Marcin Strzyżewski rozmawiał z Igorem Traczem, wolontariuszem od ponad półtora roku współpracującym z generałem Wałerijem Załużnym, o ich pierwszym osobistym spotkaniu w Londynie, ocenach obecnej fazy wojny, sytuacji na froncie charkowskim i kupiańskim oraz o przypadkach rosyjskich działań dywersyjnych wymierzonych w polskich wolontariuszy.
Pierwsze osobiste spotkanie po półtora roku kontaktów
Tracz opowiedział, że kontakt z generałem Załużnym utrzymuje od ponad półtora roku, dotychczas wyłącznie telefonicznie i przez komunikatory, w związku z prowadzoną przez jego organizację pomocą humanitarną i wojskową dla Ukrainy. Do pierwszego osobistego spotkania, które odbyło się w Londynie, doszło po wielokrotnych zaproszeniach ze strony generała. W spotkaniu, trwającym półtorej godziny, uczestniczył również Brytyjczyk William Blackburn, wolontariusz współpracujący z organizacją Tracza, były operator wojskowy i autor książki „The War Next Door” o pierwszym roku konwojów pomocowych do Ukrainy, pełniący też funkcję łącznika między fundacją a brytyjskim Ministerstwem Obrony w zakresie pozyskiwania sprzętu. Podczas spotkania wymieniono się egzemplarzami książki z autografami.
Manipulacja pamięcią historyczną i porównanie do 1939 roku
Tracz opisał wizytę w Muzeum Wojny w Londynie poprzedzającą spotkanie z generałem, gdzie zwrócił uwagę na tablicę informującą o niemieckiej agresji na Polskę 1 września 1939 roku i wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Francję i Wielką Brytanię dwa dni później – bez wzmianki o tym, że faktyczne militarne zaangażowanie tych krajów nastąpiło dopiero wiele miesięcy później. Uznał to za przykład manipulacji pamięcią historyczną.
Odniósł to do wypowiedzi Załużnego, który miał stwierdzić, że dopóki żadne zewnętrzne państwo nie zaangażuje się fizycznie w wojnę, niezależnie od strony, będzie ona trwać na wyniszczenie przez wiele lat – podobnie jak w 1939 roku, gdy przełom nastąpił dopiero po bezpośrednim zaangażowaniu innych państw. Tracz zwrócił uwagę na portret Winstona Churchilla wiszący w gabinecie generała, przy którym Załużny miał powiedzieć, że brakuje dziś „Churchilla naszych czasów” – krytykując przy tym nieprzewidywalność Donalda Trumpa oraz miękkość i powolność decyzyjną Europy i NATO. Zdaniem generała obecna dynamika wojny nie zmierza w kierunku jakiegokolwiek zwycięstwa, a decyzje europejskie są nadmiernie ostrożne, obliczone na to, by nikomu nie zaszkodzić.
Relacje polsko-ukraińskie: „konflikt bardziej medialny niż realny”
Tracz zrelacjonował żartobliwą wymianę z Załużnym na temat sporu polsko-ukraińskiego, który obaj ocenili jako zjawisko bardziej internetowe i medialne niż realnie odczuwalne na poziomie międzyludzkim. Generał miał podkreślić, że jego żona ma polskie korzenie rodzinne z Gdańska, a rozmowa częściowo toczyła się w łamanej polszczyźnie i ukraińskim, bez potrzeby posługiwania się angielskim. Załużny miał stwierdzić, że „nasze rody są przyjaciółmi” i że nic się w tej relacji nie zmieniło ani nie zmieni, podkreślając konieczność dalszej współpracy wojskowej i technologicznej jako jedynej gwarancji bezpieczeństwa przed zagrożeniem zewnętrznym.
Strzyżewski zauważył, że decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA bywa przedstawiana jako nowy, eskalujący gest, podczas gdy w jego ocenie kultywowanie pamięci o ukraińskich nacjonalistach obecne było na Ukrainie od dawna i nie osiągnęło jakiegoś nowego poziomu. Tracz potwierdził to anegdotą o żołnierzu ze wschodniej Ukrainy, którego podwoził autostopem w rejonie Charkowa i Izium jeszcze przed pełną eskalacją sporu – żołnierz miał powiedzieć, że mieszkańców wschodniej Ukrainy temat ten w ogóle nie dotyczy i nie interesuje. Tracz przywołał też rozmowę z generałem Bohomołowem, dowódcą X Korpusu odpowiedzialnego za obronę Kupiańska, który miał potwierdzić, że miejscowa ludność praktycznie nie interesuje się tematyką UPA i niewiele o niej wie.
Strzyżewski dodał własną refleksję, że współczesny sens, jaki Ukraińcy wkładają w symbole związane z UPA, nie musi być tożsamy z historyczną prawdą o mrocznych i zbrodniczych aspektach działalności tej organizacji – jego zdaniem chodzi raczej o upamiętnienie walki o niepodległość z reżimami totalitarnymi i wzmocnienie współczesnego przekonania o konieczności obrony wolności i demokracji, choć rozliczenie z trudną przeszłością pozostaje kwestią przyszłości. Tracz podkreślił, że kult ten funkcjonuje na Ukrainie od wielu lat, nie pojawił się nagle wraz z aferą medalową, i nie ma możliwości, by polityczne decyzje w Polsce mogły to zmienić.
Styczeń 2024 jako punkt zwrotny w ocenie Załużnego
Strzyżewski zwrócił uwagę na pozytywne tendencje ostatnich miesięcy – kryzys paliwowy w Rosji, odcinanie Krymu, intensywne i skuteczne uderzenia w rosyjską logistykę frontową – pytając, czy mimo to Załużny pozostaje sceptyczny. Tracz przekazał, że generał trzykrotnie podkreślił w rozmowie, że od mniej więcej stycznia 2024 roku wojna przestała być konfliktem wyłącznie ukraińsko-rosyjskim, a stała się starciem Rosji z całym Zachodem – i od tego momentu wewnętrzny wróg stał się, jego zdaniem, równie istotny jak wróg zewnętrzny, co tłumaczy przedłużanie się konfliktu. Załużny miał też stwierdzić, że od tego momentu pomoc dla Ukrainy przestała być pomocą wyłącznie dla Ukrainy, a stała się także pomocą dla samego Zachodu.
Strzyżewski wyraził zaskoczenie wyborem akurat tej daty, wskazując, że konfrontacyjna postawa Władimira Putina wobec Zachodu była zapowiadana już od 2007 roku, a akty sabotażu wobec państw europejskich miały miejsce jeszcze przed pełnoskalową inwazją. Przywołał własną analogię do historii z 1939 roku – zauważył, że Polska broniła się wówczas nie kilka miesięcy, ale cztery lata, a scenariusz, w którym Ukraina szybko by upadła, mógłby skłonić Putina, „zakochanego we własnym sukcesie”, do dalszej ekspansji – co, jego zdaniem, wciąż pozostaje możliwe, mimo że dotychczasowe osłabienie Rosji przez Ukrainę istotnie zmieniło sytuację. Tracz przyznał, że nie zgłębiali szczegółowo w rozmowie, dlaczego generał wybrał akurat tę datę – Strzyżewski zapowiedział, że rozważy poświęcenie temu tematowi osobnego odcinka.
Ostatni konwój: front charkowski i kupiański
Tracz zrelacjonował przebieg ostatniego konwoju humanitarnego, zrealizowanego dwoma samochodami przez ekipę złożoną z dwóch Polaków i dwóch Szwedów, w tym Krzyśka – Polaka mieszkającego od lat w Szwecji, byłego przez 20 lat komandosa jednostek arktycznych, który od początku wojny angażuje się jako ochotnik i instruktor szkoleniowy. Konwój dotarł na odcinek charkowski i kupiański. Tracz opisał niespokojne noce w Charkowie i Kijowie z powodu intensywnych nalotów – ostrzału obrony przeciwlotniczej, szahedów, bomb KAB i dronów FPV, szczególnie w północnej części Charkowa, przed którą ostrzegł potencjalnych podróżnych, rekomendując poruszanie się południową obwodnicą miasta (z zastrzeżeniem Strzyżewskiego o pojedynczych dronach zwiadowczych zdarzających się i tam).
Konwój dostarczył m.in. znaczny zapas medycyny taktycznej, umundurowanie w kamuflażu, w tym liczne tourniquety, suchą żywność, konserwy, śpiwory, namioty oraz karmę dla zwierząt. Ekipa spotkała się z generałem majorem Bohomołowem, dowódcą X Korpusu odpowiedzialnym za obronę odcinka kupiańskiego od marca lub kwietnia bieżącego roku – jego poprzednik został odsunięty w związku z zarzutami korupcyjnymi. Na odcinku przyfrontowym, około 25 km od linii zero, przeprowadzono szkolenie z zakresu tamowania masywnych krwotoków (TCCC) dla żołnierzy korpusu.
Podziemna baza szkoleniowa i uniwersalne przeszkolenie żołnierzy
Tracz opisał odwiedzoną bazę treningową, w której każdy żołnierz w ramach jednostki – niezależnie od rangi i głównej specjalizacji – przechodzi przeszkolenie z podstaw medycyny pola walki, obsługi dronów FPV, nawigacji oraz obsługi każdego rodzaju dostępnego sprzętu i uzbrojenia, w tym umiejętności prowadzenia różnych pojazdów oraz obsługi wojskowych aplikacji nawigacyjno-rozpoznawczych, takich jak Kropywa, Wiraż, Grafit czy Delta (do tej ostatniej dostęp mają nieliczni). Ocenił to jako model wart uświadomienia polskim żołnierzom.
Szczególne wrażenie zrobił na nim odwiedzony podziemny kompleks bunkrowy – rozległy, sięgający, jego zdaniem, setek metrów, a być może kilometrów korytarzy umocnionych drewnem, z salami wykładowymi, sypialnymi, szpitalem, zbrojownią, sztabami oraz powszechnym dostępem do internetu (routery Wi-Fi rozmieszczone co kilkadziesiąt metrów) i niezależnym zasilaniem z generatorów oraz stacji Ecoflow. Ocenił to jako dowód na to, jak niewielkim kosztem można zbudować trudne do wykrycia zaplecze podziemne, choć zastrzegł – podobnie jak Strzyżewski – że taka konstrukcja chroni głównie przed detekcją i dronami FPV, nie przed bezpośrednim trafieniem bombą kierowaną (KAB). Obaj rozmówcy określili to zjawisko jako połączenie realiów pierwszej wojny światowej z nowoczesną technologią.
Kupiańsk optymistycznie, Kramatorsk i Słowiańsk „już przegrane”
Odnosząc się do sytuacji na odcinku kupiańskim, Tracz przekazał, że rozmówcy z korpusu podchodzą do utrzymania tego kierunku optymistycznie i nie obawiają się go, mimo wcześniejszych rosyjskich doniesień o przejęciu miasta. Inaczej ocenili natomiast perspektywy Kramatorska i Słowiańska – choć to nie jest ich odcinek odpowiedzialności, rozmówcy Tracza ocenili, że oba miasta są już faktycznie przegrane i zostaną zrównane z ziemią niezależnie od tego, pod czyją kontrolą formalnie się znajdą, a to nie stanowi kluczowego celu strategicznego dla ukraińskiego dowództwa.
Strzyżewski przywołał w tym kontekście przykład Bachmutu, który upadł w maju 2023 roku i miał być punktem przełomowym otwierającym Rosjanom drogę do „głębi operacyjnej” – trzy lata później front przesunął się jedynie o 10-12 kilometrów, w rejon Czasiw Jaru. Tracz ocenił z przekonaniem, że najskuteczniejszym dotąd instrumentem nacisku na Rosję jest niszczenie jej infrastruktury paliwowej – określił nałożone w ten sposób sankcje jako najmocniejsze, jakie ktokolwiek dotąd wobec Rosji zastosował, zastrzegając jednocześnie, że trudno przewidzieć, jak długo ich skuteczność się utrzyma.
Krym: nie pełna blokada, lecz kosztowna „pułapka”
Pytany o perspektywy odcięcia Krymu, Strzyżewski ocenił, że pełna zdalna blokada półwyspu jest mało prawdopodobna, ale sytuacja doprowadzi raczej do stopniowej ucieczki ludności cywilnej i uczynienia Krymu kosztownym dla Rosji „bagażem bez rączki” – miejscem, gdzie Ukraińcy będą sukcesywnie eliminować kolejne jednostki, samoloty i radary, bez potrzeby przeprowadzania lądowej inwazji, która byłaby wejściem w przygotowaną przez przeciwnika pułapkę. Ocenił, że życie na półwyspie jest już dziś skrajnie utrudnione – wspominając o niepotwierdzonych doniesieniach o planowanej pomocy humanitarnej rosyjskiego Czerwonego Krzyża – i nic nie wskazuje, by miało się to poprawić.
Rosyjska dywersja wobec polskich wolontariuszy
Tracz opisał incydent, do którego doszło w dniu wyjazdu na ostatni konwój – podczas nagrania z Telewizją Polską i konsul generalną Ukrainy w Gdańsku na stacji benzynowej pod Trójmiastem, gdy TIR z dużą prędkością minął stojącą grupę o centymetry, po czym po zakończeniu nagrania ten sam pojazd odjechał w pościg za prywatnym samochodem pani konsul, praktycznie eskortując ją pod dom i kilkukrotnie ją zastraszając. Sprawa została zgłoszona do ABW i policji. Tracz przekazał informację uzyskaną dzień wcześniej, że za tego typu działaniami dywersyjnymi i zastraszającymi stoi grupa Polaków działająca na zlecenie rosyjskiego wywiadu. Zaznaczył, że zarówno dzień przed, jak i dzień po tym zdarzeniu, w okolicach domu pani konsul, miejsca zamieszkania samego Tracza oraz ambasady zauważono obecność nieznanych mężczyzn – co wskazuje na szerzej zakrojoną, jednoczesną obserwację kilku osób.
Przywołał też inne incydenty w swoim otoczeniu: wyryty znak „Z” na drzewie przy domu innego wolontariusza w Sopocie oraz napis „to nie nasza wojna” z sugestią wyjazdu na front, który pojawił się na deptaku w miejscowości, gdzie Tracz razem ze swoją partnerką Agnieszką najczęściej chodzi na spacery i do restauracji – a więc w bezpośrednim sąsiedztwie ich codziennego życia. Skłoniło go to do przypuszczenia, że on i Strzyżewski mogą znajdować się pod obserwacją niepożądanych służb.
„Taką mają policję w Charkowie”
Tracz opowiedział anegdotę z ostatniego wyjazdu, gdy lokalny wysoki rangą funkcjonariusz policji w Charkowie, mający eskortować konwój w rejon Kupiańska, po sprawdzeniu w aplikacji Grafit obecności rosyjskiego drona zwiadowczego Lancet na trasie, zaproponował spotkanie dopiero po powrocie ekipy – w efekcie konwój pojechał bez policyjnej asysty, przesiadając się z wojskowych zielonych pojazdów na cywilne samochody użyczone przez Ukraińców, by nie rzucać się w oczy. Strzyżewski skomentował tę postawę, nawiązując do wcześniej krążącego w mediach nagrania, na którym charkowski policjant uciekał w trakcie strzelaniny – jako ilustrację ogólnej tendencji, że najodważniejsi funkcjonariusze, gotowi na tego rodzaju ryzyko, dawno już trafili na front.
Trwałe skutki traumy wojennej
Na zakończenie Tracz opisał spotkanego podczas konwoju ukraińskiego porucznika, odznaczonego wysokim odznaczeniem za odwagę, u którego sam dźwięk rozmowy o dronach FPV wywołuje mimowolną, silną reakcję stresową całego ciała. Żołnierz cudem przeżył atak drona FPV, który zerwał kabinę jego pojazdu – w ostatniej chwili położył się na fotelu pasażera w hełmie i kamizelce kuloodpornej, w wyniku czego doznał poważnych obrażeń lewego ramienia, obecnie usztywnionego metalowymi śrubami. Rosyjska strona opublikowała nagranie ataku na kanale Telegram, opisując je jako „zabicie jednego z faszystów” – nagranie urywało się w momencie uderzenia drona, podczas gdy sam poszkodowany przeżył.
Materiał „Igor Tracz o spotkaniu z generałem Załużnym” dostępny na kanale Marcin Strzyżewski o Rosji na YouTube, liczącym 173 tys. subskrybentów. Opublikowany 18 lipca 2026.