Budzisz: deklaracje Zełenskiego o oknie negocjacyjnym to scenariusz marzeń, nie ocena rzeczywistości

Nowe

Zapowiedź prezydenta Zełenskiego o oknie możliwości na zakończenie wojny do lata 2027 roku jest w istocie niewypowiedzianym wprost przyznaniem się do fiaska dotychczasowej strategii nacisku na Rosję, a Ukraina zmaga się dziś z pogłębiającym się kryzysem finansowym, demograficznym i politycznym — ocenił Marek Budzisz, analityk stosunków międzynarodowych, w rozmowie z Eugeniuszem Romerem w programie „Perspektywy Wschodnie”.

Okno możliwości według Zełenskiego

Romer otworzył rozmowę, przedstawiając zapowiedź prezydenta Zełenskiego dotyczącą trójczęściowego dokumentu, przygotowywanego we współpracy Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i państw europejskich, który miałby zostać przekazany stronie rosyjskiej w ramach negocjacji — miałby on obejmować warunki zawieszenia broni, utworzenie wolnej strefy ekonomicznej we wschodnim Donbasie oraz zaangażowanie NATO i Unii Europejskiej w powojenny ład. Według Zełenskiego okno możliwości na takie porozumienie otworzyłoby się wraz ze szczytem G20 w grudniu tego roku, a zamknęłoby latem 2027 roku, gdy Stany Zjednoczone pogrążą się w kampanii przed wyborami prezydenckimi 2028 roku, co osłabi ich zaangażowanie w sprawę ukraińską.

Budzisz ocenił, że wypowiedzi Zełenskiego stanowią raczej scenariusz marzeń niż ocenę realnego stanu rzeczy — zaznaczył, że prezydent Ukrainy jest dziś bardzo aktywny zarówno w wypowiedziach publicznych, jak i w inicjatywach dyplomatycznych: niedawno w Kijowie gościł premier Wielkiej Brytanii, a równolegle odbywało się spotkanie Ukrainy ze wszystkimi ośmioma państwami skandynawskimi, co samo w sobie świadczy o dużej aktywności ukraińskiej dyplomacji. Podkreślił jednak, że nie należy słów Zełenskiego utożsamiać z rzeczywistością ani tym bardziej odczytywać ich jako wyrazu jakichkolwiek faktycznych ustaleń czy dopinanych porozumień — trzeba je osadzić w szerszym kontekście obecnej fazy wojny. Ocenił, że deklaracje te są w gruncie rzeczy niewypowiedzianym wprost przyznaniem się do fiaska dotychczasowej strategii — przypomniał, że na początku lipca Zełenski ogłosił 40-dniową strategię mającą zmusić Rosję do rozpoczęcia negocjacji pokojowych, obejmującą m.in. ataki na cele w głębi Rosji (w tym na magazyny firm Wildberries i Ozon), izolację Krymu oraz paraliżowanie żeglugi na Morzu Azowskim i Czarnym. Zaznaczył, że strategia ta nie przyniosła zamierzonego efektu — Władimir Putin odrzucił ukraińskie propozycje, określając je jako „egzotyczne sformułowania”. Jako dodatkowy dowód porażki wskazał odwołanie planowanej wizyty amerykańskich negocjatorów Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Kijowie, na którą liczyła strona ukraińska, licząc na wyrównanie pozycji negocjacyjnej wobec Rosji.

Odnosząc się do kalendarza nakreślonego przez Zełenskiego, Budzisz ocenił, że prezydent Ukrainy zapewne oczekuje przełomowych ustaleń podczas szczytu G20, licząc na zaangażowanie tzw. Koalicji Chętnych, zwłaszcza Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec — zaznaczył jednak, że są to raczej luźno zarysowane plany strony ukraińskiej niż gwarancja realnego zaangażowania Donalda Trumpa. Wskazał na wewnętrzną niespójność tych oczekiwań z sytuacją polityczną w USA — Trump prowadzi kampanię przed wyborami midterm, a w razie porażki Republikanów może stanąć w obliczu trzeciej w swojej karierze próby odsunięcia od władzy (impeachmentu) już jesienią tego roku, co czyniłoby oczekiwanie na przełom po grudniowym szczycie G20 mało realistycznym.

Propozycja strefy rozgraniczenia jako ustępstwo Ukrainy

Budzisz zwrócił uwagę, że kształt proponowanego porozumienia — z wolną strefą gospodarczą w Donbasie pod zarządem amerykańskim, na wzór wcześniejszych planów dotyczących zarządzania strefą Gazy — nie jest nowym pomysłem. Przypomniał, że podobną koncepcję, zakładającą odsunięcie wojsk obu stron na granice obwodów tworzących Donbas i utworzenie tam strefy rozgraniczenia z udziałem sił międzynarodowych (wówczas mówiono m.in. o wojskach indyjskich i indonezyjskich), formułowano już wiosną 2025 roku, jeszcze przed szczytem w Anchorage — Ukraina odrzuciła ją wtedy, uznając za oddanie pola Rosji i zamrożenie konfliktu kosztem utraty kontroli nad miastami-twierdzami w Donbasie. Ocenił, że powrót do tej koncepcji przez Zełenskiego jest w istocie niewypowiedzianym wprost ustępstwem na rzecz Rosji, choć zastrzegł, że dziś strona rosyjska może nie być zainteresowana takim rozwiązaniem, chyba że traktuje je czysto taktycznie — jako sposób na przekonanie Amerykanów do większego zaangażowania we wsparcie Ukrainy.

Wskazał, że realnym problemem Ukrainy pozostaje obrona przestrzeni powietrznej przed atakami rakietowymi — Zełenski deklarował potrzebę co najmniej 300 dodatkowych rakiet przechwytujących do systemów Patriot, by względnie bezpiecznie przetrwać nadchodzącą zimę, która zapowiada się trudniejsza niż poprzednia. Ocenił, że tak dużą liczbą pocisków dysponują dziś wyłącznie Stany Zjednoczone — Europejczycy mogliby, przy maksymalnym wysiłku, przekazać co najwyżej kilkanaście lub kilkadziesiąt sztuk jeszcze w tym roku. Ocenił, że obecne wypowiedzi Zełenskiego są w istocie wyraźnym „wychyleniem się” w stronę Stanów Zjednoczonych, będącym efektem postępującej erozji możliwości Ukrainy na wielu polach jednocześnie.

Dostawy sprzętu z Niemiec i Wielkiej Brytanii — problem czasu i skali

Romer zapytał o perspektywy zakupu przez Ukrainę amerykańskich pocisków Patriot z rezerw USA (o co lobbować w Waszyngtonie zamierzał premier Wielkiej Brytanii podczas planowanej wizyty), a także o zapowiedziane przez Zełenskiego porozumienie z Niemcami dotyczące przekazania 600 starszych rakiet PAC-2 w perspektywie lat 2027–2028. Budzisz ocenił, że żadne z tych działań nie rozwiąże problemów Ukrainy w perspektywie nadchodzącej zimy — są to projekty rozłożone w czasie, nieadresujące najbliższych kilku czy kilkunastu miesięcy. Zaznaczył też, że zapowiadane francusko-brytyjskie rakiety Storm Shadow/SCALP są pociskami średniego zasięgu, nieprzeznaczonymi do obrony przestrzeni powietrznej.

Odnosząc się do niemieckiej deklaracji, zastrzegł, że sam nie odnalazł jej potwierdzenia w niemieckich mediach, ale wskazał, że koncern Rheinmetall wraz z RTX (dawnym Raytheonem) buduje fabrykę mającą produkować, według słów prezesa Armina Pappergera, około 350 rakiet przechwytujących rocznie — co teoretycznie umożliwiłoby Niemcom takie wsparcie, ale realnie dopiero od drugiej połowy 2027 roku, i to pod warunkiem podjęcia trudnej decyzji politycznej o przekazaniu również sprzętu już posiadanego przez Bundeswehrę. Ocenił, że taka decyzja jest dziś niepewna, biorąc pod uwagę słabnącą pozycję kanclerza Friedricha Merza — ponad 80 procent Niemców jest niezadowolonych z jego rządów, a wrześniowe wybory w landach (Saksonia-Anhalt, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Berlin) mogą przynieść sukcesy AfD i dodatkowo osłabić koalicję rządzącą, w tym pozycję SPD, z której wywodzi się minister obrony. Wskazał, że jedynym państwem zdolnym szybko przekazać znaczącą liczbę rakiet przechwytujących pozostają dziś Stany Zjednoczone, dysponujące według szacunków CSIS zapasem 700–800 sztuk, przy rocznej produkcji Lockheed Martin rzędu 650–800 sztuk. Ocenił również, że deklaracja premiera Wielkiej Brytanii o lobbowaniu w Waszyngtonie jest istotna, choć Wielka Brytania nie odbudowała jeszcze w pełni „specjalnych relacji” z Waszyngtonem, nadwątlonych za poprzedniego premiera.

Dziura budżetowa w ukraińskim wojsku

Budzisz wskazał na poważny, niedoceniany w oficjalnej narracji problem finansowy Ukrainy — według szacunków ukraińskiego resortu obrony i nowego ministra obrony Denysa Szmyhala (określonego w rozmowie jako „Chmara”) brakuje w budżecie sił zbrojnych do końca roku sumy szacowanej różnie: rząd mówi o około 300 miliardach hrywien (ok. 6 miliardów dolarów), wojsko o bilionie hrywien (ok. 25 miliardów dolarów), a minister obrony nawet o wyższej kwocie — stąd deklaracja Zełenskiego o potrzebie dodatkowych 25 miliardów dolarów pomocy finansowej do końca roku. Wskazał, że dziura ta jest bezpośrednią konsekwencją decyzji byłego ministra obrony Mychajła Fedorowa, który — nie radząc sobie ze skutecznym poborem, obarczonym rosnącą skalą dezercji (przywołał przykład batalionu wysłanego na ćwiczenia do Niemiec, z którego zdezerterowało około 10 procent stanu osobowego) — postawił wszystko na rozwój systemów bezzałogowych, w tym dronów lądowych mających zastąpić żołnierzy. Ocenił, że tego typu systemy, zwłaszcza lądowe platformy samobieżne, są znacznie droższe niż drony FPV, co pochłonęło znaczną część środków zaplanowanych w budżecie na drugą połowę roku.

Odniósł się też do kwestii zamrożonych w Euroclearze w Belgii rosyjskich aktywów, których próbę skonfiskowania na rzecz finansowania wojny zablokowała w grudniu ubiegłego roku Belgia — zaznaczył, że temat ten wraca dziś w innej formie, jako propozycja przeniesienia odpowiedzialności z poziomu belgijskiego na poziom unijny, ale podkreślił, że zdolności finansowe europejskich sojuszników, w tym Francji (o niekorzystnej sytuacji budżetowej) i Niemiec (ze wzrostem gospodarczym na poziomie zaledwie 0,3 procent w drugim kwartale), są coraz bardziej ograniczone. Przywołał też deklarację premiera Wielkiej Brytanii o stałym rocznym wsparciu dla Ukrainy na poziomie 2,5 miliarda funtów — wskazując, że jest to znacząca redukcja względem wcześniej zapowiadanych 10 miliardów funtów rocznie w ramach 10-letniego sojuszu strategicznego podpisanego za rządów Rishiego Sunaka, co tłumaczył rosnącymi kosztami obsługi długu publicznego Wielkiej Brytanii — jeden z poprzednich ministrów obrony miał podać się do dymisji właśnie w proteście przeciw niewystarczającemu poziomowi wydatków obronnych.

Wymiar demograficzny wojny

Budzisz przywołał dane opublikowane przez ukraińskiego publicystę Mychajła Dubynianskiego z „Ukraińskiej Prawdy”, według których w pierwszym półroczu tego roku na Ukrainie urodziło się 75 tysięcy dzieci, przy najniższym w Europie wskaźniku dzietności, podczas gdy w tym samym okresie zmarło ponad 250 tysięcy Ukraińców — co daje szacunkowy roczny bilans demograficzny rzędu minus 350–360 tysięcy osób, nie licząc emigracji.

Korupcja w otoczeniu Zełenskiego — afera Forrest Gump

Zapytany o pogarszającą się sytuację polityczną Ukrainy, Budzisz wskazał na kolejną poważną aferę korupcyjną — tzw. operację „Forrest Gump” prowadzoną przez ukraińską prokuraturę antykorupcyjną, która dotknęła Iryny Mudrej, zastępczyni szefa administracji prezydenckiej (formalnie kierowanej przez Kyryła Budanowa, choć wszyscy zastępcy pozostają, jego zdaniem, ludźmi wcześniej umiejscowionymi przez Andrija Jermaka). Wskazał na nagrania, na których Mudra miała rozmawiać z biznesmenem o łapówkach idących w miliony dolarów, przeznaczonych na kaucję dla aresztowanego w innej sprawie (afery Mindycza) byłego ministra energetyki Hałuszczenki — a także omawiać schemat trwałego „skorumpowania” jednego z sędziów Sądu Najwyższego oraz plany wyprowadzenia środków z przejętego po 2022 roku Sense Banku. Wskazał również na powiązaną sprawę byłej ambasador Ukrainy w USA Switłany Szyny, oskarżonej o wykorzystywanie przez jej męża i wspólników biznesowych administracji zarządzającej aktywami przejętymi od osób uznanych za zwolenników Rosji.

Ocenił, że wszystkie te afery się łączą, i wskazał na prowadzone przez NABU dochodzenie w sprawie korumpowania posłów Rady Najwyższej — opisał funkcjonujący, jego zdaniem powszechnie znany, system, w którym szef frakcji „Sługa Narodu” Dawyd Arachamija rozdziela wśród posłów dodatkowe, nieformalne dopłaty do uposażeń w zamian za lojalność polityczną, finansowane częściowo ze środków wyprowadzanych przez Hałuszczenkę z sektora energetycznego — NABU miało nawet pobrać próbki DNA od deputowanych, by zidentyfikować, kto zaklejał koperty z pieniędzmi.

Wskazał, że to właśnie do tego kontekstu korupcyjnego odnosił się Fedorow w swoich wystąpieniach, argumentując, że tak skorumpowane państwo nie jest w stanie skutecznie prowadzić wojny — przywołał jego wypowiedź dla „Ukraińskiej Prawdy”, w której Fedorow chwalił się, że dzięki wprowadzeniu elementu konkurencji w przetargach na amunicję kalibru 155 mm udało mu się obniżyć koszty jednostkowe o 20 procent (Ukraina pokrywa dziś 80 procent zapotrzebowania na te pociski własną produkcją) — Budzisz zwrócił uwagę, że ta liczba w ciekawy sposób pokrywa się z powszechnie, jego zdaniem, znanym na Ukrainie poziomem „odkatu” (łapówki) płaconego przez producentów broni, szacowanym właśnie na 20 procent, co przy rocznej pomocy zachodniej rzędu 70 miliardów euro dawałoby około 15 miliardów euro rocznie potencjalnie tracone na korupcję.

Kwestia wyborów i notowania potencjalnych następców Zełenskiego

Romer zapytał o wystąpienie samego Fedorowa, który w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych wezwał do przeprowadzenia wyborów na Ukrainie, argumentując, że „ukraińska demokracja nie może być zakładniczką Rosji” — bez deklarowania własnego startu, choć sondaże dają mu przewagę nad Zełenskim, a media spekulowały, że planowana wizyta w Stanach Zjednoczonych (określana przez część mediów jako zabieganie o poparcie polityczne, a przez agencję Reutera, powołującą się na źródło bliskie Fedorowowi, jako próba pozyskania funduszy na ukraińskie start-upy obronne) może służyć budowaniu jego pozycji politycznej.

Budzisz sprostował powszechne przekonanie, jakoby ukraińskie prawo wprost zabraniało przeprowadzania wyborów w czasie wojny — wskazał, że Andrij Jermak w ubiegłorocznych wywiadach mówił o podzielonych opiniach prawnych w tej sprawie, więc nie ma jednoznacznej bariery konstytucyjnej. Większe przeszkody dostrzegł w wymiarze technicznym — około 800 tysięcy osób walczących na froncie, przesunięcie nawet 10 milionów ludzi z terenów wschodnich na centralne i zachodnie, szacowane 2 miliony mężczyzn ukrywających się przed poborem oraz około 8,5 miliona obywateli Ukrainy przebywających za granicą, zachowujących prawa wyborcze — wszystko to czyni organizację wyborów procesem bardzo trudnym technicznie. Zaznaczył jednak, że formalna kadencja Zełenskiego zakończyła się już w 2024 roku, czyli dwa lata temu, a prezydent spotyka się z zarzutami o tendencje autorytarne, ograniczanie wolności mediów i tolerowanie korupcji — co rodzi pytanie, jak długo, wobec braku wyraźnego momentu zakończenia wojny, mogłaby trwać jego władza bez odnowienia mandatu. Zwrócił uwagę, że podobny problem braku odnowionego mandatu demokratycznego dotyczy dziś także rad lokalnych, merów dużych miast i samej Rady Najwyższej.

Przywołał wyniki badania opinii publicznej opublikowanego przez „The Economist”, według których w ewentualnej pierwszej turze wyborów Zełenski uzyskałby około 23 procent poparcia, generał Wałerij Załużny (dziś ambasador w Londynie) około 18 procent, a na trzecim i czwartym miejscu uplasowaliby się odpowiednio Fedorow i Kyryło Budanow — piąte miejsce zająłby dowódca III Korpusu Ołeksandr Bilecki, niedawno odznaczony tytułem Bohatera Ukrainy. Zaznaczył, że mimo prowadzenia w pierwszej turze, żaden z tych konkurentów nie miałby dziś szans pokonać Zełenskiego w hipotetycznej drugiej turze, co jednak — jego zdaniem — wywołuje nerwowość w obozie prezydenckim i wzrost asertywności potencjalnych rywali. Ocenił, że choć Fedorow był dotąd bardzo blisko związany z Zełenskim, może dziś dochodzić do ostatecznego rozstania obu polityków — przywołał węgierski przykład Antala Rogána (nazwanego w rozmowie „Madziarem”) jako historyczny wzorzec sytuacji, w której to odstępca z obozu władzy odnosi sukces w rywalizacji politycznej. Zasugerował, że to również może tłumaczyć, dlaczego obecny obóz władzy stara się dziś zrzucić na Fedorowa odpowiedzialność za dziurę finansową w budżecie obronnym i niepowodzenie reformy systemu mobilizacji. Podsumował, że nie ma wątpliwości, iż Fedorow poszukuje dziś poparcia wśród państw wspierających Ukrainę, w tym prawdopodobnie w Stanach Zjednoczonych — ocenił, że sami Amerykanie, pozostający jego zdaniem kluczowym czynnikiem rozgrywającym w tym konflikcie, zaczynają, choć nie wprost, poszukiwać politycznej alternatywy dla Zełenskiego.


Rozmowę przeprowadził Eugeniusz Romer w programie „Perspektywy Wschodnie”. Gościem był Marek Budzisz, analityk stosunków międzynarodowych. Materiał opublikowany na kanale „Układ Sił” na YouTube, liczącym 55 tys. subskrybentów, pod tytułem „Marek Budzisz – Koniec wojny do lata 2027? Zełenski kreśli perspektywę”. Opublikowany 26 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *