Gen. Komornicki w Rymanowski Live: „Lej po rakiecie to lej kompromitacji polskiego wojska”

Nocny incydent z rosyjskim pociskiem manewrującym, który 90 kilometrów w głąb terytorium Polski przeleciał niezauważony i eksplodował w pobliżu Tarnawy Kolonii, stał się tematem rozmowy Bogdana Rymanowskiego z generałem Leonem Komornickim, byłym zastępcą szefa Sztabu Generalnego i przewodniczącym zarządu Fundacji Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, w programie Rymanowski Live.

„Lej kompromitacji” — generał broni swoich słów

Zapytany, czy nie przesadził, nazywając lej powstały po uderzeniu pocisku „lejem kompromitacji polskiego wojska”, Komornicki odpowiedział, że nikogo nie obraził. Podkreślił, że rolą wojska nie jest dobre prezentowanie się na defiladach, lecz zapewnienie bezpieczeństwa społeczeństwu — to zadanie wiąże się z odpowiedzialnością, jakiej nie ma żaden inny zawód, za życie obywateli i wizerunek państwa.

Piąty rok wojny hybrydowej przeciwko Polsce

Generał ocenił, że Polska od 2022 roku, równolegle z pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę, doświadcza kolejnego etapu wojny hybrydowej — z użyciem środków konwencjonalnych: dronów, rakiet, aktów sabotażu, dywersji, podpaleń, przekraczania granicy oraz naruszeń przestrzeni powietrznej i morskiej. Ocenił, że tego rodzaju incydentów nie można lekceważyć — mają charakter rozwojowy i służą testowaniu polskiego systemu obrony powietrznej, a także wywoływaniu polaryzacji społecznej i podważaniu zaufania do wydawanych na obronność środków publicznych. Zdecydowanie odpowiedział, że rakieta powinna zostać zestrzelona, a każdy taki incydent należy traktować nie jako zdarzenie losowe, lecz jako akt agresji — element wojny hybrydowej prowadzonej metodą konwencjonalną.

Czy to była prowokacja, czy awaria?

Odnosząc się do pytania, czy uderzenie było celowe, czy wynikiem awarii bądź działania ukraińskich środków walki elektronicznej, Komornicki zastrzegł, że nie chce wspierać rosyjskiej narracji sugerującej odpowiedzialność Ukrainy. Zaznaczył jednak, że nawet gdyby rakieta rzeczywiście „zabłądziła”, Polska w praktyce podarowała Rosji sukces jej wojny hybrydowej, nie zestrzeliwując pocisku.

Chronologia wydarzeń: od poderwania bombowców do uderzenia

Generał szczegółowo zrekonstruował przebieg wydarzeń. Zaznaczył, że informacje o szykowanym zmasowanym uderzeniu Rosji na Ukrainę docierają zwykle z wywiadu amerykańskiego, dysponującego rozpoznaniem satelitarnym, którego Ukraina nie posiada, choć ma także własny, sprawnie działający wywiad na terytorium Rosji. Wskazał, że pierwszym sygnałem ostrzegawczym było poderwanie rosyjskich bombowców strategicznych Tu-95 i Tu-160 — nosicieli rakiet manewrujących — jeszcze przed północą. Wyjaśnił, że bombowce te bazują dziś nawet trzy tysiące kilometrów od linii frontu, ponieważ ukraińskie rakiety Flamingo i drony dalekiego zasięgu wyrządzały im wcześniej poważne szkody, w tym w ramach spektakularnej operacji specjalnej.

Anatomia rakiety Ch-101

Komornicki opisał samą rakietę jako pocisk manewrujący o długości 7 metrów i wadze 2,5 tony, z głowicą bojową zawierającą 400 kilogramów trotylu, lecący na wysokości od 50 do 120 metrów z prędkością pozwalającą pokonać nawet 5 tysięcy kilometrów. Podkreślił, że mimo technologii sięgającej lat 80. (na wyposażenie trafiła w latach 2012–2013), rakieta jest bardzo celna, m.in. dzięki zastosowaniu metali ziem rzadkich pochodzenia chińskiego, oraz zaprogramowana tak, by omijać stacje radiolokacyjne i naziemne środki rażenia, a w ostatniej fazie lotu precyzyjnie naprowadzać się na cel.

