — wsparcie amerykańskie wynikało z dobrej woli Waszyngtonu, a nie zobowiązań traktatowych, dlatego ewentualne zarzuty o opóźnienia w pomocy mogłyby formułować raczej same Ukraińcy niż Europa. Zaznaczył, że mimo iż dostawy sprzętu ograniczono obecnie do minimum, kluczowe znaczenie ma nadal przekazywane Ukrainie wsparcie wywiadowcze, bez którego niemożliwe byłyby ukraińskie ataki sięgające dziś praktycznie każdego miejsca w europejskiej części Rosji, łącznie z Moskwą i Petersburgiem, z wyjątkiem najlepiej chronionych obiektów.
Odnosząc się do pytania, czy Donald Trump wspiera dziś Ukrainę mocniej niż wcześniej Joe Biden, dziennikarz zdecydowanie temu zaprzeczył — zwrócił uwagę, że gdyby tak było, do Ukrainy trafiałyby większe ilości pocisków do systemów Patriot. Ocenił, że poziom wsparcia pozostaje zbliżony, cieszy go jednak fakt, że administracja Trumpa zarzuciła wcześniejsze pomysły wstrzymywania przekazywania Ukrainie informacji wywiadowczych. Zaznaczył jednak, że Ukraińcy pamiętają konflikt w Gabinecie Owalnym oraz spotkanie Trumpa z Putinem na Alasce i wciąż obawiają się, że Stany Zjednoczone mogłyby ich w pewnym momencie „wystawić”.
Niejasna reakcja USA na naruszenia przestrzeni powietrznej NATO
Prowadzący przypomniał, że reakcja Waszyngtonu na wcześniejszy incydent z rosyjskimi dronami nad Polską była enigmatyczna — Trump sugerował wówczas, że mogła to być pomyłka. Lachowski ocenił, że kwestia ta nie wymaga negocjacji, ponieważ odpowiednie mechanizmy reakcji sojuszniczej są już zagwarantowane traktatowo — pytanie dotyczy jedynie tego, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście się na taką reakcję zdecydują, zwłaszcza w przypadku użycia dronów z głowicami bojowymi. Zaznaczył, że kluczowe będzie utrzymywanie stałego dialogu z administracją Trumpa i jasne komunikowanie, że Stany Zjednoczone tolerują wojnę Rosji z Ukrainą, ale nie będą tolerować naruszeń przestrzeni powietrznej państw NATO. Zwrócił przy tym uwagę, że silne zaangażowanie USA w konflikt w Zatoce Perskiej, w tym wojnę z Iranem, jest korzystne zarówno dla Moskwy, jak i Pekinu.
Ukraina zmieniła się nieodwracalnie
Pytany, co zmieniło się na Ukrainie bezpowrotnie od wybuchu pełnoskalowej wojny, Lachowski opisał kraj doświadczony demograficzną katastrofą — z niemal 40 milionów mieszkańców przed wojną populacja spadła do około 27 milionów. Podkreślił, że nie ma na Ukrainie rodziny, która nie straciłaby kogoś bliższego lub dalszego, a poczucie bezpieczeństwa zmieniło się diametralnie w porównaniu z sytuacją sprzed wojny, gdy nawet trwający już konflikt w Donbasie był w Kijowie odczuwalny jedynie pośrednio. Zestawił bezpieczniejsze regiony, takie jak Karpaty, Zakarpacie czy Lwów, z całkowicie zniszczonym wschodem kraju — Charkowem oraz pozostałą częścią Donbasu. Zaznaczył, że wielu Ukraińców, którzy wyjechali na początku wojny, zastanawia się dziś nad powrotem, ale dla części z nich — jak jego znajomych z Mariupola — po prostu nie ma już dokąd wracać, ponieważ część terytorium pozostaje pod rosyjską okupacją.
Odnosząc się do narastających w Polsce nastrojów antyukraińskich, podkreślił, że w miastach frontowych — Charkowie, Chersoniu, Zaporożu czy w części obwodu dniepropetrowskiego blisko linii frontu liczącej 1300 kilometrów — codzienne życie jest kompletnie sparaliżowane przez wojnę, a skala tragedii dotyka już milionów, nie tysięcy ludzi. Zauważył przy tym, że dopiero teraz społeczeństwo rosyjskie zaczyna odczuwać realne skutki wojny, podczas gdy Ukraina doświadcza ich od pierwszych godzin inwazji.
Ukraińcy gotowi na zamrożenie konfliktu, ale nie na kapitulację
Lachowski ocenił, że większość ukraińskiego społeczeństwa, zmęczona impasem militarnym, byłaby dziś gotowa zaakceptować zamrożenie wojny na obecnej linii frontu, ewentualnie połączone z niewielką wymianą terytoriów w celu wyrównania linii kontroli — choć bez formalnego uznania oddania jakichkolwiek ziem Rosji. Podkreślił jednak kluczowy problem: to Rosja nie chce zakończenia wojny, licząc na stopniowe wyniszczenie ukraińskiej gospodarki i energetyki w ramach strategii wojny na wyczerpanie, skoro nie udało jej się odnieść rozstrzygającego zwycięstwa militarnego. Zaznaczył, że żadna część ukraińskiego społeczeństwa nie zaakceptuje oddania terytoriów wciąż kontrolowanych przez Kijów, ponieważ nikt nie wierzy w dobre intencje Rosji — panuje powszechna obawa, że Moskwa wykorzystałaby ewentualne zawieszenie broni jedynie jako przerwę przed kolejną fazą agresji.
Putin prowadzi wojnę o własne przetrwanie polityczne
Pytany, czy działania Putina wokół rozmów pokojowych to jedynie gra na czas, dziennikarz przywołał wcześniejszą karierę rosyjskiego prezydenta jako szefa FSB, w tym odpowiedzialność jego współpracowników za akty terroryzmu wobec własnych obywateli wykorzystywane jako pretekst do wojen. Ocenił, że Donald Trump, dysponując raportami wywiadowczymi CIA i Pentagonu, w tym profilem psychologicznym Putina, doskonale zdaje sobie sprawę, że rosyjski prezydent nigdy nie idzie na ustępstwa, dopóki nie zostanie do tego zmuszony. Zaznaczył, że Putin będzie kontynuował wojnę, dopóki nie będzie w stanie przedstawić rosyjskim elitom i społeczeństwu jakiejś formy zwycięstwa akceptowalnej politycznie — dla niego samego wojna stała się kwestią osobistego przetrwania, ponieważ część rosyjskich elit nie zaakceptowałaby porażki.
Odnosząc się do sondaży Centrum Lewady pokazujących paradoks — jednoczesne poparcie dla polityki Putina na poziomie około 75 proc. i chęć rozpoczęcia rozmów pokojowych u około połowy badanych — Lachowski wyjaśnił, że Rosjanie chcieliby zakończenia wojny, ale nie akceptują zakończenia bez zwycięstwa. Określił rosyjskie społeczeństwo jako ukształtowane przez traumę carskiej i sowieckiej przeszłości. Ocenił, że kluczowym, minimalnym celem propagandowym, którego osiągnięcie Putin musiałby ogłosić, jest pełne zajęcie obwodu donieckiego — mimo że pozostałe do zdobycia terytorium to w praktyce, jak to określił, „pustynia gruzu” porównywalna do Aleppo czy Warszawy z 1944 roku, praktycznie wyludniona i pozbawiona realnej wartości gospodarczej w najbliższej przyszłości.
Nadchodząca zima kluczowa dla dalszego przebiegu wojny
Odnosząc się do zapowiedzi prezydenta Zełenskiego dotyczącej możliwych rozmów z Putinem jeszcze tej jesieni, Lachowski ocenił to jako pobożne życzenie ukraińskiego prezydenta, niemające szans na realizację — Kreml od początku wojny nie uznaje Zełenskiego za legalnego prezydenta, a rosyjska propaganda państwowa codziennie go obraża. Zaznaczył, że Zełenskiemu zależy na doprowadzeniu do rozmów przed zimą, podczas gdy Rosja celowo dąży do przeciągnięcia wojny do sezonu zimowego, licząc na powtórzenie ubiegłorocznych ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną — tym razem przy jeszcze mniejszych zapasach ukraińskich systemów obrony przeciwlotniczej niż rok wcześniej. Ocenił, że nadchodząca zima będzie kluczowa dla dalszego przebiegu wojny, tym bardziej że jesienią spodziewana jest częściowa rosyjska mobilizacja, prawdopodobnie po wyborach do Dumy.
Kryzys polityczny na Ukrainie: dymisja Fedorowa i fala protestów
Prowadzący, powołując się na przeprowadzony przez siebie dla Wirtualnej Polski wywiad z głównym doradcą prezydenta Ukrainy Mychajłem Podolakiem, zapytał o skalę obecnego kryzysu politycznego, obejmującego zmiany na szczytach armii i Ministerstwa Obrony oraz protesty w największych miastach. Lachowski ocenił, że jest to prawdopodobnie największy kryzys polityczny od początku prezydentury Zełenskiego, porównywalny jedynie z kryzysem sprzed roku związanym z próbą przejęcia kontroli nad organami antykorupcyjnymi — z tą różnicą, że tym razem w spór nie angażują się instytucje międzynarodowe, takie jak Komisja Europejska, ponieważ dotyczy on wewnętrznych decyzji kadrowych.
Wskazał, że punktem zapalnym obecnych protestów była dymisja popularnego ministra obrony Mychajła Fedorowa, który — mimo krótkiego, półrocznego stażu na stanowisku — zdobył dużą popularność między innymi dzięki aktywnemu zaangażowaniu w kwestię wyłączenia terminali Starlink dla Rosjan, co miało istotny wpływ na sytuację na froncie. Ocenił decyzję Zełenskiego o odwołaniu Fedorowa jako wyraźny błąd polityczny. Zaznaczył, że prezydent najprawdopodobniej nie wycofa się z tej decyzji, mimo że tego domagają się protestujący. W ramach tego samego kryzysu odwołano też głównodowodzącego Siłami Zbrojnymi Ukrainy generała Ołeksandra Syrskiego, zastępując go generałem Ołeksandrem Drapatym — co częściowo uspokoiło nastroje, ale jednocześnie dało protestującym nadzieję na przywrócenie także Fedorowa. Dziennikarz ocenił, że głównym skutkiem kryzysu będzie trwałe osłabienie popularności Zełenskiego — prezydent stracił w ten sposób punkty procentowe zyskane wcześniej dzięki konfliktowi z Polską, a jego notowania spadły nawet poniżej poziomu sprzed tego sporu.
Zełenski może przegrać wybory, ale nie oznacza to złych wieści dla Ukrainy
Pytany o rozróżnienie między Zełenskim jako politykiem a Zełenskim jako symbolem oporu Ukrainy, Lachowski przywołał najnowsze sondaże, w których prezydent prowadzi z wynikiem około 22 proc. wśród zdecydowanych wyborców, przed byłym głównodowodzącym Wałerijem Załużnym z wynikiem blisko 20 proc. oraz Mychajłem Fedorowem, notującym w zależności od metodologii badania od 13 do ponad 15 proc. poparcia — w grze pozostaje też szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow. Zaznaczył, że w symulacjach ewentualnej drugiej tury Zełenski mógłby przegrać zarówno z Załużnym, jak i z Budanowem czy Fedorowem. Podkreślił jednak, że łaska wyborcza bywa zmienna, zwłaszcza w państwie prowadzącym wojnę, a nawet w przypadku przegranej Zełenski zapisał się już w historii Ukrainy decyzją o pozostaniu w Kijowie w pierwszych dniach inwazji w 2022 roku — porównał go pod tym względem do Winstona Churchilla, który wygrał wojnę z III Rzeszą, ale przegrał wybory tuż po jej zakończeniu. Zastrzegł też, że gdyby wybory odbyły się jeszcze w trakcie zawieszenia broni, część Ukraińców mogłaby zagłosować na Zełenskiego z ostrożności, obawiając się ryzyka związanego z przekazywaniem władzy nowej osobie w tak niestabilnym momencie.
Wojna scaliła naród ukraiński
Odnosząc się do pytania o wpływ wojny na dawny podział między wschodnią a zachodnią Ukrainą, dziennikarz ocenił, że kraj uległ istotnemu ujednoliceniu — trudno dziś znaleźć na Ukrainie osoby o nastawieniu prorosyjskim, poza częścią mieszkańców wciąż kontrolowanego przez Rosję fragmentu Donbasu. Przywołał opinie ekspertów i wojskowych, według których to sam Putin, paradoksalnie, przyczynił się do konsolidacji nowoczesnego narodu ukraińskiego. Zaznaczył, że mimo utrzymującego się zróżnicowania językowego — rosyjskojęzycznego wschodu i ukraińskojęzycznego zachodu — patriotyzm nie różni się już zasadniczo między regionami, a w wielu znanych brygadach ukraińskich żołnierze posługują się surżykiem, mieszanką rosyjskiego i ukraińskiego, ucząc się przy tym języka ukraińskiego. Ocenił, że zbrodnie wojenne popełnione przez Rosjan, w tym w Buczy, sprawiły, że Ukraińcy zaczęli bardziej doceniać własną państwowość jako gwarancję niezależności i przetrwania.
Rozczarowanie perspektywą członkostwa w UE i NATO
Zapytany o zmianę nastawienia Ukraińców do Unii Europejskiej i NATO, Lachowski ocenił, że nie doszło do drastycznej zmiany, natomiast narasta rozczarowanie realnością tych perspektyw. Zwrócił uwagę, że do ukraińskiego społeczeństwa zaczyna docierać świadomość, iż członkostwo w NATO jest obecnie nieosiągalne, a wejście do Unii Europejskiej to perspektywa wielu lat — obecny budżet unijny został skonstruowany bez uwzględnienia rozszerzenia przed 2033 rokiem. Przywołał propozycję niemieckiego kanclerza Friedricha Merza dotyczącą jedynie stowarzyszenia Ukrainy z Unią bez pełnego członkostwa jako dowód na niechęć części państw europejskich, w tym Węgier, do przyjęcia Ukrainy. Ocenił, że część Ukraińców czuje się niesprawiedliwie traktowana, uważając się za obrońców całej Europy przed Rosją, nie rozumiejąc jednak, że decyzje o rozszerzeniu Unii kierują się przede wszystkim interesem poszczególnych państw członkowskich, a nie wyłącznie względami wartości.
Zagrożenie rosyjską prowokacją: realne ryzyko czy wewnętrzna gra Kremla
Prowadzący nawiązał do doniesień medialnych — zapoczątkowanych przez dziennikarza UNITED24 News Witolda Jurasza, które obiegły światowe media — o możliwych rosyjskich prowokacjach wobec Polski i państw bałtyckich, pytając, czy mogą być one elementem rosyjskiej gry propagandowej nasilającej się proporcjonalnie do pogarszającej się sytuacji Rosji. Lachowski ocenił, że tego typu prowokacje mają znaczenie zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne — Putin z przyczyn osobistych musi kontynuować wojnę, a planowana jesienna mobilizacja, szacowana przez ekspertów na około pół miliona osób, może wymagać dodatkowego pretekstu politycznego. Wskazał też na czynnik sprzyjający — zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej może w rosyjskiej kalkulacji oznaczać mniejszą gotowość Waszyngtonu do zdecydowanej reakcji na ewentualną prowokację wobec państw bałtyckich.
Zaznaczył, że choć z zachodniej perspektywy prowadzenie niekorzystnej wojny przez ponad cztery lata wydaje się nielogiczne, Rosja kieruje się odmienną logiką strategiczną, dla której kwestie propagandy i wizerunku pozostają kluczowe. Odnosząc się do wcześniejszego, ograniczonego incydentu dronowego nad Polską we wrześniu, w którym użyto dronów bez głowic bojowych, wyraził zaniepokojenie, że część polskiego społeczeństwa uwierzyła wówczas w rosyjską narrację, jakoby drony były ukraińskie — co jego zdaniem może zachęcać Kreml do kolejnych podobnych działań, licząc na skuteczność własnej propagandy.
Zełenski żałuje konfliktu z Polską, ale nie przyzna się do błędu wprost
Na zakończenie rozmowy, nawiązując do przeprowadzonego przez siebie wywiadu z doradcą prezydenta Ukrainy Mychajłem Podolakiem, prowadzący zapytał, czy w Kijowie odczuwalny jest żal z powodu niedawnego konfliktu z Polską. Lachowski ocenił, że oficjalnie ukraińska strona nigdy wprost się do tego nie przyzna, ponieważ oznaczałoby to przyznanie się do błędu, a Kijów prowadzi asertywną politykę zagraniczną, wchodząc w konflikty nie tylko z Polską, ale też wcześniej z Wielką Brytanią, Niemcami, Francją czy Stanami Zjednoczonymi. Zaznaczył jednak, że z perspektywy czasu Zełenski może uznawać ten konflikt za błąd polityczny — doraźny wzrost poparcia, jaki przyniósł mu spór z Warszawą, został już całkowicie roztrwoniony przez decyzję o dymisji Fedorowa. Ocenił, że w obliczu ryzyka prowokacji Ukraina stara się obecnie dążyć do odprężenia relacji z Polską, deklarując zrozumienie polskiej wrażliwości historycznej, zapowiadając nowe ekshumacje oraz otwarcie archiwów — zastrzegł jednak, że na razie są to wyłącznie deklaracje bez konkretnych działań.
Rozmowę przeprowadził Wojciech Mulik. Materiał „KOLEJNE RAKIETY NAD POLSKĄ? LACHOWSKI O ZIMIE, KTÓRA MOŻE ZMIENIĆ WOJNĘ” dostępny na kanale „Goniec” na YouTube, liczącym 707 tys. subskrybentów. Opublikowany 1 sierpnia 2026.