Niemal wszystkie duże podmioty zaangażowane w wojnę na Ukrainie — od otoczenia prezydenta Zełenskiego, przez amerykańskich Demokratów i część Republikanów, po unijne elity dążące do federalizacji Europy — mają, zdaniem prof. Adama Wielomskiego, realny interes w przedłużaniu konfliktu, podczas gdy sama Ukraina traci demograficznie i militarnie z każdym kolejnym miesiącem wojny — ocenił publicysta w rozmowie z Jerzym Karbelisem w cyklu „Naukowo o polityce”.
Sytuacja na froncie i problem demografii
Karbelis otworzył rozmowę, nawiązując do własnego artykułu Wielomskiego opublikowanego w najnowszym numerze tygodnika „Do Rzeczy”, w którym autor analizował, dlaczego prezydent Zełenski może nie być zainteresowany pokojem — zaproponował rozszerzenie tej listy o inne podmioty potencjalnie niechętne zakończeniu wojny. Zapytany o obecną sytuację na froncie, Wielomski ocenił, że percepcja konfliktu w Polsce jest mocno zaburzona — polskie media, jego zdaniem, przedstawiają obraz Ukrainy idącej „od sukcesu do sukcesu”, a dodatkowo w internecie krąży sporo dezinformacji ukraińskiej, w tym materiałów generowanych przez sztuczną inteligencję. Ocenił, że rzeczywisty przebieg wojny bardziej przypomina I wojnę światową niż mobilną wojnę pancerną znaną z II wojny światowej — drony, jego zdaniem, uczyniły broń pancerną w dużej mierze bezużyteczną, a walki toczą się głównie siłami nielicznych, dobrze wyszkolonych oddziałów szturmowych. Ocenił, że Ukraina z miesiąca na miesiąc traci teren, a doniesienia o ukraińskiej kontrofensywie w rejonie Donbasu, ogłoszonej przez Zełenskiego, zakwestionował, wskazując na opublikowane następnego dnia przez stronę rosyjską nagrania z tych samych miejscowości, pokazujące rosyjskich żołnierzy z flagami. Ocenił, że oddziały rosyjskie znajdują się już około 4 kilometrów od Kramatorska i Słowiańska w najbliższym punkcie, i spodziewa się rosyjskiej ofensywy na te miasta jeszcze przed końcem roku, co w jego ocenie doprowadzi do całkowitego zajęcia obwodów ługańskiego i donieckiego — zasugerował, że w zamian za te tereny (do których Rosja zgłasza formalne roszczenia) Moskwa może zaproponować Ukrainie wymianę na inne zajęte obszary, do których takich roszczeń nie zgłasza.
Postawił tezę — zastrzegając, że w polskich mediach mogłaby zostać odebrana jako prorosyjska, choć sam ocenia ją jako racjonalną — że strona słabnąca w wojnie, zwłaszcza pod względem zasobów demograficznych, powinna dążyć do jak najszybszego zakończenia konfliktu, bo z każdym miesiącem będzie z niego wychodzić słabsza. Ocenił, że głównym problemem Ukrainy nie jest dostęp do broni z Zachodu (poza rakietami do systemów Patriot, których produkcja ma ograniczoną przepustowość), lecz demografia — przywołał dane, według których Ukraina licząca przed wojną 45–50 milionów mieszkańców ma dziś, według wypowiedzi jednego z ukraińskich ministrów, na terenach kontrolowanych przez Kijów około 22–23 miliony osób, z czego 11 milionów to emeryci i renciści, co pozostawia, jego zdaniem, jedynie 11–12 milionów osób w pozostałych grupach wiekowych, w większości kobiet i dzieci. Wspomniał również, że w samej Rosji mieszka dziś, jego zdaniem, około 5 milionów obywateli Ukrainy — głównie rosyjskojęzycznych mieszkańców wschodniej Ukrainy. Skontrastował te dane z potencjałem mobilizacyjnym Rosji, oceniając go jako wielokrotnie większy. Podsumował, że w jego ocenie Ukraina powinna dążyć do pokoju, dopóki dysponuje jeszcze jakimikolwiek atutami negocjacyjnymi, zanim zabraknie jej żołnierzy na froncie.
Dlaczego Zełenski miałby nie chcieć pokoju
Karbelis zapytał, jakie konkretnie korzyści miałby czerpać prezydent Zełenski z przedłużania wojny, mimo niekorzystnej dla Ukrainy dynamiki na froncie. Wielomski wskazał dwa główne powody. Po pierwsze — zakończona formalnie kadencja prezydencka, którą trwający stan wojenny pozwala mu przedłużać, bo wybory w warunkach toczącego się konfliktu, jego zdaniem, byłyby organizacyjnie trudne do przeprowadzenia i łatwe do podważenia przez przegrywających, ze względu na brak możliwości głosowania na terenach okupowanych. Ocenił, że zawarcie traktatu pokojowego — który w jego przekonaniu nieuchronnie zmniejszy terytorium Ukrainy o około 20 procent — otworzyłoby drogę do wyborów, w których Zełenski, jego zdaniem, nie mógłby utrzymać się przy władzy w obecny sposób.
Po drugie — obawa przed rozliczeniami po ewentualnej utracie władzy. Wielomski ocenił, że kampania wyborcza nieuchronnie postawiłaby pytanie, czy Zełenski jest bohaterem broniącym Ukrainy, czy też ponosi część odpowiedzialności za wybuch wojny, powołując się na wypowiedź byłego prezydenta USA Joe Bidena, według którego Zełenski nie wierzył w rychły atak Rosji do samego końca. Przywołał w tym kontekście porozumienia stambulskie z kwietnia 2022 roku, które według niego mogły zakończyć wojnę i które Zełenski miał odrzucić pod wpływem państw anglosaskich, w tym wizyty ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona — ocenił, że przeciętny Ukrainiec nie ma o nich wiedzy, bo temat ten miał być pomijany zarówno przez media ukraińskie, jak i polskie. Porównując warunki ze Stambułu z obecnymi żądaniami Rosji, ocenił, że rosyjskie roszczenia terytorialne od tamtego czasu znacząco się rozszerzyły — z dwóch obwodów separatystycznych republik i Krymu do czterech obwodów plus Krymu oraz dodatkowych stref buforowych.
Wielomski ocenił, że w razie przegranej Zełenskiego w wyborach prezydenckich opozycja rozpoczęłaby serię śledztw dotyczących okoliczności wybuchu wojny oraz zarzutów korupcyjnych wobec jego otoczenia — przywołał własny artykuł dla „Do Rzeczy” zatytułowany „Kleptokracja Zełenskiego”, w którym wskazał, że spośród 390 obecnych deputowanych Rady Najwyższej Ukrainy 41 ma toczące się postępowania prokuratorskie o korupcję, co stanowi ponad 10 procent składu parlamentu — zastrzegł przy tym, że ukraińska prokuratura nie należy, jego zdaniem, do szczególnie uczciwych instytucji. Wspomniał też o zarzutach wobec Andrija Jermaka, szefa gabinetu prezydenckiego, oraz o głośnej sprawie biznesmena Tymura Mindycza i ujawnionych podczas przeszukań nagrań ze złotą toaletą oraz workami nierozpakowanych banknotów. Ocenił, że trudno uwierzyć, iż Zełenski nie miał wiedzy o tych sprawach lub sam w nich nie uczestniczył, i że w scenariuszu utraty władzy najbardziej optymistycznym wariantem dla niego byłaby ucieczka za granicę (np. do Wielkiej Brytanii), a w wariancie pesymistycznym — więzienie lub, jak to ujął, powołując się na Thomasa Hobbesa, że „życie ludzkie jest krótkie”. Dodał, że także szersze otoczenie prezydenta jest, jego zdaniem, żywotnie zainteresowane kontynuacją wojny ze względu na napływającą pomoc zagraniczną, z której — jak wskazał, powołując się na amerykański audyt — jedynie około jedna trzecia trafia faktycznie do jednostek frontowych.
Zapytany przez Karbelisa, czy nie widzi analogii do sytuacji premiera Izraela Binjamina Netanjahu, również mającego motywację do przedłużania konfliktu ze względu na toczące się przeciw niemu postępowania korupcyjne, Wielomski potwierdził podobieństwo — wskazał, że izraelskie prawo zawiesza toczące się przeciw członkom rządu śledztwa na czas trwania działań zbrojnych, co czyni Netanjahu zainteresowanym przedłużaniem wojny, choć ocenił jego sytuację jako korzystniejszą niż Zełenskiego — nie grozi mu bowiem ucieczka z kraju po utracie władzy, a dodatkowo, jak wskazał, media informowały o chorobie nowotworowej Netanjahu, co w jego ocenie oznacza, że czas w pewnym sensie działa na jego korzyść, bo pozostałe lata życia mógłby spędzić jako premier.
Interesy Stanów Zjednoczonych
Zapytany, czy Amerykanie są zainteresowani kontynuacją wojny, Wielomski ocenił, że Donald Trump najchętniej zakończyłby ją jak najszybciej — jego zdaniem prezydent USA początkowo zakładał, że wymusi na obu stronach szybkie podpisanie traktatu pokojowego, nie doceniając zaangażowania Europy, która w międzyczasie przejęła znaczną część wsparcia dla Ukrainy. Ocenił, że przemysł zbrojeniowy jako taki zawsze jest zainteresowany kontynuacją konfliktu, zwłaszcza że za broń płacą dziś głównie Europejczycy, ale zaznaczył, że dla samego Trumpa konflikt stanowi poważny problem wizerunkowy, a także strategiczny — zbliża Rosję do Chin, które administracja Trumpa uznaje za głównego przeciwnika USA. Ocenił, że wielkie korporacje zbrojeniowe mają mniejszy wpływ na Trumpa niż na jego przeciwników politycznych, bo reprezentuje on raczej lobby hotelarsko-usługowe, niepowiązane bezpośrednio z zamówieniami wojskowymi — wskazał, że firmy zbrojeniowe wolą dziś podnosić ceny niż zwiększać moce produkcyjne, nie mając pewności co do długoterminowych zamówień.
Zapytany, czy Demokraci są zainteresowani zakończeniem wojny, skoro mogą wykorzystywać ją do krytykowania Trumpa, Wielomski ocenił, że Demokraci reprezentują nurt globalistyczny, w odróżnieniu od Trumpa określonego przez niego jako „imperialista amerykański” — ich zdaniem interes leży po stronie wielkich zachodnich korporacji, w tym zbrojeniowych, żywo zainteresowanych kontynuacją zamówień wojennych, a także w odtworzeniu sojuszu transatlantyckiego pod hasłem obrony Ukrainy. Dodał, że podobny interes miał, jego zdaniem, zmarły niedawno senator Lindsey Graham, korzystający ze wsparcia lobby zbrojeniowego.
Interesy Unii Europejskiej i Niemiec
Zapytany o stanowisko Unii Europejskiej, Wielomski ocenił, że unijne elity są żywo zainteresowane kontynuacją wojny, powołując się na książkę francuskiego profesora Gérarda Mairet „Souveraineté, présent et recommencement de l’Europe”, której autor — jako naukowiec, a nie polityk — miał wprost przyznać, że celem europejskich elit jest budowa federalnego państwa europejskiego, a rosyjski atak na Ukrainę dostarczył długo oczekiwanego „paliwa” dla tego projektu integracyjnego, w postaci wspólnej armii, wspólnej polityki obronnej oraz zmiany zasad głosowania na większościowe. Wielomski ocenił, że politycy formułują podobne przekonania w bardziej zawoalowany sposób, i wymienił jako przykłady zwolenników federalizacji, jego zdaniem popierających jednocześnie kontynuację wojny: przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, kanclerza Niemiec Friedricha Merza oraz prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Przywołał też wypowiedź męża Anne Applebaum, sugerującą możliwość stworzenia pod pretekstem wojny wspólnego „Legionu Europejskiego”.
W tym kontekście Wielomski odniósł się do niedawnej wypowiedzi wiceministra obrony Cezarego Tomczyka, ostrzegającego przed możliwym rosyjskim atakiem na Polskę w ciągu kilku miesięcy — ocenił ją jako formę przygotowywania opinii publicznej na pewien scenariusz. Postawił tezę, że w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych i słabych sondaży koalicji rządzącej, premier Donald Tusk mógłby, jego zdaniem, dojść do wniosku o potrzebie „konfliktu” — nawet pozorowanego, na przykład w postaci domniemanych rosyjskich dronów, które miałyby spaść na terytorium Polski (samą przynależność takich dronów do Rosji określił jako kwestię dyskusyjną) — co pozwoliłoby wprowadzić stan wyjątkowy w wybranej gminie lub powiecie, co zgodnie z polskim prawem uniemożliwiałoby przeprowadzenie ogólnopolskich wyborów przez cały czas jego trwania oraz przez kolejne trzy miesiące po jego zniesieniu. Zasugerował, że taki scenariusz mógłby zostać wykorzystany przez Tuska w razie realnego zagrożenia utratą władzy, z możliwością przedłużania stanu wyjątkowego poprzez kolejne podobne incydenty — ocenił, że z tego powodu również polski rząd może być zainteresowany przedłużaniem konfliktu.
Zapytany o niemieckie interesy narodowe w kontynuacji wojny, niezależnie od kontekstu unijnego, Wielomski wskazał na dążenie Niemiec do odbudowy Bundeswehry, napotykające dwie przeszkody: prawną — traktaty zjednoczeniowe zakazują Niemcom posiadania broni ABC (atomowej, biologicznej i chemicznej), a wypowiedzenie tych klauzul w warunkach pokoju budziłoby sprzeciw, podczas gdy w kontekście zagrożenia rosyjskiego może zostać zaakceptowane przez sojuszników — oraz budżetową, wynikającą z przywiązania niemieckiego elektoratu do państwa socjalnego, co utrudnia zwiększenie wydatków obronnych bez cięcia wydatków socjalnych, chyba że uzasadni to bezpośrednie zagrożenie wojenne. Zapytany o geopolityczny wymiar sojuszu niemiecko-ukraińskiego, ocenił, że rysujące się bliskie relacje między Niemcami a Ukrainą, w tym bilateralne porozumienia paramilitarne, stawiają Polskę w niekorzystnej sytuacji geograficznego „okrążenia” — wskazał, że ewentualne członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej, forsowane przez Niemcy, oznaczałoby dla Polski dodatkowe obciążenia finansowe związane z odbudową Ukrainy oraz ograniczyłoby realność ewentualnego wyjścia Polski z UE, bo Polska graniczyłaby wówczas wyłącznie z Białorusią i Rosją poza Unią.
Nastroje społeczne w Ukrainie i w Polsce
Zapytany o stosunek samych Ukraińców do dalszej wojny, Wielomski ocenił, że na początku konfliktu społeczeństwo, pod wpływem pierwszych sukcesów rosyjskich, było gotowe na podpisanie traktatu pokojowego, jednak późniejsza ukraińska kontrofensywa (m.in. pod Chersoniem i Charkowem) w połączeniu z korzystną propagandą przekonała większość Ukraińców, że wygrywają wojnę — co w jego ocenie stanowiło błędne przekonanie, podtrzymywane również w części polskich mediów. Ocenił jednak, że wraz z kolejnymi latami wojny, malejącą liczbą osób zdolnych do poboru oraz rosnącą liczbą pogrzebów, wiara w oficjalny przekaz o zwycięstwie zaczęła słabnąć, a większość Ukraińców — mimo nieufności Wielomskiego wobec wiarygodności publikowanych na Ukrainie sondaży, kontrolowanych, jego zdaniem, przez otoczenie Zełenskiego i służby — miałaby dziś opowiadać się za rozmowami pokojowymi na zasadzie zbliżonej do formuły „pokój za ziemię” znanej z konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Ocenił, powołując się na nieokreślonych komentatorów, że morale ukraińskiej armii opiera się dziś głównie na jednostkach o rodowodzie azowskim i podobnej symbolice, które określił jako jedyne zdolne do prowadzenia działań kontrofensywnych, w odróżnieniu od żołnierzy pobieranych w drodze przymusowej mobilizacji z ulic i autobusów, nadających się jedynie do obrony okopów. Stwierdził, powołując się na nieprecyzyjnie wskazane źródła, że jednostki te miały dziś mieć obsadę na poziomie około 50 procent stanu osobowego, a uzupełnienia miały już nie prezentować podobnego poziomu wyszkolenia i morale co pierwotny skład.
Zapytany o postawę polskich partii politycznych wobec wojny, Wielomski ocenił Donalda Tuska, wraz z jego małżonką Anne Applebaum, jako największego, jego zdaniem, „podżegacza wojennego” w polskiej polityce. Zakwestionował jednocześnie deklaracje PiS o zmęczeniu konfliktem, oceniając tę partię jako „fanatycznie filoukraińską” — przywołał sytuację, w której kandydat PiS na premiera prof. Przemysław Czarnek zaproponował wstrzymanie dostaw broni do czasu wyrzeczenia się przez Ukrainę symboliki banderowskiej, po czym miał zostać skorygowany przez Jarosława Kaczyńskiego, który miał podtrzymać dalsze dostawy broni. Ocenił, że w razie dojścia PiS do władzy Kaczyński pozostałby maksymalnie filoukraiński, co miałoby rodzić napięcia z potencjalnymi koalicjantami, takimi jak Konfederacja Korony Narodowej Grzegorza Brauna, sceptyczna wobec dalszego finansowania Ukrainy — Wielomski przewidział możliwość powstania w kwestiach ukraińskich nieformalnej „wielkiej koalicji” głosów PiS i Koalicji Obywatelskiej wbrew stanowisku pozostałych koalicjantów PiS.
Odnosząc się do nastrojów społecznych, Wielomski ocenił, że polskie społeczeństwo dzieli się dziś na dwa obozy — zwolenników kontynuacji wojny „do zwycięstwa nad Rosją”, utożsamianych głównie z elektoratem Tuska, oraz rosnącą grupę zwolenników PiS, którzy — jego zdaniem, choć nie stają się prorosyjscy — coraz częściej opowiadają się po prostu za pokojem, zbliżając swoje stanowisko do Konfederacji Korony Narodowej. Ocenił, że poparcie „Tuskowców” dla konfliktu z Rosją ma charakter głównie ideologiczny — postrzeganie go jako starcia liberalnej demokracji z autorytaryzmem — nie patriotyczny, i porównał to zjawisko do historycznego zwrotu polskiej masonerii przeciwko carowi Aleksandrowi I po rozwiązaniu przezeń lóż wolnomularskich w 1825 roku. W przypadku elektoratu PiS wskazał na cytowaną przez siebie myśl Romana Dmowskiego o Polakach, którzy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę — ocenił, że ta grupa w polskiej polityce wyraźnie się kurczy, w miarę jak polski patriotyzm i interesy ekonomiczne zaczynają przeważać nad lojalnością wobec ukraińskiego sojusznika, co przekłada się na rosnące nastroje antyukraińskie, obejmujące — jak przyznał — także formy niecywilizowane. Elektorat Konfederacji określił jako kierujący się głównie względami ekonomicznymi (niechęć do kosztów wojny i wsparcia dla imigrantów), a elektorat Korony Brauna jako reprezentujący najbardziej otwarcie antyukraińską postawę o charakterze nacjonalistycznym.
Podsumowanie: dlaczego tak mało „gołąbków pokoju”
Podsumowując rozmowę, Karbelis zauważył żartobliwie, że lista podmiotów niezainteresowanych pokojem okazała się znacznie dłuższa niż lista tych, którzy realnie chcieliby zakończenia wojny. Wielomski ocenił, że przyczyną tego stanu rzeczy jest narastające, choć niewypowiedziane wprost przez establishment, przekonanie, że Ukraina nie ma jak wygrać tej wojny — skrytykował funkcjonujący, jego zdaniem, w mediach „matriks” informacyjny, przedstawiający regularne bankructwa Rosji, wielokrotne domniemane zgony Władimira Putina oraz listę przypisywanych mu chorób. Ocenił, że poparcie dla Ukrainy stało się swego rodzaju „papierkiem lakmusowym” przynależności do politycznego establishmentu, przez co siły antyestablishmentowe niemal automatycznie przyjmują postawę antyukraińską.
Zapytany, jak pogodzić przekonanie o zbliżającej się klęsce Ukrainy z jednoczesnym dalszym angażowaniem się w konflikt przez zachodnie elity, Wielomski ocenił, że zachodni establishment liberalno-demokratyczny nie potrafi przyznać się do porażki, bo oznaczałoby to uznanie, że autorytarna Rosja — przez dekady pogardzana i lekceważona przez Zachód — jednak wygrywa wojnę z demokratycznym Zachodem. Przywołał w tym kontekście książkę francuskiego demografa Emmanuela Todda „Klęska Zachodu”, której autor miał wskazywać na błędne posługiwanie się porównaniami PKB jako miary siły militarnej, oraz zaznaczył, że tę samą tezę o zwodniczości PKB jako wskaźnika potęgi opisał już wcześniej i bardziej szczegółowo we własnej książce, reklamowanej na początku programu — dodał przy tym, że przygotowując ją, natrafił na artykuł, w którym pewien dziennikarz zebrał wszystkie choroby przypisywane w mediach Władimirowi Putinowi, co posłużyło mu jako ilustracja funkcjonującego, jego zdaniem, medialnego „matriksu”. Wielomski rozwinął tezę o PKB, argumentując, że parytet siły nabywczej w Rosji jest wyższy niż na Zachodzie, a rosyjski budżet, niekrępowany demokratyczną kontrolą wyborczą, może w większym stopniu (jego zdaniem około połowy) być przekierowywany na wydatki wojenne, podczas gdy zachodnie demokracje mają trudności z przekroczeniem nawet kilku procent PKB na zbrojenia, ponieważ muszą liczyć się z reakcją wyborców. Ocenił, powołując się na niezależne, jego zdaniem, sondaże, że około 75 procent Rosjan popiera wojnę, co dodatkowo ułatwia Putinowi kontynuację konfliktu.
Na zakończenie Wielomski podsumował, że realnymi zwolennikami pokoju pozostają dziś przede wszystkim siły eurosceptyczne, sprzeciwiające się federalizacji Unii Europejskiej — ocenił, że istnieje w jego przekonaniu prosta zależność: kto popiera federalizację UE, ten popiera przedłużanie wojny, a kto się federalizacji sprzeciwia, ten uważa, że Europa nie ma interesu w jej dalszym prowadzeniu.
Rozmowę przeprowadził Jerzy Karbelis w cyklu „Naukowo o polityce”. Gościem był prof. Adam Wielomski, publicysta tygodnika „Do Rzeczy”. Materiał opublikowany na kanale „Prof. Adam Wielomski. Naukowo o polityce” na YouTube, liczącym 57,6 tys. subskrybentów, pod tytułem „Kto nie chce pokoju na Ukrainie? – prof. Adam Wielomski”. Nadany na żywo 25 sierpnia 2026.