Marcin Duma, założyciel instytutu badawczego IBRiS oraz projektu Celdon, był gościem Marzeny Tabor-Olszewskiej w podcaście „Rzecz w tym” wydawanym przez „Rzeczpospolitą”. Rozmowa dotyczyła tezy postawionej przez Dumę w komentarzu dla „Rzeczpospolitej”, według której Ukraina świadomie i precyzyjnie wykorzystuje znajomość polskich nastrojów społecznych do realizacji własnych celów politycznych, a Polska nie dysponuje porównywalnymi narzędziami wpływu (soft power) wobec innych państw.
Awantura o UPA jako przykład precyzyjnie zaplanowanej operacji
Duma za najbardziej wymowny przykład ukraińskiej umiejętności „rozgrywania” Polski wskazał niedawną awanturę wokół nadania jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Ocenił, że władze ukraińskie doskonale wiedziały, jak taki ruch zarezonuje w polskiej opinii publicznej, i świadomie sprowokowały Polskę do określonej reakcji — wykorzystując przy tym okres politycznej koabitacji między obozem prezydenckim a rządowym, co dodatkowo wzmocniło efekt. Podkreślił, że taki poziom precyzji wymaga uprzedniego dogłębnego „zmapowania” polskiego społeczeństwa — zbadania, jak konkretne grupy zareagują na określone bodźce i jaką presję wywrą na swoich politycznych przedstawicieli.
To nie wyjątek — podobne narzędzia stosują Niemcy, Francja i USA
Pytany, czy Ukraina jest w tym względzie wyjątkiem, Duma zaznaczył, że sytuacja Ukrainy jest szczególna ze względu na toczącą się wojnę i stawkę, jaką jest niepodległość kraju — co przesuwa granice akceptowalnych działań. Zastrzegł jednak, że podobne instrumenty wpływu znajdują się w arsenale wielu innych państw, przede wszystkim poprzez organizacje pozarządowe i fundacje polityczne — jako przykład wskazał niemieckie fundacje Eberta i Adenauera, prowadzące szeroko zakrojone badania społeczne wykorzystywane do wspierania decydentów i kształtowania debaty publicznej w Polsce. Zaznaczył, że z podobnych metod korzystają też Francja i Stany Zjednoczone, a nawet Węgry za czasów Viktora Orbána, choć węgierska próba budowy takiego instrumentu ostatecznie się nie powiodła z różnych przyczyn.
Podkreślił, że tego typu narzędzia są relatywnie tanie w porównaniu ze skalą osiąganych efektów — koszt rocznego funkcjonowania takiego programu badawczego porównał do kwoty, jaką Iran wydaje na propagandę w ciągu 2–3 dni, lub do kosztu amunicji zużywanej przez Ukrainę w ciągu około 10 godzin średnio intensywnych walk.
Operacja asymetryczna, poniżej progu wojny kognitywnej
Odnosząc się do użytego w swoim komentarzu określenia „operacja asymetryczna”, Duma wyjaśnił, że w odróżnieniu od otwartej wojny kognitywnej prowadzonej przez Rosję, działania Ukrainy pozostają poniżej tego progu intensywności. Asymetria dotyczy natomiast realnej dysproporcji możliwości — Ukraina jest znacznie bardziej aktywna w kształtowaniu polskiej debaty publicznej niż Polska w oddziaływaniu na nastroje społeczne na Ukrainie, co wynika z braku odpowiedniej wiedzy i narzędzi po polskiej stronie. Zaznaczył jednak wyraźnie, że rywalizacja z Ukrainą na tym polu nie powinna być głównym celem Polski — znacznie istotniejsze byłoby zbudowanie porównywalnych narzędzi wpływu wobec Berlina, Paryża, Londynu i przede wszystkim Waszyngtonu, przywołując jako przykład niedawne kryzysy związane z wycofywaniem lub wstrzymywaniem rotacji wojsk amerykańskich w Polsce.
Polskie think tanki są zbyt blisko związane z państwem
Pytany, czy Polska dysponuje instytucjami zdolnymi prowadzić tego typu analizy, Duma ocenił, że kraj ma doskonałe ośrodki eksperckie, takie jak Ośrodek Studiów Wschodnich czy Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, jednak ich status instytucji rządowych ogranicza ich realną skuteczność — wszelkie działania takich ośrodków są automatycznie odczytywane jako oficjalny ruch polskiego rządu. Zaznaczył, że Polsce brakuje rozwiniętego trzeciego sektora — organizacji formalnie niezależnych od państwa, choć powiązanych z polskim interesem narodowym, które mogłyby działać z większą swobodą, także w oparciu o finansowanie grantowe czy wsparcie biznesu.
Pilna potrzeba budowy odporności w „czasach przedwojennych”
Duma podkreślił, że pilność zbudowania takich narzędzi wynika z obecnej sytuacji geopolitycznej — nawiązując do określenia premiera Donalda Tuska o „czasach przedwojennych”. Ocenił, że w przypadku ewentualnej rosyjskiej prowokacji kluczowe będzie posiadanie zdolności do kontrowania narracji typu „dlaczego mamy umierać za Warszawę, dlaczego mamy walczyć o Gdańsk” — podobnych do tych, jakie pojawiały się w przeszłości w innych krajach. Ostrzegł, że budowanie takich instrumentów „na szybko”, dopiero w obliczu realnego kryzysu, będzie znacznie droższe i mniej skuteczne niż przygotowanie ich z wyprzedzeniem.
Ukraina skuteczniejsza w destrukcji niż w budowaniu zaufania
Odpowiadając na pytanie, czy przewaga informacyjna Ukrainy przekłada się na budowanie długofalowego zaufania Polaków, Duma zdecydowanie zaprzeczył. Ocenił, że ukraińskie narzędzia wpływu są dziś znacznie skuteczniejsze w działaniu destrukcyjnym — antagonizowaniu Polaków i graniu na historycznych resentymentach — niż w budowaniu pozytywnych, konstruktywnych relacji. Nazwał to polityką krótkowzroczną: spory wokół UPA i Bandery nie służą pozyskaniu Polski jako chętnego partnera, nawet jeśli w krótkiej perspektywie pozwalają ukraińskim władzom przedstawiać Polaków jako kłótliwych i zakotwiczonych w przeszłości. Zaznaczył jednak, że te same narzędzia mogłyby w rękach polskiego „operatora” służyć też budowaniu pozytywnych narracji, a nie wyłącznie niszczeniu zaufania — z zastrzeżeniem, że niszczenie jest zawsze łatwiejsze niż budowanie.
Postulowana instytucja: trzeci sektor, ponadpartyjny konsensus
Pytany, czy postulowana przez niego instytucja powinna być jedna, czy może ich być więcej, oraz jak uniknąć jej upolitycznienia w warunkach silnej polaryzacji polskiej sceny politycznej, Duma podtrzymał, że powinna to być organizacja trzeciego sektora, a nie instytucja publiczna — ponieważ powiązanie z państwem rodzi ryzyko politycznych „czystek” przy każdej zmianie władzy. Zasugerował, że taka instytucja mogłaby powstać w oparciu o niejawny, dorozumiany konsensus polityczny, bez potrzeby oficjalnego, ceremonialnego poparcia żadnego z obozów władzy, co pozwoliłoby jej przetrwać kolejne zmiany rządów wraz z częścią finansowania z budżetu państwa. Ostrzegł jednak, że przekształcenie takiej organizacji w instrument bieżącej walki politycznej i element powyborczego „podziału łupów” skazałoby ją na ten sam los, co inne upolitycznione instytucje.
Brak działania dziś oznacza wyższe koszty w przyszłości
Na zakończenie rozmowy, pytany o konsekwencje braku takich działań, Duma ocenił krótko, że efektem będzie zwykła bierność — a w razie realnego kryzysu bezpieczeństwa państwo i tak będzie zmuszone budować takie narzędzia w trybie awaryjnym, co będzie znacznie kosztowniejsze i mniej skuteczne niż przygotowanie ich z wyprzedzeniem. Podsumował, że brak działania już dziś generuje przyszłą stratę.
Rozmowę przeprowadziła Marzena Tabor-Olszewska. Materiał „Jak rozgrywają nas Ukraińcy? Narracja jest dziś bronią” dostępny na kanale „Rzeczpospolita” na YouTube, liczącym 109 tys. subskrybentów, w ramach cyklu podcastów „Rzecz w tym”. Opublikowany 28 lipca 2026.