Powiadamianie a alarmowanie — kluczowa różnica

Odnosząc się do wypowiedzi ministra Marcina Kierwińskiego, według którego procedury zadziałały prawidłowo, a syreny alarmowe uruchomiono w ciągu kilkunastu minut od zagrożenia, generał wyraźnie rozróżnił dwa etapy: powiadamianie (obejmujące wojsko, służby specjalne, policję i Narodowe Centrum Bezpieczeństwa) oraz alarmowanie ludności cywilnej za pomocą syren i SMS-ów. Ocenił, że skoro bombowce zostały poderwane już około godziny drugiej w nocy, alarmowanie ludności powinno nastąpić wówczas — tymczasem faktycznie uruchomiono je dopiero po uderzeniu rakiety, około godziny 3:40, czyli już po fakcie. W jego ocenie mieszkańcy zostali zdezorientowani wybuchami i świstami, zanim zabrzmiały syreny — a to, jego zdaniem, oznacza, że system powiadamiania społeczeństwa po prostu nie zadziałał.

Dlaczego pilot F-16 nie zdążył zestrzelić rakiety

Generał wyjaśnił, że kluczowym błędem było niezamknięcie przestrzeni powietrznej w rejonie granicy polsko-ukraińskiej jeszcze przed nocą. Bez takiej decyzji pilot myśliwca F-16, mimo wykrycia rakiety na radarach i wsparcia samolotu wczesnego ostrzegania AWACS (prowadzącego rozpoznanie na 500 kilometrów), musiał podlecieć bliżej, by wzrokowo zweryfikować, że nie ma do czynienia z obiektem cywilnym — a to, przy prędkości rakiety wynoszącej blisko 15 kilometrów na minutę, kosztowało cenne sekundy i doprowadziło do utraty celu z pola widzenia. Zaznaczył, że w warunkach zamkniętej przestrzeni powietrznej taka identyfikacja nie byłaby konieczna, a decyzję o zestrzeleniu mógłby podjąć bezpośrednio pilot z odległości kilku–kilkunastu kilometrów.

Zestrzelenie nad Ukrainą wymagałoby zgody NATO

Rymanowski zwrócił uwagę, że zniszczenie rakiety jeszcze nad terytorium Ukrainy wymagałoby zgody całego Sojuszu, z obawy przed potraktowaniem takiej reakcji przez Rosję jako aktu agresji. Komornicki odpowiedział, że to tylko domysły — wskazał, że Ukraina od dawna, bez formalnej zgody, atakuje cele w głębi Rosji, nawet ponad tysiąc kilometrów od granicy, a Rosja mimo to nie sięgnęła po broń jądrową.

Argument o ryzyku dla ludności cywilnej — generał go odrzuca

Odnosząc się do argumentu, że zestrzelenie rakiety nad terenem zabudowanym mogłoby spowodować ofiary wśród odłamków, Komornicki ocenił go jako nietrafiony — gdyby ludność została odpowiednio wcześniej zaalarmowana i schroniła się zgodnie z procedurami, spadające odłamki nie stanowiłyby zagrożenia. Przypomniał, że Rosjanie celowo planują trasy lotu rakiet nad osiedlami na Ukrainie, by utrudnić decyzje o ich zestrzeliwaniu.

Śledztwo prokuratury: rakieta Ch-101 z materiałem wybuchowym

Rymanowski przywołał informacje prokuratury w Lublinie, według których lej po wybuchu ma około 10 metrów szerokości i 5 metrów głębokości, a zabezpieczone odłamki trafiły do badań biegłych z laboratorium Żandarmerii Wojskowej. Komornicki ocenił, że uderzenie w niezabudowany teren, a nie na przykład w zakłady zbrojeniowe w Kraśniku (oddalone od granicy o 90 kilometrów), było najprawdopodobniej celowe — Rosjanie chcieli pokazać możliwości swojej broni, nie ponosząc odpowiedzialności za ewentualną zbrodnię wojenną.

Krytyka lokalizacji fabryki amunicji w Kraśniku

Generał ocenił jako „kardynalny błąd” lokalizowanie fabryki amunicji kalibru 155 mm w Kraśniku, zaledwie 90 kilometrów od granicy ukraińskiej i 120 od białoruskiej — a więc w strefie operacyjno-taktycznej. Zaproponował, by Polska uczyła się od Iranu, który rozproszył swoje wyrzutnie rakietowe na ogromnym terytorium i ukrył fabryki pod ziemią, dzięki czemu — mimo intensywnych amerykańskich bombardowań — zachował zdolność do prowadzenia uderzeń asymetrycznych, ograniczając straty do około 30 procent potencjału.

Cel testowy: sprawdzenie polskiej obrony powietrznej i społecznego zaufania

Zapytany, co Rosja chciała sprawdzić tym incydentem, Komornicki wskazał na dwa cele: zweryfikowanie postępu polskiej obrony powietrznej oraz sprawdzenie procedur informowania społeczeństwa i funkcjonowania obrony cywilnej. Ocenił, że efektem jest podważenie zaufania społeczeństwa do wojska, mimo wcześniejszych zapowiedzi premiera Tuska i szefa MSZ o gotowości na rosyjskie prowokacje.

Krytyka wypowiedzi Tuska o „braku takiego nieba”

Odnosząc się do słów premiera Donalda Tuska, że nie istnieje „takie niebo”, które byłoby w stanie zestrzelić każdy pocisk, ani w USA, Izraelu, na Ukrainie, ani w Rosji, generał ocenił tę wypowiedź jako nieodpowiedzialną w kontekście pojedynczej, niezestrzelonej rakiety — w jego ocenie to zadaniem polityków jest zagwarantowanie wojsku warunków do wykonania zadania, nie usprawiedliwianie porażki.

Przykład ze śmiercią żołnierza na granicy

Jako analogię generał przywołał wcześniejszy przypadek śmierci polskiego żołnierza na granicy, który nie mógł użyć broni z powodu ograniczających przepisów — a gdy inny żołnierz jej użył, następnego dnia został zatrzymany przez prokuraturę, mimo że interweniował minister. Ocenił to jako przykład systemowego niedostosowania przepisów do realiów zagrożenia.

Odpowiedź na zarzuty o „kasandryzm”

Zapytany o zarzuty wobec siebie jako „ekstremisty” i „kasandry”, Komornicki przywołał wcześniejszy incydent z 19 dronami, które wleciały w polską przestrzeń powietrzną (zestrzelono wówczas trzy) — ocenił wtedy skuteczność bojową jako niedostateczną, mimo tłumaczeń, że część dronów nie miała ładunku bojowego. Zaznaczył, że od tego zdarzenia minęło już ponad 10 miesięcy, a mimo pewnego postępu, Polska wciąż nie osiągnęła pełnej gotowości bojowej w obszarze obrony powietrznej — brakuje m.in. własnych wojsk rakietowych (systemy HIMARS, jak zaznaczył, nie są rakietami w tym sensie).

Systemy obrony powietrznej: co Polska ma, a czego nie ma

Generał wskazał, że Polska dysponuje obecnie dwiema bateriami systemu Patriot chroniącymi Warszawę, natomiast systemy krótkiego zasięgu (Narew, Pilica) wciąż są w fazie wdrażania. Zaznaczył, że po wycofaniu wcześniej stacjonujących w Polsce baterii niemieckich i brytyjskiego systemu (odpowiednika Narwi) w 2023 roku, obecnie jedyną obecną na miejscu (pod Rzeszowem) baterią sojuszniczą jest bateria holenderska. Ocenił, że to NATO powinno partycypować w uzupełnieniu tych braków, wskazując możliwość ściągnięcia baterii belgijskich lub greckich.

Krytyka pomysłu przekazania Patriotów Ukrainie

Odnosząc się do zapowiedzi premiera Tuska o rozważeniu przekazania kolejnych systemów Patriot Ukrainie po incydencie pod Lublinem, Komornicki ocenił to jako niewłaściwe podejście — usprawiedliwiające niewykonanie własnego zadania przerzucaniem odpowiedzialności na Ukrainę. Zastrzegł, że przekazanie takich systemów jest możliwe wyłącznie przy pewności szybkiego uzupełnienia ich z produkcji amerykańskiej.

Obrona miast na wschodzie kraju — luka w Tarczy Wschód

Generał wskazał, że program Tarcza Wschód, koncentrujący się na fortyfikacjach naziemnych (kozły, bunkry, transzeje, rowy przeciwpancerne), nie odpowiada na kluczowe pytanie o sposób obrony miast położonych blisko granicy — takich jak Elbląg, Braniewo, Bartoszyce, Suwałki, Gołdap czy Białystok. Ocenił, że priorytetem powinna być obrona ludzi, nie terenu, a tam, gdzie nie da się zapewnić skutecznej obrony przeciwlotniczej, należy rozważyć ewakuację.

Postulat działań odwetowych w ramach NATO

Na pytanie, jak Polska powinna odpowiedzieć na rosyjską prowokację, generał opowiedział się za wypracowaniem przez NATO strategii działań odwetowych — zastrzegając wyraźnie, że nie chodzi o samodzielne polskie uderzenie rakietowe, lecz o wspólną, sojuszniczą odpowiedź, mającą realnie odstraszać Rosję, a nie ograniczać się do dyplomatycznych oświadczeń potępiających, jak te wydane przez sekretarza generalnego NATO Marka Rutte.

Pytania widzów: czy to mogła być ukraińska rakieta?

Odpowiadając na pytania widzów, Komornicki wykluczył, by rakieta mogła być ukraińska — Ukraina nie posiada na wyposażeniu tego typu pocisków manewrujących, które (wraz z głowicami jądrowymi) po rozpadzie ZSRR zostały zwrócone Rosji.

Czy Zełenski „pcha” Polskę do wojny?

Odnosząc się do pytania widza sugerującego, że prezydent Zełenski celowo dąży do wciągnięcia Polski w wojnę, generał ocenił to jako naturalne zachowanie każdego kraju walczącego o przetrwanie — wskazał na analogiczne działania Iranu, w tym niedawny atak na irańskie statki na Morzu Kaspijskim, mające sprowokować bezpośrednie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych. Zastrzegł jednak, że interes Polski nie jest tożsamy z interesem Ukrainy i trzeba zachować w tej kwestii zdrowy rozsądek.

Czy Ukraina celowo przepuściła rakietę?

Na pytanie widza sugerujące, że Ukraina mogła celowo nie zestrzelić rakiety, by ta uderzyła w Polskę, Komornicki odpowiedział, że taka teza jest bezpodstawna — ukraińskie siły faktycznie próbowały zestrzelić pocisk przy pomocy śmigłowca, ale rakieta wykonała nieoczekiwany manewr, co uniemożliwiło trafienie.

Ryzyko ataku na kraje bałtyckie

Generał ocenił, że incydent pod Lublinem może być wstępnym testem przed ewentualnym atakiem na kraje nadbałtyckie, motywowanym m.in. chęcią połączenia lądowym korytarzem izolowanego obwodu kaliningradzkiego z Rosją — analogicznie do wcześniejszej aneksji Krymu. Wskazał na znaczącą mniejszość rosyjską na Łotwie (nawet 30 procent) i w Estonii jako potencjalny pretekst do interwencji. Ocenił, że taki atak mógłby nastąpić na przełomie roku, w okresie osłabionej obecności amerykańskiej w Europie (skoncentrowanej na Bliskim Wschodzie) i wciąż niedostatecznie rozwiniętej europejskiej obrony powietrznej.

Rosyjska gospodarka wojenna zachowuje autonomię mimo problemów

Odpowiadając na uwagę, że Rosja zmaga się z licznymi problemami wewnętrznymi (ataki na rafinerie, niedobory paliwa, zmęczenie społeczne), Komornicki zaznaczył, że wyłoniona z rosyjskiej gospodarki „machina wojenna” zachowuje daleko idącą autonomię i zdolność do prowadzenia operacji kosztem społeczeństwa o wyjątkowo wysokiej odporności na cierpienie — w przeciwieństwie, jego zdaniem, do społeczeństw zachodnich, których gotowość do wyjścia ze strefy komfortu w razie konfliktu pozostaje niepewna.

Ocena ministra obrony — generał unika bezpośredniej krytyki personalnej

Zapytany o ocenę ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, Komornicki zastrzegł, że nie ocenia ministrów, tylko wojsko — ale zaznaczył, że wizerunkowi ministra szkodzi brak realnego wykonywania zadań przez podległe mu siły zbrojne, za co odpowiedzialność ponoszą także generałowie, zbyt rzadko otwarcie zgłaszający realne potrzeby wojska decydentom politycznym.

Gotowość na powszechną mobilizację

Odpowiadając na pytanie o gotowość Polski do powszechnej mobilizacji w razie takiego rozkazu NATO, generał ocenił, że kraj wciąż znajduje się na wczesnym etapie budowy takiej zdolności — brakuje przeszkolonych, ulokowanych i wyposażonych struktur rezerwowych, a sam problem pogłębia niekorzystna demografia na tzw. ścianie wschodniej, gdzie potrzeby obronne są największe, a zaludnienie najmniejsze. Podkreślił znaczenie nowych technologii — robotyzacji, automatyzacji, sztucznej inteligencji i systemów przeciwdronowych — jako sposobu na częściowe zrównoważenie tego deficytu, zastrzegając jednocześnie, że bez wojsk pancernych i zmechanizowanych, zdolnych do odzyskiwania i utrzymywania terenu, wojna nieuchronnie przechodzi w formę pozycyjną, jak obecnie na Ukrainie.

Krytyka reakcji na miejscu zdarzenia

Rymanowski przywołał relację reporterki Polsatu, która jako pierwsza dotarła na miejsce wybuchu o 5:55, podczas gdy żandarmeria wojskowa pojawiła się dopiero po godzinie — wcześniej byli tam jedynie pojedynczy policjanci i strażacy. Komornicki ocenił to jako niedopuszczalne i wskazał na potrzebę realnego przetestowania systemu obrony cywilnej w województwach graniczących z Ukrainą (podlaskim, warmińsko-mazurskim, lubelskim), o co apelował już wcześniej.

Stan schronów w Polsce: zaledwie 3 procent potrzeb

Na pytanie o dostępność schronów dla mieszkańców terenów wschodnich, generał przywołał dane Najwyższej Izby Kontroli, według których po inwentaryzacji okazało się, że dostępna infrastruktura schronowa pokrywa jedynie około 3 procent realnych potrzeb — co określił jako katastrofę. Zaznaczył jednak, że priorytetem powinny być schrony w miastach i ośrodkach przemysłowych, nie w małych miejscowościach.

Ocena generała: rakieta trafiła w Polskę celowo

Komornicki jednoznacznie stwierdził, że w jego ocenie uderzenie rakiety w polskie terytorium było celowym działaniem Rosji, wykluczając wersję o awarii czy zboczeniu z kursu. Podkreślił, że niezależnie od intencji Rosji, samo pojawienie się rakiety w polskiej przestrzeni powietrznej obligowało wojsko do jej natychmiastowego zniszczenia — zadania tego nie wykonano, choć w ocenie generała odpowiedzialność za to spoczywa przede wszystkim na politykach, którzy nie zapewnili wojsku odpowiednich warunków proceduralnych, a nie na samych żołnierzach.

Ironiczne porównanie do „instrukcji obsługi windy w płonącym budynku”

Rymanowski przywołał komentarz dziennikarza Defence24 Bogusława Wypartowicza, porównującego polski system alarmowania do instrukcji obsługi windy w płonącym budynku — informującej, co robić, ale nie informującej, że budynek faktycznie się pali, każącej włączyć radio i telewizję, w których leci akurat rozrywka, a nie komunikat o zagrożeniu. Komornicki określił całą sytuację mianem „tragikabaretu”, podkreślając, że bez sprawnej obrony cywilnej nie ma mowy o skutecznej obronie kraju w ogóle, a zwykli mieszkańcy — jak wynikało z ich wypowiedzi po wybuchu — nie mają nawet podstawowej świadomości, czym jest obrona cywilna i jak należy się zachować w sytuacji zagrożenia.

Krytyka pozorowanych ćwiczeń systemu alarmowego

Generał skrytykował niedawny test syren alarmowych w Polsce jako działanie pozorne, przeprowadzone bez rzeczywistego scenariusza operacyjnego angażującego najwyższych decydentów państwowych — w jego ocenie prawdziwe ćwiczenie powinno obejmować pełen cykl: powiadamianie, ocenę reakcji na szczeblu lokalnym, alarmowanie, a na końcu wnioski wyciągnięte jeszcze przed realnym zagrożeniem, a nie dopiero po nim.

Odpowiedź na zarzuty o „przestarzałą” wiedzę generała

Odnosząc się do pytania widza, kwestionującego wartość opinii generała, który odszedł z wojska 30 lat temu i studiował w moskiewskich akademiach wojskowych, Komornicki obszernie przedstawił swój życiorys wojskowy — dowodzenie plutonem, kompanią, batalionem, pułkiem, dywizją, funkcję zastępcy szefa Sztabu Generalnego odpowiedzialnego za szkolenie bojowe oraz dowódcy Warszawskiego Okręgu Wojskowego z pięcioma dywizjami pod komendą. Podkreślił, że pozostaje aktywny merytorycznie — pisze eseje, uczestniczy w debatach w Karpaczu i Krynicy, śledzi rozwój nowych technologii — i że nikt dotąd nie zakwestionował merytorycznie jego wiedzy. Ocenił, że doświadczenie zdobyte podczas studiów w Moskwie dało mu unikalne rozeznanie w rosyjskim sposobie myślenia strategicznego, niedostępne dla komentatorów opierających się wyłącznie na materiałach internetowych.

Przy tej okazji generał rozwinął szerszą krytykę życiorysów współczesnych polskich generałów, zauważając, że w ich CV i opisach na Wikipedii dominują informacje o misjach zagranicznych i studiach na zachodnich uczelniach, natomiast brakuje odpowiedzi na kluczowe pytania: czy dany generał rzeczywiście dowodził brygadą rozwiniętą w polu podczas pełnoskalowego ćwiczenia, czy przeprowadził mobilizacyjne rozwinięcie jednostki wraz z pełnymi zapasami, czy przemieszczał dywizję w rejon odpowiedzialności. Ocenił, że misje zagraniczne są ważne, ale nie stanowią realnej „wizytówki” oficera przygotowanego do obrony kraju — a to właśnie tego rodzaju praktycznego doświadczenia dowódczego, jego zdaniem, brakuje dziś w życiorysach wielu wysokich rangą generałów.

Wspólne doświadczenia z ukraińskimi oficerami w czasach ZSRR

Generał wspomniał okres studiów w Akademii Sztabu Generalnego ZSRR, gdzie kierownikami jego grupy byli zawsze oficerowie ukraińscy, w tym generał Taranienko, który później objął stanowisko komendanta Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. Zaznaczył, że wielu ukraińskich generałów obejmujących kluczowe stanowiska po 1991 roku nie znało nawet języka ukraińskiego, co jego zdaniem świadczy o głębokim zakorzenieniu ukraińskich elit wojskowych w sowieckiej i rosyjskiej tradycji strategicznej. Wyraził żal, że Polska nie wykorzystała w pełni momentu rozpadu ZSRR, by silniej związać ze sobą Ukrainę i Białoruś, co — jego zdaniem — w dłuższej perspektywie skutkowało powrotem części tych elit w orbitę wpływów Moskwy.

Generał dodał przy tym, że Ukraińcy — na co dzień doświadczający realiów wojny — śmieją się z polskiego poczucia wyższości. Zauważył, że Polacy często stawiają się ponad Ukraińcami, uważając się za lepiej wykształconych dzięki zachodnim uczelniom i udziałowi w misjach wojskowych, traktując to jako swoją „wizytówkę” — podczas gdy w praktyce, jak pokazał incydent pod Lublinem, braki w realnym przygotowaniu bojowym i organizacyjnym pozostają znaczące.

Reakcja amerykańskiego ambasadora

Rymanowski przytoczył oświadczenie ambasadora USA w Polsce Toma Rose’a, zapewniającego o poważnym traktowaniu naruszenia terytorium sojusznika NATO oraz o stanowczym wsparciu Stanów Zjednoczonych dla Polski i zaangażowaniu w zbiorowe bezpieczeństwo Sojuszu. Generał ocenił, że tak powinien reagować sojusznik strategiczny.

Potwierdzenie MON: 99,9 procent pewności co do rosyjskiego pochodzenia rakiety

Rymanowski przywołał najnowsze oświadczenie wiceminister obrony Cecylii Sopkowiak-Czarneckiej, według której z niemal całkowitą pewnością potwierdzono rosyjskie pochodzenie rakiety.

„Najbliższe 100 dni może rozstrzygnąć o wojnie”

Odnosząc się do oceny premiera Tuska po spotkaniu z prezydentem Zełenskim, że nadchodzące sto dni może zaważyć na przebiegu wojny (ocenianym przez premiera jako sytuacja „50 na 50″), Komornicki zgodził się z tą diagnozą. Ocenił, że obecny główny wysiłek rosyjskich uderzeń koncentruje się na niszczeniu ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego — zakładów produkujących drony i rakiety, w tym te odpowiedzialne za produkcję rakiet Flamingo, o których w ostatnim czasie nie słychać już w kontekście ukraińskich uderzeń odwetowych. Przypomniał też o wcześniejszych incydentach z dronami nad Rumunią, zestrzeliwanymi — podobnie jak w Polsce — nieefektywnie kosztownymi rakietami AMRAAM zamiast tańszych, dedykowanych systemów przeciwdronowych.

Prognoza końca wojny

Zapytany, kiedy wojna się zakończy, generał ocenił, że nie stanie się to jeszcze w tym roku, a jej zakończenie nastąpi ostatecznie przy stole negocjacyjnym, nie na polu bitwy.

Wyniki ankiety kanału: druzgocąca ocena reakcji rządu

Na zakończenie rozmowy Rymanowski przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej wśród widzów kanału na temat oceny reakcji rządu na incydent na Lubelszczyźnie: bardzo pozytywnie oceniło ją 7 procent głosujących, pozytywnie — 9 procent, negatywnie — 21 procent, a bardzo negatywnie — 63 procent. Komornicki skomentował te wyniki jako smutne, ale świadczące o wysokiej świadomości społecznej rozbieżności między deklaracjami polityków a rzeczywistą skutecznością wydawanych na obronność środków publicznych.


Rozmowę przeprowadził Bogdan Rymanowski z generałem Leonem Komornickim, byłym zastępcą szefa Sztabu Generalnego i przewodniczącym zarządu Fundacji Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, w materiale „Rymanowski, gen. Komornicki: Rakietą w Polskę” na kanale Rymanowski Live na YouTube, liczącym 747 tys. subskrybentów. Materiał nadawany na żywo 30 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *