„To nie Rosja się broni, tylko Ukraina” — Bryc ostrzega przed pułapką języka Kremla

Agnieszka Bryc i Witold Jurasz rozmawiali w podcaście „Raport Międzynarodowy” na kanale Onetu o rosnącym napięciu politycznym na Ukrainie wokół możliwych wyborów w czasie wojny i ambicji Mychajła Fedorowa, o mechanizmach rosyjskiej propagandy internetowej i postaci Aleksandra Dugina, a także o amerykańskiej polityce wewnętrznej, dostawach broni dla Ukrainy, sytuacji na Bliskim Wschodzie i kompromitującej aferze wokół rządowego raportu o „Marce Polska”.

Polityka amerykańska: paranoja wokół Kushnera i wojna celna z Kanadą

Rozmowę otworzyło doniesienie o spotkaniu doradcy Donalda Trumpa Jareda Kushnera z liderem mniejszości w Izbie Reprezentantów Hakeemem Jeffriesem — samo to, że fakt takiego spotkania stał się wiadomością medialną, Jurasz uznał za miarę paranoi panującej dziś w Waszyngtonie, skoro kiedyś kontakty między stronami politycznego sporu były czymś zupełnie normalnym. Według cytowanych przez niego amerykańskich komentatorów w otoczeniu Trumpa narasta przekonanie, że partia republikańska poniesie klęskę w jesiennych wyborach śróddrocznych (midterms) i straci większość zarówno w Senacie, jak i w Izbie Reprezentantów. Bryc, pytana, czy taki scenariusz ją martwi, odpowiedziała, że niespecjalnie, choć zastrzegła, że sprawa nie jest prosta: Trump w sposób populistyczny obiecał więcej, niż jest w stanie zrealizować, ale to nie oznacza, że problemy trafnie zdiagnozowane przez niego i całą partię republikańską przestaną istnieć niezależnie od wyniku wyborów. Oceniła, że osłabienie pozycji Trumpa przyniosłoby ulgę przede wszystkim sojusznikom USA, obawiającym się zasadnie, że to właśnie on rozsadza dziś spójność wspólnoty zachodniej i NATO — poprzez słabość do dyktatorów, o których mówi jak o partnerach, przy jednoczesnym traktowaniu rzeczywistych sojuszników, takich jak Unia Europejska czy Kanada, jak przeciwników. Zaznaczyła, że powrót większej stabilności i przewidywalności polityki amerykańskiej po ewentualnej porażce republikanów nie oznaczałby jednak końca problemów, bo szkody wyrządzone dotychczas erozji prawa międzynarodowego, polityce siły i skrajnie transakcyjnemu podejściu do stosunków międzynarodowych będą odkręcane bardzo długo. Jurasz w tym kontekście przypomniał wybuch wojny celnej między Stanami Zjednoczonymi a Kanadą — według przecieków z rozmów prowadzonych między wysłannikami premiera Marka Carneya a administracją Trumpa, Amerykanie mieli usiłować narzucić Kanadzie porozumienie stawiające ją w pozycji niemal półkolonialnej; ponieważ jednak Kanadę stać było na sprzeciw, negocjacje zakończyły się otwartym konfliktem handlowym, co Jurasz określił jako kolejny dowód na to, jak administracja Trumpa traktuje dziś swoich sojuszników.

Cytat Putina o „odwecie” i pułapka języka rosyjskiej propagandy

Jurasz zwrócił uwagę na fakt, że Władimir Putin w jednym z wywiadów zapowiedział „odwet” na Ukrainie za ataki na cele związane z rosyjską gospodarką, i że samo słowo to bez komentarza przeniknęło również do polskich mediów, mimo że logicznie sugeruje, iż to Ukraina jest stroną atakującą, a Rosja się broni — podczas gdy prawo do odwetu, jeśli już, przysługiwałoby Ukrainie wobec Rosji. Zapytał wprost Bryc, czy nie jest to sukces rosyjskiej dyplomacji, że polskie media, cytując Putina, nie tłumaczą kontekstu jego słów. Bryc odpowiedziała, że trudno nazwać to sukcesem Rosjan wprost, ale z pewnością jest to niedbalstwo po polskiej stronie — pośpiech w przekazywaniu newsów sprawia, że redakcje mechanicznie przepisują nagłówki z rosyjskich mediów czy międzynarodowych agencji informacyjnych bez głębszego researchu, co prowadzi do odwracania wektorów odpowiedzialności i wpadania w pułapkę rosyjskiej dezinformacji. Zaapelowała, by wypowiedzi Putina zawsze czytać i cytować z odpowiednim komentarzem-przypisem, przypominającym, kto w tej wojnie faktycznie się broni.

Kanały „normalnego życia” w Rosji jako narzędzie propagandy

Kolejnym wątkiem była analiza zjawiska kanałów w mediach społecznościowych pokazujących pozornie neutralne, codzienne życie w Rosji — Jurasz przywołał konkretny przykład kanału „W matrioszce”, prowadzonego przez byłego polskiego dyplomatę niższego szczebla, sinologa z doświadczeniem pracy na kierunku chińskim, pokazującego rosyjskie spektakle teatralne, sklepy i salony samochodowe. Bryc uzupełniła ten wątek zastrzeżeniem, by nie wpadać w mechanizm automatycznego podejrzewania każdego eksperta od Rosji czy Chin o sympatie prokremlowskie — w tym konkretnym przypadku kluczowe jest raczej to, że autor kanału ma żonę Rosjankę i mieszka w Rosji, a nie w Polsce, jak wielu innych, bardzo antyrosyjsko nastawionych Polaków w podobnej sytuacji rodzinnej. Rozmówcy zgodzili się, że sam pomysł pokazywania zwykłego życia w Rosji — teatru, kultury, rozrywki — nie jest z definicji niczym złym, ale Jurasz posłużył się drastycznym porównaniem: równie dobre restauracje i spektakle teatralne funkcjonowały w Trzeciej Rzeszy w czasie, gdy opodal ludzi zagazowywano w komorach — sugerując, że gdyby wówczas istniała dzisiejsza technologia mediów społecznościowych, moglibyśmy oglądać sympatycznych esesmanów idących z rodzinami do wesołego miasteczka. Bryc rozwinęła tę analogię, wskazując, że tego typu kanały — takie jak „Polka w Moskwie” czy analogiczne profile „Amerykanki w Moskwie” i innych narodowości — są w jej ocenie tworzone systemowo pod kontrolą rosyjskich służb, wykorzystujących niedoświadczonych dziennikarzy i twórców internetowych, a następnie sztucznie podbijane botami, komentarzami i algorytmami mediów społecznościowych. Efektem, jak zaznaczyła, jest budowanie wśród polskich odbiorców przekonania, że Rosja to normalny, niegroźny kraj gotowy na pokój — co ma stworzyć oddolne społeczne przyzwolenie na przyszły „reset” relacji z Moskwą. Przywołała przy tym raporty wskazujące, że działania te przyczyniły się do ukształtowania wśród części polskich odbiorców mediów społecznościowych przekonania, że większym zagrożeniem dla Polski jest dziś Ukraina, a nie Rosja — co uznała za wyraźne zwycięstwo Kremla w wojnie informacyjnej.

Aleksander Dugin i zabójstwo Darii Duginy

Rozmówcy żartobliwie rozważyli, jakiego rodzaju artystów mogłaby w przyszłości wysłać Rosja do Polski w ramach podobnej kampanii ocieplania wizerunku — od dyrygenta w stylu Walerija Giergijewa, przez zespół Lube, po supergwiazdę reżimu Szamana — po czym przeszli do postaci Aleksandra Dugina, rosyjskiego ideologa, i okoliczności zabójstwa jego córki Darii Duginy sprzed czterech lat. Jurasz przypomniał, że rosyjskie MSZ po jej śmierci zapowiedziało odwet wobec Ukrainy i „wszystkich, którzy popierają” ten akt terroru, po czym otwarcie przyznał, że nie jest mu żal samej Darii Duginy, przypominając, iż wzywała ona do mordowania Ukraińców, cytując jej słowa „ubiwać, ubiwać” — i deklarując satysfakcję z faktu, że jej ojciec, główny cel zamachu, od tamtej pory cierpi, a wrogów Polski, jego zdaniem, wolno i należy nienawidzić do bardzo daleko posuniętej granicy. Bryc uzupełniła ten wątek własną tezą, że Daria Dugina pełniła w praktyce funkcję operacyjną w rosyjskim systemie wpływów — jeździła na spotkania ze środowiskami zachodniej alt-prawicy w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych w zastępstwie ojca i najprawdopodobniej pośredniczyła w przekazywaniu im wsparcia finansowego, co skłoniło ją do przywołania hipotezy, że choć ukraiński ślad w zamachu na nią ostatecznie się potwierdził, po jej śmierci krążyły też podejrzenia o możliwe rozliczenia rosyjskich służb z rodziną Duginów za nierozliczone środki finansowe przeznaczone na korumpowanie amerykańskiej prawicy — a sam Dugin miał być również potencjalnym celem zamachu. Zaznaczyła, że po okresie żałoby Dugin wrócił do aktywności medialnej, udzielając licznych wywiadów w mediach globalnego Południa — na Bliskim Wschodzie i w Azji — przedstawiany tam z ogromną atencją jako profesor i autorytet, konsekwentnie powielający te same kremlowskie tezy o Rosji jako jedynej sile powstrzymującej zachodni neokolonializm i degenerację środowisk liberalnych. Ostrzegła szczególnie młodych sympatyków geopolityki, fascynujących się hasłami Dugina, że mimo iż po 2022 roku starał się on łagodzić swoją retorykę wobec Polski w celu zdobycia sympatii polskiej alt-prawicy, w swoich rzeczywistych analizach konsekwentnie przedstawiał polską państwowość jako problem geopolityczny — równie przejściowy i możliwy do wyeliminowania jak państwowość ukraińska.

Dostawy broni: Francja, Niemcy i widmo resetu z Rosją

Jurasz odnotował, że Francja zapowiedziała przekazanie Ukrainie dodatkowych, bliżej nieokreślonych systemów obrony przeciwlotniczej, a Republika Federalna Niemiec zadeklarowała przekazanie aż 600 rakiet do systemów Patriot — dla porównania przywołując wcześniejszą, wywołującą w Polsce burzliwą debatę decyzję o przekazaniu Ukrainie zaledwie pięciu takich rakiet, a także niedawną „dziką awanturę” wywołaną wypowiedzią jednego z generałów, że polskie miasta nie będą w pełni chronione przez system obrony przeciwlotniczej — co, jak zaznaczył, jest technicznie prawdą, ponieważ nawet w Kijowie realnie chronione jest przede wszystkim centrum rządowe, a nie całe miasto. Niemiecką deklarację 600 rakiet Jurasz ocenił jako ważny sygnał zaprzeczający popularnej na prawicy narracji, że Niemcy „przebierają nóżkami”, by dogadać się z Rosją — zaznaczając, że choć krytyka historycznej, haniebnej polityki Niemiec wobec Rosji pozostaje uzasadniona, nie powinno to przesłaniać faktu, że ta polityka realnie się zmieniła.

Wywiad Fiodorowa i widmo wyborów w czasie wojny

Centralnym wątkiem całej rozmowy był głośny wywiad, jakiego serwisowi BBC News udzielił Mychajło Fedorow, były minister transformacji cyfrowej i minister obrony Ukrainy. Bryc zwróciła uwagę na wymowny timing tej wypowiedzi — zbiegła się ona ze świętem niepodległości Ukrainy, z formalnym zamknięciem sprawy dymisji samego Fedorowa oraz, jak oceniła, z próbą politycznego rozgrywania sytuacji przez byłego ministra kosztem prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, poprzez hasła nawołujące do organizacji wyborów. Uznała to za dowód, że po ponad czterech latach pełnoskalowej agresji rosyjskiej do ukraińskiej polityki wewnętrznej wróciła — i to z naddatkiem — zwykła polityka, skoro o wyborach mówi już nie tylko rosyjska propaganda, ale i byli bliscy współpracownicy prezydenta, co oznacza, że problem realnie narasta i prędzej czy później do wyborów dojdzie. Fedorow w wywiadzie otwarcie nawoływał do przeprowadzenia wyborów mimo trwającej wojny, argumentując, że ukraińskie społeczeństwo jest już na to wystarczająco dojrzałe, a prezydent nadmiernie długo unika poddania się weryfikacji wyborczej. Zełenski odpowiedział, równolegle lub tuż przed publikacją wywiadu, że czas na wybory jeszcze nie nadszedł, wskazując na poważne trudności praktyczne i prawne: zapewnienie dostępu do głosowania obywatelom w kraju oraz licznej emigracji w Europie, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, w tym pytanie, czy placówki dyplomatyczne są w ogóle przygotowane do obsłużenia tak dużej liczby głosujących, a przede wszystkim problem terytoriów okupowanych przez Rosję, które już we wrześniu mają zostać objęte własnymi, nielegalnymi wyborami organizowanymi przez Moskwę na terenach zaanektowanych. Bryc rozwinęła ten wątek prawny, zauważając, że rezygnacja z przeprowadzenia wyborów na terenach okupowanych może być odczytana w prawie międzynarodowym jako milczące przyznanie się do braku efektywnej władzy nad tymi obszarami — ponieważ zgodnie z prawem międzynarodowym za legalny uznaje się ten rząd, który sprawuje nad danym terytorium efektywną, faktyczną władzę — co samo w sobie stanowi poważny problem prawnomiędzynarodowy, choć niebędący argumentem przeciwko samym wyborom, lecz raczej dowodem na to, jak skomplikowana jest ta kwestia w przypadku Ukrainy. Mimo tych zastrzeżeń oceniła, że wybory prędzej czy później będą musiały się odbyć, ponieważ zarzut o zbyt długim braku wyborów prezydenckich uznała za w pełni zasadny, a sam fakt podnoszenia tego tematu przez byłych bliskich współpracowników prezydenta oznacza, że sprawa trafiła już na stół i Zełenski nie będzie mógł jej dłużej unikać.

Kulisy dymisji Fedorowa i konflikt z Syrskim

Bryc szczegółowo zrekonstruowała tło dymisji Fedorowa, przypominając, że nastąpiła ona niemal równolegle z odwołaniem głównodowodzącego Ołeksandra Syrskiego, co skłoniło ją do zastanawiania się w momencie wybuchu obu afer, jak Fedorow zareaguje i czy Zełenski ugnie się pod naciskiem żądań powrotu na stanowisko ministra obrony. Fedorow w wywiadzie dla BBC tłumaczył swoje odejście w sposób stonowany, unikając bezpośredniego atakowania Zełenskiego — opisywał sytuację jako efekt naturalnego kryzysu władzy i konfliktu klanów oraz frakcji politycznych wewnątrz obozu prezydenckiego, używając przy tym sformułowań zbliżonych do tych, jakich wcześniej używał generał Wałerij Załużny. Bryc zestawiła tę wersję z alternatywnym tłumaczeniem samego Zełenskiego, przywołanym również przez BBC, według którego Fedorow, przekształcając ministerstwo obrony w rozbudowany „resort wojny”, miał w praktyce zawłaszczać kompetencje szefa sztabu generalnego, czyli Syrskiego, sprawiając, że generał odpowiedzialny za faktyczne prowadzenie wojny z Rosją był podporządkowany bardziej ministrowi obrony niż samemu prezydentowi. Bryc, przyglądając się argumentom nielubianego, lecz jej zdaniem skutecznego głównodowodzącego, oceniła tę wersję jako w dużej mierze wiarygodną. Zaznaczyła również, że po nominacji nowego szefa resortu obrony i braku przywrócenia Fedorowa na stanowisko, uliczne protesty organizowane w jego obronie ucichły — co odczytała jako polityczne zwycięstwo Zełenskiego w tej konkretnej potyczce.

Ambicje polityczne Fedorowa i sondaże

Bryc podkreśliła, że Fedorow zapowiedział w wywiadzie zamiar założenia think tanku wzorowanego na amerykańskim RAND Corporation — kultowym, jeszcze zimnowojennym ośrodku analiz wojennych, strategicznych i politycznych — deklarując poszukiwanie partnerów zarówno w Europie, jak i za oceanem, co jej zdaniem otwiera pytanie o jego dalsze polityczne plany i to, czy będzie działał z chęci merytorycznego kształtowania lepszej Ukrainy, czy raczej w duchu odwetu na dawnym środowisku. Zwróciła uwagę, że Fedorow, określony przez nią jako niegdysiejsze „złote dziecko” ukraińskiej polityki i specjalista od kampanii w mediach społecznościowych, który realnie pomógł Zełenskiemu wygrać wybory prezydenckie, tym razem — jej zdaniem — dał się przechytrzyć bardziej doświadczonemu politycznie prezydentowi, choć oceniła, że o ostatecznej przegranej mówić jeszcze za wcześnie. Najbardziej doniosłym elementem tego wątku było przywołane przez nią twierdzenie, że według aktualnych sondaży, gdyby wybory odbyły się dziś lub w najbliższym czasie, Fedorow pokonałby Zełenskiego nawet w drugiej turze — co jej zdaniem dowodzi, że nie jest to polityk zepchnięty na margines ukraińskiej sceny. Jurasz dodał do tego własną refleksję wizerunkową: gdyby Zełenski zdecydował się na reelekcję albo, jeszcze korzystniej dla obrazu Ukrainy, przekazał władzę zwycięskiemu rywalowi kontynuującemu wojnę, byłby to potężny kontrast wizerunkowy wobec dyktatury w Rosji — pokazujący, że mimo trwającej wojny prezydent może stracić władzę w demokratycznych wyborach, a jego następca kontynuuje obronę kraju. Zastrzegł jednak, że wiąże się to z realnym ryzykiem politycznym, biorąc pod uwagę, że sam Zełenski tej wojny formalnie nie przegrał, więc taka zmiana władzy w trakcie konfliktu niosłaby ze sobą element niepewności.

Zmarnowany kapitał byłych ambasadorów i generałów

Przy okazji pomysłu Fedorowa na własny think tank Jurasz przywołał dygresję z własnej rozmowy z południowokoreańskim generałem w stanie spoczynku, kierującym jednym z koreańskich ośrodków analitycznych wzorowanych na RAND-zie — generał ten, wbrew oczekiwaniom Jurasza, przyznał, że budując swój think tank, Amerykanie nie pomagali Koreańczykom, lecz wręcz przeszkadzali, preferując rozmówców mniej doświadczonych i mniej osadzonych w realnej praktyce, w efekcie czego Korea Południowa budowała swoje ośrodki samodzielnie, choć na wzorcach amerykańskich. Jurasz przełożył tę refleksję na sytuację polską, krytykując fakt, że w żadnym z dwóch czołowych polskich rządowych ośrodków analitycznych nie pracuje obecnie ani jeden były ambasador, co jego zdaniem samo w sobie wiele mówi o marnowaniu kapitału eksperckiego. Bryc odpowiedziała, przywołując przykład Roberta Pszczela, byłego przedstawiciela NATO w Moskwie i eksperta od bezpieczeństwa międzynarodowego, pracującego w Ośrodku Studiów Wschodnich — przyznając jednocześnie rację co do zasady, że doświadczenie byłych ambasadorów i generałów pozostaje w Polsce w ogromnej mierze niewykorzystanym potencjałem, bo są to ludzie, w których wykształcenie państwo zainwestowało miliony złotych, a którzy po przejściu w stan spoczynku mogliby wciąż wspierać i racjonalizować polską politykę zagraniczną poprzez pracę w think tankach, zamiast być całkowicie odstawianymi na bok.

Śmierć Alaksandra Milinkiewicza

Jurasz odnotował śmierć Alaksandra Milinkiewicza, jednego z legendarnych liderów białoruskiej opozycji, od lat mieszkającego na emigracji w Polsce, pochowanego w ostatnią sobotę na warszawskich Powązkach — opisując go jako klasycznego białoruskiego inteligenta i po prostu bardzo dobrego człowieka, którego skrupuły, jak zauważył z pewną ironią, sprawiały, że właściwie nie nadawał się do polityki. Przy okazji jego śmierci Jurasz skomentował zjawisko wykorzystywania okazji żałobnych do autopromocji przez różne osoby publiczne, przywołując z aprobatą złośliwy komentarz publicysty Ziemowita Szczerka, że ci, którzy tak wylewnie żegnali Milinkiewicza po śmierci, nie zajęli się wcześniej, gdy jeszcze był czas, zapewnieniem mu w Polsce choćby emerytury. Ujawnił przy tym, że jedna z fundacji zgodziła się w końcu wesprzeć Milinkiewicza finansowo, ale dokumenty nie zostały podpisane, ponieważ trafił on wcześniej do szpitala. Skrytykował systemowy brak wsparcia finansowego, w tym emerytalnego, dla liderów białoruskiej opozycji w Polsce, zestawiając ten problem z historycznym pytaniem, czy Wielka Brytania powinna była zadbać o godny los generała Stanisława Sosabowskiego, zmuszonego po wojnie do pracy jako zwykły magazynier.

Napięcia izraelsko-tureckie i sprawa polskiego wolontariusza

Rozmówcy omówili narastające napięcie między Izraelem a Turcją, przywołując własną wcześniejszą rozmowę z Adamem Balcerem na temat tego, czy Turcja staje się dla Izraela nowym Iranem w regionalnej polityce bezpieczeństwa. Bryc wskazała na rywalizację obu państw o wpływy w Syrii po obaleniu Baszara al-Asada — w tym rolę Turcji we wspieraniu frakcji Ahmeda al-Szary (dawniej znanego jako al-Dżulani) oraz próby Izraela wywierania presji na nowe władze syryjskie za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych, by nie pozbywały się zbyt szybko rosyjskiej obecności wojskowej, traktowanej jako swoista przeciwwaga dla rosnących wpływów tureckich. Jurasz odnotował krążącą, lecz nieprawdziwą plotkę o rzekomej wymianie ostrych słów między Recepem Tayyipem Erdoğanem a Benjaminem Netanjahu, zaznaczając jednocześnie, że faktem jest publiczna zapowiedź Netanjahu, iż Izrael nie będzie tolerował tureckiej obecności w Syrii — a rosnące napięcie wyborcze przed zaplanowanymi na październik wyborami w Izraelu dodatkowo podsyca radykalizację retoryki po obu stronach. Skrytykował przy tym izraelskiego ministra bezpieczeństwa narodowego Itamara Ben-Gwira, przywołanego jako „ulubiony minister Agnieszki Bryc” żartobliwie, za nagranie z placu budowy miejsca planowanych egzekucji Palestyńczyków, gdzie mają też powstać miejsca do obserwowania takich egzekucji, oraz za zapowiedź, że Izrael powinien codziennie zabijać 30–40 Palestyńczyków w Strefie Gazy, przy czym część z nich określił w sposób sugerujący odczłowieczenie, choć bez dosłownego użycia terminu „untermensch”. Odnotowali też zakończenie izraelskiego śledztwa w sprawie śmierci polskiego wolontariusza organizacji humanitarnej w Gazie, ocenionego przez Jurasza jako fasadowe — bez wskazania jakiejkolwiek odpowiedzialności. Oboje rozmówcy podkreślili przy tym wyraźnie, że krytyka polityki rządu Izraela nie jest tożsama z antysemityzmem — Jurasz zaznaczył, że choć dla zdecydowanej większości słuchaczy jest to banał, dla wielu Polaków wciąż takim banałem nie jest, więc warto to powtarzać. Bryc postulowała konsekwentne, twarde domaganie się od strony izraelskiej pełnej dokumentacji i dowodów rzetelności przeprowadzonego śledztwa, zwłaszcza w kontekście wiedzy o wykorzystywaniu przez izraelską armię systemów sztucznej inteligencji do namierzania i identyfikacji celów, sugerując, że Polska powinna być w tej sprawie równie nieustępliwa, jak bywa wobec Ukrainy w sprawie ofiar incydentu w Przewodowie.

Afera raportu o „Marce Polska”

Ostatnia, obszerna część rozmowy dotyczyła skandalu wokół raportu na temat budowy marki Polski, przygotowanego przez rządową pełnomocniczkę do spraw budowy marki Polska, profesor uczelnianą, w którym odnaleziono liczne ślady wygenerowania tekstu przez sztuczną inteligencję — w tym nieistniejące w języku polskim słowa takie jak „rezyliencja”, błędne stwierdzenia w rodzaju umiejscowienia Wrocławia w północnej Polsce, oraz niespójne dane z rzekomo przeprowadzonych badań fokusowych. Jurasz zauważył, że autorka raportu broniła się, twierdząc, że to była jedynie robocza wersja dokumentu, co jednak uznał za mało wiarygodne, skoro finalnej, poprawionej wersji nikt nigdy nie zobaczył. Bryc, jako czynna badaczka akademicka, zdecydowanie odrzuciła określanie krytyki wobec autorki raportu mianem „lynchu”, nazywając ją w pełni uzasadnioną — z zastrzeżeniem, że nie usprawiedliwia to komentarzy odnoszących się do wyglądu czy życia prywatnego, które faktycznie przekroczyły granicę. Oceniła, że wykorzystanie sztucznej inteligencji do napisania całości tekstu bez wkładu własnej analizy stanowi w istocie formę plagiatu, i że wystarczyła jedna godzina uważnej lektury, by wychwycić wszystkie nieprawidłowości — co świadczy raczej o rażącej niedbałości niż o zwykłej pomyłce. Skrytykowała też mechanizm rekomendowania takich osób na stanowiska rządowe bez uprzedniego zapoznania się z ich wcześniejszym dorobkiem, wskazując, że w obu możliwych scenariuszach — czy ktoś rekomendował profesor bez czytania raportu, czy przeczytał go i mimo to zarekomendował — sytuacja jest fatalna. Wyjaśniła przy tym różnicę między tytułem profesora belwederskiego a stanowiskiem „profesora uczelnianego” (tj. doktora habilitowanego zatrudnionego na stanowisku profesorskim), zwracając uwagę na niedbałość mediów w stosowaniu tych tytułów. Zastrzegła jednocześnie stanowczo, że incydent ten nie powinien być uogólniany na całe środowisko akademickie, wskazując na głębsze, strukturalne problemy polskiej nauki: chroniczne niedofinansowanie, spadek jakości kształcenia po transformacji lat 90., a także krytykowaną przez nią decyzję byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka o masowym nadawaniu statusu uniwersytetu licznym lokalnym szkołom wyższym, co doprowadziło do dewaluacji dyplomów i pojawienia się środowiska naukowców zdobywających kolejne stopnie naukowe bez realnego dorobku badawczego, często dzięki łagodnym recenzjom. Podkreśliła też, że prawdziwa nauka i prawdziwi naukowcy dziś dążą do przystępnego, jasnego języka, a nie do ukrywania pustki treściowej za żargonem technicznym czy sztucznie brzmiącymi sformułowaniami generowanymi przez AI, jak stało się w przypadku omawianego raportu. Jurasz w tym kontekście przyznał się do własnego, ograniczonego wykorzystywania narzędzi AI — do poprawy interpunkcji czy przypomnienia zapomnianego nazwiska historycznej postaci — zaznaczając, że nigdy nie generuje w ten sposób całych tekstów.

W dalszej, bardziej ogólnej dyskusji o samej idei budowy marki Polski Jurasz opisał typową, jego zdaniem nieskuteczną praktykę polskiej dyplomacji kulturalnej — panikę budżetową pod koniec roku, prowadzącą do wydawania niewykorzystanych środków na zakup setek egzemplarzy albumów o Chopinie czy zapraszanie zespołów jazzowych bez realnej strategii wizerunkowej — zastrzegając przy tym, że sam nie jest ekspertem od promocji i że tym zajmować się powinni fachowcy od marketingu i PR, a nie dyplomaci. Bryc podkreśliła, że sam pomysł strategii marki Polski jest dobry i wart kontynuacji, wskazując, że Polska dysponuje realnym potencjałem wizerunkowym — bezpieczeństwem, czystością, dynamicznym rozwojem gospodarczym oraz sukcesem transformacji ustrojowej, w tym unikalnym, jej zdaniem, brakiem wykształcenia się skrajnie wpływowej grupy oligarchicznej, w przeciwieństwie do Ukrainy, mimo że oba kraje startowały z porównywalnego poziomu rozwoju w 1991 roku. Jurasz zestawił tę narrację z dwoma prostymi liniami, jakie faktycznie słyszy w rozmowach z zagranicznymi partnerami — że w Polsce jest bezpiecznie i czysto oraz że kraj się rozwija — proponując wykorzystanie do ich promocji influencerów pokazujących na przykład bezpieczeństwo wieczornych spacerów po polskich miastach, co Bryc porównała, w odróżnieniu od fałszywej narracji kanałów w rodzaju „Polka w Moskwie”, do uczciwego pokazywania prawdziwego obrazu kraju. Przywołał przy tym słynne słowa byłego prezydenta Francji Jacques’a Chiraca o Polsce, która „zmarnowała okazję, żeby siedzieć cicho”, oraz analogiczną niemiecką politykę wokół gazociągu Nord Stream, jako dowód wciąż obecnej na Zachodzie protekcjonalnej postawy wobec Polski jako części „gorszej” Europy Wschodniej — od której, jak zauważyła Bryc, Polska realnie się emancypuje, zwłaszcza od lutego 2022 roku, kiedy przestała być postrzegana jako klient Niemiec i zaczęła prowadzić coraz bardziej samodzielną politykę zagraniczną, choć wciąż brakuje jej zdolności do proponowania własnych, kompleksowych rozwiązań na forum międzynarodowym. W ramach budowy marki Polski Bryc zaproponowała większe wspieranie polskich specjalistów startujących w konkursach na stanowiska w instytucjach europejskich i natowskich, zauważając chroniczne niedoreprezentowanie Polaków w tych strukturach. Jurasz przywołał w tym kontekście refleksję publicysty Krzysztofa Raka o dwóch skrajnych, błędnych sposobach opowiadania o polskiej historii — narracji o „polskiej chwale” i narracji o „polskiej hańbie” — sugerując, że rozwiązaniem byłaby trzecia droga: opowieść o państwie z mniejszą winą niż inne kraje regionu, na wzór Litwy, Rumunii, Słowacji czy Węgier. Bryc dodała przykład skutecznej promocji Polski przez pryzmat konkretnych, drobnych sukcesów kryzysowego zarządzania — przywołując pozytywne opinie niemieckich ekspertów o szybkim wprowadzeniu przez polski rząd mechanizmu kontrolowania cen paliw w reakcji na blokadę Cieśniny Ormuz, kontrastujące z opóźnioną reakcją strony niemieckiej. Zaproponowała też sięgnięcie po profesjonalne, zachodnie firmy lobbystyczne i PR-owe, przywołując przykłady wykorzystywania przez Rosję amerykańskiej firmy Omnicom Group do ocieplania wizerunku Kremla w Waszyngtonie od 2006 roku, przez Arabię Saudyjską po zabójstwie Dżamala Chaszakdżiego, a także przez Izrael, który wynajął Boston Consulting Group do opracowania kontrowersyjnego projektu przekształcenia Strefy Gazy — zaznaczając, że tego typu profesjonalna promocja wiąże się z realnymi, niemałymi kosztami finansowymi, z którymi Polska powinna się po prostu pogodzić, jeśli poważnie chce budować swoją markę za granicą.


Rozmowę przeprowadzili Agnieszka Bryc i Witold Jurasz w podcaście „Raport Międzynarodowy”. Materiał pt. „POGRĄŻONA W WOJNIE UKRAINA SZYKUJE SIĘ DO WYBORÓW? »DZIŚ, FIODOROW POKONAŁBY ZEŁENSKIEGO«” opublikowany został na kanale Onetu (450 tys. subskrybentów) 25 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *