Okupowana Polska: Krwawa Niedziela — jak wyglądał skoordynowany atak na sto wołyńskich wsi

Nowe

Kanał Okupowana Polska w nowym odcinku przedstawił szczegółowy przebieg Krwawej Niedzieli — 11 lipca 1943 roku, kulminacyjnego dnia ludobójstwa dokonanego przez UPA na Wołyniu, wraz z tłem historycznym konfliktu polsko-ukraińskiego oraz relacjami ocalałych z poszczególnych miejscowości.

Korzenie konfliktu w II Rzeczpospolitej

Autorzy materiału przypomnieli, że relacje polsko-ukraińskie pozostawały napięte od początku istnienia II Rzeczpospolitej — zakończenie I wojny światowej nie przyniosło Ukrainie niepodległości, a zamieszkiwane przez Ukraińców ziemie podzielono między Polskę i Związek Sowiecki, co część ukraińskich elit uznała za stan narzucony siłą. Zaznaczono, że choć państwo polskie formalnie gwarantowało Ukraińcom prawa obywatelskie — funkcjonowały ukraińskie szkoły, organizacje społeczne, partie polityczne i prasa — w praktyce polityka władz nie była jednolita: w Galicji Wschodniej nasilała się presja asymilacyjna, podczas gdy na Wołyniu, zwłaszcza za rządów wojewody Henryka Józewskiego, prowadzono politykę znacznie bardziej elastyczną.

Podkreślono, że część ukraińskiego ruchu narodowego ulegała jednocześnie radykalizacji — powołana w 1929 roku Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów odrzuciła kompromis z Polską na rzecz działalności terrorystycznej, prowadząc w latach 30. zamachy na przedstawicieli polskich władz. Najgłośniejszym z nich było zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego — co autorzy materiału określili jako swoisty paradoks, ponieważ był on akurat zwolennikiem dialogu polsko-ukraińskiego. Przypomniano też o akcjach sabotażowych wymierzonych w lokalne urzędy i posterunki policji oraz o zdecydowanej reakcji państwa polskiego w postaci obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej, gdzie — obok polskich nacjonalistów — trafili właśnie ukraińscy terroryści.

Okupacje sowiecka i niemiecka: eskalacja współpracy z Niemcami

Materiał przedstawił, jak wybuch wojny i kolejne okupacje pogłębiły istniejące napięcia. Okupacja sowiecka przyniosła przede wszystkim represje wymierzone w Polaków, stanowiących elitę tych terenów — Ukraińcy starali się wykorzystać słabość Polski do prowadzenia własnej działalności politycznej. Po niemieckim ataku na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku ukraińscy nacjonaliści dostrzegli kolejną szansę na realizację swoich aspiracji, korzystając z ograniczonej przychylności Niemców — działacze OUN, zwłaszcza frakcji Stepana Bandery, zaczęli tworzyć własne struktury i lokalne milicje, aktywnie współpracując z okupantem i wykonując nawet najbardziej zbrodnicze rozkazy.

Autorzy zwrócili uwagę na udział Ukraińców w prześladowaniu i eksterminacji Żydów — już latem 1941 roku dochodziło do pogromów organizowanych lub inspirowanych przez Niemców (najbardziej znanym przykładem pozostaje pogrom we Lwowie), a ukraińskie formacje pomocnicze uczestniczyły w identyfikowaniu, wyłapywaniu i konwojowaniu Żydów do miejsc egzekucji. Podkreślono, że to doświadczenie miało istotne znaczenie psychologiczne — obserwując, jak sprawnie można zniszczyć całe społeczności, ukraińscy nacjonaliści wyciągnęli wniosek, że przy odpowiedniej logistyce i zdecydowaniu można w podobny sposób „pozbyć się polskiego problemu”.

Parośla, Janowa Dolina i eskalacja wiosną 1943 roku

Materiał wskazał, że pierwsze zorganizowane zbrodnie miały miejsce na początku 1943 roku — 9 lutego ukraińskie bandy zaatakowały Parośle, gdzie pod pozorem współpracy z mieszkańcami wymordowano blisko 200 osób, co stało się punktem zwrotnym eskalacji przemocy. W kolejnych tygodniach fala ataków objęła Tuchobeń, Wydymer i Niemodlin, następnie Lipniki i Brzezinę, a w okresie Wielkiego Tygodnia — Janową Dolinę, gdzie zginęło około 600 osób.

Przywołano wstrząsającą relację mieszkanki Janowej Doliny, Łucji Arczyńskiej — jej ojciec, gdy wybiegł budzić sąsiadów, został napadnięty, postrzelony i spalony żywcem tuż przy domu, a sąsiedzi, których miał ostrzec, spłonęli ukryci w piwnicy. Z ukrycia w lesie obserwowała, jak Ukraińcy przyjeżdżający wozami okradali podpalone domostwa i w okrutny sposób znęcali się nad wieloletnimi sąsiadami — przywiązując ich do drzew, obcinając kończyny, strzelając lub podpalając. Ocalenie z tej masakry określiła jako cud. Autorzy podkreślili, że Polaków zabijano przy pomocy noży, siekier i wideł, co stało się niechlubnym znakiem rozpoznawczym ukraińskich band.

W maju i czerwcu ataki rozszerzono na powiaty dubieński, łucki, zdołbunowski i włodzimierski. Według części badaczy to właśnie wtedy Dmytro Kłaczkiwski, czołowy działacz OUN i dowódca UPA na Wołyniu, miał wydać rozkaz rozpoczęcia zmasowanej akcji eksterminacyjnej wymierzonej w Polaków, której eskalacja przypadła na lato 1943 roku.

Krwawa Niedziela: zaplanowany, skoordynowany atak na sto wsi

Historycy są zgodni, że kulminacją rzezi wołyńskiej był 11 lipca 1943 roku — Krwawa Niedziela. Materiał podkreślił, że nie był to spontaniczny wybuch przemocy, lecz starannie zaplanowana i skoordynowana akcja przeprowadzona jednocześnie w blisko 100 wołyńskich miejscowościach. Napastnicy celowo wykorzystali fakt, że była to niedziela i wielu Polaków uczestniczyło w nabożeństwach, co zwiększało liczbę ofiar i utrudniało obronę. Ataki rozpoczynały się o świcie — napastnicy otaczali wsie, odcinali drogi ucieczki, podpalali zabudowania i mordowali mieszkańców bez względu na wiek i płeć, a następnie niszczyli osady, by zatrzeć ślady zbrodni.

Kisielin: rozstrzaskiwane dzieci, odcinane piersi

Wśród najbardziej znanych miejsc kaźni wymieniono Kisielin w powiecie horochowskim, gdzie w niedzielny poranek Polacy zgromadzili się na mszy, a w trakcie nabożeństwa świątynia została zaatakowana. Przywołano przejmujące świadectwo ocalałej Leokadii Piłat, która opisała, jak małe dzieci rozszarpywano i rozstrzaskiwano o mury kościoła, odcinano piersi i wyrywano języki, a ludzi bito siekierami, nożami i maczugami. W kolejnych dniach zganiano ludzi z okolicznych wsi, kazano im kopać dół i wrzucać tam ciała wyciągane z kościoła. Piłat podsumowała, że tego, co działo się na Wołyniu, nie da się opisać.

Poryck: „mózg był na ścianach pokoju”

W Porycku napastnicy zaatakowali podczas niedzielnego nabożeństwa, mordując Polaków wewnątrz świątyni, na ulicach i w domach. Materiał przytoczył relację ocalałego mężczyzny, który ukrył się w stodole — usłyszał nadjeżdżającą furmankę, przez szpary między deskami zobaczył uzbrojonych mężczyzn, w tym ukraińskiego nastolatka z sąsiedztwa. Napastnicy weszli przez niezamknięte drzwi i strzelali z bliska w głowy domowników, a jego żona Janina klęczała z rozkrzyżowanymi rękami, najwyraźniej błagając o życie. Szacuje się, że w Porycku zamordowano nawet do 300 Polaków, a gospodarstwa zostały splądrowane — polska społeczność miejscowości przestała wówczas istnieć. Po wojnie do udziału w mordzie przyznał się jeden z jego uczestników, Mykoła Kwitkowski. Wydarzenia upamiętnia dziś pomnik odsłonięty w 60. rocznicę zbrodni.

Chrynów: ostrzał kościoła z broni maszynowej

W Chrynowie atak rozpoczął się nad ranem, a uciekających zabijano na drogach, polach i w zabudowaniach gospodarczych. Część ofiar schroniła się w kościele, jednak i tam dosięgła ich śmierć. Ocalały Zygmunt Abramowski wspominał, że podczas sumy, w kaplicy z około 200 osobami, przeważnie kobietami i dziećmi, zauważył podejrzany ruch przy drzwiach — banderowcy ustawili ręczny karabin maszynowy typu Diegtiariow i zaczęli ostrzeliwać wiernych seriami. W świątyni rozległy się krzyki i rozdzierający wrzask dzieci. Jego ojciec, organista, próbował uciekać z ludźmi przez drzwi przy chórze — napastnik strzelił do niego czterokrotnie, ale trafienia okazały się niewypałem i udało mu się uciec. Napastnicy, najwyraźniej czymś spłoszeni, wycofali się do pobliskiego lasu, zostawiając wokół kaplicy liczne ciała kobiet i dzieci, a ranni czołgali się w stronę zbóż. Po zakończeniu masakry większość zabudowań spalono, a wieś zamieniła się w jedno wielkie pogorzelisko.

Górów: siedmiomiesięczne dziecko wśród ofiar

W Górowie napastnicy pojawili się już w nocy z 10 na 11 lipca — zgrupowanie Serhija Martyniuka wraz z okolicznymi chłopami przeprowadziło szybki i brutalny atak, podpalając domy jeden po drugim i zabijając ludzi podczas prób ucieczki. Jedna z ocalałych wspominała, jak obudziła się z sześcioma uzbrojonymi Ukraińcami w mieszkaniu — napastnicy demolowali wnętrze, krzycząc, gdzie jest gospodarz, i bijąc jej matkę, która odpowiadała, że mąż nie wrócił z Romanówki. Jeden z bandytów zaczął do niej strzelać — matka zginęła trafiona siedmioma pociskami. Zastrzelono również nocującą u nich babcię. Dziewczynka wraz z siostrą Alą błagały o darowanie życia — mimo to obie zostały postrzelone i pobite kolbą karabinu, tracąc przytomność, a siedemnastomiesięczna Jadzia została zastrzelona. W trakcie rzezi zamordowano około 200 osób, a miejscowość spalono; Ukraińcy zabrali żywy inwentarz i przeszli przez wieś, śpiewając piosenki o mordowaniu Polaków.

Dominopol: fałszywe zapewnienia o współpracy uśpiły czujność

Atak nie ominął też Dominopola, największej polskiej osady na Wołyniu, której mieszkańcy wcześniej otrzymywali mylne sygnały od Ukraińców dotyczące rzekomej współpracy przeciwko Niemcom, co osłabiło ich czujność — gdy rozpoczął się napad w nocy z 10 na 11 lipca, niemal wszyscy byli bezbronni. Ówczesna szesnastolatka Antonina Uleryk wspominała, że około pierwszej w nocy zagrały trąbki i do każdej polskiej chaty zaczęto łomotać kolbami karabinów. Do jej domu weszło dwóch uzbrojonych, pijanych napastników — matka próbowała ich udobruchać, tłumacząc, że w domu jest tylko jej mąż i dwie córki, ale napastnicy zupełnie jej nie słuchali. Jeden z nich uderzył ją kolbą, a gdy upadła, brutalnie zabił, podczas gdy drugi zamordował jej ojca jeszcze w łóżku. Sama Antonina została ciężko ranna — uderzona bagnetem w bok tak, że przeszedł na drugą stronę ciała, a przy kolejnym ciosie przekłuto jej rękę na wylot, po czym straciła przytomność. Gdy się ocknęła, słyszała już tylko rzężenie konającego ojca. Zbrodnia w Dominopolu trwała do 13 lipca, a po jej zakończeniu zabudowania spalono — osada została niemal całkowicie wymazana z mapy Wołynia.

Bilans dnia i pamięć, która wciąż nie jest pełna

Materiał podsumował, że 11 lipca 1943 roku oddziały UPA wraz ze wspierającymi je grupami miejscowej ludności zaatakowały jednocześnie około 100 polskich miejscowości, mordując w nich co najmniej 3 tysiące Polaków — skala i koordynacja tych działań sprawiły, że dzień ten przeszedł do historii jako kulminacyjny moment i symbol ludobójstwa wołyńskiego.

Autorzy zaznaczyli, że pamięć o tych wydarzeniach wciąż pozostaje niepełna i sporna — brakuje jednoznacznego, wspólnego języka opisu i moralnej oceny, który pozwoliłby godnie zamknąć ten rozdział historii, a dla wielu rodzin brak pełnego uznania skali zbrodni nadal jest źródłem bólu i poczucia niesprawiedliwości. Podkreślili, że Europa, jeśli ma być wspólnotą opartą na wartościach, nie może budować swojej pamięci na przemilczeniach ani relatywizowaniu zbrodni, a prawda historyczna nie powinna podlegać politycznym wahaniom, ponieważ bez niej nie ma ani pojednania, ani autentycznego dialogu między narodami. Zakończyli konkluzją, że Wołyń pozostaje nie tylko trudną historią sprzed ponad 80 lat, ale fundamentalnym pytaniem o to, czy naród ukraiński jest w stanie zmierzyć się ze swoją historią bez uproszczeń, mitów i przemilczeń.


Materiał „Ludobójstwo na Wołyniu. Co wydarzyło się w Krwawą Niedzielę?” dostępny na kanale Okupowana Polska na YouTube, liczącym 247 tys. subskrybentów. Opublikowany 12 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *